New York
52°
Sunny
6:04 am7:44 pm EDT
10mph
45%
30.02
WedThuFri
68°F
55°F
59°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Publicystyka
Opinie i Analizy

Chciwość dyrektora

13.03.2024
FOTO: DREAMSTIME W obecnych czasach, kiedy trudno jest zbalansować pracę z życiem rodzinnym, pracując nawet na niższych szczeblach, szansy takiej pozbawieni są dyrektorzy dużych firm

Wiesław Cypryś

W ostatnich dwudziestu latach na atak serca zmarło w pracy kilku dyrektorów znanych firm.

Bycie szefem na każdym szczeblu hiererchii zawodowej wiąże się ze stresem, który wywołuje odpowiedzialność, stawianie czoła wyzwaniom, kierowanie ludźmi, podejmowanie właściwych decyzji i szereg innych czynników, których wymienienie zajęłoby pół strony.

Ale zajmowanie najwyższego stanowiska w firmie, jakim w Ameryce jest chief executive officer (CEO), to pewny uszczerbek na zdrowiu, jeżeli nie przedwczesna śmierć.

Jak podaje Challenger, Gray & Christmas, Inc., zajmująca się m.in. śledzeniem przyjęć i zwolnień w amerykańskich przedsiębiorstwach, w 2023 roku w biurze zmarło 19 dyrektorów, używając polskiego odpowiednika CEO. To najwyższa notowana liczba od 2010 roku. Inkorporacja ta naliczyła także 1914 osób na tych stanowiskach, które zrezygnowały z prestiżowej posady w obawie o własne zdrowie. Za główny powód odejścia podają one „wypalenie się”, co bardziej przyziemsko można określić utratą werwy zawodowej i zdrowia psychicznego.

Ogłoszenie oferty pracy brzmi mnie więcej tak: „Firma poszukuje wizjonerskiego lidera, który wprowadzi ją na wyższy pułap. Wynagrodzenie wysokie, ale ograniczone w czasie z powodu stresu, którego kandydat na pewno dozna, a który obniży jego przewidywaną długość życia”.

Czy to jednoznaczne i brutalnie szczere ostrzeżenie odstraszy rzeszę chętnych do stawienia się na rozmowę kwalifikacyjną? Absolutnie nie. Żaden z nich nawet nie zwróci na nie uwagi, widząc jedynie opasłą pensję i kierownicze, najwyższe stanowisko. Minusy oferty przychodzą dopiero wtedy, gdy zajmuje już upragniony stołek, bo zaczynają doskwierać choroby, których wcześniej dyrektor nie miał, a które obecnie przyspieszają, jak przyśpiesza biegacz przed metą.

Uszczerbku na zdrowiu nie rozważał 57-letni Robin Hayes, były już szef Jet Blue, kiedy obejmował stanowisko. Po dziewięciu latach na zalecenie lekarza i namowach żony zrezygnował z prowadzenia jednej z największych linii lotniczych w USA. Kto wie, czy odejście na odpoczynek nie było najlepszą decyzją, jaką podjął w życiu, bo najgorsze już czaiło się za rogiem.

Szczęścia takiego nie miał Oscar Nunoz – dyrektor United Airlines, który wspinał się po stopniach kariery i w 2015 roku dotarł na szczyt. Po 37 dniach na stanowisku doznał ataku serca. Po dwóch miesiącach od wszczepienia mu nowego organu wrócił w pełnym wymiarze godzin do pracy, w której wytrwał do 2020 roku.

W obecnych czasach, kiedy trudno jest zbalansować pracę z życiem rodzinnym, nawet na niższych szczeblach kariery, szansy takiej pozbawieni są dyrektorzy dużych firm, gdzie masochistyczna motywacja przywódcza pochłania ich umysł i ciało. Przyznają to sami zainteresowani, ale dopiero wtedy, gdy zauważają, że się „sypią”. Pochłonięci „wyścigiem szczurów” nie widzą zagrożenia lub oczywistych oznak nadchodzącej katastrofy.

CEO producenta alkoholu Diagero Ivanovi Menzesowi pozostało kilka tygodni do przejścia na emeryturę, kiedy w czerwcu 2023 roku zmarł w wieku 63 lat. Firma podała, że był krótko hospitalizowany z powodu wrzodów żołądka.

W ostatnich dwudziestu latach na atak serca zmarło w pracy kilku dyrektorów znanych firm, m.in. Jim Catalupo z McDonald’sa, Samuel Ackerman z Panacos Pharmacenticales czy Carolyn Reidy z Simon & Schuster.

Reasumując, nie ubolewam nad losem dyrektorów wielkich przedsiębiorstw, gdyż sami świadomie wdrapują się na stołki, a tam czeka ich nieprzerwana harówka i presja, zaś wszyscy wokół czyhają na potknięcia, błędy i złe decyzje. Odpowiedzialność, jaka na nich spoczywa, jest wynagradzana niewyobrażalnymi zarobkami, o których większość z nas może tylko pomarzyć. Będąc świadomym zagrożenia zdrowia, a nawet życia, nie potrafią zredukować godzin pracy, przelać części obowiązków na zastępców, więcej się ruszać, zdrowiej odżywiać. Na dodatek są przekonani, że mimo stresu nic złego im się nie stanie, bo są niezastąpieni, a bez nich firma pójdzie z torbami, a na pewno straci zyski, jakie osiąga pod ich przywództwem.

Czasem mi się wydaje, że to tylko wymówka, bo nie mogą się wyrzec się wysokich pensji, a im bardziej wypycha się ich portfel, tym bardziej czują potrzebę zapełniania go.

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner