New York
46°
Cloudy
6:09 am7:40 pm EDT
6mph
77%
30.16
SatSunMon
68°F
61°F
63°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Opinie i Analizy

Co mogą imigranci

04.11.2022

Wydawałoby się, że imigranci jako grupa nie mają zbyt wiele do powiedzenia w życiu politycznym. Są przecież w pewnym sensie gośćmi w kraju, który ich przyjął. W społecznej percepcji są raczej klientami niż uczestnikami życia politycznego. Dane demograficzne wskazują jednak na coś zupełnie innego.

Tomasz Deptuła

W tegorocznych wyborach około 23 milionów osób urodzonych poza USA będzie miało prawa wyborcze. To prawie 10 procent wszystkich uprawnionych do głosowania, których liczbę szacuje się na 240 milionów.

NATURALIZOWANYCH PRZYBYWA SZYBCIEJ

Według badań przeprowadzonych przez Pew Research Center, na podstawie danych z Biura Spisu Powszechnego, w ciągu pierwszych 20 lat obecnego stulecia liczba imigrantów zyskujących prawo wyborcze zwiększała się szybko, ale systematycznie, i prawie się podwoiła. Dla porównania – populacja osób urodzonych w USA z prawami wyborczymi wzrosła w tym samym czasie o 18 proc. Różnica w dynamice przyrostu jest więc znacząca.

Wzrost populacji imigrantów z uprawnieniami wyborczymi odzwierciedla dwa duże trendy demograficzne w Stanach Zjednoczonych. Po pierwsze, od uchwalenia Immigration and Nationality Act w 1965 roku liczba migrantów mieszkających w USA systematycznie rośnie. 57 lat temu w Stanach Zjednoczonych mieszkało 9,6 miliona imigrantów, co stanowiło około 5 proc. ogółu populacji. Dziś jest ich ponad 45 milionów. Co siódmy mieszkaniec kraju urodził się poza jego granicami.

Po drugie, coraz więcej legalnych imigrantów mieszkających w USA wystąpiło w ostatnich latach o naturalizację.  W latach 2009-2019 zrobiło to 7,2 mln osób. Często motywacją był lęk przed restrykcjami, jakie mogą dotknąć imigrantów nieposiadających obywatelstwa, nawet jeśli przebywają w USA całkowicie legalnie.

JĘZYCZEK U WAGI

Imigranci powyżej 18. roku życia, którzy nabyli obywatelstwo w drodze naturalizacji, stanowią więc realną siłę, mogącą w wielu stanach, powiatach i miastach pełnić rolę przysłowiowego języczka u wagi, zwłaszcza przy bardzo zaciętych wyścigach wyborczych. A tych ostatnich w Ameryce nie brakuje. W wielu miejscach o zwycięstwie wyborczym może decydować kilkaset albo nawet kilkadziesiąt głosów. Wówczas poparcie naturalizowanych obywateli może przesądzić o końcowym sukcesie. Oczywiście pod warunkiem, że kandydaci ubiegający się o głosy będą w stanie coś konkretnego obiecać, a sami imigranci – skonsolidować się w walce o konkretną sprawę.

Głosy imigrantów mogą stanowić także o sile całych grup etnicznych walczących o swoje prawa. Na przykład wsród wyborców pochodzenia azjatyckiego aż dwie trzecie stanowią osoby naturalizowane. Wśród wyborców latynoskich imigrantem jest co czwarta osoba. To stanowi odzwierciedlenie struktury demograficznej obu grup – aż 77 proc. dorosłych osób azjatyckiego pochodzenia to imigranci, wsród Latynosów jest ich 46 proc.

W tegorocznych wyborach imigracja należy do trzech najważniejszych problemów wskazywanych
przez wyborców – zaraz po inflacji i przestępczości  FOTO: PEXELS

Migranci mają także możliwość lobbowania w interesie swoich krajów pochodzenia. Najwięcej naturalizowanych imigrantów pochodzi z Meksyku (3,5 miliona), Filipin (1,4 mln), Indii (1,2 mln), Chin (1 mln), Wietnamu (1 mln) i Kuby (0,8 mln). Dalsze miejsca na liście skompilowanej przez Pew Research Center zajmują Korea Płd., Dominikana, Jamajka i Salwador. Polski brak w pierwszej dziesiątce listy, podobnie jak nowych imigrantów z innych krajów Europy.

Z FREKWENCJĄ RACZEJ KIEPSKO

To jednak tylko ogólne dane statystyczne. Oddzielnym problemem jest już sam udział w wyborach. Z badań wynika, że mimo nabycia obywatelstwa imigranci do udziału w głosowaniach niespecjalnie się garną. W kolejnych wyborach prezydenckich między 2004 a 2016 rokiem frekwencja wśród osób urodzonych w USA wahała się w granicach 62-65 proc., ale w przypadku nowych, naturalizowanych obywateli za każdym razem wynosiła już tylko 54 proc. I nie odpowiadają za to tylko wyborcy pochodzenia azjatyckiego czy latynoskiego. Badania wykazują, że białe osoby urodzone w USA głosują częściej niż biali naturalizowani wyborcy i różnica ta powiększa się systematycznie (na niekorzyść imigrantów) od lat 90. ubiegłego stulecia.  Jeśli jeszcze dodamy, że między 2000 a 2020 rokiem w grupie naturalizowanych osób odsetek białych spadł z 30 proc. do 22 proc., to zrozumiemy, dlaczego polityczne debaty na temat problemu imigracji dotyczą przede wszystkim Latynosów i Azjatów, i to o nich głównie chcą rozmawiać politycy, zarówno na szczeblu krajowym, jak i lokalnym.

NIE TYLKO DEMOKRACI

Przyjęło się uważać, że naturalizowani imigranci w swojej masie zasilają zwykle elektorat Partii Demokratycznej. Tymczasem, pomimo antyimigracyjnej retoryki prezydenta Donalda Trumpa, różnica w poparciu dla ugrupowań zaczyna się zmniejszać. I tak podczas wyborów do Kongresu w 2018 roku 61 proc. wyborców latynoskich deklarowało poparcie dla demokratów, a 25 proc. dla republikanów. Różnica wyniosła więc 36 proc. W tym roku sytuacja zmieni się radykalnie. Bo poparcie dla demokratów deklaruje w sondażach 52 proc., podczas gdy 35 proc. Latynosów poprze Partię Republikańską. W wielu przypadkach będzie to akt frustracji, bo proimigrancki elektorat mocno krytykuje sposób prowadzenia polityki imigracyjnej przez obecną administrację prezydenta Joego Bidena. Nie oznacza to, że naturalizowani imigranci opowiadają się za zmniejszaniem imigracji do USA czy masowymi deportacjami osób bez legalnego statusu. Z badań opinii publicznej wynika, że demokraci stopniowo tracą głosy imigrantów na rzecz republikanów przez brak reformy systemu imigracyjnego w czasie, gdy kontrolowali i Kongres, i Biały Dom, a także z powodu kryzysu na południowej granicy. Warto także pamiętać, że nie wszędzie imigranci popierali demokratów, jako bardziej skłonnych do wydawania pieniędzy na cele humanitarne i pomoc dla uboższej części społeczeństwa. Przykładem odmiennej postawy mogą być latynoscy imigranci z Kuby, którzy zwykle obdarzali zaufaniem polityków Partii Republikańskiej.

W tegorocznych wyborach imigracja należy do trzech najważniejszych problemów wskazywanych przez wyborców – zaraz po inflacji i przestępczości. Wyprzedza takie kwestie, jak aborcja czy bezpieczeństwo międzynarodowe. Ale jest także wiele innych kwestii, w których imigranci z prawem głosu powinni mówić: nic o nas bez nas. Aby to jednak osiągnąć, trzeba zacząć od rejestracji i wizyty w lokalu wyborczym.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner