New York
73°
Partly Cloudy
5:25 am8:31 pm EDT
2mph
85%
29.82
MonTueWed
84°F
91°F
93°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Opinie i Analizy

Deficyt publicznych toalet

08.03.2023
Nowy Jork plasuje się na 93. miejscu w kraju w klasyfikacji toalet publicznych przypadających na osobę FOTO: DREAMSTIME

Kto mieszka lub bywa w Nowym Jorku wie, że znalezienie tu toalety publicznej jest trudnym wyzwaniem, a często niemożliwym. Niezorientowani, zaskoczeni ich brakiem, przeżywają prawdziwe tortury, gdy dopadnie ich potrzeba.

Wiesław Cypryś

Mało się o tym mówi, bo to temat wstydliwy. Skuszę się jednak na kilka uwag, bo problem jest naprawdę ważny. Ze znalezieniem możliwej do użytku publicznej toalety nowojorczycy zmagają się od dziesięcioleci, czego jednak władze miejskie nie zauważają. Zaniedbania w tej kwestii to mały kryzys społeczny, który wymaga natychmiastowej interwencji.

W Nowym Jorku mieszka osiem i pół miliona ludzi, nie licząc nieudokumentowanych imigrantów oraz turystów. Gdzie mają oni udać, gdy zmusi ich potrzeba?

Możliwości jest jak na lekarstwo, oczywiście z wyłączeniem tych, które godzą w dumę człowieka: ukradkowe stawanie przy drzewach, krzakach i klombach lub między zaparkowanymi samochodami. To mężczyźni, a co mają robić kobiety? Z tego, co słyszę, towarzyszy im frustracja, gdy wychodzą „na miasto”.  Koleżanki z pracy mówią, że opracowują sobie trasę tak, aby w razie absolutnej konieczności mogły gdzieś się zatrzymać, gdzie nie będzie straszył brud i odór. Te, które większość dnia spędzają między jednym punktem a drugim, zwykle wchodzą do biur, które w jakiś sposób są z nimi powiązane, nawet gdy nie mają tam do załatwienia żadnej służbowej sprawy. Istnieje bowiem nieformalna umowa grzecznościowa pozwalająca na korzystanie z toalety, bo dzisiaj musi z niej skorzystać pracownik naszej firmy, a jutro ich.

Jednak nie wszyscy nowojorczycy mają takie możliwości. Co wtedy robią? Chwytają się mniej lub bardziej wypróbowanych sposobów. Wchodzą do barów szybkiej obsługi, typu McDonald i Burger King, gdzie przy odrobinie szczęścia można stanąć przed obliczem muszli klozetowej i zaznać ulgi. Czekamy, aż ktoś opuści kabinę i zanim zatrzasną się drzwi, przytrzymujemy je. Często jednak obsługa zza lady krzyczy: „Toaleta tylko dla klientów”, więc sztuka ta się nie udaje. Sam wielokrotnie oddawałem się tej strategicznej misji i czy byłem głodny, czy nie, zamawiałem frytki, żeby tylko dostać się do łazienki.

Brak poważnego podejścia do problemu ze strony miejskich władz spowodował działania nowojorczyków. Śpiewaczka operowa Theodora Siegel na Tik Toku prowadzi konto informujące o lokalizacji miejsc, gdzie można załatwić potrzeby fizjologiczne. Zaczęła od McDonalda na Times Square, gdzie nakręciła krótki filmik i wrzuciła go do sieci. Już następnego dnia w sekcji z komentarzami znalazła informacje ludzi, którzy podawali sklepy, restauracjie, banki i hotele, gdzie można wejść za potrzebą bez obawy wyrzucenia na bruk. Lista jest ciągle aktualizowana, gdyż jedne przybytaki zmieniają swoje podejście do „ludzi z ulicy”, a drugie kończą usługi i zamykają drzwi na dobre.

Zmagający się z załatwieniem nieobcych każdej żywej istocie spraw dzielą się swoimi przykrymi doświadczeniami. Niektóre brzmią dramatycznie.

Przed wszystkimi właścicielami i menedżerami zakładów użyteczności publicznej, którzy zezwalają nie tylko klientom na korzystanie z toalet, należy pochylić głowę, ale należy też zrozumieć tych, którzy na to się nie godzą. Ludzie łazienki brudzą, zaśmiecają i dewastują. Palą w nich papierosy i zażywają narkotyki. Ale o tych aspektach się nie mówi, jakby nie była to prawda i główny powód odmowy korzystania z łazienki.

Dlaczego nowojorczycy mają liczyć na przychylność innych, żeby załatwić swoje potrzeby fizjologiczne? Czynność ta nie jest luksusem, jest koniecznością, więc powinno się im stworzyć warunki, aby mogli się jej oddać.

Próbowano. Po cięciach budżetowych w latach 70. ubiegłego wieku budowa publicznych toalet ciągle trafiała na mur nie do przebicia. W latach 90. miasto zainicjowało pilotażowy program zainstalowania sześciu płatnych kabin toaletowych sprowadzonych z Europy. W ciągu czterech próbnych miesięcy skorzystało z nich ponad 40 tys. osób, co okrzyknięto sukcesem. Plan umieszczenia kolejnych stu ugrzęzł w biurokratycznym błocie, a już istniejące rozmontowano. To wersja oficjalna, ale prawdziwym powodem zaniechania ich instalacji było to, że przyciągały przestępców. Gromadzili się wokół nich bezdomni, wyciągający rękę po datki od korzystających z nich nowojorczyków i turystów, a w nocy urządzali sobie w nich legowisko. Na tym cierpiała reputacja „Wielkiego Jabłka”, za którym ciągnęła się fama miasta niebezpiecznego i nieprzychylnego turystom.

Nowy Jork nie złożył jednak broni. Za administracji Michaela Bloomberga, który miał ambitne plany, podjęto jeszcze jedną próbę instalacji dwudziestu samooczyszczających się toalet. Skończyło się na czterech.

Ale gdy wydaje się, że nie może być gorzej, gorsze nastaje. Tym gorszym była pandemia, która jeszcze bardziej utrudniła dostęp do miejsc, gdzie udajemy się „za potrzebą”. Wraz z jej nadejściem zamknięto wszystkie – w liczbie 69 – łazienki zlokalizowane na stacjach metra. Prawie trzy lata później otwarto raptem dziewięć z nich. Równocześnie zarząd komunikacji miejskiej (MTA) rozpatruje instalację urządzeń wykrywających zapach moczu, gdy ktoś odda się temu procederowi w windach systemu.

Nic też dziwnego, że Nowy Jork plasuje się na 93. miejscu w kraju w klasyfikacji publicznych toalet przypadających na osobę. Jeżeli chce się być „najwspanialszym miastem na świecie”, nie wystarczy, że stoją w nim nowoczesne wieżowce, teatry na Broadwayu wystawiają piękne musicale, a restauracje serwują majstersztyki sztuki kulinarnej, trzeba zainwestować w infrastrukturę, która uwzględni potrzeby fizjologiczne jego mieszkańców i przyjezdnych.

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner