New York
28°
Cloudy
7:05 am5:13 pm EST
6mph
80%
30.25
ThuFriSat
43°F
30°F
30°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Opinie i Analizy

Dług publiczny

23.01.2023
Szefowa Departamentu Skarbu Janet Yellen poinformowała Kongres, że pułap zadłużenia USA zostanie przekroczony 19 stycznia i wezwała Kongres do zwiększenia limitu zadłużenia bądź do jego całkowitego zniesienia FOTO: YOUTUBE

Każdy z nas pożyczając pieniądze ma mniej więcej pojęcie, o jaki kredyt może starać się w banku. A ile może pożyczyć cały kraj, będącym największym mocarstwem na świecie? Debatę na ten temat fundują nam co jakiś czas politycy przy okazji dyskusji na temat limitu zadłużenia. Teraz przyszła pora na kolejną odsłonę dramatu, bo Stanom Zjednoczonym kończą się prawne możliwości pożyczania pieniędzy.

Tomasz Deptuła

Kryzysy związane z podnoszeniem limitu długu publicznego pojawiają się co dwa, trzy lata. Są okazją do politycznych utarczek między Kapitolem a Białym Domem. Nie jest to niewinna zabawa. W 2011 roku po raz pierwszy w historii agencja Standard & Poors obniżyła przez to rating amerykańskich obligacji skarbowych. W reakcji na ten krok amerykańskie giełdy poleciały w ciągu jednego dnia o 7 procent w dół.

BILIONY, A NIE MILIARDY

Niespłacony dług Stanów Zjednoczonych dobija do poziomu 31,4 biliona dolarów. Aby rozwiać wątpliwości: chodzi o polskie biliony (a nie miliardy), czyli angielskie trillions. Biorąc pod uwagę, że produkt krajowy brutto USA szacowany był w 2022 roku na 25,7 biliona dolarów, zadłużenie publiczne Ameryki wynosi obecnie 121 proc. rocznego PKB, czyli wartości wszystkich towarów i usług wytwarzanych w Stanach. Jeśli ktoś narzeka, że to dużo, to przypomnijmy, że niechlubnym liderem pod tym względem jest Japonia, gdzie poziom długu przekroczył 260 proc. wytwarzanego PKB, a w wydobywającej się z kryzysu Grecji – 181 proc. PKB. Włochy zakumulowały dług w wysokości 156 proc. PKB, a bogata Belgia – ponad 130 proc. Na tym tle Polska z długiem sięgającym 55 proc. PKB wygląda wręcz na prymusa.

WYDATKI WIĘKSZE NIŻ PRZYCHODY

Stany Zjednoczone od lat wydają więcej, niż wynoszą przychody z podatków. Deficyt budżetowy finansują zaciągając dług, czyli sprzedając obligacje skarbowe (US Treasury bonds). Co roku obsługują już podjęte zobowiązania, co trzeba także uwzględniać przy planowaniu federalnego budżetu.

W USA ostatni raz budżet federalny udało się zrównoważyć pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia i na początku obecnego milenium. Gdy podejmowano drastyczne decyzje o cięciu wydatków, w Białym Domu rządził demokrata Bill Clinton, a na Kapitolu republikanie z przewodniczącym Izby Reprezentantów Newtem Gingrichem na czele. Departament Skarbu ogłosił nawet przerwanie emisji 30-letnich obligacji w październiku 2001 roku, kiedy rząd dysponował nadwyżką budżetową i planował całkowite spłacenie federalnego długu publicznego.

Po zamachach z 11 września 2001 roku, zaangażowaniu USA w konfliktach w Afganistanie i Iraku oraz ostrych cięciach podatkowych, wprowadzonych przez administrację George’a W. Busha, w kolejnych budżetach federalnych pojawiał się coraz większy deficyt i administracja powróciła do starych wypróbowanych narzędzi, pozwalających na efektywne zarządzanie długiem publicznym – emisji treasury bonds. Potem było jeszcze gorzej, bo wychodzenie z wielkiej recesji lat 2007-2009 czy finansowanie pakietów stymulacyjnych w czasie pandemii odbywało się w dużej części za pożyczone pieniądze.

OBLIGACJE JAKO GWARANCJA

Rynek długu żyje własnym życiem. Amerykańskie obligacje skarbowe (US treasury bonds) są jednym z ważniejszych segmentów globalnego rynku finansowego. Uchodzą za bezpieczną, konserwatywną formę inwestycji. Kupują je dosłownie wszyscy, zwłaszcza w niepewnych czasach. Zwroty z inwestycji nie są może nadzwyczajne, często nie rekompensują nawet stopy inflacji, ale są za to pewne. Trudno bowiem sobie wyobrazić niewypłacalność amerykańskiego rządu.

Dziś wierzycielami jednej trzeciej długów USA są inwestorzy zagraniczni, a poważne pakiety obligacji znajdują się np. w skarbcach Chin czy Rosji.

PUŁAP W GÓRĘ

Ponieważ budżet rządu federalnego od ponad 20 lat ma deficyt, istnieje konieczność ciągłego podwyższania przez Kongres pułapu zadłużenia. Ostatni raz zrobiono to w czerwcu 2021 roku: limit długu publicznego ustalono właśnie na poziomie 31,4 biliona dolarów. Zgodnie z prawem po osiągnięciu tego pułapu nie można emitować nowych obligacji. Ponieważ budżet federalny nie jest zbalansowany, Departament Skarbu będzie jednak musiał nadal pożyczać pieniądze, aby normalnie funkcjonować, ale nie może tego zrobić bez aprobaty Kongresu. Szefowa tego departamentu Janet Yellen poinformowała właśnie Kongres, że pułap zadłużenia zostanie przekroczony 19 stycznia i wezwała Kongres do zwiększenia limitu zadłużenia bądź do jego całkowitego zniesienia. Nie znaczy to jednak, że Stany Zjednoczone staną się z dnia na dzień niewypłacalne. Yellen zapowiedziała wprowadzenie “nadzwyczajnych środków, aby zapobiec niewywiązaniu się USA ze swoich zobowiązań”. Napływające rachunki będzie też można regulować z bieżących wpływów do budżetu, ale te są trudne do oszacowania. Szefowa Departamentu Skarbu ostrzegła republikańskiego przewodniczącego Izby Reprezentantów Kevina McCarthy’ego, że “niepowodzenie w spłacaniu zobowiązań wywoła nieodwołalne szkody amerykańskiej gospodarce, odbije się na poziomie życia wszystkich Amerykanów oraz na globalnej stabilności finansowej”. Przypomniała także, że do zobowiązań rządu federalnego należy “wypłacanie świadczeń Social Security, Medicare, żołdu dla służących w siłach zbrojnych, odsetek od zaciągniętych długów, zwrotów podatkowych i innych płatności”.

POLITYCZNE IGRZYSKA

Bitwa o podniesienie limitu zadłużenia zapowiada się jako pierwsza ostra konfrontacja między administracją Joego Bidena a Izbą Reprezentantów, w której większość zdobyli właśnie republikanie. Obie strony mają świadomość, że pułap trzeba będzie prędzej czy później podnieść. Problem w tym – kiedy i za jaką cenę. Republikanie konsekwentnie deklarują, że nie zezwolą na bezkarne rozdawnictwo pieniędzy. Demokraci z kolei utrzymują, że cięcia wydatków są niemożliwe, gdyż stanowią one zobowiązania państwa federalnego.

Konsekwencje pełnej obstrukcji byłyby niewyobrażalne – Stany Zjednoczone musiałyby ogłosić przynajmniej częściową niewypłacalność, wywołując kryzys finansowy na olbrzymią skalę.

Chaos na rynku długu może nie pozostać obojętny także dla zwykłych śmiertelników – ostrzegają analitycy wielkich banków i domów maklerskich, takich jak Goldman Sachs. Rynki kapitałowe nie cierpią niepewności i reagują zmiennością kursów. A mówiąc dosadniej – spadkami. W amerykańskiej giełdzie ulokowane są setki miliardów dolarów Amerykanów, nie tylko na kontach inwestycyjnych, ale także w planach emerytalnych. To także jeden z powodów, dla których warto kibicować szybkiemu rozwiązaniu problemu podniesienia limitu zadłużenia.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY