New York
54°
Cloudy
6:27 am5:48 pm EDT
12mph
94%
30.08
SunMonTue
63°F
57°F
50°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wiadomości
Ameryka
Publicystyka
Opinie i Analizy

Kto ma prawo do Thanksgiving

22.11.2023

Mimo że w oficjalnej narracji politycy wyrażają dumę z tego, że Amerykanie są narodem imigrantów, to praktyka jest dużo inna. Imigracja stała się przedmiotem politycznego dyskursu i jest wykorzystywania jako narzędzie polaryzujące nastroje społeczne.

Tomasz Deptuła

Gdybyśmy przenieśli początki Dnia Dziękczynienia do czasów współczesnych, to dzień ten mógłby być obchodzony przede wszystkim jako święto imigrantów. A w tym roku w wielu rodzinach trudno by było o powody do radości.Analogie nasuwają się same. Z perspektywy osób przybywających do Nowego Świata – w 1621 roku byli to purytańscy koloniści z Plymouth z Anglii – gościnność, jakiej doświadczyli od rdzennej miejscowej ludności (wówczas indiańskiego plemienia Wampanoag) – pozwoliła im nie tylko świętować wspólnie udane zbiory, ale także przetrwać w zupełnie nowej rzeczywistości. Dziś przyjeżdżający do USA migranci też mogliby celebrować życzliwą pomoc ze strony gospodarzy.Problem w tym, że zarówno w przypadku wydarzeń z XVII wieku, jak i dziś trudno nie mówić o rozmijaniu się mitu z prawdą czy wręcz o hipokryzji.Dzieje pierwszych osadników w Ameryce mogły mieć bohaterskie początki, ale epizod z pierwszymi pielgrzymami nie był reprezentatywny dla tego, co zdarzyło się potem, gdy dokonywano bezwstydnych zaborów ziemi i eksterminacji plemion indiańskich. Prawdziwa historia walk między europejskimi osadnikami a rdzennymi Amerykanami to opis ucisku, rozlewu krwi, łamanych traktatów i porozumień.Przekaz o gościnności Indian i znajdujących się w potrzebie pielgrzymach posłużył jednak jako jeden z mitów założycielskich kraju. Doszło tu do ciekawego połączenia. Thanksgiving Day ma też swoje korzenie w ludowych obrzędach dożynkowych, obecnych w większości kultur rolniczych. Drugim uniwersalnym archetypem stojącym za mitem pierwszego wspólnego posiłku jest tradycja gościnności i wątek podróży w poszukiwaniu lepszego życia. I tak długi weekend Dnia Dziękczynienia stał się z czasem budowaniem wspólnoty, ponad religijnym świętem, celebrowanym niezależnie od kulturowych i etnicznych korzeni świętujących. Bo każdy jest przecież „skądś”, a nieliczni potomkowie rdzennych mieszkańców Ameryki mogą już tylko odczuwać dość gorzką satysfakcję, iż ich przodkowie okazali ongiś gościnność dziwnym białym przybyszom znajdującym się w opałach.W tym kierunku musiały zapewne biec myśli prezydenta Abrahama Lincolna, gdy w środku wojny secesyjnej ustanawiał narodowy Dzień Dziękczynienia, jako „symbolizujący pokój międzykulturowy, szansę Ameryki dla przybyszów oraz świętość domu i rodziny”. Święto w obecnym formacie zawdzięczamy jednak Franklinowi Delano Rooseveltowi, który w roku 1941 proklamował obchodzenie Thanksgiving Day w każdy czwarty czwartek listopada.Dziś Thanksgiving to szansa spędzenia czasu z rodziną i przyjaciółmi i ustawienia się w blokach startowych do przedświątecznych zakupów w drugiej części długiego weekendu. Niewiele mainstreamowych mediów w komentarzach dotyczących Dnia Dziękczynienia poświęca uwagę tym, którzy dopiero dobijają do amerykańskiego brzegu. Ich przeżycia są często porównywalne do przeżyć pielgrzymów z Portsmouth. Wielu Polaków osiadłych w Nowym Świecie na przełomie tysiącleci miałoby do opowiedzenia podobne historie, co dzisiejsi imigranci. Problemy ze znalezieniem pierwszej pracy, odnalezieniem się w nowej rzeczywistości i legalizacją pobytu nie ominęły wówczas tysięcy ludzi z naszej grupy etnicznej. W tamtych czasach obchodom Dnia Dziękczynienia w polsko-amerykańskich domach towarzyszył zawsze cień niepokoju – czy na pewno uda się tu zostać i zrealizować własne marzenie o Ameryce.Dlaczego o tym przypominam? Mimo że w oficjalnej narracji politycy wyrażają dumę z tego, że Amerykanie są narodem imigrantów, to praktyka jest dużo inna. Imigracja stała się przedmiotem politycznego dyskursu i jest wykorzystywania jako narzędzie polaryzujące nastroje społeczne. Do tego podzielony, dysfunkcyjny Kongres od kilku dekad jest niezdolny do przyjęcia jakichkolwiek reform imigracyjnych. Na południowej granicy USA mamy do czynienia z bezprecedensowym napływem migrantów starających się o azyl, z którym administracja nie jest w stanie sobie poradzić.W zeszłym miesiącu jeden z polityków pretendujących do prezydenckiego fotela powiedział, że nieudokumentowani imigranci „zatruwają krew naszego kraju”, co zdaniem ekspertów nawiązuje do języka białej supremacji i tworzy niebezpieczny precedens. Nagonki na imigrantów pojawiały się już wcześniej w historii Ameryki, ale rozmiary obecnej kampanii mogą szokować. W programach wyborczych kandydatów do partyjnych nominacji do Białego Domu pojawiły się pomysły przeprowadzania masowych obław na nieudokumentowanych imigrantów, i to także w „miastach-sanktuariach”, takich jak Nowy Jork, gdzie policja zwykle nie interesuje się statusem imigracyjnym mieszkańców. To właśnie u nas miałyby się odbywać obławy na nieudokumentowanych cudzoziemców, których przetrzymywano by do momentu deportacji w wielkich obozach. Nie chodzi więc o szybkie usuwanie osób, które próbują obecnie przekroczyć nielegalnie granicę USA, czy milionów ludzi, którzy dostali się do kraju od początku prezydentury Joego Bidena. Plany, jakie pojawiły się w ramach rozpoczętej już kampanii wyborczej, obejmują także usunięcie z USA ludzi mieszkających w kraju od dziesięcioleci. Można tu mówić o ksenofobicznej demagogii, adresowanej jedynie do najbardziej konserwatywnej części prawicowego elektoratu, ale słowa też potrafią wyrządzać wymierne szkody. W tejsprawie zresztą nikt nie jest bez winy. Odpowiedzialność za brak reform systemu imigracyjnego ciąży na obu partiach, a administracją, która w ostatnich dekadach wykazała największą sprawność w deportowaniu imigrantów, kierował demokrata Barack Obama.Wszystko to sprawia, że tegoroczny Dzień Dziękczynienia, ostatni przed prezydenckimi wyborami w 2024 roku, w wielu imigranckich rodzinach nie będzie należał do radosnych. Może wśród Polaków mieszkających w Nowym Jorku i New Jersey niewiele już osób nie ma ważnego imigracyjnego statusu, ale wiele innych, często naszych sąsiadów, ma się czego obawiać. A przecież oprócz posiłku z nafaszerowanym farszem indykiem jako main course, oglądania wspólnie futbolu amerykańskiego czy parady Macy’s albo ustawienia się w kolejce pod jednym z wielkich sklepów w oczekiwaniu na początek wyprzedaży, w tym święcie chodzi o coś więcej. Święto Dziękczynienia to dobry czas, aby zastanowić się nad wszystkim, co zadziało się w Ameryce i co odróżnia ten kraj od innych. W zalewie politycznej demagogii zaczęliśmy tracić to, co stanowiło jedną z jej najważniejszych wartości. Oby niebezpowrotnie.

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY