New York
46°
Clear
7:08 am5:09 pm EST
4mph
48%
30.33
MonTueWed
50°F
39°F
36°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Ameryka
Opinie i Analizy

Lame dusk session, czyli wyścig z czasem

21.12.2022
Po przejęciu przewodnictwa nad Izbą Reprezentantów przez republikanina Kevina McCarthy’ego szanse na negocjowanie kompromisowych projektów między demokratami a republikanami gwałtownie się zmniejszą FOTO: WIKIMEDIA

Lame duck session – termin nieprzetłumaczalny na język polski – to jeden z wyróżników amerykańskiej demokracji. Walczący z upływającym czasem Kongres próbuje w ciągu kilku tygodni załatwić to, czego nie można było zrobić przez kilka lat. Głosy zostały, więc można nie oglądać się na wyborców i szukać ponadpartyjnych kompromisów. Nie bez powodu to także okres zwiększonej aktywności legislacyjnej. Nie inaczej jest i w tym roku.

Tomasz Deptula

Lame duck sessions mają miejsce co dwa lata, po kolejnych wyborach do Kongresu. Budzą najwięcej emocji, gdy kontrolę nad Kapitolem lub Białym Domem przejmuje partia, która do tej pory znajdowała się w opozycji. Terminu tego używa się także w odniesieniu do okresu między wyborami prezydenckimi a objęciem urzędu przez nowego, zwycięskiego kandydata. Najczęściej słyszymy wówczas o seriach ułaskawień, podpisywanych często w ostatnich godzinach pełnienia urzędu.

W przypadku Stanów Zjednoczonych okresy, kiedy politycy decydowali o przyszłości kraju nie mając już mandatu wyborców na kolejną kadencję, bywały dużo dłuższe. Przed ratyfikowaniem 20. poprawki do Konstytucji USA w 1933 roku nowi prezydenci rozpoczynali swoje kadencje 4 marca, a więc pełne cztery miesiące po wyborach, a zdarzało się, że nowy Kongres zbierał się dopiero rok po głosowaniu. Dziś lame duck session trwa 7-8 tygodni w przypadku Kapitolu i 20 dni dłużej w przypadku Białego Domu. Ale i tak w większości systemów parlamentarnych na świecie okres między wyborami a objęciem władzy przez nowe władze jest dużo krótszy.

CZAS SPRZĄTANIA I IMPEACHMENTU

Do historii przejdzie sesja Kongresu po wyborach w 1974 roku. Podczas serii posiedzeń, które rozpoczęły się 18 listopada, a zakończyły 20 grudnia tegoż roku, Kongres zdołał uchwalić 138 ustaw, w tym tak ważne i obowiązujące do dziś, jak Clean Water Act i Privacy Act. Ale za nie mniej ważne uważa się legislacje mające na celu „posprzątanie” po aferze Watergate, która zmusiła do rezygnacji prezydenta Richarda Nixona. W czasie lame duck session zatwierdzono między innymi nominację Nelsona Rockefellera na urząd wiceprezydenta przy Geraldzie Fordzie, który przejął Biały Dom po dymisji Nixona.

Inna „martwa” sesja, która przeszła do historii, miała miejsce w 1998 roku, po nieoczekiwanych stratach poniesionych przez prawicę w „połówkowych” wyborach. Republikanie zwołali wówczas specjalne posiedzenie w Izbie Reprezentantów, aby przegłosować zapisy dotyczące impeachmentu Billa Clintona. Ówczesnego prezydenta oskarżono o składanie fałszywych zeznań oraz utrudnianie śledztwa w sprawie jego romansu ze stażystką Moniką Lewinsky. Izba niższa zebrała się 17 grudnia 1998 roku, aby po dwóch dniach oficjalnie przedstawić Clintonowi dwa zarzuty: krzywoprzysięstwa oraz obstrukcji wymiaru sprawiedliwości. Nowy Kongres, który rozpoczął kadencję w styczniu 1999 roku, został postawiony przed faktem dokonanym. Proces, który odbył się przed Senatem (pierwsze takie postępowanie od 130 lat), zakończył się uniewinnieniem Clintona.

Także w ostatnich latach lame duck session okazywała się bardzo pracowita dla odchodzącego Kongresu. Do tego stopnia, że Kongres poprzedniej kadencji (który zakończył urzędowanie w grudniu 2020 r.) przegłosował już po wyborach 44 proc. wszystkich legislacji, przyjętych w całym 2-letnim czasie pracy.

Ciekawy przebieg miała też lame duck session w 2010 roku. Demokraci stracili wówczas większość w Izbie Reprezentantów i uchwalili szereg ustaw, zanim oddali władzę. Unieważnili obowiązującą w wojsku zasadę „Don’t Ask, Don’t Tell” (Nie pytaj, nie mów), dotyczącą obecności osób o orientacji homoseksualnej w wojsku, przegłosowali traktat z Rosją o redukcji broni nuklearnej, przedłużyli obowiązywanie ulg podatkowych i przyznali fundusze dla członków służb ratunkowych, którzy udzielali pomocy po zamachach z 11 września.

ZDĄŻYĆ PRZED KOŃCEM MANDATU

W tym roku podczas lame duck session takich emocji z pewnością nie będzie, ale ostatnie tygodnie roku wciąż stanowią szansę na załatwienie kilku pilnych spraw, którymi nie będzie można się zająć przez następne dwa lata. Realia są takie, że po przejęciu przewodnictwa nad Izbą Reprezentantów przez Kevina McCarthy’ego szanse na negocjowanie kompromisowych projektów gwałtownie się zmniejszą. Paradoksalnie do podawania ręki ponad linią podziałów zniechęcać będzie dodatkowo stosunkowo niewielka przewaga republikanów w nowym Kongresie. Jak zauważa „The Economist”, uczyni to umiarkowane skrzydło tego ugrupowania zakładnikiem grupy najradykalniej nastawionych polityków republikańskich. McCarthy, przyszły szef republikańskiej większości w izbie niższej, już zakomunikował za pośrednictwem Fox News, że „każdy republikanin, który będzie próbował współpracować z demokratami, jest w grubym błędzie”.

W tym roku demokraci mają więc ostatnią szansę na przeforsowanie swoich ustaw przed oddaniem kontroli nad izbą niższą. Na liście priorytetów wymienić można co najmniej kilkanaście projektów. Nie będzie to jednak proste, bo uchwalenie nowego prawa wymaga także zgody Senatu, w którym demokraci mają co prawda minimalną większość, ale jednocześnie republikanie dysponują możliwością zastosowania obstrukcji parlamentarnej i zablokowania debaty. Do tego, jeśli obie izby uchwalą swoje projekty, to trzeba je ze sobą uzgodnić. A do tego kalendarz posiedzeń jest i tak szczelnie wypełniony.

Demokratom już udało się przegłosować w Izbie Reprezentantów ustawę zobowiązującą wszystkie stany do uznawania małżeństw tej samej płci. Projekt poparło także kilkudziesięciu republikanów.

W kolejce czekają ustawy budżetowe, w tym National Defense Authorization Act, regulujący wydatki Pentagonu w nadchodzącym roku. W kolejce czekają nominacje sędziowskie, zmiany w prawie wyborczym czy kwestie dostępu do eksploatacji surowców energetycznych na ziemiach publicznych. Do ostatniej chwili podejmowane będą próby przegłosowania elementów reformy imigracyjnej. Tu z kolei ponadpartyjne inicjatywy podejmowane są w Senacie. Kyrsten Sinema (demokratka z Arizony) i Thom Tillis (republikanin z Karoliny Północnej) chcą uregulować status Dreamersów, czyli nieudokumentowanych cudzoziemców wwiezionych do USA jako dzieci, w zamian za 25 miliardów dolarów przeznaczonych na poprawę bezpieczeństwa granic i wzmocnienie służb imigracyjnych oraz utrzymanie w mocy przez kolejny rok kontrowersyjnego rozporządzenia Title 42, pozwalającego na odsyłanie imigrantów do Meksyku.

Nad inną inicjatywą pracują senatorzy Michael F. Bennet (demokrata z Kolorado) oraz Mike Crapo (republikanin z Idaho), którzy chcą otworzyć ścieżkę do obywatelstwa dla niektórych pracowników rolnych. W obu przypadkach trzeba jednak uzyskać poparcie co najmniej 10 republikanów (potrzebne są głosy 60 senatorów, aby uniknąć obstrukcji parlamentarnej), co samo w sobie wydaje się zadaniem niezwykle trudnym, jeśli nie niemożliwym. Tym bardziej że ostatnią poważną ustawę dotyczącą legalizacji grup imigrantów bez statusu Kongres uchwalił w roku 1986. Ale podobno czas świąt to okres cudów, bo tylko w tych kategoriach będzie można traktować jakikolwiek kompromis w sprawach imigracyjnych.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY