New York
73°
Mostly Cloudy
5:34 am8:10 pm EDT
6mph
55%
29.96
MonTueWed
72°F
81°F
82°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Sport
Warto przeczytać
Wywiady
Polonia

Marzę o robieniu nietypowych fotografii

12.04.2024
Marcin Cholewiński na tle ulubionego zdjęcia, które zrobił Idze Świątek / Foto: ZOSIA ŻELESKA-BOBROWSKI

„Chciałbym robić sportowcom więcej niesportowych zdjęć, tzn. takich poza kortami, ringami, boiskami czy arenami” – podkreśla Marcin Cholewiński, dziennikarz i fotoreporter sportowy. Jego ulubioną fotografią jest zdjęcie, które zrobił Idze Świątek w Teksasie, kiedy podczas ceremonii losowania wychyliła się przez drzwi, a on to uchwycił swoim aparatem.


Niebawem w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ, będzie miała miejsce wystawa „Tennis court without secrets”. Będzie to Twój drugi pokaz zdjęć w metropolii nowojorskiej. Czy będą tam wyeksponowane te same fotografie co kilka miesięcy temu w Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoincie, NY, czy jednak zaprezentujesz coś zupełnie innego?
Będą to zdjęcia polskich tenisistów, z których oczywiście część będzie podobna do tych prezentowanych na Greenpoincie. Zamierzam także pokazać trochę najnowszych fotografii z ostatniego US Open oraz z turnieju WTA Finals w Cancun w Meksyku, gdzie Iga Świątek triumfowała. Była pierwszą Polką, która tam wygrała, a więc był to historyczny sukces, zresztą nie pierwszy na jej koncie. Będę także chciał dołączyć do tej wystawy zdjęcia z turnieju Miami Open na Florydzie, który właśnie się skończył. Czasu mam niewiele, ale postaram się coś wybrać i przygotować. Oprócz Igi Świątek będę chciał pokazać także fotografie innych tenisistów, m.in.: Janka Zielińskiego, który jest mniej rozpoznawalny, a przecież wygrał w tym roku Australian Open w rywalizacji par mieszanych, Magdalenę Fręch i Magdę Linette, które są w czołowej 50, a mam wrażenie, że są pomijane w mediach, oraz oczywiście Huberta Hurkacza. Nie będą to jednak tylko zdjęcia z kortów tenisowych, ale także z innych miejsc, ponieważ zarówno z Igą, jak z Hubertem miałem kontakt i spotkania poza kortem. W 2019 roku, jeszcze zanim Iga była gwiazdą światową, przed jej wielkimi sukcesami, po jej pierwszym udziale w seniorskim US Open, przeprowadziłem z nią wywiad w hotelu obok parku Centralnego. Mimo że była wówczas lekko przeziębiona i trener miał wątpliwości, czy powinna ze mną rozmawiać, Iga jednak zgodziła się, a nawet wybrała się później ze mną do parku, żeby zrobić kilka zdjęć. Nie trwało to zbyt długo, ale dzięki temu mam kilka unikatowych fotografii, które teraz trudno byłoby zrobić. One nie były publikowane w mediach, więc teraz będzie okazja, by je zobaczyć.

Podczas tej wystawy – zresztą podobnie jak i na Greenpoincie – skupiasz się na tenisie, ale domyślam się, że jako dziennikarz sportowy interesujesz się także innymi dyscyplinami i fotografujesz różnych sportowców.
Jeśli chodzi o zdjęcia, to oczywiście robię je nie tylko tenisistom czy też sportowcom, ale także politykom oraz fotografuję wydarzenia społeczne i kulturalne. Jednak sport jest mi najbliższy, bo zajmuje się nim zawodowo od 20 lat. Łączę dziennikarstwo z fotografią i to jest moje zainteresowanie oraz hobby, przez co głęboko siedzę w tym temacie. A jeśli chodzi o tenis, to w tej dyscyplinie nasi zawodnicy mają duże sukcesy, stąd też jest nim bardzo duże zainteresowanie. Poza tym do Igi Świątek mam też sentyment, ponieważ dużo z nią rozmawiałem, gdy jeszcze nie była znana, podobnie jak z jej poprzednim trenerem Piotrem Sierzputowskim. Byłem przy jej sukcesach na kilku turniejach, widziałem, jak się przygotowuje, jak to przeżywa, więc chcę to przekazać i opowiedzieć o tym innym. Wernisaż nie polega tylko na pokazaniu zdjęć, ale także na spotkaniu i rozmowie z ludźmi. Chcę im przekazać coś na temat charakteru mojej pracy dziennikarza i fotoreportera, o kulisach turniejów itp. Poza tym spotkaniem z Igą, o którym wcześniej wspomniałem, byłem w roku ubiegłym na turnieju w Indian Wells, gdzie udałem się na przejażdżkę z Hubertem Hurkaczem samochodem wyścigowym, który dostał od McLarena. Pojechaliśmy wtedy na pewien taras widokowy na pustynię, gdzie zrobiliśmy sesję zdjęciową. W dodatku, w trakcie jazdy, nagrywałem z Hubertem wywiad, co było ciekawym przeżyciem i doświadczeniem. Mam z tego spotkania unikalne zdjęcia, których nie ma nikt inny, więc na pewno podczas wernisażu będę chciał opowiedzieć o kulisach tego wydarzenia.

Marcin Cholewiński na tle zdjęć, które zrobił Hubertowi Hurkaczowi/ Foto: ZOSIA ŻELESKA-BOBROWSKI

Czyli ta wystawa będzie bardziej rozbudowana i poszerzona w stosunku do tej na Greenpoincie?
W Centrum Polsko-Słowiańskim mieliśmy wielu wspaniałych gości i nie chciałem zabierać im czasu. Wówczas byli z nami: Janek Zieliński i jego trener Mariusz Fyrstenberg, obecny selekcjoner reprezentacji Polski w piłce nożnej Michał Probierz ze swoim asystentem Sebastianem Milą oraz legendarny sprawozdawca i komentator sportowy Dariusz Szpakowski, tak więc ja, mimo że byłem inicjatorem tego wydarzenia, chciałem, żeby publiczność posłuchała tych osób, które wtedy gościły, tym bardziej że wszyscy są dużymi osobowościami.

Z Twoich wypowiedzi wynika, że zdecydowanie sport, a zwłaszcza tenis to Twój konik, jeżeli chodzi o fotografię. Czym oprócz tego jeszcze się interesujesz poza zdjęciami, które robisz zawodowo? Myślę, że Twoja pasja związana z fotografowaniem jest szersza i na pewno wykracza poza korty.
Fotografią sportową zajmuję się zawodowo, ale prywatnie lubię też robić portrety, fotografować architekturę, a zwłaszcza tę nowojorską, która jest niesamowicie ciekawa plastycznie i fotograficznie. Nowy Jork to kopalnia tematów do ciekawych zdjęć oraz do nauki ich robienia. Poza tym zawsze gdy jeżdżę na imprezy sportowe, czy to turnieje tenisowe, czy gale bokserskie, to staram się także robić zdjęcia związane z innymi tematami i rzeczami. Współpracuję z Polską Agencją Prasową więc chcę pokazać także otoczenie, w którym dane wydarzenie się odbywa.

Czy jest szansa, że kiedyś zorganizujesz wystawę z innymi zdjęciami niż tenis, np. związaną z innymi dyscyplinami sportu czy też wspomnianą architekturą lub portretami?
Oczywiście bardzo bym chciał to zrobić, ale obecnie skupiłem się na tenisie, ponieważ mam bardzo dużą bazę takich zdjęć. To też powoduje, że mam ogromny dylemat, żeby dokonać odpowiedniej selekcji i wybrać kilkadziesiąt fotografii. Chcę pokazać około 30-40 zdjęć, a w swojej bazie mam ich kilka tysięcy. To jest bardzo ciężka praca i decyzja. Myślę też o wystawie bokserskiej. Mam również wiele ciekawych fotografii z tej dyscypliny sportowej. Moim kolegą jest Maciej Sulęcki, który teraz jest w Kalifornii sparingpartnerem słynnego Saula „Canelo” Alvareza. Byłem na jego walkach i treningach, więc mam sporo fajnych zdjęć, które bardzo chciałbym pokazać na takiej bokserskiej wystawie. Zrobiłem też sporo zdjęć podczas walk Adama Kownackiego i Damiana Knyby. Mam dobry kontakt z Łukaszem Kownackim, który jest promotorem Damiana Knyby i Macieja Sulęckiego i prężnie działa na rynku bokserskim, więc myślę, że kiedyś uda się zrobić jakieś ciekawe wydarzenie sportowe połączone z wystawą zdjęć, tym bardziej że Polacy chętnie przychodzą na gale bokserskie. W dodatku Łukasz co chwila sprowadza młodych pięściarzy i organizuje ciekawe imprezy, więc myślę, że taką wystawę można będzie kiedyś połączyć z jakąś galą.

Wspomniałeś, że oprócz pracy fotoreporterskiej zajmujesz się także dziennikarstwem związanym z relacjonowaniem różnych wydarzeń. Która z tych form jest dla Ciebie ważniejsza?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ale myślę, że zachowuję w tym równowagę. Oczywiście czasami jest to trudno pogodzić, ale w takiej hierarchii ważności traktuję to po równo, ponieważ staram się oddać wszystko na zdjęciach, a później porozmawiać z każdym z tych bohaterów, których fotografuję. Poza tym dziennikarsko działam w mediach już około 20 lat i przez większość mojej pracy pisałem czy to dla gazet czy też dla Polskiej Agencji Prasowej. Zdjęcia robiłem sporadycznie, ale nie dlatego, że nie chciałem, tylko wyłącznie z braku czasu. Przy dużych wydarzeniach sportowych, jak mistrzostwa świata czy mistrzostwa Europy, jest tak dużo pracy typowo dziennikarskiej, że nie ma możliwości, aby pogodzić ją ze sprawami fotoreporterskimi. Poza tym na takich wydarzeniach trzeba się ściśle określić chociażby w kwestii akredytacji, a to wiąże się też z miejscem, w którym się wtedy przebywa. Czasami wchodzą w to także prawa autorskie, więc należy dokonać wyboru. Tutaj, w Stanach Zjednoczonych, udaje mi się to jakoś pogodzić ze sobą, ponieważ nie muszę na żywo relacjonować tych imprez. Dlatego w ich trakcie spokojnie robię zdjęcia, a po ich zakończeniu mogę porozmawiać czy przeprowadzić wywiad z bohaterem danego wydarzenia.

Skoro wspomniałeś o swojej przeszłości, to powiedz jeszcze coś więcej na swój temat. Kiedy zainteresowałeś się fotografią, dziennikarstwem i sportem?
Zawodowo zdjęcia robię od kilku lat, ale fotografią interesowałem się już jako nastolatek. Już wtedy miałem w Polsce swoją ciemnię oraz stary analogowy aparat marki Zenit i robiłem swoje pierwsze zdjęcia, które sam wywoływałem. Gdy pojawiła się fotografia cyfrowa, to wraz z nią przyszło duże ułatwienie w robieniu zdjęć. Jednak trudno mi powiedzieć, kiedy ta pasja zaczęła być dla mnie także pracą zawodową. Od zawsze byłem pasjonatem sportu, a nawet gdy zaczynałem współpracę z warszawskim „Super Expressem”, gdzie przychodziłem na staż do znanego komentatora bokserskiego Andrzeja Kostyry, to pisałem o boksie, ale rękawice bokserskie gdzieś tam zawsze miałem pod ręką. Tak więc pasja dziennikarska na pewno pokrywała się ze sportem. Później z „Super Expressu” przeniosłem się do „Życia Warszawy” i byłem świadkiem rozwoju kariery Roberta Lewandowskiego, ponieważ zajmowałem się działalnością „Znicza” Pruszków. Robert miał wtedy 17 lat. Byłem wówczas pierwszym dziennikarzem ogólnopolskiej gazety, który robił z nim wywiady i pisał o jego osiągnięciach. Potem miałem jeszcze przez jakiś czas z nim kontakt, i teraz, patrząc na to, jak rozwinęła się jego kariera, zresztą podobnie jak też kariera Igi Świątek, mogę stwierdzić, że faktycznie w sporcie nie ma granic i ciężką pracą, uporem i konsekwencją w każdej dyscyplinie można osiągnąć wszystko. To mnie bardzo inspiruje i chciałbym także kiedyś to pokazać i przekazać dalej.

W swojej dwudziestoletniej pracy dziennikarsko-fotoreporterskiej na pewno zrobiłeś tysiące ciekawych zdjęć i opisałeś setki ważnych wydarzeń. Czy zatem jest jeszcze coś lub ktoś, kogo bardzo chciałbyś sfotografować? Czy jest jakieś zdjęcie, o którym marzysz i koniecznie chcesz je zrobić?
Na pewno chciałbym robić sportowcom więcej niesportowych zdjęć, tzn. takich poza kortami, ringami, boiskami czy arenami. Jedną z moich ulubionych fotografii tego typu jest ta, którą zrobiłem Idze Świątek w Teksasie, kiedy podczas ceremonii losowania wychyliła się przez drzwi, a ja wtedy to uchwyciłem swoim aparatem. Ona była wówczas w stroju wieczorowym, miała zrobiony makijaż i założone kolczyki. Chciałbym robić więcej takich zdjęć, ponieważ nie ma co ukrywać, że konkurencja jest obecnie tak duża i jest tak wielu fotografów, że zdjęcia z kortów czy aren są do siebie podobne, różnią się tylko nieco ujęciem. Poza tym sprzęt jest tak drogi, że niektórym fotoreporterom nie jestem w stanie w tej kwestii dorównać, zresztą doświadczeniem też. Ja próbuję iść w nieco inną stronę i robić zdjęcia nietypowe, unikatowe. Mam wiele planów z tym związanych, ale one wiążą się z dalekimi wyjazdami. Chciałbym m.in. polecieć do Australii, bo widziałem, jak Iga Świątek i Hubert Hurkacz surfują przed Australian Open i byłem bardzo zły, że mnie tam nie było i nie mogłem tego uchwycić swoim obiektywem. To jest właśnie to o czym marzę – robienie takich nietypowych fotografii. Zdjęć z kortów jest tak dużo – oczywiście jedne są lepsze, drugie gorsze – i mimo że zawsze można zrobić coś lepiej, to jednak będzie to powielane tego, co już było. Ja chcę jednak robić coś, czego nikt inny nie ma, tak jak to zdjęcie Igi przy uchylonych drzwiach, czy fotografie z parku Centralnego, czy też zdjęcia Huberta przy McLarenie na kalifornijskich wzgórzach. Oczywiście namawiam sportowców na takie inicjatywy, ale nie wszystko zależy tylko od nich, ponieważ oni mają swoich menedżerów, z którymi również muszę negocjować i ich przekonywać. Nie jest to łatwe, bo zawodnicy mają także swoje plany treningowe, wyjazdowe i startowe, które są bardzo napięte. Jednak staram się to jakoś ogarnąć i umówić odpowiednio wcześniej lub nieco później, co też nie jest łatwe, bo w przypadku turniejów i różnych zawodów nigdy nie wiadomo, do jakiego etapu dojdzie dany sportowiec. Z kolei przed rozgrywkami wszyscy skupiają się na treningach i przygotowaniach. Ja się nie poddaję i dążę do swojego celu, czerpiąc inspiracje ze sportowej walki, z tego, o czym mówiłem wcześniej – że ciężką pracą i konsekwencją można wiele osiągnąć i spełniać swoje marzenia. Moim pozasportowym celem jest fotografowanie przedstawień w Metropolitan Opera. Byłem na wystawie Wojciecha Kubika, który mnie inspiruje, pomaga, dzieli się swoim ogromnym doświadczeniem i na pewno chciałbym sfotografować polskich śpiewaków operowych na nowojorskiej scenie.

Marcin Cholewiński posiada dużą kolekcję zdjęć, które zrobił Idze Świątek / Foto: ZOSIA ŻELESKA-BOBROWSKI

Skoro masz już swoje wymarzone zdjęcia Igi Świątek oraz Huberta Hurkacza, to czy jest jeszcze jakiś tenisista, którego chciałbyś sfotografować w nietypowym miejscu czy sytuacji?
Tak, na pewno Rafaela Nadala, którego zdjęć mam bardzo mało, i praktycznie nie mam dobrych ujęć. Chciałbym też sfotografować Rogera Federera, ale to jest już właściwie niemożliwe. Jednak prócz tenisistów mam też ciekawe zdjęcia z innych dyscyplin. Zrobiłem bardzo fajne zdjęcia Robertowi Lewandowskiemu, gdy półtora roku temu był w Stanach Zjednoczonych z Barceloną. Skupiłem się wtedy głównie na Robercie i udało mi się zrobić kilka bardzo unikatowych zdjęć m.in. z Wojtkiem Szczęsnym, gdy w Dallas razem schodzili z boiska. Chciałbym te fotografie też kiedyś pokazać publiczności.

Na zakończenie mam prośbę o kilka słów dotyczących zakończonego niedawno turnieju WTA w Miami, który śledziłeś na miejscu. Jakie są Twoje wrażenia?
Jestem nieco rozczarowany, bo podobnie jak polscy kibice liczyłem, że Iga Świątek, która wcześniej triumfowała w Indian Wells, wygra drugi turniej w USA i po raz drugi w karierze osiągnie tzw. Sunshine Double. Wtedy wyrównałaby osiągnięcie Niemki Steffi Graf z 1994 i 1996 roku. Niestety, nie udało się, i miałem wrażenie, że Iga była trochę zmęczona, bo wcześniejszy mecz z Lindą Noskovą „wydrapała” wolą walki, a w starciu z Jekateriną Aleksandrową widać było, że chyba chciała zakończyć mecz jak najszybciej. Później z nią rozmawiałem i to, co mi w niej imponuje to to, że mimo iż zapisała się już w historii tenisa na dobre, to każdą porażkę mocno przeżywa. Po tej ostatniej wyszła do dziennikarzy zapłakana. To pokazuje, jak bardzo emocjonalnie podchodzi do tego, co robi, jak bardzo jest ambitna i jaką ma ogromną chęć wygrywania. To jest niesamowite. Bardzo mi także żal Huberta Hurkacza, bo mimo że przegrał z Grigorem Dimitrowem piąty raz, to po raz pierwszy był bardzo bliski wygrania z tym rywalem. Wielka szkoda. Oczywiście żałuję, że polscy zawodnicy odpadli, ale jednocześnie jestem też dumny i usatysfakcjonowany jako kibic, ponieważ mamy sporo polskich zawodników w singlu oraz jednego czołowego deblistę. Przez to, gdy przyjeżdża się na takie turnieje, to od razu organizatorzy i wiele innych osób zaczynają rozmowę o Idze, Hubercie itd. Wszyscy kojarzą naszych zawodników i to jest niezwykłe. Myślę, że nasi kibice ogólnie tego nie doceniają, bo na świecie jest to bardzo zauważalne. Wszyscy mówią, że jest to dobry czas dla polskiego tenisa i nam tego zazdroszczą.

Zatem dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że prócz tej najbliższej wystawy, kiedyś zobaczymy taką, na której wyeksponujesz swoje unikatowe sportowe zdjęcia.
Mam nadzieję, że do tego dojdzie, bo tradycyjne sportowe zdjęcia są wszędzie – są w agencjach, w internecie i w gazetach, a takie spoza aren i obiektów sportowych są rarytasami. Myślę, że kibice zechcą je zobaczyć i poznać kulisy ich powstania czy też anegdoty związane ze sportowcami.

Rozmawiał Wojtek Maślanka

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner