New York
28°
Cloudy
7:05 am5:13 pm EST
6mph
80%
30.25
ThuFriSat
43°F
30°F
30°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wywiady
Kultura

Nie bójmy się śpiewać

13.12.2022
Podczas “Koncertu Pamięci Przyjaciół” artyści Opery na Zamku (od lewej): Ewa Filipowicz-Kosińska – mezzosopran, Felipe Alonso Cespedes Sanchez – tenor, Bartłomiej Kornacki – bas, Andrzej Wątorski – prowadzący koncert, Jana Kit – sopran i Olga Bila – pianistka ZDJĘCIA: LESZEK WĄTRÓBSKI

“Śpiewamy, aby się uspokoić, zrelaksować, a czasami śpiewem leczymy swoją duszę. Dlatego nie bójmy się śpiewać i rozwijać tej pasji” – mówi prof. dr hab. Ewa Filipowicz-Kosińska, dziekan Wydziału Wokalistyki Akademii Sztuki w Szczecinie.

Akademia Sztuki w Szczecinie jest najmłodszą i jedyną uczelnią artystyczną w Polsce integrującą sztuki muzyczne i plastyczne.  Kiedy powstała? W jakich dziedzinach kształci studentów?                                                                                                           

Akademia Sztuki powstała w 2010 roku, czyli ma już 12 lat. Jest najmłodszą, interdyscyplinarną uczelnią artystyczną w Polsce. Jej celem jest promocja talentów i ochrona swobody artystycznej. Przez swoją naukowo-artystyczną działalność integruje i pobudza środowisko twórcze do kreowania piękna na wszystkich obszarach życia społecznego. Obecnie ma osiem wydziałów: Architektura Wnętrz i Przestrzeń Wirtualna, Edukacja Artystyczna w Zaresie Sztuki Muzycznej, Grafika, Instrumentalistyka, Malarstwo, Sztuka Mediów, Wokalistyka i Wzornictwo. Aktualnie uczelnia kształci około 800 studentów. Kadrę dydaktyczną stanowi blisko 250 nauczycieli akademickich.

Wydział Wokalistyki, którym Pani kieruje, prowadzi studia stacjonarne I i II stopnia. Ilu studentów studiuje na tym wydziale i jakie umiejętności zdobywają?

Początkowo mieliśmy studia I stopnia, ale studentów przybywało i oczywiście stało się to przyczynkiem do otwarcia studiów II stopnia. Pierwsze dyplomy absolwentom studiów magisterskich zostały wręczone w 2019 roku. W roku akademickim 2021/22 dopasowaliśmy program do innych wiodących uczelni muzycznych w Polsce, poprzez wydłużenie procesu kształcenia na studiach I stopnia o dwa semestry. W związku z tym zajęcia na naszym wydziale prowadzone są przez cztery lata na studiach I stopnia oraz dwa lata na studiach II stopnia. Naszym celem jest wykształcenie profesjonalnych śpiewaków-solistów.   Obecnie na Wydziele Wokalistyki studiuje 65 studentów, którzy czerpią wiedzę od wykwalifikowanej kadry pedagogicznej. Mamy 12 pedagogów uczących śpiewu solowego, którzy mogą poszczycić się ogromnym dorobkiem artystycznym, co uważam za jeden z ważniejszych atutów naszej uczelni. Ucząc śpiewu nie tylko uczą techniki wokalnej, ale także przygotowują do zawodu śpiewaka, bo kto inny może posiadać lepszą wiedzę o zawodzie niż ten, kto ten zawód wykonuje. Studia na tym wydziale przygotowują do pracy solistycznej w teatrach operowych, operetkowych, muzycznych oraz do realizowania się w muzyce kantatowo-oratoryjnej, a także pieśniarskiej.

Nie każdy jednak ma zadatki na pracę solistyczną. Często nasi absolwenci uzyskują możliwość pracy w zawodowych chórach, mogą podejmować pracę jako animatorzy kultury. Mogą także studiować dalej, specjalizować się i doktoryzować. Istnieje wreszcie możliwość, poprzez wybór przedmiotów z bloku fakultatywnego, uzyskania wykształcenia pedagogicznego.

Akademia Sztuki w Szczecinie

                                                                                                                                                                                                                                                     Pani jest jedną ze wspomnianych osób, które mają ogromny dorobek artystyczny. Przed podjęciem pracy w Akademii Sztuki, przez 20 lat była Pani solistką w Operze na Zamku w Szczecinie. Proszę przypomnieć swoją drogę artystyczną.

Jestem absolwentką Wydziału Wokalno-Aktorskiego Konserwatorium Muzycznego w Sofii, stolicy Bułgarii. Obecnie konserwatorium to nosi nazwę Narodowa Akademia Muzyczna im. Panczo Władigierowa w Sofii. Po powrocie do Polski zaczęłam pracę jako solistka w Operze Śląskiej w Bytomiu, a następnie w Operze na Zamku w Szczecinie. Tutaj zrealizowałam bardzo duży i wymarzony dla każdego mezzosopranu repertuar. Wspomnę tylko te najważniejsze: Rozyna w “Cyruliku sewilskim” Gioachino Rossiniego, Jadwiga w “Strasznym dworze” Stanisława Moniuszki, Carmen w “Carmen” czy Arvidson w “Balu maskowym” Giuseppe Verdiego – rolę tę wykonywałam jednocześnie ze światowej sławy mezzosopranistką Fiorenzą Cossotto.

Jako solistka Opery na Zamku w Szczecinie współpracowałam równocześnie z wieloma scenami muzycznymi w Polsce: z Operą Narodową w Warszawie, Operą Krakowską, Teatrem Wielkim w Łodzi, w Poznaniu i we Wrocławiu, Teatrem Muzycznym Roma w Warszawie oraz z Operą Śląską w Bytomiu.  W 2005 roku pracę artystyczną połączyłam z pracą pedagogiczną, pracując w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych im. Feliksa Nowowiejskiego w Szczecinie oraz na Wydziale Edukacji Muzycznej poznańskiej filii Akademii Muzycznej w Szczecinie. Czyli, jak liczę, nad głosem pracuję już 17 lat! Zaczynałam od nauki emisji głosu. Moimi studentami wówczas byli przyszli dyrygenci, nauczyciele muzyki, organiści, od których na egzaminach wstępnych na uczelnię nie wymagano wyjątkowych warunków głosowych. W pracy jednak bardzo często okazywało się, że takie umiejętności posiadają. Kiedy powstał kierunek Wokalistyka, bardzo wielu studentów, których wcześniej uczyłam na Wydziale Edukacji Muzycznej, wybrało jeszcze drugi kierunek – właśnie wokalistykę. To jest dla mnie, jako pedagoga, najpiękniejsze, gdyż potwierdza moje umiejętności i efekty tej pracy. Potrafię odkryć w tych studentach inne wartości, które być może w przyszłości będą pomocne w wybranym przez nich zawodzie lub go wzbogacą. Prowadzenie zajęć z zakresu emisji indywidualnej głosu, wraz z metodyką, bardzo dużo mi dało jako przyszłemu nauczycielowi śpiewu solowego, ponieważ nauczyłam się uczyć innych. Mało tego, sama zaczęłam jeszcze lepiej śpiewać. Poprzez analizowanie i niesienie pomocy w rozwiązywaniu problemów wokalnych u studentów odkrywam inne możliwości swojego aparatu głosowego.

Od 2013 roku prowadzę klasę śpiewu solowego w Akademii Sztuki. Nauka śpiewu to piękna praca, która daje mi wielką radość. Do każdego studenta podchodzę indywidualnie, bo każdy ma inną wrażliwość, posiada inne walory głosu, które muszę odkryć i rozwijać. Doświadczenie, które zdobyłam podczas dwudziestoletniej pracy artystycznej na scenie operowej, jest niezwykle cenne i staram się nim dzielić ze studentami. Dążę do tego, aby w przyszłości podbijali serca publiczności. Mam oczywiście także świadomość tego, że nie każdy z nich zostanie śpiewakiem czy śpiewaczką, możliwe, że będą wykonywać inny zawód, ale śpiewając realizujemy się, mamy wyższe poczucie własnej wartości. Śpiewamy, aby się uspokoić, zrelaksować, a czasami leczymy swoją duszę. Dlatego nie bójmy się śpiewać i rozwijać tej pasji.

Studenci Wydziału Wokalistyki Akademii Sztuki w Szczecinie w czasie koncertu w kościele parafialnym pw. Wniebowzięcia
Najświętszej Marii Panny w Nowogardzie

Szczecin wybrała Pani zapewne dlatego, że od urodzenia jest Pani związana z Pomorzem Zachodnim…

Pochodzę z małej miejscowości Wrzosowo, położonej niedaleko Kamienia Pomorskiego. Tam się wychowałam. Miałam spory problem z wybraniem szkoły średniej. Marzyłam o szkole muzycznej w Szczecinie, do której się nie dostałam, bo zamiast 16 lat miałam 15. Ukończyłam ją dopiero po maturze, uzyskanej w Studium Wychowania Przedszkolnego. A po jego ukończeniu chciałam dalej studiować śpiew. Niestety, budżet finansowy moich rodziców – a miałam jeszcze czworo rodzeństwa – był raczej skromny i nie pozwalał na ich finansowanie. I wtedy to uśmiechnął się do mnie los.

Moja pani profesor, która uczyła mnie śpiewu solowego, powiedziała mi, że istnieje możliwość studiowania za granicą. Decyzję „na tak” podjęłam szybko. Pojechałam do Warszawy na egzaminy do Akademii Muzycznej – dziś to Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina. Okazało się, że byłam jedną z siedemnastu osób ubiegających się o zagraniczne stypendium ministra kultury. Zaliczyłam kolejno egzaminy ze śpiewu solowego, aktorstwa, kształcenia słuchu, historii muzyki i ogólnej wiedzy muzycznej. Ostatnim egzaminem był egzamin z języka rosyjskiego, do którego dopuszczono zaledwie kilka osób. Jak się okazało, na kierunek wokalistyki w Sofii miejsce było tylko jedno… Moja radość nie miała końca. W Sofii zakwaterowano nas w miasteczku studenckim Dyrwenica (czyli pluskwa). Studia w Bułgarii trwały 5 lat. Trafiłam na bardzo dobrego pedagoga śpiewu, docent Liliję Stefanową, która nauczyła mnie śpiewać i pracować głosem. Studia ukończyłam z wyróżnieniem w 1991 roku. Zadebiutowałam na scenie Opery Sofijskiej w roli trzeciej damy w “Czarodziejskim flecie” Mozarta oraz we fragmencie opery “Carmen” Bizeta, wcielając się w postać głównej bohaterki.                                                                                                            

Na scenie Zamku Książąt Pomorskich śpiewają (od lewej): Jana Kit – sopran, Ewa Filipowicz-Kosińska – mezzosopran,
Andrzej Wątorski i Felipe Alonso Cespedes Sanchez – tenor

Po studiach w Bułgarii wróciła Pani do kraju. Jak układała się Pani droga zawodowa?

Wróciłam do kraju jako mało znana solistka, ale z rozpostartymi skrzydłami i wiarą w siebie. Chciałam pracować w Operze i Operetce na Zamku w Szczecinie. Wówczas jednak były duże ograniczenia i cięcia finansowe. Musiałam więc szukać pracy poza Szczecinem. Odwiedziłam wówczas wszystkie sceny muzyczne w Polsce, z wyjątkiem Opery Śląskiej w Bytomiu. Były to spotkania połączone z przesłuchaniem i… wszędzie mi mówiono, że oddzwonimy. Tak się jednak nie stało. Zapytanie w sprawie pracy wysłałam w końcu i do Bytomia. To była moja ostatnia szansa. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź, poproszono mnie o przesłanie moich nagrań, a potem zaproszono na przesłuchanie. Zostałam przyjęta do pracy jako piąty mezzosopran. I tam właśnie, w Bytomiu, zaczęła się moja kariera, ale trwała tylko rok. Tu wcieliłam w rolę m.in. Jadwigi w “Strasznym dworze” Moniuszki oraz Rozyny w “Cyruliku sewilskim”  Rossiniego. Po kolejnych cięciach i zwolnieniu mnie z pracy w Bytomiu (jako tej ostatnio przyjętej) otrzymałam cudowną informację, że Teatr Wielki w Warszawie potrzebuje mnie w roli Rozyny w “Cyruliku sewilskim”. Z tym spektaklem udało mi się wyjechać na liczne zagraniczne tournée, nie tylko z Teatrem Wielkim w Warszawie, ale także z Operą Krakowską.

Mimo odnoszonych sukcesów wróciłam do Szczecina, bo zawsze chciałam tu pracować. W roku 2008 na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie obroniłam pracę doktorską, co pozwoliło mi zostać samodzielnym pracownikiem naukowym. W roku 2015, na tymże uniwersytecie, habilitowałam się. 

Nie jest tajemnicą, że to dzięki Pani w Akademii Sztuki w Szczecinie zaczęto uczyć śpiewu na wysokim poziomie.            

Tak się złożyło, że w 2013 roku współtworzyłam kierunek wokalistyki na Wydziale Edukacji Muzycznej. Otwierając go korzystaliśmy z uprawnień pedagogów innych uczelni: prof. dr hab. Grażyny Flicińskiej-Panfil i prof. dr hab. Wojciecha Maciejowskiego z Akademii Muzycznej w Poznaniu oraz prof. dr hab. Piotra Kusiewicza z Akademii Muzycznej w Gdańsku. To dzięki nim ten kierunek mógł powstać w Szczecinie. Wówczas w pierwszym naborze przyjęliśmy aż 15 studentów z Polski oraz dwóch studentów z Chińskiej Republiki Ludowej. Co roku studentów przybywało, a wokalistyka się rozwijała. Moje funkcje też się zmieniały. Najpierw byłam kierownikiem zakładu, a potem w 2015 roku kierownikiem katedry. W roku 2019 zostałam prodziekanem Kolegium Sztuk Muzycznych, a w 2021 zostałam wybrana na dziekana Wydziału Wokalnego.  

Czy w okresie pracy w Akademii Sztuki zerwała Pani kontakt z Operą na Zamku?

Ależ nie, wciąż tam śpiewałam, chociaż łączyć te funkcje nie było łatwo, szczególnie w okresie premier. Jednocześnie uczyłam też w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych. Pracowałam praktycznie od rana do wieczora.                                                                                                                                                 

Zdobyła Pani uznanie nie tylko jako świetna śpiewaczka i nauczyciel akademicki, ale także jako działaczka w świecie kultury. Jak Pani znajduje na to wszystko czas?

Robię to dla naszej młodzieży studenckiej. Organizuję liczne koncerty, wydarzenia artystyczne, warsztaty czy kursy wokalne. Zapraszałam do nas m.in.: prof. dr hab. Jadwigę Rappe, maestrę Ewę Podleś, prof. dr hab. Urszulę Kryger, prof. dr hab. Agnieszkę Monasterską, dr hab. Agatę Sapiechę i dr hab. Jacka Ścibora. Odwiedzili nas także światowej sławy śpiewacy, między innymi Iwona Sobotka i Marcin Bronikowski.

W końcu 2021 roku, na przełomie listopada i grudnia, zorganizowała Pani Konkurs Wokalny im. Carla Loewe. Co Panią do tego skłoniło?

Piękna historia. Jest to takie trochę moje dziecko. Carl Loewe (1796-1869) mieszkał tu i tworzył. Do Szczecina przeniósł się w roku 1820. Pracował w kościele św. Jakuba jako organista. Był też dyrektorem szkoły muzycznej, którą utworzył w roku 1824. To był już trzeci konkurs, którego od początku jestem dyrektorem, na którym międzynarodowe jury wychwytywało nowe talenty wokalistyki – polskie i zagraniczne. Konkurs ten jest wydarzeniem, które daje impulsy do zastosowania nabytych umiejętności w praktyce, zwiększa udział społeczeństwa w kulturze, integruje wybitne autorytety oraz uzdolnionych artystów młodego pokolenia. Konkurs organizowany jest w rocznicę urodzin kompozytora i ma na celu pielęgnowanie europejskiego dziedzictwa kulturowego, intensywną wymianę doświadczeń i promocję młodych śpiewaków. Konkurs Wokalny im. Carla Loewe organizujemy co dwa lata. W roku 2021 odbywał się, niestety, zdalnie.                                                                                                                                                 

Organizuje Pani słynną Letnią Akademię Wokalno-Aktorską w Kulicach, która cieszy się wielkim uznaniem wśród fachowców. Kto w niej może uczestniczyć? Jaka jest idea tych spotkań?

W Akademii tej uczestniczy młodzież z naszej, a także z innych polskich uczelni. Mielimy także uczestniczkę z Korei. Na te kursy zapraszam wybitnych pedagogów, wybitne osobistości w świecie wokalistyki, które posiadają duży dorobek artystyczny i z którymi młodzież pracuje nad warsztatem wokalnym. Byli tu już m.in.: prof. dr hab. Piotr Kusiewicz, prof. dr hab. Henryka Januszewska-Stańczyk, prof. dr hab. Katarzyna Dondalska, prof. Helena Zubanovich, ale także Marcin Bronikowski – polski śpiewak operowy, światowej sławy baryton oraz wspaniały tenor Tomasz Krzysica. Na LAWA, oprócz śpiewu, ważne są także inne zajęcia takie, jak: aktorstwo – od dwóch lat prowadzone przez wspaniałego Arkadiusza Buszkę; ruch sceniczny, plastyka ruchu z dr hab. Jackiem Ściborem; praca z pianistami z Michałem Landowskim oraz Rafałem Kowalczykiem. Wieczorami zaś odbywają się spotkania, podczas których następuje wymiany wiedzy i doświadczeń sceniczno-artystycznych oraz odkrywana jest wiedza tajemna naszego zawodu.

Uczestnicy Letniej Akademii Wokalno-Aktorskiejmają również możliwość wzięcia udziału w trzech koncertach. Jest to bardzo cenne, bo każdy występ pomaga w opanowaniu tremy i nabyciu ogłady scenicznej, tak potrzebnej w tym zawodzie. Dla relaksu, nie może go przecież zabraknąć, rozpalamy ognisko i śpiewamy przy dźwiękach gitary. Młodzież uczy się piec kiełbaski, bo normalnie tego na co dzień nie robi, w mieście nie ma przecież na to czasu.

W Letniej Akademii Wokalno-Aktorskiej mogą uczestniczyć także osoby, które dopiero chcą rozpocząć przygodę ze śpiewem. Tu mają możliwość sprawdzenia możliwości swojego głosu i jego ukierunkowania. W roku ubiegłym obchodziliśmy mały jubileusz – to były nasze piąte warsztaty. Od wielu też lat jestem związana ze Związkiem Artystów Scen Polskich (ZASP). Byłam nawet przez lata przewodniczącą koła, działającego w Operze na Zamku w Szczecinie. Ddatkowo jestem członkiem Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów Śpiewu.                                                                                                               

Płyta z prawykonaniem „Józef Wieniawski – Complete Vocal Works” (2018), w której nagraniu uczestniczyła Ewa Filipowicz-Kosińska

Ma Pani na swoim koncie liczne publikacje i nagrody…

Rzeczywiście, przez te lata pracy trochę się tego zgromadziło. Są to nagrody, ktore otrzymałam jako wyraz uznania mojej pracy zawodowej na scenie oraz za popularyzowanie sztuki operowej.  Wśród nich są: Brązowy Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis (2007), dyplom Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2001) oraz Nagroda Ministra Kultury i Sztuki (1997). Najważniejsza jednak dla mnie jest nagroda publiczności Bursztynowy Pierścień dla Najlepszego Aktora Sezonu 1997, którą otrzymałam za rolę Rozyny w “Cyruliku sewilskim”. W 2018 roku otrzymałam Odznakę Honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, doceniającą moją pracę pedagogiczną. Były też liczne wyróżnienia lokalne. Wspomnę tylko o podziękowaniach za wkład w przygotowanie i realizację ekspozycji Województwa Zachodniopomorskiego w Światowej Wystawie EXPO 2000 w Hanowerze od marszałka naszego województwa. Chciałabym pochwalić się płytą CD – „Józef Wieniawski – Complete Vocal Works”, która powstała w 2018 roku. Na płycie tej, wraz z Katarzyną Dondalską, wykonuję duety tego kompozytora.

Przez lata, wraz z Mirosławem Kosińskim (solistą Opery na Zamku) oraz Władysławem Lupą (kamieńskim organistą), wykonaliśmy 45 koncertów w tej przepięknej kamieńskiej konkatedrze. Bardzo nam zależało, aby uwiecznić brzmienie tych wspaniałych barokowych organów, dlatego podczas jednego z koncertów nagraliśmy płytę. Jak się okazało, płyta ta stała się pamiątką, czyli tym, co ludzie zabierali ze sobą z Kamienia Pomorskiego i trafiła do wielu odbiorców nie tylko w Polsce. Niedawno otrzymałam telefon z dalekiej Australii. Odsoba, która zadzwoniła, pogratulowała mi nagrania tej płyty. To było bardzo miłe.

Jeżeli chodzi o działalność typowo naukową, mam na swoim koncie kilka rozdziałów w monografiach dotyczących m.in.: naszej legendarnej Ireny Brodzińskiej. Artykuł ukazał się w dwujęzycznej monografii „Kultura muzyczna w Szczecinie 1884-2014” (pod redakcją Marii Behrendt i Sylwii Burnickiej-Kalischewskiej), poświęconej muzyce bułgarskiej. Znalazł swoje miejsce również w książce poświęconej pedagogice wokalnej „Kształcenie wokalne” (pod red. Bogumiły Tarasiewic) oraz muzyce Carla Loewe w dwujęzycznej monografii „Szczeciński kompozytor Carl Loewe i jego liryka wokalna”(pod red. Sylwii Burnickiej-Kalischewskiej). Temu ostatniemu kompozytorowi poświęcam w dalszym ciągu swoje badania naukowe. Moją główną bolączką jest obecnie brak czasu na dalszy rozwój naukowo-artystyczny. Praca dziekana, a wcześniej praca kierownika katedry jest bardzo absorbująca i pochłania mnóstwo energii.   

Rozmawiał  Leszek Wątróbski

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY