New York
63°
Clear
6:15 am7:35 pm EDT
14mph
43%
29.97
TueWedThu
72°F
61°F
52°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Polonia
50-lecie Nowego Dziennika

„Nowy Dziennik” w batalii o NATO

16.12.2023
Szef polskiej dyplomacji Bronisław Geremek (przy stole) podpisuje 12 marca 1999 roku w Bibliotece Trumana w Independence dokumenty akcesyjne członkostwa Polski w NATO. Za nim stoją (od lewej): amerykańska sekretarz stanu Madeleine Albright, czeski minister spraw zagranicznych Jan Kavan i węgierski minister spraw zagranicznych Janos Martonyi. FOTO: PAP/EPA

Mobilizowanie polonijnej społeczności do walki o rozszerzenie Paktu Północnoatlantyckiego było bodaj najważniejszą, nie licząc codziennej działalności informacyjnej, misją naszej gazety.

Andrzej Dobrowolski

Co to jest „Nowy Dziennik”? – dopytywał niegdyś wpływowy demokratyczny senator Ted Kennedy, brat amerykańskiego prezydenta JFK. Chciał zaspokoić swą ciekawość, ponieważ nasi czytelnicy bombardowali go listami, telefonami i faksami z żądaniem, aby przełamał swój opór i zdecydował się głosować na Kapitolu za przyjęciem do NATO Polski i innych krajów byłego sowieckiego bloku.

Mobilizowanie polonijnej społeczności do walki o rozszerzenie Paktu Północnoatlantyckiego było bodaj najważniejszą, nie licząc codziennej działalności informacyjnej, misją naszej gazety. „Nowy Dziennik” miał co prawda duże tradycje we wspieraniu kluczowych działań rodaków w zniewolonej przez Sowietów ojczyźnie, jak ruch wolnościowy, prawa obywatelskie czy niezależny związek zawodowy „Solidarność”, by wymienić tylko kilka. Sprawa NATO okazała się jednak wyjątkowo trudnym i wydawałoby się nierealnym do osiągnięcia wyzwaniem. Wśród amerykańskich środowisk opiniotwórczych spotykała się początkowo z przytłaczającym sprzeciwem.

Pisaliśmy artykuły wykazujące korzyści płynące z ekspansji wojskowego zachodniego sojuszu dla bezpieczeństwa nie tylko regionu wschodniej Europy, ale też całego kontynentu. Ostrzegaliśmy przed katastrofalnymi skutkami fiaska w przypadku zaniechania tej idei. Przytaczaliśmy opinie znających dobrze historię ekspertów. Drukowaliśmy nawet gotowe petycje z wezwaniami do ustawodawców decydujących o losach NATO.

Nasze nawoływania nie ograniczały się do społeczności polonijnej Nowego Jorku, New Jersey, Connecticut i innych okolicznych stanów. Docierały do odległej Kalifornii czy Teksasu. Chociaż nie było wówczas ani Google’a ani Facebooka, Twittera, ani innych elektronicznych wynalazków, za pośrednictwem Radia Wolna Europa trafialiśmy z naszym przesłaniem także do Polski i innych zniewolonych przez moskiewski reżim krajów.

Prawdopodobnie niewielu naszych rodaków w starej ojczyźnie zdaje sobie z tego sprawę, lecz zdecydowana dezaprobata wobec planów rozszerzenia zachodniego wojskowego paktu utrzymywała się w Ameryce latami. Obejmowała tak ważne instytucje, jak Kongres USA, główne media, ośrodki akademickie i wielu prestiżowych ekspertów. A to oni właśnie współkształtują politykę Stanów Zjednoczonych.

W Senacie USA do najpoważniejszych oponentów przyjęcia Polski i jej sąsiadów do NATO należał republikanin Jesse Helms, który pełnił funkcję szefa komisji spraw zagranicznych, a właśnie ona inicjowała i grała w wyższej izbie Kongresu pierwsze skrzypce w polityce międzynarodowej. Helms miał np. zastrzeżenia co do kosztów powiększenia sojuszu. Kwestionował tezę, że było to w najlepszym interesie Amerykanów.

Przeciwstawiali się rozszerzeniu NATO nawet życzliwie nastawieni do Polski politycy, w tym były doradca prezydenta Ronalda Reagana, politolog z Harvardu, prof. Richard Pipes. Indagowany przez „Nowy Dziennik” już w lata po przyjęciu nowych członków wyjaśnił, że nie zmienił swego poglądu. Jego zdaniem, wstępując do zachodniego sojuszu, Polska zrobiła sobie już na zawsze z Rosji potężnego wroga.

Niezwykle nieprzyjazny ekspansji NATO był wpływowy, wielokrotny zdobywca Pulitzera, komentator i felietonista „New York Timesa” Thomas Friedman. Jego gazeta, jak też inne czołowe pisma, w tym „Washington Post”, nie kryły swej opozycji do tego projektu.

Dlatego też tym mocniej godzi się podkreślić rolę polonijnej społeczności, która rzadko potrafi się zorganizować i zjednoczyć w masowej akcji. A właśnie koniec końców to donośny głos polsko-amerykańskiego elektoratu był jednym najistotniejszych czynników, mogącym skłonić odpowiedzialny za międzynarodowe traktaty Senat, aby opowiedział się za Polską w NATO.

Rolę wyborców w tej inicjatywie potwierdził przedstawiciel jednego z najpotężniejszych rodów politycznych w USA senator Ted Kennedy. Był on przez całe lata przeciwnikiem integracji byłych krajów komunistycznych z zachodnim paktem. Na krótko przed głosowaniem senackim zadzwonił do „Nowego Dziennika” jego współpracownik i poprosił o przesłanie moich tekstów poświęconych NATO. Opublikowaliśmy ich wiele, a kiedy zapytałem, dlaczego są mu potrzebne, odparł, że powołują się na nie nasi czytelnicy, domagający się zmiany stanowiska senatora z Massachusetts. „Staffersa” nie zraził fakt, że artykuły były pisane w języku polskim. Bez problemu, oznajmił, wszystko sobie przetłumaczymy.

W dzień lub dwa przed głosowaniem, które miało miejsce 30 kwietnia 1998 roku na Kapitolu, współpracownik senatora ponownie zadzwonił z Bostonu i powiadomił, że Kennedy poprze traktat ratyfikujący ekspansję sojuszu.

Ciekawym epilogiem wydarzenia była zamieszczona później w warszawskim „Życiu” Wołka (od redaktora naczelnego gazety) rozmowa z niewymienionym z nazwiska dyplomatą polskim. Kiedy indagował Kennedy’ego, dlaczego zmienił zdanie, senator wyjaśnił, że nic podobnego. Musiał jednak głosować za rozszerzeniem NATO, uzasadnił, ponieważ taka była wola jego wyborców. A propos, a co to jest „Nowy Dziennik”? – dociekał ustawodawca.

Podobną metamorfozę, jakkolwiek wcześniej, przeszedł pod wpływem społeczności polonijnej ówczesny senator z Wilmington w Delaware, a obecny prezydent Joe Biden. Jego stanowisko się bardzo liczyło, ponieważ był najważniejszym demokratą w kontrolowanej wówczas przez republikanów Kmisji Spraw Zagranicznych wyższej izby Kongresu.

Początkowo Biden sprzeciwiał się rozszerzeniu NATO kategorycznie. Kiedy rozmawiałem z nim na bankiecie w Wilmington, wydanym w ramach akcji Polonii o zjednanie lokalnych ustawodawców dla ważnego celu, był oczywiście dużo młodszy. Niezwykle energiczny, elokwentny i nie owijający niczego w bawełnę wypalił prosto z mostu, że Polska nie stanowiłaby żadnego wzmocnienia militarnego dla NATO, a jedna amerykańska dywizja pokonałaby ją w ciągu kilku godzin.

Podczas debaty poprzedzającej głosowanie na Kapitolu w sprawie ratyfikowania umowy akcesyjnej Biden zmienił postawę o 180 stopni. Walczył jak lew o rozszerzenie NATO. Poznał historię Związku Sowieckiego i będących w jego orbicie krajów. W poprzedzającej głosowanie dyskusji prawie nie dawał szans adwersarzom, z miejsca zbijając ich argumenty. Przedstawiał też atuty wynikające z przyjęcia do sojuszu nowych członków.

W podobnym tonie Biden mówił 22 maja 1988 roku w Białym Domu, kiedy prezydent Bill Clinton sygnował oficjalnie traktat o rozszerzeniu NATO. W rozmowie z „Nowym Dziennikiem” senator zapewniał wtedy, że Polska jest istotnym sprzymierzeńcem Ameryki, a armia RP znacząco wzmocni Pakt Północnoatlantycki.

Delaware miało w sprawie ekspansji sojuszu na Wschód ogromne znaczenie. Drugim senatorem tego stanu był bowiem William Roth. Jako szef parlamentarzystów wszystkich krajów należących do Paktu Północnoatlantyckiego miał wpływ na ich postanowienia.

Rola Polonii w Wilmington okazała się w sprawie NATO nie do przecenienia. Znamienne, że tym, kto tam przewodził, nie był Kongres Polonii Amerykańskiej w tym stanie, lecz Towarzystwo Śpiewacze, którym kierował Stefan Skielnik. Kiedy nieliczni stosunkowo amerykańscy Polacy w Delaware zorganizowali wspomniany bankiet, pojawili się tam niemal wszyscy najważniejsi politycy, łącznie z oboma senatorami, jedynym reprezentującym Delaware członkiem niższej Izby Kongresu USA. Przybył nawet arcybiskup. Zastanawialiśmy się, jaka wyglądałaby obecność znaczących polityków amerykańskich na podobnych imprezach w Nowym Jorku lub innych stanach?

W akcję rozszerzenia NATO włączyły się w Delaware też znaczące osoby prywatne, jak Norman Boehm i jego żona pisarka Aleksandra Ziółkowska-Boehm. Zdołali oni wszyscy nie tylko przekonać Bidena (w przypadku Rotha nie było takiej potrzeby) do poparcia dla inicjatywy zaakceptowania nowych członków w sojuszu. Uczynili z niego gorącego orędownika tej idei.

W trakcie batalii o NATO „Nowy Dziennik” miał okazję kontaktów z wieloma, jak nigdy, politykami amerykańskimi. Oprócz wymienionych byli wśród nich także m.in. szef większości republikańskiej w wyższej izbie Kongresu Trent Lott czy sprzyjający polonijnym wysiłkom senatorzy Frank Lautenberg, Hank Brown i pracujący w ekipie Clintona, późniejszy ambasador USA w Polsce, Daniel Fried. Lobbowaliśmy też polityków, którzy nie decydowali bezpośrednio o losach NATO, ale byli na tyle wpływowi, że ich głos mocno rozbrzmiewał w krajobrazie politycznym USA. Zaliczyć można do nich m.in. gubernatora Nowego Jorku George’a Patakiego.

„Nowy Dziennik” otwierał swoje łamy dla niezasiadającego już w administracji USA od kadencji Jimmy’ego Cartera, lecz wciąż znaczącego w polityce USA prof. Zbigniewa Brzezińskiego czy byłego dyrektora Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który mieszkał wówczas niedaleko Waszyngtonu. Obydwaj swoją ekspertyzą i kontaktami mnożyli sprzymierzeńców dla polskich działań, mających wzmocnić bezpieczeństwo kraju.

Mężem opatrznościowym był też w tamtym okresie ambasador RP w Ameryce Jerzy Koźmiński. Systematyczny i świetnie zorganizowany wykorzystywał dla sprawy NATO nie tylko formalne procedury dyplomatyczne. Wyszukiwał m.in. Polki, które miały ustosunkowanych amerykańskich mężów i zjednywał ich dla swej misji. Zawsze służył pomocą w naszych dziennikarskich wysiłkach, będących fragmentem batalii o NATO.

Sukces ma wielu ojców i w istocie wiele osób i instytucji w USA, w tym waszyngtońskie biuro KPA z Myrą Lenard i jej mężem Casimirem, przyczyniło się do integracji Polski z sojuszem atlantyckim. Błędem byłoby jednak uszczuplenie znaczenia zbiorowej aktywności dużej części nieutytułowanej Polonii. Dobijanie się do bram NATO było bowiem karkołomnym wyzwaniem.

Nie można zapomnieć, że w czasach, kiedy wydawało się to absolutnie niemożliwe, pierwszym przywódcą polskim, który już w roku 1993 oficjalnie, w liście wystosowanym do sekretarza generalnego NATO, oznajmił, że członkostwo w sojuszu jest jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej, był Lech Wałęsa. Integrację z NATO i innymi instytucjami zachodnimi uczynił ważnymi komponentami swej prezydentury. Wydobył m.in. w 1993 roku od przebywającego w Polsce prezydenta Rosji Borysa Jelcyna (wycofaną później) deklarację, że Rosja nie sprzeciwia się wstąpieniu Polski do NATO i nie uważa jej obecności w sojuszu za zagrożenie dla swego kraju.

Zanim jednak Polska wraz z Węgrami i Czechami zawitała do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego na posiedzeniu w amerykańskiej miejscowości Independence, w stanie Missourii, 12 marca 1999 roku, upłynęły trudne lata reform politycznych, dyplomatycznych i wojskowych, co wymagało zmierzenia się z wieloma wyzwaniami.

Niektóre państwa należące już do NATO z rezerwą podchodziły do wartości strategicznej Polski leżącej w centrum Europy i graniczącej z Rosją. Panował nieskrywany niepokój przed potencjalnym konfliktem z Kremlem. Decyzja o przyjęciu nowych członków do NATO musiała być zaś podjęta jednomyślnie przez wszystkie państwa członkowskie. Niektóre z odnosiły się do tego podejrzliwie, w obliczu przewidywanych kosztów i zobowiązań z tym związanych.

Aby stać się pełnoprawnym członkiem NATO, Polska musiała przeprowadzić m.in. restrukturyzację swoich sił zbrojnych, modernizację uzbrojenia oraz dostosowanie standardów wojskowych i procedur do standardów NATO. Istotnymi kryteriami przyjęcia do NATO było też sprostanie koniecznym procesom przekształceń po upadku komunizmu, ustanowieniem standardów demokracji i wolnego rynku.

Ostatecznie Polska wykazała determinację dążeniu do spełnienia wymagań sojuszu i gotowość pełnego zaangażowania w jego posłannictwo. Tym niemniej nie należy pomijać znaczenia postawy szerokich rzesz amerykańskich Polaków, w tym „Nowego Dziennika”, w dziele przekonywania wpływowych ustawodawców w Waszyngtonie co do słuszności naszych nacisków, służących wszak bezpieczeństwu całej Europy i jej aliantów. Nasze racje potwierdziła jakże dobitnie agresja Rosji, która tym razem uderzyła w Ukrainę.

Pierwsza strona weekendowego wydania „Nowego Dziennika” z 13-14 marca 1999 roku ogłaszająca, że Polska została przyjęta d NATO

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner