New York
43°
Clear
6:58 am4:30 pm EST
3mph
58%
30.29
WedThuFri
59°F
46°F
48°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Opinie i Analizy

Nuklearny blef Putina

03.10.2022
Zniszczenia w Krematorsku we wschodniej Ukrainie, w obwodzie donieckim FOTO: PAP

Władimir Putin grozi Ukrainie i światu użyciem broni jądrowej w obronie ziem wschodniej Ukrainy, które zamierza anektować po fikcyjnych referendach. Choć jest to najprawdopodobniej tylko blef, USA zagroziły „poważnymi konsekwencjami“, gdyby do tego doszło.

Tomasz Deptuła

Jak twierdzi większość ekspertów, nuklearny szantaż to przejaw desperacji po militarnych porażkach Rosjan pod Charkowem, a sama groźba użycia broni jest blefem. Także źródła wywiadowcze oceniają taki scenariusz jako bardzo mało prawdopodobny. W przestrzeni medialnej nie brak jednak spekulacji, co by się zdarzyło, gdyby coraz bardziej nieobliczalny gospodarz Kremla zdecydował się jednak odpalić rakiety z bombami jądrowymi.

FIKCYJNE REFERENDA

Wyrazem bezradności Putina, któremu trudno pogodzić się z sukcesami ukraińskiej kontrofensywy, jest też częściowa mobilizacja. Oficjalnie chodzi 300 tys. żołnierzy, choć wg niejawnych zapisów ustawy – może nawet milion. Przebiega ona w atmosferze chaosu, masowych wyjazdów potencjalnych poborowych i protestów. Choć trudno spodziewać się, że te ostatnie doprowadzą do jakiegoś przełomu, są wyraźnym sygnałem, iż poparcie Rosjan dla wojny w Ukrainie i zaufanie do ich przywódcy ulega wyraźnej erozji.

REFERENDA, CZYLI PSEUDOLEGITYMIZACJA

Głosowanie w czterech zajętych częściowo obwodach jest nielegalne zarówno w świetle prawa ukraińskiego, jak i międzynarodowego, ale Rosji to nie przeszkadza – podobne pseudoreferendum przeprowadzono już na Krymie po bezprawnej aneksji półwyspu w 2014 roku. Tym razem kontrowersji jest jeszcze więcej – Rosjanie nie kontrolują w całości żadnego z administracyjnym obwodów, a we wszystkich prowadzone są aktywne działania wojenne. Zza frontu dochodzą informacje o zmuszaniu ludności do głosowania, włącznie z doprowadzaniem ich siłą do lokali wyborczych. Co do wyników pseudoreferendów – nie ma żadnych wątpliwości: kremlowska propaganda ogłosi z dumą, że większość mieszkańców opowiedziała się za przyłączeniem do Federacji Rosyjskiej.

Ale nie o zachowanie najbardziej podstawowych standardów demokracji tu chodzi. Choć głosowanie jest farsą, po ogłoszeniu „wyników“ i formalnej aneksji Rosja zacznie traktować tereny czterech ukraińskich obwodów za swoje, strasząc przy tym użyciem broni jądrowej zgodnie z własną doktryną. Z punktu widzenia Rosji – a nie jest to wykładnia, którą uznaje społeczność międzynarodowa – „specjalna operacja wojskowa“ była do tej pory prowadzona na terytorium Ukrainy albo terytoriach dwóch separatystycznych republik „ludowych“ – ługańskiej i donieckiej. Poza bezprawnie anektowanym Krymem nie jest to terytorium Federacji Rosyjskiej (oczywiście wg Rosji, bo większość świata nie uznała zajęcia półwyspu). Rosyjska doktryna nuklearna zakłada możliwość użycia broni masowego rażenia w przypadku zagrożenia własnej integralności terytorialnej. Po aneksji Kreml będzie groził użyciem ładunków jądrowych w obronie tego, co sam zagrabił, a co już uznał za swoje.

ROSJA ZAWSZE STRASZYŁA

Wrześniowe pomruki nie były pierwszymi nuklearnymi groźbami Władimira Putina i szefa jego dyplomacji Siergieja Ławrowa. Prezydent Rosji groził skorzystaniem z zasobów ogromnego arsenału, szacowanego na 4,47 tys. głowic jądrowych już w pierwszym dniu niesprowokowanej agresji na Ukrainę. Ostatnio Ławrow ocenił w Nowym Jorku, że „wszystkie rosyjskie prawa i doktryny, w tym też prawo nuklearne, będą miały zastosowanie i będą używane również na terytoriach Ukrainy anektowanych do Federacji Rosyjskiej poprzez wyniki referendów”. To straszak stosowany przez Moskwę (wcześniej jako stolicę ZSRR) od momentu skonstruowania pierwszej bomby atomowej. 

Putinowi opłaca się utrzymywać Zachód w przeświadczeniu, że może przekroczyć czerwoną linię i użyć broni nuklearnej. Oficjalna doktryna wojenna i zaktualizowana w 2014 roku zakłada „ograniczone użycie” broni jądrowej nawet w konflikcie konwencjonalnym, jeśli istnieje „zagrożenie dla istnienia państwa”.  Co więcej, to użycie może być stopniowane w zależności od przebiegu konfliktu – od ograniczonego użycia broni taktycznej na polu bitwy, poprzez niszczenie całych miast po otwarty strategiczny konflikt nuklearny z NATO, które w oficjalnej doktrynie wymienione jest jako oficjalny wróg.

NIEBEZPIECZNY PODZIAŁ

Już samo przyzwolenienie na stopniowanie musi budzić niepokój. Czym się różni broń taktyczna od strategicznej? Zasadnicza różnica polega na jej sile i celowi, jaki ma osiągnąć. Broń taktyczna ma zwykle mniejszą moc (zwykle mówi się o sile od 10 do 100 kiloton trotylu). Zakłada się możliwość wykorzystania ładunków na polu walki w celu zniszczenia takich celów, jak kolumna zmechanizowana, obiekty infrastruktury krytycznej czy grupa okrętów wojennych. Odpalona gdzieś w stepie może przynieść dość ograniczone straty w ludziach, ale efekt psychologiczny może okazać się ogromny.

Z kolei strategiczna broń jądrowa służy z założenia do rażenia celów z dużej odległości ładunkami o bardzo dużej mocy. Celem takich ataków były najczęściej w planach wojennych duże ośrodki miejskie, w które uderzałyby międzykontynentalne pociski balistyczne.

Już sam ten podział jest groźny – podkreślają eksperci. Zmienia bowiem sposób myślenia na temat broni nuklearnej zakładając, że taktyczne użycie broni nuklearnej może być dopuszczalne. Takie założenie może okazać się katastrofalne – ostrzega konsekwentnie Zachód, grożąc Rosji stanowczą reakcją w przypadku wykorzystania ładunków jądrowych w tej wojnie. “Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak ‘taktyczna broń jądrowa’. Każdy rodzaj użytej broni nuklearnej zmieni kompletnie obraz wojny” – twierdzi James Mattis, były sekretarz obrony USA. I nie chodzi tu tylko o Ukrainę. Jakiekolwiek skorzystanie z broni jądrowej będzie złamaniem międzynarodowej doktryny, wynikającej z traktatów o jej nierozprzestrzenianiu (nieproliferacji), do którego przystąpiła także Rosja. Doktryna ta przewiduje, że broń nuklearna nigdy nie może być użyta do ataku, zwłaszcza przeciwko krajowi, który jej nie ma. Co więcej – użycie taktycznej broni jądrowej będzie stanowiło sygnał dla innych krajów, mających w arsenałach głowice nuklearne, także te, które nie podpisały układu o nieproliferacji. Nie bez powodu właśnie na ten aspekt problemu zwracał uwagę prezydent Joe Biden podczas niedawnego wystąpienia na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

Według ekspertów Rosja nie zrezygnuje z nuklearnego szantażu, polegającego także na groźbach wywołania katastrofy w kontrolowanych przez siebie ukraińskich elektrowniach atomowych. W tym czasie będziemy mieli do czynienia z eskalacją rosyjskiej działalności na innych polach – cyberatakami, uderzeniami w infrastrukturę cywilną czy ćwiczeniami wojskowymi z pozorowanym użyciem broni jądrowej. Ciągle jednak wątpliwe, czy Putin będzie chciał doprowadzić do otwartego konfliktu z krajami NATO, którego po prostu nie miałby szans wygrać. Na razie Rosja nie jest w stanie wygrać ze słabszą na papierze, ale zdeterminowaną Ukrainą ani nawet przeprowadzić zorganizowanych operacji zaczepnych. Nie zmieni tego także mobilizacja, która może doprowadzić do spadku poparcia dla reżimu.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY