New York
50°
Cloudy
6:11 am7:38 pm EDT
12mph
83%
30.02
FriSatSun
57°F
68°F
63°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wiadomości
Polska
Polonia

Polonia i NATO

13.03.2024
Szef polskiej dyplomacji Bronisław Geremek (przy stole) podpisuje w Bibliotece Trumana w Independence dokumenty akcesyjne członkostwa Polski w NATO. Za nim (od lewej) stoją: amerykańska sekretarz stanu Madeleine Albright, czeski minister spraw zagranicznych Jan Kavan i węgierski minister spraw zagranicznych Janos Martonyi FOTO: PAP

Tomasz Deptuła

NATO tworzy unikatową wspólnotę wartości, przywiązaną do zasad wolności jednostki i demokracji. Jest także gwarantem bezpieczeństwa Polski.

Trzy dekady temu Polacy w USA masowo zaangażowali się w akcję przekonywania członków Kongresu do wyrażenia zgody na przyjęcie Polski do NATO. To była kilkuletnia akcja niemająca wcześniej precedensu, która do dziś pozostaje najskuteczniejszą kampanią lobbingową w dziejach Polonii amerykańskiej. Warto o tym przypomnieć właśnie w tych dniach, gdy obchodzimy 25. rocznicę przyjęcia Polski do sojuszu.

Aby zrozumieć dorosłość wydarzenia, warto wrócić jeszcze dekadę wstecz. Wybory, które odbyły się w Polsce w czerwcu 1989 r., to pierwszy przewrócony kamień domina, zapowiadający początek końca rządów komunistycznych, najpierw w Polsce, a następnie w całym bloku wschodnim. To z kolei doprowadziło do zakończenia zimnej wojny.

OD MAJACZENIA DO KONKRETÓW

Gdyby jednak ktoś wówczas powiedział, że w ciągu zaledwie kilkunastu lat Polska stanie się członkiem NATO i UE, zostałby poczytany za wariata lub fantastę. W 1989 roku nic nie zapowiadało jeszcze rozpadu ZSRR, a wschodni sąsiedzi Polski wciąż grozili „bratnią” interwencją nad Wisłą. W Polsce stacjonowało kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy sowieckich. Wciąż istniała PZPR, Służba Bezpieczeństwa, a resorty siłowe premier Tadeusz Mazowiecki, tworzący pierwszy niekomunistyczny rząd, po prostu musiał oddać komunistycznym generałom. Kończąca się PRL była członkiem Układu Warszawskiego, a przyjaźń z wielkim wschodnim sąsiadem wciąż była wpisana do konstytucji, tworząc z Polski państwo wasalne. Co więcej, solidarnościowa elita nie była przygotowana do rządzenia krajem, na co zresztą liczyli biurokraci z PZPR. Gospodarka, po 45 latach rządów komunistów, znajdowała się w kompletnej ruinie.

W tych okolicznościach pierwsze wzmianki o możliwości osłonięcia Polski parasolem NATO wyglądały na majaczenia fantastów. Historia przyspieszyła stwarzając Polsce niepowtarzalną szansę rozwoju i odrobienia lat cywilizacyjnego zacofania. Już na początku lat 90. mówienie o członkostwie w Pakcie Północnoatlantyckim było sprawą normalną, do czego przyczyniła się także Polonia amerykańska, w tym także “Nowy Dziennik”. Po raz pierwszy idea przyjęcia Polski do NATO pojawiła się na naszych łamach, zanim jeszcze ówczesny prezydent Lech Wałęsa wystąpił z koncepcją utworzenia tzw. NATO-bis, czyli sojuszu drugiej kategorii dla krajów byłego obozu sowieckiego i zanim utworzono Partnerstwo dla Pokoju, kolejną protezę, mającą zastąpić dążenie do pełnego członkostwa. Tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu pisaliśmy w naszych wstępniakach i komentarzach o potrzebie zapewnienia Polsce bezpieczeństwa na lata.

PRZEKONAĆ KONGRES

Przez pierwsze lata transformacji ustrojowej nad Wisłą gazeta aktywnie wspierała demokratyczne zmiany w starej ojczyźnie. Rola „Nowego Dziennika” w procesie przyjmowania Polski do NATO została doceniona przez historyków. Bez wątpienia środowisko skupione wokół gazety odegrało spory udział w mobilizacji Polonii i wywieraniu nacisków na Senat USA w sprawie ratyfikacji ustawy o rozszerzeniu sojuszu.

Przypominam te czasy nie z chęci odcinania kombatanckich kuponów, ale dlatego, że dla całego pokolenia Polaków i Amerykanów polskiego pochodzenia członkostwo krajów Europy Środkowo-Wschodniej w najsilniejszym sojuszu obronnym świata jest obecnie tak oczywiste, jak to, że co rano wstaje słońce. Wtedy nic jednak oczywiste nie było. W obu izbach Kongresu istniały poważne wątpliwości, czy warto poszerzać transatlantycką strefę bezpieczeństwa o kraje byłego bloku sowieckiego. Głównym argumentem były obawy, aby nie “drażnić niedźwiedzia” i nie nadepnąć za mocno na odcisk Rosji.

Tamta decyzja Kongresu okazała się przełomowa. Dziś członkami sojuszu są nie tylko dawne kraje niesławnej pamięci Układu Warszawskiego, ale także kraje bałtyckie, zaanektowane 80 lat temu przez ZSRR i włączone do jego terytorium, a także niektóre z państw byłej Jugosławii. Ostatnio, po inwazji Rosji na Ukrainę, dołączyły do NATO Szwecja i Finlandia, kraje uważane za wiecznie neutralne, co należy uznać za poważną strategicznę porażkę Kremla.

NATO NIE DAŁO SIĘ ROZMYĆ

Przez minione 25 lat samo NATO miało swoje wzloty i upadki, które sprawiały, że pod znakiem zapytania stawało zobowiązanie zapisane w art. 5 traktatu waszyngtońskiego, iż atak na jednego sojusznika będzie uważany za atak na wszystkich. A to jak do tej pory najskuteczniejszy czynnik odstraszający kraje, którym zależy na rozbiciu jedności obronnej Zachodu.

Przez cały ten czas Moskwa pozostawała wierna doktrynie „bliskiej zagranicy” widząc wokół siebie kordon państw, w większości byłych republik ZSRR, które uważała za swoją bezpośrednią strefę wpływów. Przez lata Kreml dysponował też argumentem w postaci gazowego kurka, uzależniając od dostaw nie tylko najbliższych sąsiadów, ale także takie potęgi gospodarcze jak Niemcy.

NATO jest poddawane próbom i od wewnątrz, i od zewnątrz. Różne podmioty państwowe i niepaństwowe kwestionują porządek międzynarodowy, który w obecnej postaci gwarantuje bezpieczeństwo USA i tej części Europy, w której znajduje się Polska. Sam sojusz polityczno-obronny musi też szukać kompromisów, uwzględniających interesy wszystkich członków. Jednocześnie jest nieustannie testowany przez kraje, którym z NATO nie po drodze.

Pełnoskalowa agresja Rosji, której pośrednim celem miało być także jeszcze większe skłócenie NATO, przyniosła efekty odwrotne do zamierzonego. Z wyjątkiem Węgier (i ostatnio Słowacji) kraje członkowskie udzieliły Ukrainie pomocy. Jak wiele musiało się zmienić, żeby francuski prezydent Emmanuel Macron, który przed inwazją Rosji na Ukrainę mówił wręcz o „śmierci mózgowej” sojuszu, dziś wspomina o możliwości wysłania wojsk sojuszu do walczącego kraju. A wiele państw NATO, które wydawały na obronę mniej więcej tyle, co na przysłowiowe waciki, nagle zaczęło przeznaczać na dozbrojenie ponad 2 proc. swojego PKB.

JEDYNY (NA RAZIE) GWARANT BEZPIECZEŃSTWA

Mimo licznych geopolitycznych zawirowań NATO tworzy unikatową wspólnotę wartości, przywiązaną do zasad wolności jednostki i demokracji. Jest także gwarantem bezpieczeństwa naszej starej ojczyzny. Warto o tym przypominać głośno także teraz, w roku wyborczym. Mimo słabnięcia roli Polonii w życiu politycznym głosy Amerykanów polskiego pochodzenia wciąż mogą być języczkiem u wagi w wielu stanach i okręgach kongresowych.

Warto więc przy tej okazji mówić kandydatom o znaczeniu tej części Europy, w której znajduje się Polska, dla utrzymania globalnego systemu bezpieczeństwa. I to niezależnie od tego, którą z dwóch partii i którego z kandydatów popieramy.

Od chwili upadku komunizmu mija już 35 lat. Mimo wojny toczącej się tuż za granicą przyzwyczailiśmy się do tego, że Polska jest bezpieczna i chroniona przez sojusze. Ale warto pamiętać, że największym gwarantem obecnego układu sił na Starym Kontynencie były, są i będą nadal Stany Zjednoczone, a tworzenie jakiejś czysto europejskiej alternatywy zajmie długie lata. O tym, że to bezpieczeństwo nie jest dane na zawsze, świadczą wydarzenia w Ukrainie.

Polonia już nieraz dawała wyraz swojemu zaangażowaniu w sprawy starej ojczyzny, ze wspomnianą wyżej spektakularną akcją poparcia dla włączenia krajów Grupy Wyszehradzkiej do Sojuszu Północnoatlantyckiego w latach 90. To także dzięki lobbingowi polskiej diaspory udało się zapewnić bezpieczeństwo Polski w pierwszych dekadach XXI wieku. Dziś, wobec rosnących zagrożeń związanych z rosyjskim neoimperializmem, i warto przypomnieć o tamtych działaniach. Bo bezpieczeństwo nie jest dane na zawsze. Ma swoją konkretną cenę i wymierną wartość. Warto więc w czasie kampanii przypominać amerykańskim politykom o konieczności takiego kształtowania polityki zagranicznej, aby uwzględniała także kwestię bezpieczeństwa Polski i wypełniania zobowiązań sojuszniczych.

NATO to może nie najpiękniejszy i najsympatyczniejszy sojusz, ale za to skuteczny. W końcu to nie wybory Miss Universum, ale próba znalezienia antidotum na rosyjski neoimperializm, kwestionowanie granic, działania hybrydowe, terroryzm czy zagrożenia cybernetyczne. Politycy przychodzą i odchodzą. NATO trwa. I oby tak było jak najdłużej.

Pierwsza strona „Nowego Dziennika” z artykułem ogłaszającym przyjęcie Polski do NATO

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner