New York
43°
Sunny
7:01 am4:29 pm EST
5mph
41%
30.49
SatSunMon
59°F
45°F
46°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Turystyka

Popłynęliśmy za marzeniami (cz. 2.)

05.11.2022
Marek Szurawski (pierwszy z lewej), Andrzej Skarka i Krzysztof Malinowski dali świetny koncert w marinie Niedźwiedzi Róg ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

Pięć jachtów żaglowych i dwa motorowe popłynęły w „Rejs Marzeń“ po Wielkich Jeziorach Mazurskich. Rejs nie był długi, rozpoczął się 25 czerwca, a zakończył 2 lipca 2022 roku. Jego pomysłodawcą i organizatorem był Jurek „Kołek“ Kołakowski, przez wiele lat mocno związany z Polskim Klubem Żeglarskim w Nowym Jorku.

Janusz M. Szlechta

W czwartek rano zjedliśmy śniadanie w restauracji „Gościniec pod Łabędziem“. Wśród załóg panowała zgodna opinia, że te posiłki w restauracjach blisko jezior smakują wybornie. Po śniadaniu jedna łódka po drugiej opuszczały przystań Folwark Łuknajno i wypłynęły na jezioro Śniardwy. Jest to niesamowite miejsce. Nie ma tu tłoku i tłumów ludzi. Dominuje spokój i dzika przyroda wokół jeziora. A łódki nie utrudniają sobie żeglowania, mimo że jest ich sporo.

NIE MA ZŁYCH DNI

Dotarliśmy szczęśliwie do Mariny Niedźwiedzi Róg, gdzie spędziliśmy wyjątkowy wieczór. Najpierw Marek Szurawski opowiedział o morskich podróżach i kulturze picia rumu. Stwierdził, że żeglarstwo jest jedyną formą aktywności człowieka, która w pełni rozwija jego inteligencję. Dodał, że rum w tym nie przeszkadza. Jeśli jest dobry, to warto go wypić. Polewał więc do specjalnych kubeczków i rozdawał chętnym. Smakował wybornie, więc warto było czekać na taki wieczór.

Kolejnym wspaniałym wydarzeniem był koncert szant. Wystąpili Marek „Siurawa“ Szurawski z Krzysztofem „Maliną“ Malinowskim. Marek zaśpiewał kilka dobrze znanych utworów: „Dziewczyna z Amsterdamu“, „Białe żagle“ i „Żeglarska polka“, a Krzysztof: „Popłynęli koledzy w rejs“ – w hołdzie dla Jurka Porębskiego, który odszedł rok temu, „Wróćmy nad jeziora“ i „Tańcowanie“. Potem dołączył do nich Andrzej Skarka, który też zaśpiewal kilka piosenek żeglarskich.

W trakcie koncertu Jurek Kołakowski przedstawił komodora Rejsu Marzeń, czyli dowódcę flotylli jachtów  Ziemowita Barańskiego i Wiesława Dumkiewicza – kanclerza Kapituły Chwały Mórz Bractwa Wybrzeża. Panowie wręczyli Markowi Szurawskiemu Medal Bractwa Wybrzeża. Medal ten został mu przyznany 8 września 2021 roku. Przyznawany jest osobom, które kultywują tradycje morskie i propagują je poprzez działalność zawodową, sportową, dziennikarską, artystyczną i kulturalną oraz których działalność przyczynia się do szerzenia idei braterstwa ludzi morza. Wraz z medalem Marek Szurawski otrzymał ogromne brawa. Na zakończenie koncertu sprzedawał i podpisywał swoją książkę „Nie ma złych dni“.

NIE WOLNO SPRZEDAWAĆ SWYCH MARZEŃ

Piątek był ostatnim dniem, kiedy mogliśmy kilka godzin popływać po jeziorach Śniardwy i Bełdany. To była prawdziwa radość. Pływanie skończyło się, kiedy zacumowaliśmy na dziko w bindudze (przy polu namiotowym) Flosek nad jeziorem Bełdany.

W Galindii jest wiele ciekawych rzeźb, między innymi postaci zasiadających do jedzenia

Wszystkie załogi wyruszyły pieszo, wąską dróżką wzdłuż wybrzeża, przez las, do Galindii. Jest to jedyny w swoim rodzaju ośrodek stylizowany na osadę plemienia Galindów. To kolebka pradawnych mieszkańców Krainy Tysiąca Jezior. Wraz z przewodnikiem obejrzeliśmy gród Galindów, bursztynową komnatę, lochy demonów, podziemne groty szamana, pieczary wiedźm, groty biesiadne, kamienny krąg, czakram i święty gaj. Nic dziwnego, że Galindia nazywana jest Mazurskim Edenem.

Wieczorem usiedliśmy przy ognisku w przystani Flosek. Czekała na nas pyszna grochówka przygotowana przez Hannę i Krzysztofa Pawłowiczów. Można też było napić się piwa Łomża i Tyskie. Sponsorami byli: Jurek Majcherczyk, Wanda Kołakowska i Ryszard „Kacper“ Pożniak. Tego i ostatniego wieczoru obowiązywał toast: „Za cudowne ocalenie“.

Przewodnik Jerzy Lewandowski opowiada o historii plemienia Galindów

Andrzej Skarka nie rozstawał się z gitarą. Jak niemal co wieczór, zagrał i zaśpiewał kilka fajnych piosenek, ale ta jedyna tego wieczora spodobała się najbardziej – „Nie sprzedawajcie swych marzeń”. Jest to utwór zespołu EKT-Gdynia, który podbija serca balladami i piosenkami żeglarskimi.

Samotni ze sobą nie możemy znaleźć

Miejsca i czasu na zadumy chwilę

Uciekamy do nikąd – pod prąd wyobraźni

Zostawiając sny jak bezbronne motyle

Ludzie – nie sprzedawajcie swych marzeń
Nie wiadomo co się jeszcze wydarzy

W waszych snach

Może taka mała chwila zadumy

Sprawi, że te marzenia pofruną

Jeszcze raz

Jeszcze raz

Wstawcie w okna tęczę, szykujcie witraże

Na które wiatr swawolny gwiazd wam nawieje

Na pewno przyjdzie wiosna z uśmiechem na twarzy

By jak matka dzieciom rozdawać nadzieję

SPOTKANIE Z POEZJĄ GAŁCZYŃSKIEGO W PRANIU

W sobotę, 2 lipca o godzinie 8:15 rano wypłynęliśmy z mariny Flosek do mariny Korektywa. Do pokonania było 7 kilometrów. Wszystkie załogi rozładowały jachty i posprzątały je. Bagaże trafiły do samochodów. Na pokładzie „Biegnącej po falach“ kapitan Ziemowit Barański, w towarzystwie Jurka Kołakowskiego, wręczył wszystkim uczestnikom Rejsu Marzeń pamiątkowe dyplomy i każdemu uścisnął dłoń.

Przed wejściem do Muzeum K.I. Gałczyńskiego w miejscowości Pranie (stoją od lewej): Krzysztof Sierant, Barbara Ślimakowska, Jacek Fruchtman, Mirosława Skowrońska, Danuta Zalewska i Małgorzata Krautschneider

Potem nastąpiły pożegnania, gdyż wiele osób już opuszczało przystań i Mazury.

Siedem osób postanowiło skorzystać z okazji i zajrzeć do pobliskiej miejscowości Pranie, gdyż mieści się tam Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Było to specyficzne spotkanie z poetą i jego poezją. Przy okazji dowiedzieliśmy się troszeczkę o tym miejscu i dlaczego Gałczyński tutaj bywał. Było to ulubione miejsce poety, do którego przyjeżdżał z żoną Natalią w latach 1950-1953. Osiem lat później, w 1961 roku, na budynku umieszczono tablicę pamiątkową poświęconą Gałczyńskiemu. Muzeum zostało otwarte w 1980 roku. Do 1997 prowadziła je córka poety Kira Gałczyńska z mężem. Od roku 2000 muzeum jest jednostką organizacyjną powiatu piskiego. Zbiory muzealne to przede wszystkim pamiątki po Gałczyńskim, które pozostawił podczas pobytów w Praniu. Niektóre pochodzą z jego warszawskiego mieszkania. Ponadto zobaczyć można zdjęcia, rękopisy, rysunki oraz czasopisma, do których pisywał. Jest tu też kącik karykatury, gdzie prezentowane są prace m.in. Szymona Kobylińskiego, Eryka Lipińskiego, Konstantego Sopoćki oraz Jerzego Zaruby. Szczególne wrażenie zrobił na nas pomnik poety, który stoi w ogrodzie.

Pomnik poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu

POŻEGNANIE W ZGONIE

Późnym popołudniem spora grupa uczestników rejsu udała się do miejscowości Zgon. Zgon to wieś w powiecie mrągowskim, w gminie Piecki, położona na południowym brzegu jeziora Mokre. Dawniej tutejsi mieszkańcy utrzymywali się głównie z rybactwa, obecnie jest to miejscowość letniskowa na szlaku rzeki Krutyni. Znana jest przede wszystkim z unikatowej Galerii Głów. Przez wiele lat mieszkał tu i pracował pisarz Igor Newerly. Tutaj napisał „Wzgórze Błękitnego Snu” i „Zostało z uczty bogów”.

Zgon słynie z unikalnej galerii rzeźb

W Zgonie mają swój dom Beata i Marek Ziółkowscy. Zaprosili wszystkich uczestników rejsu na pożegnalny wieczór. Dotarło 25 osób. Była smażona kiełbaska na ognisku, piwo i drineczki do wyboru. Ale przede wszystkim była fajna, serdeczna atmosfera. Oczywiście pośpiewaliśmy trochę, bo Andrzej Skarka siedział przy ognisku z gitarą. Żal było się rozstawać, więc niektórzy wymieniali się telefonami i adresami, ustalali możliwości kontaktów i spotkań. Na pewno wiele przyjaźni zostanie na długo, jeśli nie na zawsze. Jest też szansa, że spotkamy się na kolejnym rejsie…

Późno w nocy poszliśmy spać w ośrodku turystycznym PTTK w Zgonie. Jeszcze raz spotkaliśmy się w ogrodzie Beaty i Marka na śniadaniu. Pożegnaniom nie było końca. Niemal każdy z nas ocierał łzy. A potem wyruszyliśmy w Polskę.

Pożegnalne spotkanie przy ognisku, w ogrodzie Beaty i Marka Ziółkowskich w Zgonie (od lewej): gospodyni Beata Ziółkowska, Halina Orgacka, Zbigniew Orgacki, Andrzej Skarka z gitarą, obok niego żona Teresa, Patrick Lee i gospodarz Marek Ziółkowski

POWIEDZIELI PO REJSIE MARZEŃ

Krzysztof Sierant, były komandor Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku, członek załogi jachtu „Płynący obłok“:

– Dawno nie byłem na Mazurach, więc bardzo chciałem popłynąć w Rejs Marzeń. Tym bardziej że nigdy nie uczestniczyłem w imprezie zorganizowanej przez „Kołka“. Było fantastycznie. Jurek dopiął wszystko na ostatni guzik. A my, uczestnicy, przywieźliśmy ze sobą piękną pogodę i mieliśmy dobry czas. Gdyby była taka możliwość, na pewno popłynąłbym w drugi taki rejs.

Po raz pierwszy byłem tu w 1979 roku. Były to dziewicze Mazury. Woda w jeziorach była czysta, można było ją pić. Teraz wiele się zmieniło nie tylko z powodu działań ludzi, ale i klimatu. Turystyka wodna bardzo się rozwinęła i obawiałem się, że z tych starych Mazur niewiele zostało. Okazało się jednak – i to mnie bardzo zaskoczyło – że pomimo gwatłownego wzrostu liczby jachtów i rozwoju infrastruktury wciąż są miejsca na jeziorach, do których można przybić na dziko, gdzie nie ma nic oprócz kawałka plaży, trzciny i drzew. Zauważyłem, że w fajnych miejscach stoją samotne jachty, bo nie ma wielu chętnych, aby w takich miejscach stawać. Powstało wiele marin i tam są setki jachtów. Lato jest tutaj krótkie i tylko duża liczba turystów w tym czasie może pozwolić na rozwój regionu. A ten rozwój widać. Cieszy też to, że wszyscy dbają o czystość. Jeden z przewodników podkreślił, że w jeziorze Bełdany są raki, a to jest najlepszy dowód na to, że woda jest czysta. No i jest tu naprawdę pięknie.

Danuta Zalewska, żeglarka mieszkająca na Brooklynie, członkini załogi jachtu „Płynący obłok“:

– Przed laty dużo żeglowałam w Polsce. W Nowym Jorku żegluję sporadycznie, ale spotykam się z polskimi żeglarzami. Uczestniczyłam w wielu festiwalach piosenki żeglarskiej organizowanych przez Polski Klub Żeglarski. Kiedy dowiedziałam się o Rejsie Marzeń od razu podjęłam decyzję, że popłynę. Wrażenia mam wspaniałe. Wróciło też wiele wspaniałych wspomnień sprzed lat. Mazury są piękne. W rejsie uczestniczyli wspaniali ludzie z różnych krajów, atmosfera była jedyna i niepowtarzalna. Bo żeglarze to są tacy ludzie, z którymi można konie kraść. A żeglarze w moim wieku, pływający od lat, to są prawdziwi żeglarze, którzy znają etykę żeglarską, co jest bardzo ważne. Dla mnie był to prawdziwy Rejs Marzeń. 

Kapitan Zimowit Barański wręcza dyplomy potwierdzające uczestnictwo w Rejsie Marzeń.
Towarzyszą mu Jurek „Kołek“ Kołakowski (z lewej) i Jerzy Kleniewski

Tadeusz Wrzos, warszawiak, kapitan szkunera gaflowego „Płynący obłok“:

– Jurek Kołakowski namówił mnie i właścicieli „Biegnącej po falach“, no i zdecydowaliśmy, że będziemy wozić polskich żeglarzy z USA i innych krajów. Moja załoga liczyła 9 osób. Wszyscy sprawili się super, obsługiwali jacht jak należy, tak że ja nie miałem za wiele roboty. Dziewczyny dbały o porządek na jachcie i aby nikt nie był głodny. Chciałbym, aby udało się powtorzyć taki rejs, ale to chyba mało realne. Większość żeglarzy, którzy ze mną płynęli, pływa po morzach, a to jest zupełnie inne żeglowanie. Pływanie ma jeziorach mazurskich ma tę zaletę, że tu raczej nikt nie złapie choroby morskiej, no i wiatry są inne. Podczas naszego rejsu wiały grzeczne wiatry i było bardzo ciepło. Wszyscy są zadowoleni i ja też.

Marek Ziółkowski, członek załogi jachtu „Biegnąca po falach“:

– Rejs był rewelacyjny. Moja żona też jest szczęśliwa, że popłynęła. Przede wszystkim dlatego, że uczestniczyli w rejsie wspaniali ludzie, którzy stworzyli atmosferę nie do przebicia. No i te jachty… Chciało się nimi pływać. Będę miał tylko dobre wspomnienia. Odzyskałem starych przyjaciół i pozyskałem wielu nowych. Właśnie przyjaciele wciąż mnie zapraszają do różnych miejsc w Polsce i w wielu krajach. Ja też, jeśli ktoś będzie miał ochotę, zapraszam do naszej siedziby w miejscowości Zgon. Zawsze znajdzie się miejsce przy ognisku, będzie fajna atmosfera i dobra polska kiełbaska.

Po rejsie Jurek Kołakowski napisał do wszystkich uczestników list. Oto jego fragment:

„Moi Drodzy, dziękuję Wam bardzo za miłe słowa i podziękowania dotyczące rejsu. Nasz rejs był taki, jaki sobie wymarzyliśmy. Jak zapewne większość z Was wie, o udanym rejsie nigdy nie decyduje jacht, którym się płynie, akwen, po którym się żegluje, pogod,a jaka się przytrafi, ale zawsze ZAŁOGA!  O tej starej jak świat zasadzie pamiętajcie zawsze, zanim wybierzecie się w kolejny rejs. Dla mnie był to już 38. rejs żeglarski, ósmy, jaki organizowałem na większą skalę, a trzeci na Mazurach (pierwszy zorganizowałem w 2003 roku na południe, a drugi w 2004 roku na północ). Doświadczenie, jakie zdobyłem dzięki zorganizowaniu tych rejsów, bardzo mi się przydało. Moja dobra znajomość Wielkich Jezior Mazurskich też miała znaczenie, a w doborze załóg pomogła znajomość Was. Pogodę załatwiliście Wy, to taki rejs siłą rzeczy musiał się udać”.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY