New York
45°
Clear
6:59 am4:29 pm EST
9mph
46%
29.9
ThuFriSat
45°F
48°F
59°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Opinie i Analizy

Powiało wojną

25.11.2022
Incydent w Przewodowie pokazał jednak, jak blisko od polskich granic toczy się obecna wojna. Na zdjęciu: zniszczona po ataku rosyjskim jednostka wojskowa w Czarnobaijwce FOTO: PAP

Eksplozja na Lubelszczyźnie wyprodukowanej w Rosji rakiety przypomniała dobitnie, że Polska od kilku miesięcy jest krajem przyfrontowym, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Incydent w Przewodowie pokazał jednocześnie, że w kwestii ferowania wyroków warto zachować zimną krew.

Tomasz Deptuła

Wtorek, 15 listopada, był najbardziej intensywnym dniem rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W stronę obiektów infrastruktury krytycznej Rosjanie wystrzelili ponad 100 rakiet. Celem były przede wszystkim obiekty infrastruktury energetycznej, bo Kreml chce złamać ukraiński opór zwiększając cierpienia ludności cywilnej. Ukraińska obrona powietrzna odpowiedziała, przechwytując większość rakiet. Wszystkich pocisków strącić nie mogła, bo w przypadku zmasowanych ataków jest to po prostu niemożliwe. W wyniku tej kanonady jedna z rakiet przeleciała nad granicą Polski uderzając w traktor stojący w suszarni zboża. Zginęło dwóch pracowników tego zakładu.

INCYDENT I REPERKUSJE

Wiadomość o eksplozji w Przewodowie na chwilę postawiła cały świat na baczność. Informacja znalazła się na czołówkach amerykańskich serwisów informacyjnych. Sprawa była poważna, bo gdyby było to celowe uderzenie Rosjan, oznaczałoby to bezpośredni atak na terytorium NATO. To z kolei groziłoby uruchomieniem artykułu 5 o wzajemnej pomocy sojuszniczej. Strona polska z dużą odpowiedzialnością podeszła do sprawy. Także po stronie amerykańskiej komentarze były mocno stonowane, choć przebywającego w Azji prezydenta Joego Bidena poinformowano od razu o incydencie. Reakcje rządu i polskiego prezydenta były bardzo spokojne, co zauważyła nawet nieskora do pochwał opozycja. To pozwoliło na poinformowanie opinii publicznej przez głowy obu państw, że najprawdopodobniej rakieta została jednak wystrzelona przez stronę ukraińską. Choć nie zdejmuje to z Rosji odpowiedzialności za nieuzasadnioną i niesprowokowaną agresję na Ukrainę, tym razem chodzi o nieszczęśliwy wypadek. Posowiecki pocisk S-300 minął się z celem, a do tego nie zadziałały w nim mechanizmy autodestrukcji.

Eksperci wojskowi zwracali uwagę, że ataki podobne do tego z Przewodowa są praktycznie nie do zatrzymania. Żadna obrona przeciwlotnicza nie jest w stanie ochronić terytorium swojego kraju przed podobnym incydentem, w którym rakieta podczas masowej wymiany ognia wpada na terytorium innego kraju przez przypadek, przemierzając odcinek od granicy do miejsca detonacji dosłownie w kilka sekund. Do podobnego incydentu doszło także w Mołdawii, choć bez tragicznego finału. Systemy obrony powietrznej buduje się dla ochrony wielkich aglomeracji miejskich, obiektów infrastruktury krytycznej i własnych celów wojskowych. Zabłąkane pociski czy rakiety mogą spaść właściwie wszędzie. Incydent w Przewodowie pokazał jednak, jak blisko od polskich granic toczy się obecna wojna. Już wcześniej w dniach intensywnych rosyjskich ataków docierały do Polski odgłosy detonacji. Nigdy jednak konflikt nie zbierał ofiar po polskiej stronie.

INFORMACJE I PROPAGANDA

Od początku Kijów konsekwentnie utrzymywał, że rakieta, która uderzyła w Przewodów, była nie tylko rosyjskiej produkcji, ale także została wystrzelona przez Rosjan. Z kolei Kreml mówił o ukraińskiej prowokacji. Stanowisku Ukrainy trudno się dziwić. Wzrost napięcia między Kremlem a NATO leży w jej interesie. Od początku więc obowiązywała narracja o celowym wystrzeleniu rakiety przez Rosjan. Także i tym razem Wołodymir Zełenski podtrzymał wersję o moskiewskim sprawstwie, licząc na to, że Zachód zaostrzy jeszcze bardziej kurs wobec Władimira Putina. Dopiero po jakimś czasie Kijów zaczął zmieniać kurs, przychylając się do wersji, że tak naprawdę nie wiadomo, czyja rakieta wybuchła w Przewodowie.

Ukraińska narracja konsekwentnie obciąża Moskwę odpowiedzialnością za wszystkie akty agresji. Większość oskarżeń jest zresztą jak najbardziej uzasadniona. Są jednak chwile, gdy budzą się wątpliwości. W chwili, gdy piszę te słowa trwa na przykład wymiana oskarżeń o to, kto był autorem niebezpiecznego ostrzału elektrowni atomowej w Zaporożu w ciągu minionego weekendu. Bezpieczeństwo reaktorów nuklearnych to kolejny powód zmartwień Zachodu. Obie strony konfliktu próbują rozgrywać społeczne lęki, szantażując resztę świata groźbą katastrofy na miarę Czarnobyla czy Fukuszimy.

Czytając te doniesienia warto pamiętać, że obie strony konfliktu przestawiły swoje machiny wojenne w tryby propagandy wojennej. I choć Zachód przychylniej wsłuchuje się w ukraiński przekaz, warto – przy całej sympatii do Ukraińców – filtrować wieści z Kijowa, mając świadomość, iż doniesienia płyną z napadniętego kraju, prowadzącego wojnę na różnych płaszczyznach, informacyjnej nie wyłączając. Nie sposób nie zauważyć, że od początku konfliktu Ukraińcy znakomicie rozgrywają konflikt pod względem narracyjnym, przekonując do swoich racji cywilizowaną część świata. Świetnie jednocześnie blokują negatywne doniesienia i informacje o charakterze strategicznym. Teraz Kijów będzie zapewne się zastanawiać, czy przyznanie się do odpowiedzialności za tragiczny incydent w Polsce nie będzie leżało w jego interesie. Kilka dni po wybuchu w Przewodowie pojawili się ukraińscy eksperci i można się spodziewać, że Kijów powoli zacznie się wycofywać z oskarżeń, mając świadomość, że trwanie w oskarżeniach może zaszkodzić w pozyskiwaniu dalszej pomocy ostrożnego Zachodu.

Incydent bardzo zaniepokoił europejskich sojuszników Polski, unikających wciągnięcia w konflikt. Nie bez powodu, już po eksplozji na terytorium Polski, Berlin zaproponował Warszawie rozmieszczenie rakiet Patriot dla ochrony polskiej przestrzeni powietrznej oraz wysłanie patroli Eurofighter. Wszystko po to, aby nie dopuścić do kolejnych incydentów, które mogłyby zostać uznane za atak na terytorium sojusznika.

Śledztwo trwa, ale na razie wszystko wskazuje, że incydent w Przybyszowie i tragiczna śmierć dwóch Polaków były wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Niezależnie od tego, jak zakończy się dochodzenie, poparcie dla pomocy Kijowowi nie spadnie – tak przynajmniej wynika z najnowszego sondażu “Dziennika Gazety Prawnej”. Znamienne przy tym, że przy ogromnej chęci wsparcia humanitarnego dla Ukrainy, prawie nikt nie popiera wysyłania do tego kraju polskich żołnierzy. Ta wojna, która w tragiczny sposób dała o sobie znać w Przewodowie, nie powinna przekroczyć granic Rzeczypospolitej.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY