New York
41°
Clear
6:58 am4:30 pm EST
5mph
59%
30.14
WedThuFri
59°F
45°F
48°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Polska
Wywiady
Nowy Jork
Warto przeczytać

Rzeszów miastem partnerskim dla Nowego Jorku

13.05.2022

Niebawem, 13 maja, odbierzesz statuetkę Wybitnego Polaka w USA w kategorii młody Polak. Gratuluję tego prestiżowego wyróżnienia. Jak zareagowałeś na wiadomość o nagrodzie oraz co ten tytuł dla Ciebie oznacza?
To dla mnie bardzo duże wyróżnienie, bo, jak wiesz, urodziłem się w Stanach Zjednoczonych, ale czuję się Polakiem. Jestem Amerykaninem pierwszego pokolenia polskich imigrantów. Moją żoną jest Polka i ciągle jeżdżę do Polski, a poza tym udzielam się wśród Polonii, działam także w Polsce. Dlatego tytuł Wybitnego Polaka w USA jest dla mnie wielkim zaszczytem. O wyróżnieniu poinformował mnie Grzegorz Fryc (przewodniczący Kapituły) i mimo że byłem zaskoczony tą nominacją, to bardzo się cieszę, że liczba głosów oddanych na mnie była wystarczająca do zdobycia tego tytułu. To wielki zaszczyt dla mnie, bowiem jestem dumny z tego, że jestem Polakiem i wiem, że podobnie czują moi rodzice oraz moja żona.

Na ile czujesz się Polakiem, a na ile Amerykaninem? Jak to wygląda w takim codziennym życiu, bo wiem, że z jednej strony dom i rodzina daje ci poczucie polskości, ale twoja praca zawodowa związana jest głównie z Amerykanami.
To prawda, pracuję z Amerykanami i zajmuję się sprawami związanymi ze stanem Nowy Jork oraz z Ameryką. Natomiast nie wiem, dlaczego i jak to się dzieje, ale z każdym rokiem czuję się coraz bardziej Polakiem. Mam rodzinę w Polsce i często ją odwiedzam. Dzięki mojej pracy czasami również pojawiam się np. w Rzeszowie czy też w Toruniu podczas służbowych wyjazdów i odbywam spotkania z różnymi Polakami, czy to z prezydentem miasta, czy też z marszałkiem województwa. To wszystko na pewno sprawia, że co roku coraz bardziej czuję się Polakiem. Kiedyś te proporcje były gdzieś na poziomie 80 procent Amerykanin, 20 procent Polak, a teraz myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że jest pół na pół, po 50 procent. Dla mnie bardzo ważne są moje korzenie i pochodzenie i, tak jak powiedziałem, coraz bardziej czuję się Polakiem, i z tego się cieszę.

Urodziłeś się w Stanach Zjednoczonych, wychowałeś w Nowym Jorku, a mimo to pięknie mówisz po polsku. W jaki sposób udało ci się tak dobrze opanować nasz ojczysty język?
Mam nadzieję, że dobrze mówię po polsku, chociaż czasami myślę, że tak nie jest i trochę się krępuję. Na pewno dużo pomógł mi fakt, że byłem pierwszym dzieckiem, i mimo że urodziłem się w Stanach Zjednoczonych, to moi rodzice nauczyli mnie języka polskiego. Pamiętam, gdy po raz pierwszy poszedłem do zerówki w PS 71 na Ridgewood – do szkoły, w której obecnie istnieje dwujęzyczny polsko-angielski program nauczania – to przeżyłem ogromną traumę, ponieważ kompletnie nie znałam języka angielskiego. Było to związane z tym, że rodzice cały czas mówili do mnie po polsku i od dziecka posługiwałem się tym językiem. Teraz bardzo pomaga mi to, że moja żona Kinga jest Polką, pochodzącą z Rzeszowa, i w domu również posługuję się językiem polskim. Wprowadziliśmy taką zasadę, że ja mówię do niej po polsku, a ona do mnie po angielsku, i w ten sposób ja poznaję lepiej język polski, a ona angielski. Dużo dała mi także nauka w Szkole Języka i Kultury Polskiej im. św. Jana Pawła II, działająca przy parafii św. Krzyża na Maspeth, do której chodziłem przez 12 lat, oraz gdzie zdałem maturę i zdobyłem certyfikat ze znajomości języka polskiego.

Jesteś szefem biura radnego Roberta Holdena, reprezentującego w Radzie Miasta Nowy Jork dużą część Queensu. Czy umiejętność posługiwania się językiem polskim w jakiś sposób wpłynęła na twoją pracę i czy ci w niej pomaga?
Znajomość języka polskiego bardzo mi się przydaje, ponieważ nasz okręg – 30. dystrykt nowojorskiej rady miejskiej – jest zamieszkany przez największą liczbę Polaków. Kiedyś tak było na Greenpoincie, ale w ostatnich latach wiele osób przeprowadziło się stamtąd na Ridgewood, Maspeth, Glendale i Middle Village. Dlatego mamy w naszym rejonie bardzo dużą Polonię i praktyczne codziennie dzwonią do nas Polacy, i pytają się o mnie, żeby porozmawiać po polsku. Wspólnie omawiamy oraz rozwiązujemy różne tematy i problemy. Gdy radny Robert Holden mnie zatrudnił i dowiedział się, że mówię po polsku, to bardzo się ucieszył, bo wiedział, że to będzie bardzo potrzebne i przydatne dla niego, i okazało się, że tak jest.

W jaki sposób udało ci się dostać tę pracę? Wiadomo, że nie każdy może pracować w biurze radnego, a tym bardziej być szefem tego biura.
Ja już od wielu lat jestem związany z polityką. Początkowo udzielałem się w niej jako wolontariusz przy różnych lokalnych i stanowych kampaniach wyborczych, a zaczynałem jakieś 10-12 lat temu. Gdy w listopadzie 2017 roku radny Robert Holden wygrał wybory, to ja w tym czasie pracowałem dla byłego kongresmana Daniela Donovana ze Staten Island i Brooklynu. Znałem parę osób, które pomagały przy kampanii pana Holdena i gdy on zaczął szukać pracowników, to ktoś zaproponował mu, żeby ze mną porozmawiał. Tak więc zaprosił mnie na wywiad kwalifikacyjny i spodobało mu się to, co powiedziałem, więc mnie zatrudnił. Początkowo zacząłem pracować jako dyrektor ds. legislacyjnych, a gdy odszedł od nas szef biura, to awansowałem na to miejsce.

Pracujesz już z radnym Holdenem pięć lat, więc myślę, że nie tylko jesteś tam doceniany, ale również musi ci się podobać to, co robisz.
Mimo że jest bardzo dużo pracy, to bardzo mi się ona podoba. Czasami są to 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Jednak bardzo lubię to, co robię, ponieważ mam świadomość, że codziennie mam wpływ na funkcjonowanie naszego miasta, a szczególnie naszego 30. okręgu na Queensie. Każdego dnia pomagamy mieszkańcom Ridgewood, Maspeth, Glendale, Middle Village, Woodside i Woodhaven, i to mi się bardzo podoba. Gdyby było inaczej, to już dawno zmieniłbym pracę. I na pewno nie robię tego dla pieniędzy, ponieważ praca w samorządzie nie należy do dobrze płatnych, ale robię to, co lubię, i mam świadomość, że codziennie robimy coś dobrego dla ludzi.

Radny Robert Holden robi bardzo dużo dla mieszkańców 30. dystryktu, w tym również dla naszych rodaków. Poza tym jest także bardzo przyjazny Polakom, pojawia się na wielu polonijnych wydarzeniach, ale też wspiera różne nasze inicjatywy. Co powoduje, że tak chętnie współpracuje z naszą grupą etniczną?
Radny wiele razy wyjaśniał to w wywiadach z polskimi dziennikarzami i zawsze opowiadał te same historie: że jego pierwszą dziewczyną była Polka, oraz że jeden z jego najlepszych kolegów też był pochodzenia polskiego. On się wychował na Maspeth i już wtedy, 40-50 lat temu, było tam wielu Polaków. To spowodowało, że polubił naszą kulturę i grupę etniczną, a także naszych rodaków, którzy jak podkreśla, są pracowici i dbają o porządek oraz dużo robią dla Ameryki. Gdy wygrał wybory, to doskonale zdawał sobie sprawę, że w jego dystrykcie jest bardzo dużo Polaków, którzy na niego głosowali, więc stara się to w jakiś sposób doceniać i odwzajemnić. Najlepszym tego dowodem jest zatwierdzona w 2018 roku uchwała, która była jego inicjatywą z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Mówię tu o ustanowieniu 11 października jako „Dnia Kazimierza Pułaskiego”, 15 października jako „Dnia Tadeusza Kościuszki” oraz 11 listopada „Dnia Niepodległości Polski w Nowym Jorku”.

Ta sympatia cały czas jest widoczna. Była także zauważalna podczas niedawnej akcji zorganizowanej z myślą o pomocy ukraińskim uchodźcom przebywającym w Polsce. Jednym z jej głównych organizatorów był właśnie radny Robert Holden, którego wsparło wielu polityków reprezentujących inne dystrykty na Queensie.
Patrząc na to, co działo się po wybuchu wojny w Ukrainie, wszystkim nam było bardzo przykro i smutno. Widząc wiele relacji i zdjęć z tego, co tam się działo, postanowiliśmy w jakiś sposób im pomóc. Skontaktował się z nami także Tony Di Piazza z Ridgewood, który zadzwonił do radnego Holdena i stwierdził, że należy Ukraińcom pomóc, i tak narodził się pomysł tej akcji. Zaprosiliśmy do niej pozostałych radnych z Queensu. Wspólnie zebraliśmy 33 palety z potrzebnymi rzeczami, takimi jak np.: papier toaletowy, lekarstwa, jedzenie w puszkach czy też woda. Początkowo to wszystko miało lecieć do Rzeszowa, ale udało nam się skontaktować z Witalijem Kliczką, merem Kijowa, i rzeczy zostały wysłane do tego miasta. Udało się to zrealizować dzięki pomocy konsula generalnego Adriana Kubickiego oraz prezydenta Rzeszowa Konrada Fijołka. Myślę, że to była udana i potrzebna akcja, która wsparła wielu potrzebujących ludzi. W dodatku Tony Di Piazza przekazał donację w wysokości 100 tys. dol. na pomoc Ukraińcom. Rzeczy, które zebraliśmy, zostały wysłane samolotem do Helsinek w Finlandii, a później stamtąd TIR-ami zostały przetransportowane go Kijowa.

Daniel Kurzyna (z lewej) podczas spotkania z Konradem Fijołkiem, prezydentem Rzeszowa rozmawiał na temat bliższej współpracy pomiędzy tym miastem a Nowym Jorkiem / Foto: ARCHIWUM RADNEGO ROBERTA HOLDENA

Gdy byłeś niedawno w Rzeszowie, miałeś okazję nie tylko porozmawiać na ten, ale i wiele innych tematów ze wspomnianym prezydentem Konradem Fijołkiem. Możesz zdradzić nam coś więcej na ten temat?
Prezydenta Konrada Fijołka znam już od kilku lat, od czasu gdy był jeszcze radnym miasta Rzeszów. Trzy lata temu, gdy odwiedziłem to miasto, również spotkałem się w ówczesnym prezydentem Tadeuszem Ferencem i zapoczątkowaliśmy wtedy rozmowy na temat współpracy pomiędzy Nowym Jorkiem a Rzeszowem, które jest miastem partnerskim z wieloma innymi miastami na świecie. Jednym z nich jest Gainesville w Teksasie. Właśnie wtedy w 2019 roku zaproponowałem, żeby zrobić Nowy Jork takim siostrzanym miastem dla Rzeszowa. Podczas ostatniej wizyty – na którą był także zaproszony radny Robert Holden, który jednak nie mógł ze mną polecieć – i prawie półtoragodzinnego spotkania z prezydentem Konradem Fijołkiem kontynuowaliśmy tę kwestię, a także rozmawialiśmy o wielu innych projektach i tematach, m.in. o pomocy dla Ukrainy, rozwijaniu infrastruktury komunikacyjno-transportowej czy też o tzw. zalesianiu miast w celu zwiększenia zielonych miejsc. Jednak najważniejszy był dla nas temat związany ze stworzeniem współpracy partnerskiej pomiędzy Nowym Jorkiem a Rzeszowem. Prezydentowi tego miasta bardzo się ten pomysł podoba i w związku z tym zaprosiliśmy go na kontynuację tych rozmów do Nowego Jorku. Jeszcze nie mamy ustalonej dokładnej daty, ale myślę, że przyleci tutaj we wrześniu, by spotkać się z radnym Robertem Holdenem. Będziemy chcieli zaprosić do rozmów także burmistrza Erica Adamsa.

Czyli jest szansa, że Nowy Jork i Rzeszów zostaną miastami partnerskimi? Myślę, że to świetny pomysł, tym bardziej że w Wielkim Jabłku duża część Polonii pochodzi właśnie z Rzeszowa i jego okolic.
Dużo się zmieniło pod tym względem, ponieważ gdy moi rodzice przylecieli tutaj ponad 30 lat temu, to było więcej ludzi z Podlasia niż z Podkarpacia. Teraz jest dużo osób pochodzących z Rzeszowa i jego okolic. Dlatego też jest sens stworzenia partnerskiej współpracy pomiędzy tym miastem a Nowym Jorkiem. Rzeszów bardzo mi się podoba, i to nie tylko z tego powodu, że tam urodziła się moja żona. Jest to miasto określane jako stolica innowacji i znajduje się tam bardzo dużo oddziałów różnych amerykańskich firm, jest również G2A Arena, w której obecnie stacjonują żołnierze amerykańscy i którą odwiedził prezydent Joe Biden, a poza tym miasto świetnie się rozwija. Tak więc myślę, że nawiązanie współpracy pomiędzy Nowym Jorkiem i Rzeszowem na pewno wyjdzie na dobre zarówno dla Podkarpacia, jak i dla Wielkiego Jabłka.

Podczas tej ostatniej wizyty na Podkarpaciu miałeś także okazję odwiedzić ośrodki dla uchodźców z Ukrainy. Jaka była twoja reakcja na to, co tam zobaczyłeś? Z jakimi problemami ci ludzie się borykają?
Odwiedziłem centrum pomocy dla uchodźców znajdujące się w Rzeszowie. Przebywały w nim 263 osoby. Były to głównie kobiety i dzieci, ponieważ mężczyźni musieli iść na front, by walczyć, i nie mają prawa wyjechać z Ukrainy. To był bardzo smutny widok. Dużo przerażonych i zmęczonych osób, które uciekły przed wojną. Rozbite rodziny, zapłakane dzieci tęskniące za swoimi ojcami. Udało mi się porozmawiać z jednym mężczyzną pochodzącym z Nigerii, który mieszkał w Ukrainie i akurat mówił dobrze po angielsku. Z przerażeniem opowiadał o ucieczce przed wojną i było mu bardzo przykro, że tyle osób cierpi zupełnie bez powodu. Dziękował także władzom i mieszkańcom Rzeszowa za to, że przyjęli ich z otwartymi rękoma dając schronienie i wszystko, czego potrzebowali. On nie miał nic, żadnych dokumentów ani nawet paszportu, ponieważ wszystko stracił podczas ucieczki. Ci uchodźcy nie pozostają w tych ośrodkach zbyt długo. Po kilku dniach lub tygodniu są lokowani w mieszkaniach albo wysyłani do innych miast lub nawet krajów ze strefy Schengen. To była dla mnie bardzo przygnębiająca wizyta, tym bardziej że było tam bardzo dużo smutnych, wystraszonych i płaczących dzieci.

Powróćmy do Ameryki i do twojej działalności społecznej-politycznej. Prócz zaangażowania przy różnych wyborach w Nowym Jorku masz także doświadczenie zdobyte w Waszyngtonie, i to w dodatku w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Na czym ta praca polegała?
Jak już wcześniej powiedziałem pracowałem dla kongresmana Daniela Donovana ze Staten Island, który dodatkowo miał biuro na Brooklynie oraz w Kongresie w Waszyngtonie. Zaczynałem tam jako pracownik najniższego szczebla i zajmowałem się sprawami federalnymi związanymi z kwestiami obywatelskimi, w tym także imigracyjnymi. Po jakimś czasie zacząłem awansować i zajmować się wieloma innymi sprawami, m.in. uczęszczałem na różnego rodzaju spotkania, na których miałem publiczne wystąpienia. Musiałem na co dzień rozmawiać z osobami, które czasem przychodziły z różnymi problemami do rozwiązania. Nie była to lekka praca, ale za to bardzo rozwijająca. Dzięki temu dużo się nauczyłem. Pod koniec mojego pobytu w Kongresie miałem ofertę pracy w Waszyngtonie przy sprawach legislacyjnych. Właśnie w tym czasie wybory lokalne wygrał radny Robert Holden i po otrzymaniu propozycji w jego biurze pozostałem w Nowym Jorku. Podjąłem taką decyzję, mimo że moim marzeniem zawsze była praca w amerykańskiej stolicy, a zwłaszcza w Kongresie. Wtedy też kończyłem studia magisterskie, więc trudno mi było wyjechać na stałe do Waszyngtonu. Podjąłem pracę w biurze radnego Roberta Holdena mając już duże doświadczenie w rozwiązywaniu wielu problemów, odpowiednie kontakty i wiedzę, z kim rozmawiać, żeby załatwić wiele spraw. Tak więc doświadczenie zdobyte w Kongresie bardzo mi teraz pomaga. Mam jednak nadzieję, że może kiedyś przyjdzie taki dzień, że wrócę do Waszyngtonu.

Jako osoba urodzona w Stanach Zjednoczonych dla wielu ludzi jesteś Amerykaninem i być może niektórzy z nich nic nie wiedzą o twoich korzeniach. Wtedy na pewno łatwiej wyłapać ich prawdziwe opinie np. na temat Polonii. Powiedz jak przez nich postrzegana jest nasza grupa etniczna? Co o nas mówią obywatele Stanów Zjednoczonych niemający polskiego pochodzenia?
To jest bardzo trudne pytanie. W tych okręgach, gdzie jest bardzo dużo Polaków, politycy patrzą na nich jako na ważną grupę społeczeństwa. Gdy pierwszy raz w historii Nowego Jorku organizowaliśmy Polish Heritage Night w ratuszu, to około 12 różnych radnych dołączyło się do sponsorowania tego wydarzenia. To świadczy o tym, że Amerykanie, a w szczególności politycy patrzą na Polaków z szacunkiem, ponieważ wiedzą, że jesteśmy ważną i dużą grupą etniczną, która od bardzo dawna tworzy nowojorskie społeczeństwo. Nie wiem jednak, jak to odnieść do innych grup, np. latynoskich, ponieważ ich jest tutaj zdecydowanie więcej i reprezentują różne kraje. Myślę natomiast, że ogólnie ludzie, a w szczególności politycy, patrzą na Polaków jako na ważną grupę, w dodatku pracowitą oraz dbającą o porządek i czystość, czyli że postrzegają nas bardzo pozytywnie.

Kończąc naszą rozmowę powiedz, jakie są twoje długoterminowe plany. Wspominałeś, że twoim marzeniem była praca w Waszyngtonie, a w szczególności w Kongresie, oraz że masz nadzieję, że kiedyś tam wrócisz. Tak więc czy jest szansa, że zostaniesz zawodowym politykiem z polskimi korzeniami?
Ja po prostu codziennie przychodzę do pracy i staram się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki, być dobrym pracownikiem i pomagać ludziom, ale jak to się mówi: „Nigdy nie zamykaj przed sobą drzwi”. Myślę, że przyszłość sama to pokaże. Za rok znów będą wybory, w których radny Robert Holden może jeszcze startować i pełnić swoją funkcję przez kolejne dwa lata. To oznacza, że dopiero w 2025 roku w jego miejsce może pojawić się nowy radny. Ja mieszkam w tym okręgu i wiem, że ludzie mnie w nim dobrze znają, oraz myślę, że postrzegają mnie pozytywnie, a nie negatywnie. Tak więc nie wiadomo, czy nie zdecyduję się wystartować w tych wyborach jako kandydat na nowego radnego. Nie wykluczam takiej możliwości w przyszłości, natomiast teraz staram się skupiać na mojej pracy i robić wszystko jak najlepiej.

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY