New York
75°
Mostly Cloudy
5:24 am8:27 pm EDT
9mph
47%
30
ThuFriSat
84°F
86°F
82°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wiadomości
Sport

Sentymentalny powrót Kenta Washingtona: nigdy nie żałowałem przyjazdu do Polski

05.09.2023
Foto: Newspix.pl

„Nigdy nie żałowałem przyjazdu do Polski. Spotkałem tu wspaniałych ludzi i był to najlepszy czas w moim życiu” – przyznał Kent Washington, pierwszy czarnoskóry amerykański koszykarz w ekstraklasie, który od stycznia 1979 roku przez dwa i pół sezonu grał w Starcie Lublin.

Później przez dwa lata był koszykarzem Zagłębia Sosnowiec, po czym karierę kontynuował w Szwecji.

W lubelskim Centrum Historii Polski odbyła się promocja polskiego tłumaczenia książki „Kentomania. Czarnoskóry wirtuoz koszykówki w komunistycznej Polsce”, którą w grudniu 2021 roku w USA napisał Washington. A od kilku trwa – jak sam to określa – jego sentymentalna podróż po Polsce, w której gości po raz pierwszy od 40 la. Odwiedził ważne dla niego w tamtym okresie miejsca i ludzi – halę, gdzie trenował, dom, w którym mieszkał, a przede wszystkim Andrzeja Frączkowskiego, ówczesnego dyrektora Startu, mającego wraz z trenerem Zdzisławem Niedzielą decydujący wpływ na pojawienie się koszykarza w Lublinie. Był też gościem specjalnym memoriałowego turnieju poświęconego pamięci tego szkoleniowca.

„To były trudne czasy dla Polaków, ale ja przyjechałem, żeby grać w koszykówkę i początkowo nie zdawałem sobie sprawy, jak ciężko żyje się tutaj ludziom. Później pomyślałem, że grając w koszykówkę mogę pomóc im zapomnieć o codziennych trudnościach i pozwolić cieszyć się tym, co oglądali. Ja wtedy bardzo cieszyłem się grą. Moje życie kręciło się wyłącznie wokół treningów i meczów. Ćwiczyłem, jechałem do domu, odpoczywałem, wracałem autobusem na trening, po którym udawałem się do hotelu Victoria na kolację i wracałem do domu” – z perspektywy czasu wspominał Washington, mający stałe miejsce w historii polskiej koszykówki.

„Zarówno w Lublinie, jak i w Sosnowcu spotkałem fantastycznych, życzliwych ludzi, nikt mi nigdy nie groził, a sąsiedzi dobrze się mną opiekowali, byli pomocni, gdy czegoś potrzebowałem. Nigdy nie żałowałem przyjazdu do Polski. Spotkałem tu wiele wspaniałych osób i był to najlepszy czas w moim życiu” – podkreślił.

Pojawienie się Washingtona w polskiej lidze stanowiło znaczący krok w popularyzacji koszykówki. We wszystkich miastach, gdzie grał Start, w halach zjawiał się nadkomplet publiczności, a w Lublinie nawet treningi oglądały setki kibiców, bo na mecze wielu chętnych nie mogło kupić biletów, a hala przy Alejach Zygmuntowskich pękała w szwach. Widzowie podziwiali techniczne fajerwerki, niespotykane wcześniej na krajowych parkietach, i emocjonowali się indywidualnymi pojedynkami Kenta z najlepszymi polskimi rozgrywającymi, np. z Eugeniuszem Kijewskim.

„Gienek Kijewski był chyba najlepszym obrońcą przeciwko jakiemu grałem w polskiej lidze. Toczyliśmy wspaniałą walkę, ale miałem wobec niego ogromny szacunek. Początkowo zaskakiwałem niektórych swoimi zagraniami, jednak im dłużej grałem, tym przeciwnicy lepiej mnie znali. Dlatego trenowałem codziennie, by być coraz lepszym zawodnikiem, by wnieść coś nowego do swojej gry. Chciałem cały czas być w jak najlepszej formie. To była moja ciężka praca, ale robiłem to, co kochałem” – zaznaczył Washington.

Amerykanin w 1980 roku wygrał ogólnopolski ranking „Przeglądu Sportowego” na najlepszego koszykarza ekstraklasy. W sezonie 1979/80 z dorobkiem 699 punktów był ósmym w klasyfikacji najskuteczniejszych; zwyciężył super snajper Mieczysław Młynarski z Górnika Wałbrzych – 1003.

O ogromnej popularności koszykarza Startu świadczy choćby fakt, że w corocznych plebiscytach „Kuriera Lubelskiego” na najlepszych i najpopularniejszych sportowców regionu w 1979 i 1980 roku zajął drugą pozycję.

Washingtona Polacy znają nie tylko z ligowych parkietów, ale z także z filmowej komedii „Miś”, w reżyserii Stanisława Barei, w której Ryszard Ochódzki – grany przez Stanisława Tyma – zamienia się w czarnoskórego koszykarza…

„Jadąc do Warszawy nie wiedziałem, co się wydarzy. Dali mi plastikową piłkę, którą trochę trudno było kozłować, a miałem to robić w szlafroku. Nie miałem pojęcia, że ten film stał się tak popularny. Dopiero cztery lata temu, w 40. rocznicę mojego przyjazdu do Polski, skontaktowała się ze mną dziennikarka i uświadomiła mi, że +Miś+ jest tak popularną w Polsce komedią, a scena ze mną stała się wręcz kultowa” – z niemałym zdziwieniem powiedział o tym epizodzie 68-letni dziś Amerykanin.

Podczas spotkania promującego jego książkę Washington oraz jego koledzy drużyny Startu, z którą w latach 1979-80 wywalczył dwa brązowe medale mistrzostw Polski, jak Zbigniew Pyszniak, Mirosław Parzymięs czy Jerzy Żytkowski, uhonorowani zostali medalami Zasłużony dla Miasta Lublin.(PAP)

Autor: Andrzej Szwabe

asz/ pp/

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner