New York
25°
Mostly Cloudy
7:02 am5:17 pm EST
8mph
37%
30.51
SunMonTue
50°F
54°F
48°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Opinie i Analizy

STUDIA NA MARNE

24.01.2023
Uniwersytetów nie obchodzi los ich absolwentów, wkraczających w życie zawodowe z ogromną pożyczką, którą będą musieli spłacać przez wiele długich lat FOTO: PEXELS

Uczniowie ostatniej klasy szkoły średniej w Stanach Zjednoczonych składają obecnie podania na studia i liczą na to, że ich wymarzona uczelnia przyśle im list akceptujący, który dzisiaj przychodzi pocztą elektroniczną.

Wiesław Cypryś

Uczniowie ostatniej klasy szkoły średniej w Stanach Zjednoczonych składają obecnie podania na studia i liczą na to, że ich wymarzona uczelnia przyśle im list akceptujący, który dzisiaj przychodzi pocztą elektroniczną.

Oczekiwanie na dobre wieści udziela się też rodzicom, którzy drżą z innych powodów: ile uniwersytecka edukacja dzieci będzie ich kosztowała i czy wybrany kierunek stworzy im większe szanse na zatrudnienie i lepsze wynagrodzenie? Przez wiele lat w Ameryce panowało przekonanie, że dyplom uniwersytecki jakiegokolwiek kierunku otwiera drzwi do kariery i awansu dla klasy średniej. Sytuację tę bezlitośnie wykorzystywały uczelnie, które ciągle podwyższały czesne i opłaty za akademik, wciągając rodziców w coraz to większe długi.

Na przestrzeni całej kariery zawodowej posiadanie dyplomu szkoły wyższej opłaca się finansowo, gdyż ich absolwenci lepiej zarabiają i szybciej awansują. Ale istnieje tu jeden warunek: trzeba ukończyć kierunek mający większą wartość na rynku pracy, a nie taki, który nie przynosi pokaźnych korzyści finansowych.

Absolwenci New York University – który znajduje się w czołówce krajowej klasyfikacji uczelni akademickich – biorący pożyczkę federalną i studiujący na najbardziej popularnym kierunku – teatralnym – trzy lata po dyplomie zarabiają tylko nieco ponad 29 tys. dolarów rocznie. Otrzymując tak skromne wynagrodzenie niemożliwością jest utrzymać się tylko z niego, nie mówiąc o spłacaniu pożyczki studenckiej. Moralnym skandalem jest sterowanie młodzieży przez uniwersyteckich doradców, żeby dokonywali tak niekorzystnych dla siebie wyborów. Dla porównania – absolwent tej samej uczelni, który opuszcza jej mury z dyplomem ekonomisty, może zarabiać po trzech latach zatrudnienia 73 tysiące dolarów rocznie. Jeszcze lepszą płacą mogą się pochwalić ci, którzy ukończyli nauki komputerowe. Na ich konto trafia 104 tys. dolarów rocznie.

Podobną pensję otrzymują absolwenci prawie tak samo popularnych nauk politycznych.  Na przykład byli studenci Union College w Schenectady nieopodal Albany w stanie Nowy Jork mogą spodziewać się pensji wynoszącej ok. 50 tys. rocznie w trzy lata po ukończeniu uczelni, podczas gdy ich koledzy po wydziałach ekonomicznym czy inżynierskim dostaną niemal dwa razy więcej.

Nie łudźmy się, że uczelnie ostrzegają o tym składających podania na studia.  Uniwersytety nie działają, żeby pomóc studentom, lecz na korzyść swoich pracowników, i nie obchodzi ich los absolwentów, wkraczających w życie zawodowe z ogromną pożyczką, którą będą musieli spłacać przez wiele długich lat.

Na State University of New York w Purchase kierunek teatralny jest drugim najpopularniejszym wśród studentów z pożyczką federalną. Absolwent uczelni trzy lata po otrzymaniu dyplomu może spodziewać się pensji 36 tys. dolarów rocznie.  Czy obierając i kończąc ten kierunek nie pomyśleli, ile ekspertów od teatru potrzeba w społeczeństwie? Powszechnie wiadomo, tacy absolwenci po nisko wynagradzanych kierunkach zatrudniają się jako barmani, kelnerzy, sprzedawcy biżuterii, bramkarze w klubach i opiekunki do dzieci.

Prezydent Barack Obama proponował klasyfikowanie uczelni także na podstawie zarobków absolwentów i szybkości spłaty przez nich pożyczki studenckiej. Bardzo wpływowa grupa nacisku edukacji uniwersyteckiej na pniu zgniotła te ideę.

Pisząc o zastanowieniu się, jaki obrać kierunek studiów, podkreślam, że świat bez sztuki i artystów byłby smutny i pusty.  Ale to nie znaczy, że młodzież winna studiować kierunki, które nie zapewnią jej godziwego wynagrodzenia i na dodatek wepchną ją w gigantyczne długi, z których ciężko będzie się jej wygrzebać.

Bez względu na obrany kierunek studenci osaczeni są rosnącymi opłatami za uniwersytecką biurokrację. Pracownicy zajmujący się doborem studenckiego ciała podług różnorodności, równości i integralności są dzisiaj ogromną częścią tych opłat.  Ankieta przeprowadzona na 65 uniwersytetach wykazała, że każdy z nich ma więcej tych administratorów niż profesorów historii: średnio 45 w każdym.

Profesor matematyki na Columbia University w Nowym Jorku, Michael Thaddeus – zajmującego w klasyfikacji najlepszych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych drugie miejsce w kraju – wytknął uczelni nieścisłości, jakie podała do raportu, co w rezultacie doprowadziło do jej spadku na 18. miejsce.  „Obecnie na głównym kampusie mamy około 4,5 tys. pracowników administracji, prawie trzy razy więcej niż wykładowców i asystentów” – stwierdził Thaddeus.

Czy nie lepiej byłoby, gdyby uniwersytety bardziej zajmowały się edukacją młodzieży, do czego zresztą zostały utworzone, rozwijając ich zdolności i nagradzając za posiadaną wiedzę i ciężką pracę, a nie drobiazgowym dobieraniem kandydatów, opartym na innych, nieakademickich kryteriach?   

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY