New York
73°
Partly Cloudy
5:25 am8:31 pm EDT
2mph
85%
29.82
MonTueWed
84°F
91°F
93°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wiadomości
Ameryka
Publicystyka
Warto przeczytać

Title 42, czyli o meandrach polityki azylowej

16.05.2023

Czasy gdy Polacy mogli liczyć na azyl polityczny w USA to już na szczęście odległa historia. Ale dla milionów ludzi znalezienie bezpiecznego schronienia gdzieś na północ od Rio Grande byłoby nie tylko spełnieniem życiowych marzeń, ale szansą na schronienie przed prześladowaniami i plagami współczesności. Wystarczy popatrzeć na południową granicę, przez którą każdego miesiąca próbują przedostac się setki tysięcy osób.

Ostatnie tygodnie minęły pod znakiem dużych napięć, bo zbliżał się moment wygaśnięcia kontrowersyjnego rozporządzenia Title 42 wprowadzonego za prezydentury Donalda Trumpa. Wprowadzono je w szczycie kryzysu covidowego, co pozwoliło na odsyłanie z powrotem zatrzymywanych na granicy imigrantów, bez możliwości złożenia wniosku azylowego.

Title 42 nie jest formalnie uważane jako element polityki imigracyjnej państwa. Pretekstem do wprowadzenia obostrzeń były względy epidemiologiczne. Narzędzie mające na celu ochronę zdrowia publicznego wykorzystano jednak do powstrzymywania kolejnych fal migrantów pojawiających się na południowej granicy.

Przepisy przestały jednak obowiązywać 11 maja br., a Kongres po raz kolejny nie zdołał uchwalić jakiekolwiek ustawy, która pozwalałaby na uspokojenie sytuacji na południowej granicy USA.

Imigranci ante portas

Gdy zbliżał się moment wygaśnięcia Title 42 zaczęto się przygotowywać na graniczną apokalipsę. Przed skutkami wygaśnięcia Title 42 ostrzegali zarówno demokratyczny gubernator Kalifornii Gavin Newsom, jak i republikański gospodarz Teksasu George Abbott, spodziewając się prawdziwego zalewu migrantów z Południa.

Nie zabrakło przy tym polityki. Republikanie od początku prezydentury Joe Bidena oskarżali demokratyczną administrację o prowadzenie polityki otwartych granic i przyzwolenie na wpuszczanie milionów ludzi przez południową granicę. Niewiele to miało wspólnego z rzeczywistością, bo Biały Dom starał się utrzymywać w mocy covidowe ograniczenia tak długo, jak to było możliwe, wprowadził także kilka rozporządzeń mających na celu ograniczenie napływu imigrantów. Nie zmienia to jednak faktu, że język i podejście do kwestii imigracji zmieniło się radykalnie po odejściu Donalda Trumpa, który kosekwentnie starał sie ograniczać imigracje do USA – zarówno nielegalną jak legalną.

Paradoksem jest dziś, że przed przyjmowaniem imigrantów przechodzących przez południowa granicę bronią się politycy obu partii – m. in. republikański gubernator Florydy Ron DeSantis, jak i demokratyczny burmistrz Nowego Jorku Eric Adams. Każdy z innych pobudek, ale powód jest oczywisty – brak pieniędzy (a czasem i woli) na zapewnienie schronienia tysiącom ludzi przedostającym się do USA, a w przypadku wielkich miast – wysyłanych autobusami z takich republikańskich stanów jak Floryda i Teksas w celu pozbycia się problemu.

Adams chce rozlokować 65 tys. potencjalnych azylantów w północnych przedmieściach miasta – już poza własną jurusdykcją – przede wszystkim w Rockland County, nie wyłączając adaptacji na potrzeby akomodacji nowo przybyłych… byłych zakładów karnych. “Nie wykluczamy żadnych opcji” – miał powiedzieć Adams głownemu rewizorowi Newburgha Gilowi Piaquadio. Legalność takich manewrów budzi wątpliwości w przypadku osób, które nie są administracyjnie zobowiązane do oczekiwania na rozpatrzenie wniosków w zamkniętych ośrodkach. Podobne zastrzeżenia można mieć także w sprawie decyzji o wysyłaniu migrantów autobusami lub samolotami z południowych stanów do miast-sanktuariów, życzliwie traktujących nowo przybyłych.

Łatwiej o azyl? Nie do końca…

Po wygaśnięciu Title 42 mocy nabrało inne prezydenckie rozporządzenie Title 8, dzieki któremu osoby posiadające uzasadnione powody do obaw przed powrotem do swojego kraju, mają prawo ubiegania się o azyl. Title 8 formalnie nie przestało zresztą nigdy obowiązywać, jednak konsekwentne egzekwowanie Title 42 skutecznie ograniczyło składanie wniosków o azyl.

Administracja Bidena wprowadziła własne regulacje regulujące proces starania się o azyl. Uruchomiono program przyznawania 30 tys. wiz miesięcznie dla migrantów z czterech państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów, a osoby oczekujące na granicy meksykańskiej mogą umówić się na złożenie podań o azyl za pomocą telefonicznej aplikacji. Wciąż obowiązują także zasady trumpowej polityki “Remain in Mexico” nakazujące oczekiwanie po południowej stronie granicy na rozpatrzenie wznosków azylowych.

Administracja Bidena chce także, aby migranci z tzw. Trójkąta Północnego (Northern Triangle), czyli z Hondurasu, Salwadoru i Gwatemali, składali w pierwszej kolejności wnioski azylowe w Meksyku – pierwszym bezpiecznym kraju, w którym jest to możliwe zgodnie z prawem międzynarodowym. Migranci tego jednak nie robią, bo dla nich ziemią obecaną jest przecież nie sąsiedni i relatywnie biedny Meksyk ale Stany Zjednoczone.

Dekady bez reformy

Obecne problemy na granicy odsłaniają jednak dużo poważniejszy problem. Obowiązujące obecnie prawo imigracyjne było tworzone w okresie zimnej wojny i jest niedostosowane do wyzwań czasów współczesnych. Prawo azylowe tworzono głównie w latach 50. i 60. ubiegłego wieku, a jego beneficjentami byli głównie Europejczycy uciekający przed komunizmem.

Wszelkie dyskusje jak powinien wyglądać system azylowy na miarę XXI wieku toną jednak w politycznych przepychankach i demagogicznych hasłach. Upolitycznienie sporu o imigrację sprawiło, że Kongres od ponad dwóch dekad nie uchwalił znaczących zmian w prawie imigracyjnym. Podejmowano wiele prób, ale z perspektywy czasu kilka miało jakiekolwiek szanse powodzenia. W tej sytuacji prezydenci próbowali zmieniać przepisy w granicach obowiązującego prawa, tworząc takie protezy jak program Deferred Action for Childhood Arrivals (DACA), dający namiastke normalności dzieciom nieudokumentowanych imigrantów wwiezionym do USA przed osiągnięciem pełnoletności.

Niektóre projekty w Kongresue miały jedynie wymiar symboliczny, albo miały służyć jedynie doraźnym celom politycznym. Tak jest na przykład z ostatnim projektem przyjętym przez zdominowaną przez republikanów Izbę Reprezentantów, przewidującym wznowienie budowy muru na granicy z Meksykiem oraz drastyczne ograniczenie możliwości ubiegania się o azyl w USA i przetrzymywanie osób czekających na rozpatrzenie wniosków. Problem w tym, że propozycje republikanów nie mają żadnych szans na pozytywne rozpatrzenie przez Senat, gdzie większość mają demokraci. A nawet gdyby tam się udało, szanse aby pod ustawą znalazł się podpis prezydenta są znikome.

Dziś w kolejce do przyznania azylu czeka 2,1 miliona osób. Powody ubiegania się o ochronę międzynarodwą to już nie tylko prześladowania polityczne, ucieczka przed wojną i uzasadniony lęk przed represjami w kraju pochodzenia. To także szukanie schronienia przed przemocą gangów, czy próba znalezienia bezpiecznego miejsca po takich kataklizmach jak huragany, czy trzęsienia ziemi. Powodem do starania o azyl może być nawet ucieczka przed przemocą domową i prześladowaniami z powodu orientacji seksualnej. Takie przynajmniej przyczyny podają ci, którzy docierają do południowej granicy. Problem w tym, że dla wielu Amerykanów – z różnych powodów, niekoniecznie wynikających z ulegania antyimigracyjnej retoryce – nie muszą to być powody uzasadniające ubieganie się o azyl. Tu błędne koło się zamyka, bo bez prawodawstwa regulującego system przyjmowania azylantów i innych cudzoziemców polityka imigracyjna Waszyngtonu będzie przypominać bardziej grę w jo-jo, w zależności od tego kto aktualnie zamieszkuje w Białym Domu. Na razie jednak apele o kompromis w Kongresie to głos wołającego na puszczy.

Tomasz Deptuła

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner