Zosia Żeleska-Bobrowski
W Instytucie Piłsudskiego na Greenpoincie prof. Tomasz Pudłocki przedstawił we wtorek, 2 lipca, wykład na temat historii Polonii na Greenpoincie w okresie międzywojennym.
Prof. Pudłocki – wykładowca w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego – przybliżył fragment z powstającej właśnie książki o Polonii nowojorskiej w latach 1918-1939. Wielokrotnie prezentujący swoje umiejętności oratorskie i wiedzę miejscowym Polakom prelegent mówił tym razem o ich poprzednikach mieszkających w okresie międzywojennym na Greenpoincie. Było zatem o liczbie Polonusów, ich pracy, codzienności, zmieniających się normach (liberalnych „szalonych latach dwudziestych” oraz bardziej powściągliwym kolejnym dziesięcioleciu), a także o ważnych centrach polskości. Do nich należały m.in. parafie św. Stanisława Kostki oraz św.św. Cyryla i Metodego, a także Dom Narodowy przy Driggs Avenue. Pierwsze z nich w 1922 r. – o czym dokładniej mówił prof. Pudłocki – przeszło duży kryzys m.in. z powodu konfliktu między ówczesnym zasłużonym proboszczem ks. Leonem Wysieckim a radą parafialną. Poszło o pieniądze, których kapłan nie rozliczał przed parafianami od lat. W końcu część z nich się zbuntowała i po kilku tygodniach nieudanych mediacji przeszła do Polskiego Kościoła Narodowego, który jesienią 1922 r. założył własną, odrębną parafię przy Leonard Street z bp. Walentym Gawrychowskim jako pierwszym proboszczem. Z kolei biskup łaciński diecezji brooklyńskiej zdjął ks. Wysieckiego z funkcji – a ten wróciwszy do Polski wkrótce zmarł. Dopiero z czasem udało się przywrócić u Stanisława Kostki harmonię w relacjach między księżmi a wiernymi, w czym wielka zasługa m.in. o. Józefa Studzińskiego (jednego z liderów miejscowej Polonii i proboszcza od 1935 r.).
Życie Polaków na Greenpoincie w dużej mierze ograniczało się do najbliższej rodziny, sąsiadów, pracy w okolicznych fabrykach lub w sklepach, drobnych przyjemności – społeczność była w dużej mierze albo biedna, albo należała do klasy średniej. Realizowano się za to w licznych stowarzyszeniach, które – zwłaszcza w okresie Wielkiego Kryzysu lat 30. – służyły jako wsparcie i pomoc.
Prof. Pudłocki podkreślił, że chociaż ówcześni Polacy nie należeli do najbogatszych mieszkańców dzielnicy i – tak jak dziś – mieszkali wśród innych grup narodowych, to jednak zawsze w ważne święta państwowe starali się organizować. Słynne marsze Polonii greenpoinckiej były zauważalne daleko poza lokalne opłotki i pokazywały, że gdzie jak gdzie, ale w Nowym Jorku, właśnie na Greenpoincie Polacy są u siebie.
W drugiej części spotkania dr Iwona Korga, prezes i dyrektor wykonawcza Instytutu Piłsudskiego w Ameryce, historyk i archiwista, przedstawiła projekt Instytutu pt. „Wokół Greenpointu – wspomnienia polskich mieszkańców”. Opowiedziała też pokrótce o terenie, na którym jest usytuowany Greenpoint.

Jeszcze przed okresem kolonizacji europejskiej obszar Greenpointu, najbardziej wysunięta na północ dzielnica Brooklynu w Nowym Jorku, był zamieszkiwany przez plemię indian Keskachauge. Były to tereny pełne zieleni, lasów, łąk i zwierząt, stąd nazwa. W XVII wieku na tutejszy obszar przybyli Holendrzy, którzy zaczęli budować pierwsze domy. Rozpoczął się wówczas rozwój rolnictwa i farm. W okresie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, w 1770 r. oraz później, populację Greenpointu tworzyły rodziny: Meserole, Bennett, Provost i Calyer. W XIX w. następuje industrializacja Greenpointu i w 1855 r. staje się on częścią Brooklynu. Na początku lat 30. XIX w. Greenpoint zaczął ulegać wielkim zmianom, stając się dzielnicą produkcyjną. Powstały tutaj liczne stocznie (wybudowano słynny statek USS Monitor), huty szkła, odlewnie mosiądzu i żelaza, browary i warsztaty maszynowe. Przez długi czas Greenpoint był znany jako jedna z największych dzielnic industrialnych. Tworzono tutaj meble, ceramikę, porcelanę i wiele innych produktów. Działała firma Union Porcelain Works (1862-1922), która uchodziła za jedno z najważniejszych i najpopularniejszych przedsiębiorstw, które było cenione za innowacyjność i niezwykle wysoką jakość. Znajdowała się też tutaj fabryka ołówków – Eberhard Faber Pencil Factory (1872-1956). W XIX w. zaczął się także rozwijać przemysł naftowy. W latach 30. XX w. Greenpoint uzyskał dostęp do nowojorskiego metra. Przez długi czas dzielnica była kojarzona jako obszar mocno uprzemysłowiony. Większość tutejszych fabryk zaczęła upadać po II wojnie światowej. W ciągu kilkudziesięciu lat doszło do kilku poważnych wycieków ropy naftowej, które miały duży wpływ na dzielnicę.
Na ogół mówi się, że jest to dzielnica, w której panuje porządek i ład. W porównaniu do innych części Nowego Jorku Greenpoint jest także dużo bardziej cichy i spokojny.

Projekt Instytutu „Wokół Greenpointu – wspomnienia polskich mieszkańców” jest bardzo ciekawy i ważny dla naszej grupy etnicznej. Dr Iwona Korga zaprosiła na spotkanie wiele osób związanych z Greenpointem, które przekazały do zdigitalizowania swoje czy to rodzinne, czy historyczne zdjęcia, stare pocztówki. Opowiadały o dziejach swoich rodzin mieszkających na Greenpoincie i otwieranych tu firmach. Fascynujący temat spotkania spowodował, że sala Instytutu Piłsudskiego pękała w szwach.
Na zakończenie spotkania dr Korga zaprosiła wszystkich, którzy mieszkali lub mieszkają w polskiej dzielnicy, o udostępnianie pamiątek i zdjęć związanych z Greenpointem.
ZDJĘCIA: ZOSIA ŻELESKA-BOBROWSKI