New York, NY
59°
Fair
6:42 am7:18 pm EDT
Feels like: 57°F
Wind: 9mph WSW
Humidity: 55%
Pressure: 30.2"Hg
UV index: 4
12 pm1 pm2 pm3 pm4 pm
61°F
64°F
66°F
68°F
68°F
TueWedThuFriSat
75°F / 64°F
79°F / 48°F
52°F / 45°F
63°F / 59°F
70°F / 52°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Publicystyka
Społeczeństwo
Warto przeczytać
Polonia

Witold Białokur przekroczył linię życia

10.12.2025
Witold Białokur prezentuje część swoich medali i trofeów / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Wielokrotnie przebiegał linię mety, w dodatku z bardzo dobrym czasem. Niedawno, 12 listopada, zrobił to po raz ostatni bowiem okazało się, że był to finisz jego życia. Tym razem zrobił to z czasem wynoszącym 90 lat, w dodatku w wyjątkowym dniu, w dniu swoich imienin.

Wojtek Maślanka

Witold Białokur znany jest w polonijnym środowisku przede wszystkim jako biegacz, maratończyk, trener i tancerz, bowiem te aktywności uprawiał wśród ludzi, często wraz ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi. Jednak był on osobą posiadającą o wiele więcej pasji i talentów – lubił podróże, dobrą muzykę co oczywiście wiązało się ze wspomnianym tańcem, ale także uwielbiał rysowanie i malowanie, które z reguły uprawiał w zaciszu domowym lub spokojnym miejscu. Był też osobą bardzo towarzyską i przyjacielską, szybko zyskiwał sympatię innych osób, chętnie dzielił się opowieściami zwłaszcza dotyczącymi jego pasji.

Były też tematy, po które nie chciał sięgać, mimo że mocno go uwierały na sercu. Niestety przywoływały w nim dramatyczne i traumatyczne wspomnienia. A związane były z jego dzieciństwem, które przeżył w czasie wojny, w dodatku na Wołyniu. Jednak pewnego dnia odważył opowiedzieć o tym straszliwym okresie.

Witold Białokur zmarł 12 listopada w dniu swoich imienin mając 90 lat / Foto: BASIA SALA-MAŚLANKA

„To jest pierwszy wywiad jakiego udzieliłem na ten temat. Zawsze go unikałem ponieważ to są ciężkie wspomnienia” – usłyszałem od niego po prawie dwu i półgodzinnej rozmowie dotyczącej rzezi wołyńskiej i jego wojennych losów. Miało to miejsce cztery lata temu, po tym jak wcześniej wysłuchał kilku wywiadów z projektu „Świadkowie historii” z osobami, które – podobnie jak on – przeżyły to okrutne ludobójstwo. Ich świadectwa i opowieści skłoniły go do „wyrzucenia z siebie” głęboko skrywanych traumatycznych wspomnień.

Później – jak stwierdził – poczuł się trochę lepiej, co też było słychać z każdą kolejną minutą naszej rozmowy. Przyznał też, że nie chciał dotykać wspomnieniami tych najbardziej krwawych i okrutnych sytuacji. Mimo wszystko opowieści te były przesączone tragizmem i grozą. W dodatku jego ojciec jako były legionista, nauczyciel i dyrektor szkoły został przez Sowietów zesłany na Sybir, i nigdy nie wrócił do domu. Natomiast on wraz z matką i rodzeństwem po różnych przeżyciach i tułaczkach ostatecznie uciekli ze Starokonstantynowa (Starego Konstantynowa) w powiecie krzemienieckim na Wołyniu i znaleźli schronienie w Krakowie, gdzie zaczęło się dla nich lepsze życie.

Jak stwierdził nigdy nie mógł zrozumieć skąd w Ukraińcach było tyle nienawiści i okrucieństwa w stosunku do Polaków, tym bardziej, że był on rdzennym Wołyniakiem, a jego ród spod szlacheckiego znaku Białego Kura mieszkał tam od średniowiecznych czasów.

Witold Białokur (w środku) podczas spotkania polskich maratończyków w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie w 2006 roku / Foto: ARCHIWUM ANDRZEJA WOJTONIA

Po zakończeniu wojny i powrocie do normalnego życia Witold Białokur bardzo interesował się sportem. W okresie szkoły średniej i studiów był pływakiem, później został szczypiornistą, aż wreszcie skupił się na lekkoatletyce, którą trenował w Cracovii. Mimo wielu indywidualnych sukcesów zawsze miał tendencję analityczną i skupiał wokół siebie innych zawodników, którym udzielał różnych rad aż wreszcie został trenerem.

„Zawsze chciałem studiować na AWF-ie, ale jednak z wielu powodów wybrałem Politechnikę Krakowską. Po jej ukończeniu zrobiłem trzyletnie studium trenerskie na AWF-ie w Warszawie i bardzo szybko zdobyłem odpowiednie uprawnienia. Najpierw byłem instruktorem, a później zostałem trenerem drugiego i pierwszego stopnia” – wspominał w innym z wywiadów jakie miałem przyjemność z nim przeprowadzić.

W latach 1965-1979 – w Cracovii wyszkolił kilku reprezentantów Polski. Wśród nich byli m.in.: Jan Balachowski i Edward Mleczko. Pod koniec 1970 roku wyjechał z Polski i po trzyletnim pobycie w Wiedniu wyemigrował do Nowego Jorku, gdzie mieszkał aż do śmieci. Zawodowo przez dwadzieścia lat – jako inżynier – kierował grupą osób zajmujących się projektowaniem elektrowni atomowych, a w wolnym czasie oddawał się swoim pasjom.

W Wielkim Jabłku do sportu i biegania powrócił na początku lat 80. Zajął się także trenowaniem innych, a nawet wyszkolił dwóch reprezentantów Stanów Zjednoczonych m.in. słynnego średniodystansowca Rossa Donoghuego. W 1983 roku założył także swoją grupę Witold’s Runners, z którą trenował prawie do końca swojego życia. Na swoim koncie ma wiele nagród i medali.

Sportowego Oscara Witoldowi Białokurowi (z prawej) wręcza Rob Simmelkjaer, dyrektor wykonawczy New York Road Runners / Foto: NYRR.ORG

W 2015 roku został uznany przez amerykańską organizację lekkoatletyczną – USA Track & Field – za najlepszego biegacza w Stanach Zjednoczonych w grupie wiekowej 80-84 lata. Aż trzydziestokrotnie zdobywał przyznawaną przez New York Road Runners nagrodę Freddiego zwaną także sportowym Oskarem.

Jego dom pełen jest medali i trofeów z różnych zawodów biegowych i stanowi takie małe muzeum, zresztą uzupełnione sztuką – obrazami i rysunkami. Właśnie te dwie pasje najchętniej wspominają jego znajomi i przyjaciele.

„Pana Witolda spotkałem już przy pierwszym swoim nowojorskim maratonie w 1993 roku. Był on jednym ze współorganizatorów spotkań maratończyków w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie. W tym czasie organizował też treningi na Queensie i Brooklynie” – wspomina Andrzej Wojtoń, współzałożyciel Polska Running Team, grupy polskich biegaczy powołanej do życia w 2007 roku.

Witold Białokur (stoi pierwszy z lewej) wraz z grupą polskich maratończyków i konsulem Krzysztofem Kasprzykiem (w środku) w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie w 2006 roku / Foto: ARCHIWUM ANDRZEJA WOJTONIA

„Był naszym dobrym duchem, chociaż początkowo patrzył z lekkim przymrużeniem oka na nowy klub” – dodaje nasz rozmówca. Andrzej Wojtoń zwraca też uwagę, że pan Witold na mecie nigdy nie wypadał poza drugie miejsce w swojej grupie wiekowej, a bardzo często był pierwszy.

„Wielokrotnie był wybierany biegaczem roku przez New York Road Runners. Chociaż nigdy nie biegałem w jego klubie, to mieliśmy dobre relacje. Z dużą dozą uśmiechu wysłuchiwałem opowieści o jego metodach treningowych, również tych stosowanych w Polsce. Jako, że zajmowałem się biegami narciarskimi, zawsze wspominał jak agitował biegaczy narciarskich do ścigania się na bieżni i reprezentowania głównie klubu Wawel Kraków” – wspomina współzałożyciel Polska Running Team.

Warto podkreślić, że w tym czasie, o którym opowiadał Witold Białokur, biegacze narciarscy należeli do czołówki krajowej na bieżni.

„Podziwiałem zaangażowanie, sposób biegania, technikę i długowieczność pana Witolda. Będzie go bardzo brakowało w naszym środowisku” – dodał na zakończenie rozmowy Andrzej Wojtoń.

Prezydent Donald Trump namalowany przez Witolda Białokura / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Z kolei plastyczny i taneczny talent Witolda Białokura utkwił w pamięci Januszowi Skowronowi, polonijnemu artyście i promotorowi kultury. Oczarował go dziewięć lat temu podczas wizyty w Klubie Seniora Amber Health na Greenpoincie.

„Gdy go poznałem i dowiedziałem się, że jest osobą o wielu talentach i pasjach to zaprosiłem go do naszego klubu by zaprezentował seniorom różne tańce. Zgodził się bez problemów, a nawet zrobił dwa pokazy. Za pierwszym razem przez godzinę tańczył walce z paniami z naszego klubu, a za tydzień przyszedł ze swoją żoną Urszulą i razem zademonstrowali tango argentyńskie, podczas którego Wito trzymał w zębach czerwoną różę. Był to piękny i bardzo ekspresyjny taniec” – wspomina dyrektor nieistniejącego już Klubu Seniora Amber Health. W trakcie tych spotkań Witold Białokur opowiedział seniorom także o swoich podróżach, bieganiu i sztuce.

„Okazało się, że będąc na emeryturze zaczął pracować jako instruktor tańca ma statkach turystyczno-wycieczkowych. Tam miał też sporo czasu, więc także chętnie rysował” – opowiada Janusz Skowron, który był zachwycony rysunkami przedstawiającymi m.in. wybrzeże Brazylii, które pan Witold  utrwalił na papierze.

Portret Michała Hochmana narysowany przez Witolda Bałokura / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

„Byłem bardzo ciekaw innych jego prac, więc podczas naszej rozmowy zaprosił mnie do swojego domu, gdzie mogłem zobaczyć także jego stare rysunki z młodości i z czasu krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie – jak mi powiedział – przez rok uczęszczał jako wolny słuchacz. Tam też stworzył wiele pięknych prac. W późniejszym, dorosłym życiu najważniejszym tematem, który pojawiał się na jego rysunkach i obrazach małego formatu był taniec – podkreślił polonijny promotor kultury.

„Jego prace udało mi się pokazać na kilku wystawach, które organizowałem. Dwukrotnie były wyeksponowane na „Sztuce pod choinką”, gdzie nawet sprzedał swoją akwarelę i bardzo się z tego powodu cieszył oraz na wystawie w Citibanku i w Fine Art Corner na Greenpoincie” – wspomina Janusz Skowron. Dodał, że nawet zainspirował pana Witolda do rysowania twarzy.

„Dzięki temu zrobił serię portretów m.in. Stana Borysa, Michała Hochmana, mnie, a także mojego syna Artura. Bardzo się cieszył gdy mógł te prace podarować osobom, które narysował” – dodał nasz rozmówca. Wśród podobnych portretów oprawionych w ramki i wiszących na ścianach w domu Witolda Białokura są także muzycy, zwłaszcza jazzmani, a nawet prezydent Donald Trump. Z kolei spośród starszych prac, uwagę przykuwa „Przyjaźń”, rysunek z 1959 roku przedstawiający konia i dorożkarza, lecz wyjątkowego, bo „zaczarowanego dorożkarza i zaczarowanego konia”, dokładnie tego dorożkarza i tego konia, którego znamy z wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

„Przyjaźń” – rysunek Witolda Białokura z 1959 roku przedstawiający „zaczarowanego dorożkarza i zaczarowanego konia” / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner