Największy strajk pielęgniarek w historii miasta Nowy Jork trwa już drugi dzień. Około 15 tysięcy pielęgniarek z pięciu prywatnych szpitali wyszło na ulice w poniedziałek, odmawiając powrotu do pracy do czasu spełnienia ich postulatów.
Głównymi przyczynami protestu są kwestie bezpieczeństwa w miejscach pracy, w tym ochrona przed przemocą, poziomy zatrudnienia, płace, niepełne ubezpieczenia zdrowotne oraz świadczenia emerytalne. Strajk dotyczy szpitali Mount Sinai Hospital, Mount Sinai Morningside, Mount Sinai West, NewYork-Presbyterian na Manhattanie oraz Montefiore Einstein w Bronksie. Negocjacje z władzami szpitali prowadzi związek zawodowy NYSNA, który tuż przed rozpoczęciem strajku oskarżył decydentów o brak chęci osiągnięcia kompromisu.
Strajk poparli czołowi politycy Demokratów ze stanu Nowy Jork – w tym prokurator generalna Letitia James i burmistrz NYC Zohran Mamdani, którzy pojawili się na pikiecie zorganizowanej przez pielęgniarki. Mamdani i James zaapelowali także do władz szpitali o powrót do stołu negocjacyjnego.
Wobec historycznych niedoborów wśród personelu szpitali, gubernator Kathy Hochul ogłosiła stan wyjątkowy, który pozwolił ściągnąć do Wielkiego Jabłka pielęgniarki kontraktowe z innych części kraju.
Według władz części szpitali dotkniętych protestami, część pielęgniarek złamała strajk. W Mount Sinai do pracy miało stawić się 20 proc. personelu.
Szpitale zarzucają strajkującym stawianie zbyt daleko idących żądań. Wspomniany Mount Sinai ocenił, że postulaty finansowe pielęgniarek jako „skrajne”, a Montefiore – „lekkomyślne”. Władze tego ostatniego ujawniają, że strajkujący zażądali 40-procentowych podwyżek wynagrodzenia. NewYork-Presbyterian podkreśla, że jeszcze przed strajkiem zaoferował personelowi „znaczne podwyżki płac i lepsze warunki pracy”.
Niektóre placówki medyczne w regionie – jak Northwell Health w powiecie Nassau, gdzie również miał odbyć się protest – osiągnął porozumienie z NYSNA jeszcze przed rozpoczęciem strajku.
Red. JŁ