Piłkarze Lecha pokonali na wyjeździe duński Aarhus GF 4:1 (2:0) w pierwszym meczu 2. rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów. Rewanż rozegrany zostanie 29 lipca w Poznaniu.
Aarhus GF – Lech Poznań 1:4 (0:2).
Bramki: 0:1 Mikael Ishak (29), 0:2 Patrik Walemark (42), 1:2 Kristian Arnstad (55), 1:3 Terry Yegbe (61), 1:4 Patrik Walemark (65).
Żółte kartki – Aarhus GF: Gift Links. Lech Poznań: Radosław Murawski, Yannick Agnero.
Czerwona kartka – Aarhus GF: Jesper Hansen (w 37. min za zagranie ręką).
Aarhus GF: Jesper Hansen – Jonas Jensen-Abbew (73. Jacob Andersen), Frederik Tingager, Eric Kahl – Frederik Emmery, Kristian Arnstad, Magnus Knudes, Gift Links (83. Tomas Oli Kristjansson) – Sebastian Jorgensen (40. Mad Christiansen), Tobias Bech (73. James Bogere), Mikael Andersson (73. Kevin Jakob).
Lech Poznań: Mateusz Lis – Joel Pereira (79. Robert Gumny), Wojciech Mońka, Terry Yegbe, Michał Gurgul – Patrik Walemark (66. Leo Bengtsson), Radosław Murawski (54. Filip Jagiełło), Pablo Rodriguez, Antoni Kozubal, Luis Palma (66. Daniel Hakans) – Mikael Ishak (66. Yannick Agnero).
Sędzia: Oliver Reitala (Finlandia). Widzów: ok. 9,5 tys.
Lech wygrywając na wyjeździe z mistrzem Danii 4:1 uczynił bardzo duży krok na drodze do awansu do kolejnej rundy eliminacji LM. Rewanż w Poznaniu powinien być już formalnością.
Pierwsze pół godziny wcale nie wskazywało na przekonywujące zwycięstwo gości. Po pierwszym wyrównanym fragmencie, do głosu doszli Duńczycy, którzy całkiem dobrze przeanalizowali mistrza Polski. Bardzo dobrze grali pressingiem, naciskali Poznaniaków już przed ich własnym polem karnym. Lechici często nie radzili sobie z agresywną grą Aarhus, w efekcie często próbowali długimi podaniami rozgrywać akcje, a nawet wybijać na oślep. W ataku pozycyjnym Lech także zawodził, bowiem nie potrafił się dłużej utrzymać przy piłce.
Piłkarze Aarhus posiadali przewagę, ale też nie potrafili wykreować dogodnych okazji. Defensywa „Kolejorza” dobrze radziła sobie z licznymi wrzutkami w pole karne.
Mistrz Polski rozkręcał się powoli, po kontrataku Patrik Walemark próbował strzelać z dystansu, ale został zablokowany. Chwilę później Michał Gurgul strzelił zza linii pola karnego, ale zbyt lekko, żeby zaskoczyć Jespera Hansena.
Poznaniacy najwyraźniej uśpili rywala, bowiem w okresie jego przewagi zdobyli bramkę. Joel Pereira idealnie w tempo zagrał do Mikaela Ishaka, któremu zostawiono zbyt dużo swobody. Szwed mocno uderzył pod poprzeczkę i w 50. meczu w barwach Lecha w europejskich pucharach zdobył gola numer 33.
Prowadzenie najwyraźniej dodało pewności mistrzowi Polski i jednocześnie zabrało ją Duńczykom. Jednym z kluczowych momentów spotkania była akcja z 37. minuty, kiedy to Luis Palma minimalnie wygrał pojedynek biegowy z bramkarzem gospodarzy, próbował go przelobować, ale Hansen zagrał piłkę ręką. Fiński sędzia Oliver Reitala nie zauważył tego zagrania, ale dostał szybko sygnał z wozu VAR. Po wideoanalizie, arbiter ukarał Hansena czerwoną kartką i mistrzowie Danii przez ponad pół meczu musieli grać w osłabieniu.
A lechici poszli za ciosem. Kilka minut później Walemark w ogromnym tłoku zdołał wymienić dwa podania z Antonim Kozubalem i w sytuacji jeden na jeden nie dał szans rezerwowemu bramkarzowi Madowi Christiansenowi.
Wydawało się, że prowadząc 2:0 i grając z przewagą jednego zawodnika, Lech ma mecz pod pełną kontrolą. Tak się jednak nie stało. Mistrzowie Danii postawili na jedną kartę i przez 10 minut drugiej odsłony można było odnieść wrażenie, że to Poznaniacy grają w osłabieniu. W 55. minucie goście stracili piłkę w środku pola, rywale przeprowadzili szybką akcję lewą stroną i po podaniu Frederika Emmery’ego, Kristian Arnstad dostawił tylko nogę. Potem jeszcze kilka razy Duńczycy przycisnęli poznańską drużynę, ale z trudnego momentu „Kolejorza” wyciągnął nowy obrońca Terry Yegbe. Ghańczyk zdecydował się na strzał z ponad 30 metrów, a piłka odbiła się jeszcze od słupka oraz poprzeczki i wpadła do siatki. Animusz Aarhus znów został stłamszony, a cztery minuty później Walemark wykorzystał idealne zagranie od Palmy i podwyższył wynik.
Gol Walemarka zamknął emocje w tym spotkaniu i prawdopodobnie przesądził losy awansu do 3. rundy kwalifikacji. Frederiksen dokonał kilku zmian, tempo spotkania też nieco spadło. Lech zaczął oszczędzać siły, akcje w jego wykonaniu były trochę szarpane, rezerwowy napastnik Yannick Agnero grał za bardzo chaotycznie. W doliczonym czasie Daniel Hakans po akcji Filipa Jagiełły mógł zdobyć piątego gola, ale nieznacznie się pomylił.
Zwycięzca tego dwumeczu w kolejnej rundzie zmierzy się z azerskim Sabah lub fińskim KuPS Kuopio. Pierwszy pojedynek mistrz Azerbejdżanu wygrał 1:0.
Marcin Pawlicki (PAP)
lic/ af/
Górnik Zabrze przegrał na wyjeździe z tureckim Fenerbahce Stambuł 0:1 (0:1) w pierwszym meczu 2. rundy kwalifikacji piłkarskiej Ligi Mistrzów. Bramkę zdobył Talisca z rzutu wolnego. Rewanż 29 lipca w Zabrzu.
Fenerbahce Stambuł – Górnik Zabrze 1:0 (1:0).
Bramka: 1:0 Talisca (37, rzut wolny).
Sędzia: Manfredas Lukjancukas (Litwa).
Fenerbahce: Mert Gunok – Nelson Semedo, Nathan Ake (46. Levent Mercan), Milan Skriniar, Jayden Oosterwolde – Bartug Elmaz (69. Marco Asensio), Matteo Guendouzi, Fred – Irfan Can Kahveci (83. Mason Greenwood), Talisca (87. Sidiki Cherif), Kerem Akturkoglu (69. Oguz Aydin).
Górnik: Philipp Schulze – Michal Sacek, Rafał Janicki, Josema, Erik Janża – Lukas Sadilek, Maximilian Dietz (76. Bastien Donio), Kacper Urbański (73. Sondre Liseth) – Yvan Ikia Dimi (72. Ondrej Zmrzly), Erik Prekop, Maksym Chłań (90+2 Patryk Warczak).
Trener gości Michal Gasparik podczas przedmeczowej konferencji prasowej nie ukrywał, że faworytami tej rywalizacji są wicemistrzowie Turcji, ale też zapowiadał, że jego drużyna nie przyleciała do Stambułu tylko się bronić. Okazało się to trudne do zrealizowania.
W składzie Górnika zadebiutował Amerykanin Maximilian Dietz, wykupiony kilka dni wcześniej z niemieckiego 2-ligowego SpVgg Greuther Fuerth. Zastąpił Jarosława Kubickiego, który podczas czwartkowego meczu o Superpuchar Polski z Lechem Poznań (1:3) złamał rękę.
Wicemistrzowie Turcji latem wydali na transfery ponad 80 mln euro, ściągając m.in. za niemal połowę tej kwoty angielskiego napastnika Masona Greenwooda z Olympique Marsylia, który we wtorkowy wieczór zaczął mecz na ławce rezerwowych.
W wyjściowym składzie znalazł się inny nowy gracz tureckiej ekipy, reprezentacyjny holenderski obrońca Nathan Ake, który przyszedł z Manchesteru City.
W meczach z Fenerbahce nie wystąpi Tomasz Loska, który pauzuje przez trzy pucharowe spotkania. To skutek kary, jaką bramkarz otrzymał dwa lata wcześniej jako gracz Śląska Wrocław podczas rywalizacji ze szwajcarskim St. Gallen w 3. rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji.
We wtorek między słupkami bramki gości stanął 23-letni Philipp Schulze, pozyskany w czerwcu z S.C. Verl 1924 (niemiecka 3. liga).
Kilkuset sympatyków polskiego zespołu dotarło na mecz trzema czarterowymi samolotami, ale nie mieli szans, by przebić się z dopingiem przez fanów rywali, którzy gwizdami przywitali zabrzańskich piłkarzy.
Od godzin porannych na ulicach Stambułu można było spotkać fanów Górnika, a później coraz bardzo widoczni byli ubrani w żółto-niebieskie koszulki kibice gospodarzy. Okolice stadionu Sukru Saracoglu były nieprzejezdne już dwie godziny przed rozpoczęciem gry. Oblężenie przeżywał też klubowy sklep, zlokalizowany w arenie, mogącej pomieścić ok. 48 tys. widzów.
Jak można się było spodziewać, od początku zaatakowali Turcy, niesieni dopingiem z wypełnionych niemal do ostatniego miejsca trybun. Niewiele jednak z tego wynikało. W 6. minucie Schulze obronił uderzenie Bartuga Elmaza zza pola karnego, a później długo nie miał okazji do interwencji. Mało tego, po drugiej stronie boiska golkipera gospodarzy „zatrudnił” mocnym strzałem z ostrego kąta Erik Janża.
Ostatni kwadrans przed przerwą należał już zdecydowanie do zespołu trenera Ismaila Kartala. Z kolejną próbą Elmaza bramkarz wicemistrza Polski sobie poradził, ale wyjmował piłkę z siatki po precyzyjnie wykonanym rzucie wolnym przez Taliscę.
Mimo wysokiej temperatury, nie było podczas spotkania znanych z niedawnych mistrzostw świata przerw na napoje.
Atak i pressing Fenerbahce trwały także po zmianie stron. Minimalnie z dystansu pomylił się Fred, potem Schulze dwukrotnie obronił strzały głową Taliski z kilku metrów. W tej drugiej akcji bramkarza gości „wspomógł” słupek. W 63. minucie Elmaz trafił zza linii 16 metrów w poprzeczkę.
Zabrzanie nie potrafili wyprowadzić groźnej akcji, bronili się niemal cały czas. W końcówce na boisku pojawił się – owacyjnie powitany przez tureckich kibiców – Greenwood. Chwilę później Anglik mógł podwyższyć prowadzenie, gdyby celniej uderzył piłkę głową.
Wynik się nie zmienił. Górnik przegrał minimalnie, co przed rewanżem u siebie nie stawia go w beznadziejnej sytuacji. Rywale mogli czuć niedosyt, bo byli blisko dużo wyższej wygranej.
Piotr Girczys (PAP)
gir/ af/