U 67-letniego mieszkańca Long Island potwierdzono pierwszy w historii stanu Nowy Jork przypadek zakażenia rzadkim wirusem Bourbon. Stanowy „pacjent zero” zaraził się od kleszcza. Medyk, który uczestniczył w diagnozie, stwierdził, że przypadek może być dopiero „wierzchołkiem góry lodowej”.
Pacjentem jest 67-letni Michael Larkin z Brookhaven Town na Long Island. Mężczyzna zachorował, po usunięciu z ciała dwóch kleszczy, które zaatakowały go podczas prac ogrodowych. Wkrótce potem pojawiły się gorączka, zmęczenie, wysypka, bóle głowy i nudności. Objawy utrzymywały się i nasilały przez blisko rok, zanim lekarzom udało się ustalić ich przyczynę.
Diagnozę postawił ostatecznie zespół specjalistów ze Stony Brook Medicine pod kierownictwem doktora Luisa Marcosa. Rozpoznanie choroby było wyjątkowo trudne, bo jej symptomy przypominają wiele innych chorób przenoszonych przez kleszcze.
Wirus Bourbon został wykryty po raz pierwszy w 2014 roku w powiecie Bourbon w stanie Kansas – stąd jego nazwa. Według amerykańskich Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) jest prawdopodobnie przenoszony przez kleszcze Samotnej Gwiazdy (Amblyomma americanum).
Obecnie nie istnieje szczepionka przeciwko wirusowi Bourbon ani ukierunkowane leczenie tej infekcji. Dodatkowym problemem jest brak specyficznych testów diagnostycznych, które pozwalałyby szybko potwierdzić zakażenie. Jakby tego było mało, wirus może doprowadzić do śmierci zakażonego. W 2014 roku na wywołaną przez niego chorobę zmarł pierwszy zakażony w USA, a w 2026 roku kolejny.
Dr Luis Marcos ostrzega, że potwierdzony przypadek z Long Island może być jedynie początkiem znacznie większego problemu.
„Wiemy, że wirus może być śmiertelny. Na Long Island mamy mnóstwo kleszczy Samotnej Gwiazdy. To może być wierzchołek góry lodowej” – ostrzegł medyk.
Red. JŁ