Damian Knyba sprawił ogromną niespodziankę w Prudential Center! Polski pięściarz pokonał byłego zunifikowanego mistrza świata wagi ciężkiej Andy’ego Ruiza Jr. jednogłośną decyzją sędziów i odniósł najważniejsze zwycięstwo w swojej dotychczasowej karierze.
***
Walka, która odbyła się w piątkowy wieczór, 4 września, w Newark, była dla obu pięściarzy niezwykle istotna. Dla Ruiza, Amerykanina meksykańskiego pochodzenia, był to powrót do ringu po ponad dwóch latach przerwy i próba rozpoczęcia drogi powrotnej na szczyt królewskiej kategorii. Knyba natomiast chciał udowodnić, że styczniowa porażka z Agitem Kabayelem była jedynie bolesnym etapem, a nie końcem jego marzeń o światowej czołówce.
Od pierwszych minut pojedynku Polak konsekwentnie realizował swój plan. Mierzący 201 cm (i mający aż 218 zasięgu ramion) Knyba perfekcyjnie wykorzystywał ogromną przewagę wzrostu i zasięgu, trzymając Ruiza na dystans lewym prostym. Polski zawodnik dobrze poruszał się po ringu, kontrolował tempo i skutecznie unikał walki w półdystansie, gdzie Ruiz jest najbardziej niebezpieczny.
Były mistrz świata próbował skracać dystans i atakować korpus, ale przez większą część pojedynku miał ogromne problemy z przedostaniem się przez długi lewy prosty Polaka. A kiedy już udawało mu się podejść bliżej, Knyba umiejętnie wchodził w klincz, skutecznie ograniczając możliwość zadania przez Ruiza groźnych ciosów z bliska.

Kuriozalna sytuacja
Przez pierwsze sześć rund walka była stosunkowo statyczna. Pięściarze przede wszystkim badali swoje możliwości i starali się znaleźć sposób na przełamanie defensywy rywala.
Do kulminacyjnego momentu pojedynku doszło w siódmej rundzie.
Knyba trafił potężną kombinacją i wyraźnie zachwiał Ruizem. Widząc osłabienie rywala, Polak natychmiast ruszył do ataku, zalewając go kolejnymi ciosami.
I właśnie wtedy doszło do niezwykle kontrowersyjnej sytuacji.
Sędzia ringowy z impetem wkroczył pomiędzy pięściarzy, niemal jak w pojedynku MMA, próbując zatrzymać akcję. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Ruiz znalazł się na deskach w wyniku zamroczenia po potężnych ciosach Knyby, czy też częściowo na skutek interwencji i kontaktu z sędzią. Faktem jest, że Amerykanin upadł.

W Prudential Center natychmiast wybuchła ogromna radość polskich kibiców. Kiedy narożnik Knyby i licznie zgromadzona Polonia zaczęli świętować, wielu z nich było przekonanych, że sędzia przerwał walkę, uznając, że Ruiz nie jest już w stanie skutecznie się bronić.
Tak się jednak nie stało.
Arbiter podszedł do leżącego Ruiza, zapytał go, czy wszystko jest w porządku, a następnie rozpoczął liczenie. Cała sytuacja trwała około 20 sekund, co dało Ruizowi dodatkowy czas na dojście do siebie i przygotowanie się do dalszej walki.
Kiedy Amerykanin podniósł się z desek, Knyba ponownie ruszył do ataku. Polak miał jeszcze kilkanaście sekund na zakończenie rundy, jednak nie zdołał tego uczynić i zabrzmiał gong.
Ruiz dostał więc dokładnie to, czego najbardziej potrzebował – dodatkową przerwę.

Ruiz wraca do walki
Wszyscy spodziewali się, że Knyba wykorzysta wyraźne osłabienie rywala i w kolejnej rundzie będzie próbował szybko zakończyć pojedynek.
Tymczasem Ruiz, jakby odrodzony, odpowiedział bardzo dobrymi ósmą i dziewiątą rundą. Kilka razy mocno trafił Polaka i przez chwilę to on przejął inicjatywę.
W mojej ocenie były to jedyne dwie rundy w całej walce, które można było zdecydowanie zapisać na konto Ruiza.
Na szczęście Knyba nie spanikował. W kolejnych minutach ponownie wrócił do swojej taktyki, wykorzystując przewagę wzrostu, zasięgu i pracy nóg. Polak kontrolował dystans, punktował przeciwnika lewym prostym i nie pozwalał Ruizowi na długie serie ciosów.

Po dwunastu rundach przyszedł czas na decyzję sędziów.
Damian Knyba wygrał jednogłośnie. Punktacja wyniosła 117–110, 114–113 i 114–113 na korzyść Polaka.
Knyba poprawił swój zawodowy rekord do 18 zwycięstw i 1 porażki, w tym 11 wygranych przed czasem. Ruiz poniósł natomiast trzecią porażkę w zawodowej karierze.

Największe zwycięstwo w karierze
Pokonanie zawodnika, który w 2019 roku sensacyjnie odebrał Anthony’emu Joshui pasy mistrza świata, jest bez wątpienia największym skalpem w karierze polskiego pięściarza.
Co ważne, Knyba zrobił to przede wszystkim dzięki konsekwentnej realizacji swojego planu. Wykorzystywał wzrost, zasięg, pracę nóg i lewy prosty, zamiast wdawać się z Ruizem w chaotyczną wymianę ciosów.
Jednocześnie trudno nie zwrócić uwagi na to, jak istotne dla końcowego wyniku były wydarzenia z siódmej rundy oraz sama punktacja sędziowska.
Gdyby nie liczenie Ruiza po kontrowersyjnej sytuacji w siódmej rundzie, dwóch z trzech sędziów widziałoby ten pojedynek jako remisowy.
To bardzo zaskakująca ocena, biorąc pod uwagę przebieg całej walki. Już bezpośrednio po pojedynku komentatorzy zwracali uwagę, że o remisie w tym starciu trudno byłoby mówić.
Na szczęście dla Knyby, trzeci sędzia zdecydowanie wyżej ocenił jego przewagę, a Polak mógł ostatecznie cieszyć się z jednogłośnego zwycięstwa.

Newark biało-czerwone
Prudential Center w Newark było w piątkowy wieczór również miejscem niezwykle ważnego wydarzenia dla polskiej społeczności. Knyba jeszcze przed walką podkreślał, że marzył o występie na dużej scenie w Newark i o walce przed liczną grupą polskich kibiców.
Marzenie się spełniło. A wraz z nim przyszło zwycięstwo nad byłym mistrzem świata.

Po porażce z Kabayelem Polak potrzebował właśnie takiego występu. Zwycięstwo nad zawodnikiem tej klasy może ponownie otworzyć mu drzwi do wielkich pojedynków w królewskiej kategorii.
Damian Knyba pokonał Andy’ego Ruiza Jr. i udowodnił, że w wadze ciężkiej trzeba się z nim poważnie liczyć. Newark może być początkiem kolejnego, znacznie większego rozdziału w karierze polskiego pięściarza.
Autor tekstu i zdjęć: Kazimierz Szosler