Rekordowy sezon pożarów terenów naturalnych w USA ujawnił poważne niedobory strażaków, sprzętu i personelu pomocniczego. Od początku roku ogień strawił ok. 3,4 mln hektarów – najwięcej na tym etapie roku od rozpoczęcia prowadzenia takich statystyk w 1983 roku – podała w sobotę CBS News.
Według National Interagency Fire Center, w szczycie sezonu, w sierpniu i na początku września, z pożarami walczyło w całym kraju ok. 15 tys. osób, w tym ekipy federalne, stanowe i zagraniczne. Strażacy mówią jednak o sytuacjach, gdy brakowało ludzi, wozów i samolotów, a zespoły przerzucano z jednego aktywnego pożaru do kolejnego.
– Jesteśmy w stanie reagować, ale nasze siły są naprawdę na wyczerpaniu. Przesuwamy pionki, próbując łatać dziury – powiedział CBS News strażak Cody Turcotte.
Przykładem skali zagrożenia był Spokane Complex Fire w stanie Waszyngton. Ogień zniszczył blisko 900 budynków i objął ponad 4 tys. hektarów. Władze określiły go jako najgorszą klęskę żywiołową w historii regionu.
Problemy pogłębiły ubiegłoroczne redukcje w U.S. Forest Service – federalnej Służbie Leśnej, która zatrudnia dużą część strażaków wyspecjalizowanych w gaszeniu pożarów lasów i innych terenów naturalnych. Według danych federalnych przeanalizowanych przez CBS News z agencję opuściło wskutek zwolnień i programów dobrowolnych odejść ok. 6 tys. osób, czyli 16 proc. personelu. Cięcia nie objęły bezpośrednio strażaków liniowych, ale dotknęły pracowników zapewniających m.in. logistykę podczas akcji.
– Brakuje nam wielu ludzi, którzy mogliby szybko wejść do akcji, stworzyć zespół zarządzania kryzysowego i zapewnić wsparcie potrzebne do skutecznej walki z ogniem – zauważy strażak Justin Brown.
Administracja prezydenta Donalda Trumpa utworzyła w tym roku na mocy rozporządzenia wykonawczego U.S. Wildland Fire Service, skupiającą ok. 5,5 tys. strażaków w ministerstwie spraw wewnętrznych. Jej przedstawiciele twierdzą jednak, że konsolidacja zasobów usprawniła reagowanie i ograniczyła bariery administracyjne.
Część strażaków Forest Service ocenia jednak, że reorganizacja na razie zwiększyła problemy biurokratyczne.– Wygląda to na produkt wprowadzany w pośpiechu – ocenił Brown.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)
ad/wr/