Awaryjne lądowanie w Arabii Saudyjskiej samolotu linii flydubai, który leciał do Tel Awiwu, było skutkiem działań terrorysty – oświadczył w środę minister bezpieczeństwa narodowego Izraela Itamar Ben Gwir.
»Terrorysta próbował rozbić samolot, żeby zamordować 180 Izraelczyków, którzy znajdowali się na pokładzie» – oznajmił minister.
Wcześniej izraelska telewizja Channel 12, powołując się na wysokiego rangą przedstawiciela władz, podała, że jeden z pilotów samolotu linii flydubai, który wylądował w mieście Tabuk na północnym zachodzie Arabii Saudyjskiej, zamierzał rozbić maszynę.
Przedstawiciel władz powiedział Channel 12, że „uniknięto wielkiej katastrofy”. Poinformował, że jeden z pilotów rejsu FZ103 z Dubaju do Tel Awiwu jest przesłuchiwany i coraz więcej oznak wskazuje na to, iż próbował on przejąć sterowanie samolotem, by go rozbić.
Według przedstawiciela władz powstrzymali go pasażerowie, a na pokładzie była druga ekipa pilotów w cywilu i gdyby nie oni, incydent mógłby się skończyć „drugim 11 września”.
Izraelski portal Walla podał, że pilot, który usiłował przejąć stery, jest Omańczykiem.
Lotnisko w Tabuku poinformowało, że obrażenia odnieśli zarówno pierwszy, jak i drugi pilot. Obaj zostali przewiezieni do szpitala.
Dane ze źródeł publicznych wskazują, że około dwóch godzin po starcie Boeing raptownie zanurkował, spadając w ciągu minuty z wysokości 10 tys. do 5 tys. metrów, a jednocześnie gwałtownie zwiększył prędkość.
Następnie na kilka sekund powrócił na wysokość ponad 6 tys. metrów, po czym znów zanurkował, tym razem spadając poniżej 4 tys. metrów.
Samolot wykonywał rejs FZ103 z Dubaju do Tel Awiwu, ale został przekierowany i ostatecznie wylądował w mieście Tabuk na północnym zachodzie Arabii Saudyjskiej.
Linie flydubai potwierdziły „incydent” i zapewniły, że wszyscy pasażerowie „bezpiecznie” wylądowali.
W izraelskich mediach pojawiły się relacje pasażerów, którzy byli na pokładzie.
– Usłyszeliśmy krzyki w samolocie. Otwarto kokpit i zobaczyliśmy krew, ktoś ugodził pilota scyzorykiem – powiedziała jedna z kobiet. (PAP)
mw/ ap/
Gdyby pasażerom rejsu FZ103 z Dubaju do Tel Awiwu nie udało się powstrzymać pilota, samolot prawdopodobnie zestrzeliłaby izraelska obrona powietrzna – powiedział PAP ekspert ds. bezpieczeństwa Piotr Niemczyk. W drodze do Tel Awiwu maszyna leciałaby w pobliżu izraelskiego reaktora atomowego.
Jeden z pilotów samolotu linii Flydubai zamierzał rozbić maszynę – podała w środę izraelska telewizja Channel 12, powołując się na wysokiego rangą przedstawiciela władz. Samolot wykonywał rejs FZ103 z Dubaju do Tel Awiwu, ale został przekierowany i ostatecznie wylądował w mieście Tabuk na północnym zachodzie Arabii Saudyjskiej. Pilota mieli powstrzymać pasażerowie. Z relacji świadków wynika, że jeden pilot miał zaatakować drugiego scyzorykiem.
Ekspert do spraw bezpieczeństwa Piotr Niemczyk, zapytany przez PAP o to, jak pilot mógł wnieść na pokład samolotu ostre narzędzie, powiedział, że zwykle jest tak, że pracownicy linii lotniczej czy pracownicy lotniska „przechodzą mniej skrupulatną kontrolę niż zwykli pasażerowie”.
– Dzieje się tak trochę dlatego, że latają regularnie, znają się ze strażnikami, a strażnicy wiedzą, że są członkami załóg, a nie jakimiś niepewnymi pasażerami – ocenił.
Dodał, że nawet gdyby pilotowi nie udało się wnieść scyzoryka samemu, to mógł – już po przejściu kontroli – odebrać go od innego z pracowników, który mógł go wnieść przy jakiejś innej okazji.
– Ze swojego doświadczenia wiem, że w państwach arabskich kontrola bezpieczeństwa jest dużo mniej skrupulatna niż np. na lotniskach europejskich. Jeżeli ktoś regularnie się jej przypatruje, a przecież pilot, który lata na regularnych liniach, wielokrotnie tę kontrolę przechodzi, to może znaleźć sposób, żeby ją obejść – powiedział Niemczyk.
W ocenie eksperta niebezpieczny incydent, do którego doszło w samolocie linii Flydubai, wykazuje pewne podobieństwa do zamachów z 11 września 2001 r. w Stanach Zjednoczonych.
– Możliwe, że pilot chciał uderzyć tym samolotem w jakiś cel w Izraelu. Tabuk to miejscowość, która znajduje się stosunkowo niedaleko granicy Arabii Saudyjskiej z Jordanią, a dalej z Izraelem – podkreślił.
Ekspert zwrócił uwagę, że samolot w drodze na lotnisko do Tel Awiwu leciałby w okolicach Dimony, gdzie – w północnej części pustyni Negew – znajduje się izraelski reaktor atomowy.
– Ja bym to raczej łączył z obecnym konfliktem w Iranie i aktywnością jemeńskich Huti. Pamiętajmy, że Oman jest krajem sąsiednim Jemenu i prawdopodobieństwo, że pilot, który jest obywatelem Omanu, miał jakieś powiązania z Jemenem, a w szczególności z grupą Huti, jest duże – ocenił.
Zapytany o to, co mogłoby się stać, gdyby pilot nie został powstrzymany przez pasażerów samolotu, odparł, że samolot zostałby najprawdopodobniej zestrzelony przez obronę powietrzną Izraela.
– Gdyby ten samolot uderzył w reaktor atomowy na pustyni Negew, to przede wszystkim byłaby to potworna porażka wizerunkowa dla Izraela, ale też trzeba pamiętać, że przestrzeń powietrzna Izraela jest chyba najlepiej chronioną przestrzenią powietrzną na świecie. Dlatego myślę, że samolot zostałby po prostu zestrzelony – powiedział.
Dane ze źródeł publicznych wskazują, że około dwóch godzin po starcie Boeing raptownie zanurkował, spadając w ciągu minuty z wysokości 10 tys. do 5 tys. metrów, a jednocześnie gwałtownie zwiększył prędkość.
Następnie na kilka sekund powrócił na wysokość ponad 6 tys. metrów, po czym znów zanurkował, tym razem spadając poniżej 4 tys. metrów.
Samolot wykonywał rejs FZ103 z Dubaju do Tel Awiwu, ale został przekierowany i ostatecznie wylądował w mieście Tabuk na północnym zachodzie Arabii Saudyjskiej.
Linie Flydubai potwierdziły „incydent” i zapewniły, że wszyscy pasażerowie „bezpiecznie” wylądowali.
Marcin Chomiuk (PAP)
mchom/ joz/