Rumunia będzie w piątkowy wieczór w Warszawie trzecim rywalem polskich piłkarzy w Lidze Narodów. Drużyna trenera Jana Urbana w dwóch wcześniejszych meczach wywalczyła jeden punkt i atmosfera wokół niej oraz selekcjonera wyraźnie zgęstniała.
– Nie czuję, że gram o posadę, choć porażka na pewno przybliżyłaby decyzję, żeby mnie zmienić. Mamy jednak świadomość, że zwycięstwo pozwoli nam wrócić do gry, a w przypadku porażki sytuacja by nam się bardzo skomplikowała — powiedział Urban na oficjalnej konferencji prasowej przed starciem z Rumunami.
64-letni szkoleniowiec przejął kadrę w lipcu zeszłego roku. Początek był obiecujący i dawał nadzieję, ale od decydującego meczu barażowego o awans do mundialu — przegranego ze Szwecją 2:3 – zespół narodowy nie wygrał żadnego z pięciu spotkań. W mediach pojawiły się spekulacje, że w przypadku niepowodzeń do końca tego „okienka” reprezentacyjnego posada Urbana może być zagrożona.
– Presja? Selekcjonerzy zawsze są pod presją. Niezależnie od tego, jakie to jest spotkanie, oczy narodu są zwrócone na reprezentację i na jej selekcjonera — wspomniał.
Urban nie ukrywał, że celem na Ligę Narodów był powrót do elity tych rozgrywek, w których biało-czerwoni po raz pierwszy rywalizują w dywizji B, a tymczasem po 1/3 zmagań bliżej jest do spadku niż do awansu. Na czele tabeli polskiej grupy są Szwedzi z kompletem sześciu punktów, a Bośniacy zgromadzili cztery. Obie te ekipy zmierzą się w piątek w Zenicy.
Rumunia spisuje się w LN jeszcze gorzej niż Polska — podopieczni trenera Gheorghe Hagiego przegrali dwa dotychczasowe spotkania i zamykają tabelę z zerowym dorobkiem.
Z tym rywalem biało-czerwoni grali najczęściej w historii — piątkowa potyczka, która na PGE Narodowym rozpocznie się o godz. 20.45, będzie już 37. Bilans nie jest korzystny dla Polaków, którzy wygrali siedem spotkań, 15-krotnie zremisowali i doznali 14 porażek.
Mają za to miłe wspomnienia z dwóch ostatnich pojedynków w eliminacjach mundialu 2018 – w Bukareszcie wygrali 3:0, a w Warszawie 3:1. Pięć goli strzelił w tych meczach Robert Lewandowski, który w piątek może po raz 170. wystąpić w drużynie narodowej. (PAP)
pp/ cegl/