Piłkarze Jagiellonii Białystok pokonując Ararat-Armenię 3:1 wywalczyli pierwsze punkty w fazie zasadniczej Ligi Europy. Drugiej wysokiej porażki, ponownie 0:4, doznał Lech Poznań, który nie miał nic do powiedzenia w spotkaniu z niemieckim Bayerem Leverkusen.
Jagiellonia w 1. kolejce przegrała w Pireusie z Olympiakosem 1:2, ale przez dużą część spotkania była dla greckiej ekipy równorzędnym rywalem.
W czwartek do Białegostoku przyjechała drużyna Araratu-Armenii, teoretycznie jedna z najsłabszych w stawce uczestników LE, która na początek fazy zasadniczej przegrała w Erywaniu ze Spartą Praga 1:4.
Zaczęło się jednak po myśli gości, którzy za sprawą Gwinejczyka Zidane’a Banjaquiego w 11. minucie objęli prowadzenie. Błyskawicznie wyrównał Kamil Jóźwiak.
Jeszcze przed przerwą drugiego gola dla Białostoczan uzyskał Portugalczyk Rodrigo Conceicao. Pięć minut po przerwie Jesus Imaz odebrał piłkę rywalom przed ich polem karnym, a okazję wykorzystał Ousmane Sow i podwyższył na 3:1. Więcej goli nie padło.
To pierwszy od 6 września sukces „Jagi” w jakichkolwiek rozgrywkach, dzięki któremu przesunęła się na 17. lokatę w tabeli LE.
W następnej kolejce, za tydzień, zespół trenera Adriana Siemieńca podejmie brukselski RSC Anderlecht (0:1 z Dinamem Zagrzeb).
Gorsze nastroje są w Poznaniu, gdyż Lech doznał drugiej wysokiej porażki – tym razem 0:4 z Bayerem Leverkusen. Tym samym mistrz Polski powtórzył wynik z inauguracji, kiedy w takich rozmiarach w Londynie uległ Crystal Palace.
Goście z Niemiec objęli prowadzenie w 25. minucie, kiedy rzut karny na gola zamienił Patrick Schick. Czech powtórzył to krótko przed przerwą, a między czasie do siatki Poznaniaków trafił reprezentant USA Malik Tillman. W 89. minucie wynik ustalił Ibrahim Maza.
– Nie chcę po spotkaniu, które przegrywamy 0:4, mówić o procesie zdobywania nauki. Nikomu to się nie podoba, choć pewne elementy z takich meczów staramy się przenieść na mecze w ekstraklasie. Ktoś może powiedzieć, że po tych porażkach nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, by grać w Lidze Europy, ale ja się z tym absolutnie nie zgadzam – powiedział duński szkoleniowiec „Kolejorza” Niels Frederiksen, który ocenił, że Bayer był najlepszą drużyną, z jaką jego piłkarze rywalizowali.
Lechici zamykają tabelę Ligi Europy, a poza „Aptekarzami” komplet punktów ma jeszcze dziewięć drużyn, w tym m.in. angielski Sunderland (2:1 z portugalskim Torreense), który za tydzień przyjedzie do Poznania.
Jest w tym gronie też Benfica Lizbona, która bez kontuzjowanego Jakuba Kamińskiego wygrała z Celtikiem Glasgow 4:1.
Po trzy punkty – 2:1 z OFI Kreta – sięgnęło również Rennes, w którym do 77. minuty występowali kadrowicze Przemysław Frankowski i Sebastian Szymański. Zespół Polaków ma cztery „oczka”.
Każdy z 36 uczestników Ligi Europy zagra łącznie z ośmioma różnymi przeciwnikami – po cztery razy u siebie i na wyjeździe.
Osiem najlepszych ekip ze wspólnej tabeli awansuje bezpośrednio do 1/8 finału, a zespoły, które zajmą miejsca od 9 do 24, będą rywalizować o to prawo w barażach. Drużyny z lokat 25-36 zostaną wyeliminowane. (PAP)
pp/ krys/
Zwycięstwo Jagiellonii Białystok wystarczyło do utrzymania przez Polskę 11. miejsca w krajowym rankingu klubowym UEFA. Słabą kolejkę miały kluby czeskie, ale awans o dwie lokaty odnotowała Grecja.
Polskie zespoły poprzedni sezon zakończyły na 12. miejscu w pięcioletnim zestawieniu, a obecny rozpoczęły z 11. pozycji. Po fazie kwalifikacyjnej przesunęły się na 10., oznaczającą, że za dwa lata mistrz kraju miałby zagwarantowany występ w fazie zasadniczej Champions League. „Rankingowy” awans do tych lukratywnych i prestiżowych rozgrywek jest z roku na rok coraz bliżej, jednak tym razem dla duetu z Jagiellonii i Lecha to zadanie raczej niewykonalne.
Ranking UEFA, na podstawie którego dzielone są miejsca w Lidze Mistrzów, Lidze Europy i Lidze Konferencji, a także różnicowany etap, z którego startują poszczególne zespoły, powstaje na podstawie wyników wszystkich uczestniczących w europejskich pucharach drużyn z ostatnich pięciu sezonów. Liczą się poszczególne spotkania (od kwalifikacji), ale również szczebel i rodzaj rozgrywek. System liczenia punktów wygląda następująco: za zwycięstwo (od fazy ligowej/zasadniczej) otrzymuje się 2 pkt, a w eliminacjach – 1 pkt, remis to, odpowiednio, 1 i 0,5 pkt.
Zdobyte punkty dzieli się przez liczbę drużyn reprezentujących dane państwo, więc w przypadku Polski w tym sezonie to po raz pierwszy pięć, a nie cztery jak wcześniej. Przy minimalnych różnicach punktowych to element, który „robi różnicę”.
Ponadto uwzględniane są punkty bonusowe za udział w fazie zasadniczej każdych rozgrywek, za miejsce w klasyfikacjach końcowych tego etapu oraz kolejne awanse w fazie pucharowej; najwyższe w Lidze Mistrzów, najniższe – w Lidze Konferencji.
Dobre wyniki polskich klubów w minionych kilkunastu miesiącach skutkowały systematycznym progresem w europejskiej hierarchii. Dwa lata temu to było dopiero 21. miejsce, a na koniec sezonu 2024/25 – już 15., gdyż przedostatnia edycja rozgrywek UEFA dała Polsce – głównie dzięki postawie Legii i Jagiellonii, które dotarły do ćwierćfinału Ligi Konferencji – 11,750 pkt.
Wtedy też polskie kluby zapracowały na to, że w tym sezonie – ranking UEFA działa z rocznym przesunięciem – w europejskich pucharach wystąpiło pięć zespołów, w tym dwa w kwalifikacjach najbardziej prestiżowej Ligi Mistrzów.
To dawało teoretycznie większe szanse na udział w fazie zasadniczej jakichkolwiek rozgrywek, ale wykorzystały ją tylko Lech, który zaczął od eliminacji Champions League, oraz Jagiellonia, po przebrnięciu dwóch rund kwalifikacyjnych Ligi Europy.
Poprzedni sezon Polska zaczęła na 13. miejscu w rankingu krajowym, ponieważ odpadł jej skromny, zaledwie czteropunktowy, dorobek z edycji 2020/21, a w czterech kolejnych latach było już tylko lepiej. W październiku 2025, dzięki awansowi czterech ekip do fazy grupowej Ligi Konferencji, osiągnęła 12. pozycję i na niej zakończyła sezon.
To znajdzie odzwierciedlenie w następnym sezonie (2027/28). Polska – co UEFA już potwierdziła – może być pewna udziału dwóch zespołów w ligowej fazie pucharów, bo mistrz kraju zacznie grę od 4. rundy eliminacji LM i w razie porażki trafi do Ligi Europy, a zdobywca Pucharu Polski – od 4. rundy LE, a jeśli odpadnie, to „spadnie” do Ligi Konferencji.
W edycji 2025/26 Polska zdobyła aż 55,5 pkt (za 32 zwycięstwa, w tym 15 poza kwalifikacjami, i 11 remisów), a do tego 7,5 pkt bonusowego, co po podzieleniu przez cztery kluby dało 15,750. Był to siódmy dorobek w skali całego sezonu, tylko za samymi „możnymi” europejskiego futbolu, czyli: Anglią, Hiszpanią, Niemcami, Portugalią, Włochami i Francją.
To był jednocześnie historyczny wynik i ponad trzy razy lepszy niż w liczącym się wtedy jeszcze do pięcioletniego zestawienia sezonie 2021/22 (4,625).
Po odrzuceniu tego dorobku polskie kluby w tym roku zainaugurowały zmagania pod egidą UEFA mając 42,125 pkt. Teraz mają o 3,4 więcej (45,525), gdyż w bieżących rozgrywkach wywalczyły 17 punktów (12 za tyleż wygranych meczów w eliminacjach, trzy za sześć remisów i ostatnie dwa za czwartkowe zwycięstwo Jagiellonii), ale podzielono tę zdobycz przez liczbę ekip (pięć).
To pozwoliło zdystansować Czechy 45,325, które miały wyjątkowo słabą kolejkę, gdyż jedyny remis w LE wywalczyła Sparta Praga, a pozostały trzy kluby doznały porażek.
Jednak oba te kraje pogodziła Grecja, zajmująca dotychczas 12. lokatę. Wygrane mecze Olympiakosu Pireus w LE i Panathinaikosu Ateny w Lidze Konferencji sprawiły, że krajowy dorobek skoczył do 45,812 i wywindowały ją na 10. pozycję.
Plasująca się na 13. miejscu Norwegia straci do całej trójki prawie sześć punktów, podobnie jak 14. Dania, która ma „w grze” komplet czterech ekip, ale to raczej za duże różnice do odrobienia w jednym sezonie.
Jednak swoją wymowę ma też fakt, że w klasyfikacji tylko tego sezonu Polska jest… 22., co nie wystawia najlepszego świadectwa przedstawicielom Ekstraklasy. Dużo wyżej notowany jest Azerbejdżan, dzięki skutecznemu w LM Sabahowi Baku, ale też Słowacja czy Łotwa.
Liderem pięcioletniej klasyfikacji pozostaje Anglia – 105,130. Drugie są Włochy – 89,446, a trzecia Hiszpania – 84,743. Kolejne pozycje zajmują: Niemcy, Francja, Portugalia, Belgia, Holandia i Turcja z dorobkiem 51,075 pkt, co praktycznie wyklucza, by ktoś mógł ją wyprzedzić. (PAP)
pp/