New York, NY
59°
Fair
6:42 am7:18 pm EDT
Feels like: 57°F
Wind: 9mph WSW
Humidity: 55%
Pressure: 30.2"Hg
UV index: 4
12 pm1 pm2 pm3 pm4 pm
61°F
64°F
66°F
68°F
68°F
TueWedThuFriSat
75°F / 64°F
79°F / 48°F
52°F / 45°F
63°F / 59°F
70°F / 52°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Sport
Publicystyka
Wywiady
Warto przeczytać
Społeczeństwo

Bez cenzury. Bez kompromisów. „Lewandowski. Prawdziwy”

18.11.2025
„Nad książką pracowałem przez 11 miesięcy. Dzień w dzień. Nie miałem przez ten czas w zasadzie ani jednego wolnego dnia” – zdradza Sebastian Staszewski | fot. SQN

„Przez lata nikt nie wiedział, jaki naprawdę jest Robert Lewandowski. Widzieliśmy tylko efekt PR-owej pracy jego ludzi. A prawdziwy Robert jest jednym z nas – ma wady, przeżywa konflikty, porażki. Jest człowiekiem z krwi i kości” – mówi w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Sebastian Staszewski, autor bestsellerowej książki „Lewandowski. Prawdziwy” – biografii Roberta Lewandowskiego.

Rozmawiał Kacper Rogacin

Lewandowski. Prawdziwy” to książka, która w ostatnich tygodniach wzbudza w Polsce ogromne emocje. Kiedy oddawałeś ją do druku czułeś, że to będzie aż taka bomba? 

Na pewno miałem świadomość pracy, jaką wykonałem. 50 podróży po całej Europie, rozmowy z 251 osobami, w tym największymi postaciami ze świata futbolu – to musiało zaprocentować. Miałem świadomość, jakie w książce są historie, więc znałem jej wartość. Natomiast skłamałbym, gdybym powiedział, że przewidziałem iż po tygodniu cała Polska będzie mówić o tej książce. To była dla mnie miła niespodzianka. Tym bardziej, że książka wyszła poza sportową bańkę – mówili o niej artyści, politycy, pisały poważne tygodniki i portale plotkarskie.

Zwykła” książka o piłkarzu faktycznie takiego rozgłosu by nie zdobyła.

Pisząc „Prawdziwego” oczywiście skupiałem się na tym, żeby było dużo piłki nożnej, bo to dzięki piłce Robert jest w miejscu, w którym jest. Ale zależało mi też, by książka zawierała historie pokazujące Roberta jako człowieka. To nie jest opowieść o piłkarzu, tylko o człowieku. Wybitnym, ale wciąż człowieku.

Może tu właśnie jest klucz, że Polacy nie traktują już Roberta wyłącznie jako wielkiego piłkarza, a jako pewne zjawisko.

Zgadza się. Bo Lewandowski wykroczył daleko poza sport. To nie przypadek, że to właśnie on niedawno rozświetlił na biało-czerwono Empire State Building. Nie zrobiła tego Iga Świątek, nie zrobił Lech Wałęsa czy prezydent Andrzej Duda, tylko właśnie Robert Lewandowski. 

Na konferencji prasowej reprezentacji Polski Robert przez większość czasu odpowiadał na pytania dotyczące książki. Nie mówił o nadchodzącym meczu z Holandią, czy o swojej sytuacji w Barcelonie, a właśnie o książce.

I sądząc po tym, jak zareagował, jestem przekonany, że książka również przez niego została doceniona. Nie potraktował jej jako kolejnej, następnej „do kolekcji” publikacji na swój temat, tylko – tak jak powiedział na konferencji – jako coś, co chce przeczytać, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Dla mnie to jest jasny sygnał, że Robert wierzy w jakość, jaką ma ta opowieść.

Jak długo powstawał „Lewandowski. Prawdziwy”?

Pracowałem nad nim od 1 grudnia 2024 roku, a więc przez 11 miesięcy. Dzień w dzień. Nie miałem przez ten czas w zasadzie ani jednego wolnego dnia. Średnio to było 12-14 godzin pracy dziennie. 

Tytaniczna praca.

Wiedziałem, że jeśli ta książka ma być opowieścią o prawdziwym Robercie, to muszę do niej podejść właśnie w taki sposób. Nie dałoby się tego zrobić pracując z doskoku, pomiędzy powrotem z pracy, a pójściem spać. To musiał być projekt na półtora etatu.

Gdzie powstawała książka? 

Pracowałem głównie w restauracji Warszawa Wschodnia w Warszawie. Jej właściciel – znany szef kuchni Mateusz Gessler – który później moim gościem na premierze książki, powiedział, że nie było przez ostatni rok pracownika, który spędziłby w tej restauracji więcej czasu, niż ja (śmiech).  Opowiedział też anegdotę, że czasem, kiedy nie mógł dodzwonić się do menadżerów restauracji, dzwonił do mnie, bo wiedział, że ja na pewno jestem na miejscu. Przychodziłem tam dwie godziny przed otwarciem i wychodziłem godzinę po zamknięciu. Tak naprawdę to był mój drugi dom. 

Zbierając materiał do książki rozmawiałeś z 251 osobami, w tym z takimi postaciami jak Joan Laporta, Karl-Heinz Rummenigge czy Uli Hoeneß oraz oczywiście sam Robert Lewandowski. Liczyłeś kiedyś – choćby z czystej ciekawości – ile w sumie trwały te rozmowy?

Myślę, że łącznie to było to około 500-600 godzin. 

Autor biografii Lewandowskiego przeprowadził ekskluzywne rozmowy z 251 osobami – m.in. z prezydentem FC Barcelony Joanem Laportą | fot. Sebastian Staszewski

Wszystko zrobiłeś sam?

Wszystkie wywiady, podróże, pracę literacką – oczywiście tak. Ale pomagał mi też zespół reasercherów. To oni wspierali mnie w selekcjonowaniu materiału. Gdybym sam miał przeglądać te tysiące artykułów, to chyba bym zwariował. 

Można powiedzieć, że przez ostatni rok żyłeś życiem Roberta Lewandowskiego?

Dokładnie tak się czułem. Kiedy spotkaliśmy się w Barcelonie to nawet mu powiedziałem: „Stary, mam już ciebie dość. Śnisz mi się od kilku miesięcy. Zaczynam dzień z tobą i kończę dzień z tobą”. 

Robiłeś sobie w ciągu dnia jakiś detoks od „Lewego”?

Najczęściej posiłki były tego rodzaju momentami, kiedy mogłem włączyć sobie serial i przez 15-20 minut dać głowie odpocząć. I to tyle. A poza tym: Robert, Robert, Robert… 

Rozmawiamy kilka dni po premierze książki. Udało Ci się już wyhamować po tym szaleństwie?

Jest bardzo trudno. Przez to, że książka wywarła tak duży wpływ na otoczenie, mam sporo obowiązków związanych z promocją. Dodatkowo odzywa się do mnie wiele osób, które chcą o tej książce po prostu porozmawiać. Piłkarze, trenerzy, selekcjoner Jan Urban, prezes Cezary Kulesza. Każdemu staram się poświęcić przynajmniej chwilę. Szczerze mówiąc, to ten okres po premierze daje mi jeszcze bardziej w kość niż praca nad książką. Ale okej, nie uskarżam się, bo przecież zadowolenie czytelników jest najważniejsze. To oni są najważniejsi. Natomiast wiem, że za jakiś czas – pewnie już po Nowym Roku – będę potrzebował odwyku od Roberta Lewandowskiego.

Dostajesz wiadomości od czytelników?

Tak, bardzo duże. Piszą, że książkę czyta się błyskawicznie, że nie sądzili, że o Robercie można napisać tak wiele nowych rzeczy. To bardzo miłe. 

W ostatnich dekadach „Lewy” to po Janie Pawle II i Lechu Wałęsie chyba najbardziej znany Polak na świecie. To Ci siedziało w głowie? Czułeś dodatkową presję, żeby wszystko było dopracowane na 200 procent, bo piszesz o tak znaczącej postaci?

Ta książka to międzynarodowa biografia Roberta, zostanie wydana również na kilku zagranicznych rynkach. Więc wiedziałem, że po pierwsze sam Robert, jako wspaniały sportowiec, zasłużył na dobrą książkę. Po drugie zasłużyła na to Polska – nie chcę, żeby to jakoś patetycznie zabrzmiało, ale Polacy zasłużyli, żeby poznać swojego bohatera. A pod trzecie – chciałbym, żeby Europa też poznała prawdziwego Roberta Lewandowskiego. Bo poza granicami Polski wszyscy znają Roberta tylko jako sportowca, ale nie mają bladego pojęcia na temat Roberta jako człowieka. 

Zdobywanie informacji do książki to jeden kawał pracy, ale domyślam się, że weryfikowanie różnych plotek, pogłosek, sprawdzanie wątków, musiało kosztować równie dużo wysiłku.

Nieraz nawet więcej. Nie mogłem pozwolić sobie na żadną wpadkę. I mogę zdradzić, że zapytałem otoczenie Roberta o to, ile znaleźli nieprawd w tej książce. Powiedzieli: „No, jedna historia jest taka pół na pół prawdziwa. I to wszystko”. Oni sami byli zdziwieni, jak dobrze zweryfikowane są historie, które zawarłem w książce.

A jaki miałeś z otoczenia Roberta odzew na różnych etapach powstawania książki?

Przez pierwsze pół roku obóz Roberta w ogóle nie wiedział, że ta książka powstaje. Robiłem to w zupełnej tajemnicy, żeby oni nie wywierali żadnej presji na moich rozmówców. 

I naprawdę przez cały ten czas nie wiedzieli, że coś kombinujesz?

Naprawdę. Kiedy powiedziałem im o tym w lipcu, to miałem już 160 osób na mojej liście. I nikt z nich nie puścił farby. To też zresztą dobrze pokazuje, jak niektórzy ludzie podchodzą do Roberta. 

Jak zareagowali, gdy się dowiedzieli?

Na początku była duża nieufność. Myślę, że była też obawa. Mogli obawiać się tego, co już miałem i tego, co jeszcze mogłem znaleźć. A dodatkowo obawiali się podwójnie, bo ja nie chciałem wyłożyć kart na stół i powiedzieć im, co udało mi się ustalić. I ta nasza relacja w zasadzie do samego końca była podszyta pewną nieufnością. Natomiast mam wrażenie, że Robert docenił pracę, jaką wykonałem. To było po nim widać, że on szanuje, że ktoś tak bardzo to jego życie prześwietlił, że nie zrobił tego pobieżnie, nie zrobił skoku na kasę, tylko naprawdę włożył w to serducho. I on – jak każdy sportowiec – docenił ciężką pracę. 

„Lewandowski. Prawdziwy” to najbardziej aktualna, wielowątkowa i kompletna biografia Roberta Lewandowskiego, jaka kiedykolwiek powstała | fot. SQN

Sportowcy lubią czytać o sobie pochlebne słowa, lubią laurki. Ta książka laurką nie jest – pokazuje Roberta Lewandowskiego takim, jakim jest naprawdę. 

Myślę, że po lekturze tej książki Robert uzna, że to dobrze, że zgodził się do niej wypowiedzieć. Nie musiał tego robić, przecież to nieautoryzowana biografia, nie zarobi na niej nawet złotówki. Wizerunkowo to była jednak dobra decyzja, żeby stawić czoła tym najtrudniejszym pytaniom, najtrudniejszym sprawom. Jestem przekonany, że moja rozmowa z Robertem do tej książki to najbardziej szczery wywiad, jakiego udzielił w życiu. Mówił o ludziach, trudnych momentach, najważniejszych chwilach. Nie gryzł się w język i pokazał, że potrafi mówić to, co myśli. 

Do tej pory Robert Lewandowski uchodził za człowieka niemal idealnego, co wydawało się wręcz… nieludzkie. A tymczasem okazuje się, że to jest człowiek z krwi i kości. 

Robert zawsze był nieidealny. Natomiast my, fani futbolu, dostawaliśmy tylko efekt końcowy PR-owej pracy, która była retuszem Lewandowskiego. Przez lata próbowano Roberta wygładzić, wyczyścić, zaszpachlować wszystkie jego bruzdy, wady. W pewnym momencie w karierze Roberta podjęto decyzję, że on musi być przezroczysty, że nie może budzić żadnych kontrowersji. I – moim zdaniem – długofalowo Robert na tym stracił. Bo tak jak mówi w tej książce Joachim Löw, były selekcjoner reprezentacji Niemiec: „On ma wiele cech, które można podziwiać, ale trudno się z nimi utożsamiać”. Tak naprawdę na Roberta wiele osób patrzyło z podziwem, ale nie był to człowiek kochany. Nie było tam uczucia, bo uczucie pojawia się wtedy, kiedy mamy kogoś, kto jest w jakimś stopniu w naszym zasięgu – kiedy widzimy, że ten człowiek ma też wady, że popełnia złe decyzje, ma konflikty. Tak wygląda ludzkie życie, każdego z nas. Robert udawał, że taki nie jest.

Ludzie chcą odnaleźć choć część siebie w swoich idolach.

A w Robercie nie dało się tego odnaleźć. Podziwialiśmy go, ale nie czuliśmy, że to jest jeden z nas. A tak naprawdę jest. I ta książka jest na to dowodem.

Z tego wynika, że Robert Lewandowski przez długie lata żył w kajdanach PR-u.

Myślę, że w pewnym momencie sam uwierzył w opowieść o sobie idealnym. I funkcjonował na zasadzie autosugestii. Natomiast jego reakcja, jaką widziałem na konferencji prasowej, zasugerowała mi, że jemu to może przynieść ulgę. Że Lewandowski, którego trudny charakter został upubliczniony, nagle poczuł, że już nie musi dłużej udawać. Bo już i tak każdy, kto dotknie książki, wie, że on idealny nie jest. I sądzę, że dzięki temu Robertowi będzie żyło się przyjemniej.

Rozmawiając o Robercie nie sposób nie wspomnieć o jego żonie. Jaką osobą jest Anna Lewandowska?

Ania też musiała dostosować się do tego wizerunku idealnej pary…

Ale wydaje się, że przyszło jej to z dużą łatwością.

Z jednej strony Ania jest naturalnie spontaniczna, wesoła, taka bardzo życiowa. Ale z drugiej strony też jest bizneswoman. Generalnie tak wygląda ten świat, że kiedy wkraczasz na pewien poziom, to musisz uważać dosłownie na każdy ruch. Dobrym przykładem była sytuacja, kiedy kilka lat temu w Polsce wybuchły strajki przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. I wtedy Ania – chociaż były wobec niej wielkie oczekiwania – nie podpisała się pod czerwoną błyskawicą. Ona jest katoliczką i przeciwniczką aborcji bez granic. I mimo naprawdę ogromnych nacisków, nie złamała się, nie zdradziła swoich przekonań. Ale długo nie mówiła o tym publicznie. Mam w głowie wypowiedź Roberta na jednym z naszych spotkań, kiedy powiedział: „Zobaczycie, kim naprawdę jesteśmy, po tym jak ja przestanę grać w piłkę”. Wydaje mi się, że wtedy, gdy już nie będą musieli przejmować się przeróżnymi kontraktami, umowami z klubem, będą mogli być jeszcze bardziej ludzcy.

Od wielu lat krążą pogłoski, że Lewandowski przejdzie do jednego z klubów występujących w MLS i że to w USA zakończy karierę. Stany Zjednoczone faktycznie kuszą Lewandowskich?

Ania przez długi czas miała pomysł, żeby Robert zakończył piłkarską karierę w Kalifornii. Ona chciała mieszkać w Stanach i uważała, że to jest miejsce, w którym będzie w stanie rozwijać własną karierę. Zresztą Robert też brał pod uwagę Amerykę. Ale uważam, że w ostatnich latach to się zmieniło i kierunkiem, który oni w tej chwili bardzo poważnie rozpatrują, jest Arabia Saudyjska. 

Money, money, money?

Pieniądze w Arabii są rzeczywiście tak okrutnie wielkie, że trudno z nich zrezygnować. Najlepszym tego przykładem jest Cristiano Ronaldo. Więc ja obstawiam, że Lewandowscy będą od czasu do czasu pojawiali się w Stanach Zjednoczonych, ale jeśli Robert będzie gdzieś kontynuował karierę, to na Półwyspie Arabskim. A długofalowo swoje życie Lewandowscy zwiążą z Hiszpanią.

Robert Lewandowski ma 37 lat. Jak sądzisz, ile lat będzie jeszcze grał w piłkę?

Robert jest w tej chwili panem swojego losu. Osiągnął to, co chciał osiągnąć. Zarobił tyle, ile chciał. W każdej chwili może podjąć decyzję o zakończeniu kariery. Ale moim zdaniem będzie chciał kontynuować ją jeszcze przez kilka lat, bo czuje się dobrze fizycznie. Ja wierzę, że Robert Lewandowski może grać w piłkę na wysokim poziomie nawet do 2030 roku. Choć pewnie skończy wcześniej.

„Obstawiam, że Lewandowscy będą pojawiali się w USA, ale Robert będzie kontynuował karierę na Półwyspie Arabskim” – uważa Staszewski | fot. Wojtek Maślanka / Nowy Dziennik

Chciałem zapytać Cię też o pewną kwestię związaną z amerykańską Polonią. Kiedy Twoim zdaniem polscy kibice doczekają się reprezentanta Polski, który urodził się w Stanach Zjednoczonych?

Uważam, że prędzej niż później. Zresztą bardzo niewiele brakowało, by to już się stało, bo przecież Gabriel Slonina, który urodził się w USA, był swego czasu blisko reprezentacji Polski. Rozmawiał nawet z ówczesnym selekcjonerem Czesławem Michniewiczem, jednak ostatecznie wybrał grę dla Stanów Zjednoczonych. Pamiętajmy też, że kilkanaście lat temu Danny Szetela – również urodzony w USA – był rozważany w kontekście reprezentacji Polski. Więc to jest kwestia czasu. Soccer rozwija się w ostatnich latach bardzo mocno. Przyszłoroczne mistrzostwa świata będą impulsem do rozwoju, więc siłą rzeczy dzieci o polskich korzeniach będą szły nie tylko na boisko do baseballa czy do futbolu amerykańskiego, lecz także pograć w piłkę nożną.

To byłaby piękna historia dla Polonii amerykańskiej, która miałaby „swojego” człowieka w reprezentacji Polski. 

Co prawda żeby go oglądać w telewizji, musieliby Państwo budzić się o niekomfortowych dla siebie godzinach. Ale my to samo przeżywaliśmy w Polsce, kiedy wstawaliśmy w środku nocy, by oglądać walki Andrzeja Gołoty! To byłby fenomenalny dowód dla wszystkich dzieciaków w Stanach, że da się, że można być piłkarskim Jeremym Sochanem. Co więcej, moim zdaniem to byłoby wspaniałe nie tylko dla Polonii amerykańskiej, ale dla Polonii na całym świecie. Więc czekam, aż to się wydarzy i ktoś taki pojawi się w reprezentacji. Wierzę, że w ciągu najbliższych 10 lat doczekamy się nie jednego, a więcej reprezentantów Polski, którzy urodzili się za oceanem.

Dobrze znasz się z Bartoszem Sliszem, który występuje obecnie w Atlancie United. Możesz zdradzić, co mówił Ci po przenosinach z Legii Warszawa do MLS?

Na początku Bartkowi w Atlancie bardzo nie podobała się jedna, ale kluczowa dla niego rzecz. Nie mógł zaakceptować, że po przegranych meczach piłkarze Atlanty w szatni się uśmiechali. Bartek to maniak zwyciężania, on zawsze chce wygrywać, nie tylko na boisku – po prostu we wszystkim co robi. A dodatkowo grał przecież przez lata w Legii, której kibice wymagają wygrywania w każdym meczu. Tymczasem w Stanach spotkał się z innym podejściem. Po przegranych spotkaniach jego koledzy mówili: „Ok, trudno. Zobaczymy co będzie w następnym meczu”. Nie czuł tej presji i to mu przeszkadzało.

A dziś jak to wygląda?

Ogólnie rzecz biorąc Bartkowi podoba się Ameryka. Na pewno zwiedził sporo kraju, poszerzył horyzonty, dotknął tego innego świata, a przy tym nauczył się dużo lepiej mówić po angielsku. No i poznał zupełnie inną, mocną ligę. Dla niego jest to więc fantastyczna przygoda. Ale myślę, że on cały czas obserwuje rynek europejski i będzie chciał do Europy wrócić. Po pierwsze – tu jest wyższy poziom gry w piłkę. Po drugie – urodziło mu się dziecko, więc chciałby pewnie być bliżej rodziny. A na końcu – myślę, że jak ktoś grał w Legii i posmakował tej presji, walki o trofea, to później do tego tęskni. Co by nie mówić, Atlanta United nie jest klubem, który rok w rok będzie walczył o mistrzostwo MLS. Myślę, że Bartek do Europy wróci, kiedy nadarzy się dobra oferta.

Generalnie jednak swój transfer do USA ocenia jako duży krok naprzód? W końcu poziom amerykańskiej ligi jest zdecydowanie wyższy, niż w Polsce.

Na pewno jest wyższy, chociażby dlatego, że w MLS występuje wielu jakościowych zawodników. Amerykańskie kluby potrafią płacić nieosiągalne dla polskich zespołów pieniądze. Natomiast Bartek po transferze do USA wielokrotnie podkreślał, że Ekstraklasa jest o wiele bardziej wyrównana, niż MLS. W Polsce dosłownie każdy może wygrać z każdym, a w Stanach jednak najczęściej kluby z większymi budżetami po prostu pokonują te biedniejsze. U nas pieniądze nie grają na boisku, najbiedniejszy klub może wygrać z Legią, co zresztą obecny sezon dobitnie pokazuje. 


Okładka: SQN

Lewandowski. Prawdziwy

Autor: Sebastian Staszewski – Publicysta sportowy i scenarzysta. W przeszłości redaktor naczelny TVP Sport, a także dziennikarz Interii, Polsatu Sport czy Sport.pl. Współpracownik największych redakcji telewizyjnych i internetowych w Polsce. Wielokrotny korespondent na mistrzostwach Europy oraz świata. Autor opisującej kulisy reprezentacji Adama Nawałki książki „Tajemnice kadry” i współautor bestsellerowej biografii Sławomira Peszki „Peszkografia”.

Wydawnictwo: SQN

Książkę można kupić w USA za pośrednictwem strony internetowej:

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner