New York, NY
68°
Mostly Cloudy
6:42 am7:18 pm EDT
Feels like: 68°F
Wind: 11mph W
Humidity: 42%
Pressure: 30.07"Hg
UV index: 1
6 pm7 pm8 pm9 pm10 pm
68°F
66°F
66°F
64°F
63°F
TueWedThuFriSat
77°F / 63°F
79°F / 46°F
52°F / 43°F
64°F / 59°F
72°F / 54°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Publicystyka
Warto przeczytać
Społeczeństwo
Opinie i Analizy

Medal dla Giulianiego

20.09.2025
Donald Rumsfeld i Rudy Giuliani na gruzach World Trade Center w 2001 roku

W Ameryce gdyby każda płytka chodnikowa odpowiadała historię kogoś, kto był nikim, a stał się kimś, powstałby długi, wielokilometrowy spacernik. Każda z tych historii mogłaby posłużyć na scenariusz hollywoodzkiego filmu, na który waliłyby tłumy.

Ale w tej samej Ameryce nie brakuje historii odwrotnych, takich, kiedy ludzie ze szczytu spadają w dół, a nawet w przepaść. Jedną z nich jest życiorys byłego burmistrza Nowego Jorku Rudiego Giulianiego, którego odznaczenie Prezydenckim Medalem Wolności zapowiedział Donald Trump. Gdy przeczytałem o zamiarze uhonorowania tym najwyższym orderem cywilnym w Stanach Zjednoczonych Giulianiego, niemal spadłem z krzesła. Dlaczego? Śpieszę z wyjaśnieniem.

Odpowiednik naszego Orderu Odrodzenia Polski – Medal Wolności – nadawany jest osobom szczególnie zasłużonym dla kraju – m.in. w dziedzinie kultury, nauki, gospodarki, czy działalności publicznej. Czy Giuliani mieści się w tych ramach?

Jeżeli byśmy rozpatrywali jego kandydaturę biorąc pod uwagę tylko jego działalność jako burmistrza Nowego Jorku, kiedy w dwie wieże World Trade Center wbiły się uprowadzone przez terrorystów samoloty pasażerskie, które doprowadziły do ich zawalenia się, od biedy można by mu go wręczyć, ale ja bym się ku temu nie skłonił. Dlaczego?

Według mojego skromnego osądu, niczego nie zrobił, co stawiałoby go na piedestał bohatera. Każdy, kto by piastował stanowisko burmistrza „Wielkiego Jabłka” lub jakiegokolwiek miasta, na które terroryści przeprowadziliby tragiczny w skutkach atak, zrobiłby to, co robił Giuliani. Nikt na jego stanowisku nie siedziałby w swoim gabinecie lub gorzej, w sowim domu i oglądałby telewizję. Jestem pewny, że każdy włodarz miasta natychmiast udałby się jak najbliżej miejsca zamachu i kierowałby akcją ratunkową. W momencie narodowej katastrofy i chwilowego moralnego załamania Ameryka potrzebowała bohatera i na takiego wykreowano Giulianiego. Operah Winfrey okrzyknęła go burmistrzem Ameryki, a magazyn Time uhonorował go tytułem „Człowieka Roku”. Doskonale pamiętam tamte dni i to, jak bardzo denerwowały mnie wypowiedzi burmistrza, który bezpodstawnie wmawiał nowojorczykom i światu, że ratownicy na pewno wydobędą z gruzów żywych ludzi. Zrozumiałym jest, że ktoś z autorytetem podtrzymuje wiarę w sercach rodzin, że ich najbliżsi wrócą do domu, ale gdy mijają dni i nikogo żywego nie udaje się znaleźć, nadzieja, że to się stanie, nie idzie w parze z brutalną rzeczywistością.

Mimo tego zrobiono z niego prawie Boga. Ponoć jedno z badań wykazało, że był bardziej popularny od papieża. Jadąc na tym koniu, po wygaśnięciu drugiej kadencji (tylko na tyle zezwala prawo) założył firmę doradztwa, która w pięć lat zarobiła sto milionów dolarów. Ale to było za mało, więc dorabiał na wykładach. W samym 2006 roku wygłosił 124 przemówienia, za które otrzymał honorarium w wysokości ponad 11 milionów dolarów.

I na tym hipotetyczne bohaterstwo Giulianiego się kończy. Potem nastąpiło pasmo niepowodzeń i działań, które doprowadziły go do oskarżeń kryminalnych. Rozbudowane prezydenckie ambicje w 2008 roku zakończyły się dla niego sromotną porażką. Republikanie postawili na Johna McCaina, który ostatecznie przegrał z Barackiem Obamą. Wiedząc, że na Biały Dom nie ma już szans, ale chcąc znów znaleźć się w centrum wydarzeń, poparł Donalda Trumpa, który niespodziewanie został nominatem Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich 2016 roku.

Wiążąc się z Trumpem, wszystko postawił na jedną kartę. Został człowiekiem od czarnej roboty i zaczął szukać haków na przeciwniczkę do prezydentury Hillary Clinton. Po zwycięstwie nowojorskiego przedsiębiorcy, liczył na to, że Trump mianuje go sekretarzem Stanu, ale się przeliczył. Został jedynie jego doradcą, nie mającym żadnej władzy, a później dołączył do grupy prawników prezydenta.

Najgorsze dni dla Giulianiego nadeszły po przegranych przez Trumpa wyborach 2020 roku. Najmocniej wspierał już byłego prezydenta w przekonaniu, że wybory zostały sfałszowane, a ich prawdziwym zwycięzcą był Trump. W rezultacie firma Dominion, która wytwarza maszyny do głosowania, pozwała byłego burmistrza za rozsiewanie kłamstw o ich produkcie, a stan Nowy Jork i stołeczny Dystrykt Kolumbii odebrały mu licencję prawniczą.

Rozpowszechnianie kłamstw o oszustwach wyborczych nie pozostało bez odpowiedzi. Przeciwko Giulianiemu posypały się procesy, których doliczyłem się jedenastu. Najbardziej bolesnym ciosem była decyzja ławy przysięgłych w Waszyngtonie, która postanowiła, że ma zapłacić 148,1 mln dolarów odszkodowania Ruby Freeman i jej córce Shaye Moss, które w 2020 roku pracowały w komisji wyborczej w Georgii i stały się bohaterkami teorii spiskowej Giulianiego.

Proces ten, a raczej jego werdykt oraz inne wytyczone przeciwko niemu sprawy miały doprowadzić byłego burmistrza Nowego Jorku do ruiny finansowej. Koszty sądowe sięgają setek tysięcy dolarów, do zapłacenia ma rachunki od kancelarii prawniczych, które go w tych sprawach reprezentują lub reprezentowały. Zdesperowany, zgłosił się do Trumpa o wsparcie. Czy je otrzymał? Nie wiadomo, gdyż Trump znany jest z tego, że niechętnie otwiera swój portfel.

Zawalony świat Giulianiego mienił się jeszcze bardziej czarno. Aby uniknąć bezwzględnej kary więzienia, przyparty do muru i pozbawiony środków do życia, miał jedno wyjście: zacząć współpracować z prokuraturą i składać obszerne zeznania. Przydarzył mu się jednak traf: Trump ponownie zasiadł w Białym Domu i może pomóc swojemu lojalnemu współpracownikowi. Może, gdy wreszcie trafi za kratki, zmniejszyć mu karę lub ułaskawić go. Pierwszy sygnał, że nie zapomniał o starym kumplu już wysłał: zamiar nadania mu Prezydenckiego Medalu Wolności.

Jak można takim zaszczytem obdarzyć skompromitowanego człowieka, który tylko cudem jeszcze nie siedzi w więzieniu? Dla mnie jest to niewyobrażalne, ale Trump i jego administracja robi tak dziwne i kontrowersyjne ruchy niemal każdego dnia i nie widzi w tym niczego złego. To totalne pomieszanie wartości.

I jeszcze jedno: Jak się czują wcześniej uhonorowani tym zaszczytnym medalem najlepsi przedstawiciele narodu i jak będą go przyjmować przyszli nagrodzeni, mając takiego recydywistę w swoim towarzystwie?

Autor: Wiesław Cypryś                                              

Autor zdjęcia: CC

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner