Niepodległość energetyczna to element suwerenności – powiedział prezydent Karol Nawrocki na szczycie Grupy Wyszehradzkiej (V4). Polska, jako państwo z dostępem do morza, może pełnić rolę hubu dostarczającego gazu do pozostałych krajów formatu – podał, dodając, że poczynił wstępne ustalenia w tej sprawie z prezydentem USA.
W środę w Ostrzyhomiu – historycznej stolicy Węgier – odbywa się szczyt z udziałem prezydentów państw V4: Polski – Karola Nawrockiego, Węgier – Tamasa Sulyoka, Czech – Petra Pavla oraz Słowacji – Petera Pellegriniego.
Pierwotnie wizyta Nawrockiego na Węgrzech miała obejmować także spotkania z Sulyokiem oraz z premierem Viktorem Orbanem. Zostały one jednak odwołane po niedawnej wizycie Orbana w Moskwie, gdzie rozmawiał z przywódcą Rosji Władimirem Putinem m.in. o dalszych dostawach rosyjskich surowców energetycznych na Węgry.
Nawrocki podczas oświadczeń dla prasy podkreślił potrzebę zacieśniania współpracy w tej dziedzinie między państwami V4, w tym w budowaniu połączeń energetycznych i gazowych.
– Naszym wspólnym, jak wierzę, interesem jest dalsze wzmacnianie połączeń infrastrukturalnych między krajami regionu (…), także połączeń gazowych oraz w zakresie energii elektrycznej. Niepodległość energetyczna jest także wyrazem suwerenności każdego z naszych państw – podkreślił prezydent.
Zaznaczył, że Polska w ostatnich latach prowadziła zaawansowane rozmowy w sprawie możliwości dostarczania gazu ziemnego poprzez rozbudowaną sieć interkonektorów. Nawrocki powiedział, że Polska, jako kraj z bezpośrednim dostępem do morza, „jest współodpowiedzialna za dostarczanie energii, czy konkretnie gazu, do naszego regionu”.
Prezydent przekazał, że rozmawiał z prezydentami Czech, Słowacji i Węgier „o współpracy państw naszego regionu w zakresie dostarczania przez Polskę gazu ze Stanów Zjednoczonych”. – Polska może być hubem dla naszego regionu i już poczyniłem wstępne ustalenia z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem – powiedział.
– Cel jest oczywiście jasny: systematyczne ograniczenie rosyjskich wpływów w Europie, co (…) jest ważne dla bezpieczeństwa wszystkich naszych państw – podkreślił.
Ważnym dostawcą gazu drogą morską miałyby być Stany Zjednoczone. Jak dodał Nawrocki, „Polska ma konkretne oferty” w sprawie zacieśniania współpracy w kwestii energetyki gazowej.
Nawiązał również do kwestii bezpieczeństwa regionu. Jak ocenił, fundamentalnym zagrożeniem jest dla niego odradzający się rosyjski imperializm, a silna obecność USA i NATO w regionie może zapewnić bezpieczeństwo Europie Środkowo-Wschodniej.
Wśród celów współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej wymienił to, „byśmy mieli odwagę powiedzieć »nie«” w kwestiach takich jak unijna polityka klimatyczna czy migracyjna. Jego zdaniem prowadzona przez UE polityka w tych obszarach jest niepokojąca, a przywódcy V4 „chcą przed nią ochronić swoje państwa”.
Prezydent Węgier podkreślił natomiast, że celem V4 będzie przede wszystkim wzmocnienie konkurencyjności, zwiększenie bezpieczeństwa i dalsze rozwijanie połączeń komunikacyjnych w regionie.
– Nasz region osiąga wyniki lepsze od średniej Unii Europejskiej pod względem wzrostu wydajności, ale to zasadniczo wynika jeszcze z efektu nadrabiania zaległości rozwojowych. Dlatego też popieramy działania mające na celu wzmocnienie konkurencyjności, ale jednocześnie w przypadku transformacji ekologicznej i cyfrowej musimy podejmować działania uwzględniające interesy przemysłu i gospodarki – ocenił Sulyok.
Czeski prezydent Pavel ocenił, że Czechy, Polskę, Słowację i Węgry łączy więcej niż dzieli. – Jesteśmy połączeni gospodarczo, komunikacyjnie, z punktu widzenia energetyki i w wielu innych (aspektach – PAP) – powiedział.
Dodał, że środowe spotkanie to okazja, by przekonać się, że jest „przestrzeń do współpracy” oraz potencjał w państwach V4, by „w różnych obszarach tę współpracę rozszerzyć i przyspieszyć już istniejący rozwój Europy Środkowej”. Pavel podkreślił, że w kwestiach, w których mają odmienne podejście, państwa V4 powinny ze sobą rozmawiać i wyjaśniać swoje stanowiska. – Zrozumienie siebie nawzajem jest podstawą tego, by nasze dobre relacje sąsiedzkie trwały – powiedział.
Ocenił ponadto, że jednym z celów V4 jest dążenie do wywierania wpływu na UE i przekonywanie innych partnerów do stanowisk państw środkowoeuropejskich.
Liderzy państw V4 zaznaczyli również, że w tym roku 25. rocznicę powstania obchodzi Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki, utworzony w celu promowania współpracy między państwami V4, np. w dziedzinie nauki, kultury i turystyki. Nawrocki powiedział, że środki z funduszu mogłyby zostać przeznaczone także na wsparcie państw Bałkanów Zachodnich oraz społeczności chrześcijańskich na całym świecie, np. poprzez projekty humanitarne.
Z Ostrzyhomia Mikołaj Małecki (PAP)
mml/ sza/ pab/ kos/ akl/ mhr/
Polska i Ukraina od kilku lat rozbudowują połączenia sieci gazowych, pozwalające na przesyłanie gazu na Ukrainę. Te zdolności mogą pomóc Ukrainie przetrwać najbliższą zimę w obliczu poważnych zniszczeń w systemie generacji energii, spowodowanych rosyjskimi ostrzałami.
Rozbudowa połączeń pomiędzy systemami przesyłania gazu na granicy polsko-ukraińskiej jest realizowana począwszy od połowy minionej dekady. Wymusiły to zmiany polityczne na Ukrainie i przeorientowanie polityki zagranicznej Kijowa na Zachód, jak również związana z tym konieczność uniezależnienia się od rosyjskich dostaw. Rosja dwukrotnie – w 2006 i 2009 r. odcinała dostawy gazu dla Ukrainy w okresie zimowym, dążąc do wpłynięcia na politykę zagraniczną Kijowa (był to okres rządów tzw. pomarańczowej koalicji – prozachodnich sił politycznych, dążących do uniezależnienia się od Moskwy). Aneksja Krymu i początek wojny w Donbasie w 2014 r. wymusiły radykalne zmiany w sferze energetyki – Ukraina przestała kupować rosyjski gaz, polegając na własnym wydobyciu oraz tzw. rewersie, czyli dostawach z krajów Unii Europejskiej.
Polskie możliwości eksportu gazu również uległy zasadniczemu zwiększeniu w ostatniej dekadzie. Stało się to możliwe dzięki budowie i uruchomieniu gazoportu w Świnoujściu (został oddany do użytku w 2015 r., po rozbudowie z 2025 r. ma zdolności regazyfikacji rzędu 8,3 mld metrów sześciennych rocznie) oraz dzięki gazociągowi Baltic Pipe (uruchomiony we wrześniu 2022 r., ma przepustowość 10 mld metrów sześciennych rocznie).
Dzięki tym inwestycjom Polska stała się, de facto, hubem gazowym w Europie Środkowo-Wschodniej. Nasz kraj posiada zdolności importu gazu przewyższające krajowe roczne zapotrzebowanie – roczne zużycie gazu w Polsce to około 18-19 mld metrów sześciennych, a obok gazoportu i Baltic Pipe istnieją także połączenia lądowe oraz własne wydobycie, pokrywające około 1/3 zapotrzebowania. Te możliwości dodatkowo wzrosną dzięki zainstalowaniu na polskim wybrzeżu pływających terminali gazowych FSRU (ang. Floating Storage and Regasification Unit; pierwszy ma zostać uruchomiony w I kwartale 2028 r.; istnieje także perspektywa umieszczenia w Zatoce Gdańskiej drugiej jednostki tego typu, w zależności od zapotrzebowania, a kolejny działa na Litwie, w porcie w Kłajpedzie).
– Oznaczać to będzie przestrzeń do rozwoju polskiego hubu gazowego, który stałby się cenowym punktem odniesienia dla całego regionu. Gazoporty w Świnoujściu, Gdańsku i Kłajpedzie, Baltic Pipe i inne źródła pozwolą słać przez Polskę do 40 mld metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie – zaznaczył w rozmowie z PAP Wojciech Jakóbik z Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego, autor podcastu Energy Drink. Wśród potencjalnych odbiorców gazu płynącego przez polskie sieci przesyłowe wymienia m.in. Słowację, a w dalszej przyszłości, być może, także Węgry.
Te aktualne i perspektywiczne zdolności po stronie polskiej są szczególnie istotne w sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie sektor energetyczny Ukrainy – także jeśli chodzi o możliwości zapewnienia dostaw gazu ziemnego. Rosyjskie ataki na infrastrukturę gazową przedsiębiorstwa Naftohaz, odpowiadającego za wydobycie i dostawy gazu ziemnego, przeprowadzone w październiku i listopadzie tego roku, doprowadziły do ograniczenia zdolności ukraińskiego wydobycia. Według komunikatu spółki z października, te możliwości zmniejszyły się o 60 proc. W ocenie ministerstwa energetyki Ukrainy oznacza to konieczność zwiększenia importu z krajów UE o co najmniej 30 proc., aby zapewnić odpowiednie zaopatrzenie w nadchodzącym okresie zimowym.
W połączeniu ze zniszczeniami w pozostałych segmentach ukraińskiej energetyki (utratą mocy wytwórczych elektrowni i elektrociepłowni, a także uszkodzeniami sieci przesyłowych na całym terytorium Ukrainy), stawia to Kijów w bardzo trudnej sytuacji w obliczu zbliżającej się zimy – tym bardziej, że ataki z użyciem dronów i pocisków manewrujących na infrastrukturę gazową Ukrainy cały czas trwają (zarówno na część odpowiadającą za wydobycie, jak też magazynowanie oraz transport) i najprawdopodobniej nie zmieni się to w dającej się przewidzieć przyszłości.
Polski Orlen i ukraiński Naftohaz podpisały w październiku br. umowę na dostawy 300 mln metrów sześciennych skroplonego gazu ziemnego, które mają zostać zrealizowane do kwietnia 2026 r. Podobne dostawy dla Ukrainy, za pośrednictwem gazoportu w Świnoujściu, były prowadzone już wcześniej, także przed wybuchem pełnoskalowej wojny z Rosją. Pierwsza z nich została zrealizowana w 2017 roku.
– Polska może już teraz wysyłać do 4 mld metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie na Ukrainę (roczne zapotrzebowanie to około 20 mld metrów sześciennych – PAP). To cztery razy więcej od dotychczasowego maksymalnego eksportu na tym kierunku. Do utrzymania tak dużych dostaw potrzebny jest kontrakt długoterminowy, taki jak ten będący przedmiotem rozmów Orlen-Naftohaz – wyjaśnił Jakóbik.
Wiadomo, że Ukraina negocjuje długoterminowe dostawy także z Grecją – nie jest wykluczony podział dostaw pomiędzy te dwa szlaki, tym bardziej, że oba te rozwiązania cieszą się poparciem administracji USA. Nastawienie Waszyngtonu do tych projektów wynika także z rosnącej roli USA jako eksportera skroplonego gazu ziemnego (LNG) do Europy.
„W następstwie działań podjętych jeszcze za prezydentury Joe Bidena eksport skroplonego gazu z USA ma wzrosnąć w najbliższych latach nawet ponad dwukrotnie – z około 123 mld metrów sześciennych w 2024 r. do około 280 mld metrów sześciennych w 2028 r.” – napisano w analizie Ośrodka Studiów Wschodnich.
Decyzja Rady Unii Europejskiej i Parlamentu Europejskiego o zakończeniu importu rosyjskiego gazu do UE do 2027 r., podjęta w nocy z wtorku na środę, powinna dodatkowo przyśpieszyć negocjacje w tej sprawie.
Uniezależnienie się od dostaw gazu ziemnego z Rosji – tak w przypadku Ukrainy, jak i całej Unii Europejskiej – pozbawia Moskwę istotnego środka nacisku gospodarczego i politycznego na kraje zachodnie i jest poważnym ciosem w rosyjską strategię polityki zagranicznej, opartą na budowaniu wpływów politycznych drogą wzmacniania zależności gospodarczych i surowcowych. Dodatkowo na możliwości Kremla negatywnie wpływają także zniszczenie gazociągu Nord Stream 2 na dnie Morza Bałtyckiego w 2022 r. oraz wygaśnięcie kontraktu na transport gazu przez terytorium Ukrainy (z końcem 2024 r.) i brak perspektyw jego wznowienia.
Dariusz Materniak (PAP)
mad/ kbm/ wkr/ js/