New York, NY
48°
Clear
6:42 am7:18 pm EDT
Feels like: 45°F
Wind: 7mph WSW
Humidity: 88%
Pressure: 30.24"Hg
UV index: 0
8 am9 am10 am11 am12 pm
50°F
52°F
55°F
59°F
61°F
TueWedThuFriSat
75°F / 63°F
79°F / 48°F
52°F / 45°F
63°F / 57°F
64°F / 50°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Publicystyka
Wywiady
Społeczeństwo
Kultura
Polonia

Polskę mam w sercu i na półkach mojej księgarni

10.09.2025
Elżbieta Kieszczyńska z profesorem Antonim Zbigniewem Kruszewskim

Elżbieta Kieszczyńska – bibliotekoznawca z Gliwic. Przez wiele lat pracowała w księgarni „Nowego Dziennika”. Od 2011 roku jest właścicielką księgarni internetowej EK Polish Bookstore a od 2018 roku wraz z redaktorem Januszem Szlechtą prowadzi projekt Przytulisko Literacko-Artystyczne, w ramach którego organizuje spotkania z polskimi pisarzami, promując ich najnowsze książki. Z bohaterką wywiadu spotykamy się przy okazji trzeciego już Narodowego Czytania, którego inicjatorem był Prezydent Bronisław Komorowski.

Czy możesz opowiedzieć trochę o swojej młodości? Skąd pochodzisz? Gdzie studiowałaś? Kim byli Twoi rodzice?

Dzieciństwo w Gliwicach było sielskie i anielskie. Bardzo kochający się rodzice, ja, mój brat Kuba oraz dwie babcie pełne czułości i mądrości z dawnych lat. Pamiętam wiele godzin dobrej muzyki, wiele rozmów, łagodność i poczucie bezpieczeństwa. Ojciec był inżynierem, Mama ekonomistką, specjalizującą się później w prawie patentowym. Jako dziecko łapałam wszystkie grypy, a angina pojawiała się u mnie co parę miesięcy. Czytać zaczęłam w czasach szkolnych, polubiłam czytanie całym sercem. Szkołę podstawową wspominam nie bez lekkiej grozy, nigdy się doskonale nie uczyłam, wolałam być w domu, niż w klasie. Przyjaźnie z rówieśnikami były ważne, ale zawsze ciągnęło mnie do domu i do książek. Tam właśnie było bezpiecznie i zawsze ciekawiej, niż gdzie indziej.

Dlaczego wybrałaś pracę z książką?

W liceum zaczęłam się zastanawiać, co chcę robić w życiu. O medycynie, prawie, naukach ścisłych mowy nie było i wtedy Babisia (Mama mojej Mamy) zapytała mnie, czy przypadkiem nie chciałabym pracować w bibliotece. Spodobał mi się ten pomysł i co ciekawe – raczkująca wtedy poradnia zawodowa – po przeprowadzeniu różnych testów podtrzymała pomysł, że w bibliotece będę się czuła dobrze. I tak po maturze przyszła pora na wyjazd z domu. Lekko przerażona, że będę teraz sama prowadzić swoje życie, zdecydowałam się na rozpoczęcie edukacji w Pomaturalnym Studium Bibliotekarskim i Kulturalno-Oświatowym w Opolu. To był świetny pomysł. Małe klasy, bardzo dobrzy pedagodzy o wielkiej wiedzy wprowadzili nas w meandry skontrum, katalogowania, historii książek i bibliotek, teorii kultury. Po ukończeniu Studium kontynuowałam edukację na Uniwersytecie Śląskim w Sosnowcu, na kierunku bibliotekoznawstwo. Wprowadzona w wiele tematów przez opolską szkołę czułam się na studiach jak ryba w wodzie.

Czy pamiętasz pierwszą ważną książkę, którą przeczytałaś?

Bez dyskusji najważniejsza była wtedy klasyka dla młodzieży, czyli Alexandre Dumas, Victor Hugo, później klasyka polska. Ojciec czytał nam „Trylogię” i „Pana Tadeusza”. Powoli zaczęłam zagłębiać się w literaturę dla dorosłych. Na pewno w mojej drodze poznawania literatury niebagatelną rolę odegrał Teatr Telewizji. Przez wiele lat miałam zwyczaj czytać tekst sztuki, która będzie pokazywana w poniedziałek. To było kapitalne doświadczenie. Dramat amerykański, cała klasyka europejska i oczywiście dramat polski, nie wspominając już o adaptacjach powieści. Potem przyszedł czas na poznawanie angielskiej wersji dramatów Williama Szekspira z polskim dubbingiem. Przepadłam na amen. Wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych włożyłam do walizki całego Szekspira. Z perspektywy lat pamiętam, jakie wielkie wrażenie wywarła na mnie antologia „24 godziny z życia kobiety i inne opowiadania” Stefana Zweiga.

A kiedy i dlaczego zostałaś emigrantką? Czy od razu zdecydowałaś się przylecieć do Stanów, czy może po drodze były również inne przystanki?

Przyleciałam na lotnisko Kennedy’ego w maju 1992 roku. Prosto z Polski. Nie miałam grosza. O mieszkaniu w Polsce mogłam tylko pomarzyć. Przyjaciele zaprosili mnie do USA, bym wreszcie mogła odłożyć pieniądze na wymarzony dach nad głową. Po paru miesiącach po przylocie pojawiłam się w Polskim Instytucie Naukowym by zostać wolontariuszem w bibliotece. W legalizacji pobytu w USA niebagatelną rolę odegrali: zmarły niedawno prof. Tadeusz Gromada, dyrektor Polskiego Instytutu Naukowego oraz Pani Barbara Wierzbiańska z „Nowego Dziennika”, w którego księgarni podjęłam pracę. Jestem im dozgonnie wdzięczna za okazaną pomoc. Nigdy nie żałowałam przylotu do Stanów.

Przytulisko Literacko-Artystyczne. MM Art Gallery. Od lewej: Elżbieta Kieszczyńska, Małgorzata Wilczkiewicz, Magdalena Majerowicz-Lupinski

W księgarni „Nowego Dziennika” pracowałaś przez wiele lat. Jak skończyła się ta przygoda i czy właśnie wtedy wpadłaś na pomysł otworzenia własnej księgarni internetowej?

Moja praca w księgarni Nowego Dziennika – czyli od początku 1997 roku do połowy 2011 – była „karnawałowym” okresem w moim życiu. W połowie 1997 roku poznałam w księgarni mojego męża, Roberta Lamminga. Pracowaliśmy przez lata wspólnie z Michałem Koleckim. Bardzo go lubiłam. Nowe książki pojawiały się bez przerwy, potem zabraliśmy się za prowadzenie prenumerat polskiej prasy. Dodatkowo, w osobnej sali wieszaliśmy i sprzedawaliśmy obrazy, polską biżuterię, filmy na DVD, muzykę na CD, organizowaliśmy aukcje sztuki. Spotkań autorskich było tyle, że wymienienie wszystkich gości zabrałoby parę godzin. Katalogi umieszczane w „Nowym Dzienniku” były stałym źródłem informacji dla czytelników gazety. Cały system działał bez zarzutu. Następnie „Nowy Dziennik” zmienił właściciela i przeniósł się do New Jersey. Przez jakiś czas kontynuowałam tam pracę, tym razem w dziale korekty, ocalona przez Jolę Wysocką, naszą Naczelną. Po tym „karnawałowym” okresie przyszedł czas na podjęcie nowych wyzwań. EK Polish Bookstore została zarejestrowana w październiku 2011 roku. Byłam pod takim wrażeniem poprzednich lat, że do głowy mi nie przyszło by tego nie kontynuować. Nawet nazwałabym to pewnym zobowiązaniem. Nie mogłam zamknąć tych drzwi, za którymi stoją regały z książkami. Kłopoty zaczęły się już po paru miesiącach. Okazało się, że utrzymanie siebie z zysku ze sprzedaży książek nie jest możliwe. Szybko znalazłam pracę jako opiekunka zajmująca się starszymi osobami. I tak przez ostatnie prawie 14 lat wygląda moje życie. Dzielę czas i serce na książki i opiekę nad chorymi osobami.

Wiem jednak, że często bywasz również w SWAP-ie. Co tam robisz?

Tak, rzeczywiście. Znajduję jeszcze parę godzin tygodniowo na opracowanie zbiorów biblioteki Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w USA. Kontakt z polską książką wydawaną na przestrzeni wielu lat, a zebraną w tej instytucji jest dla mnie jednym z najważniejszych zadań. Bo tam właśnie można zobaczyć drogę książki, która wraz z polskim żołnierzem, a później weteranem, wędrowała przez kontynenty i była stale obecna w życiu wielu, wielu ludzi.

Od kilku lat prowadzisz projekt „Przytulisko Literacko – Artystyczne”. Jak zrodziła się ta idea i co ma na celu?

Było to powtórzenie pomysłu z księgarni „Nowego Dziennika”, z tym że te spotkania autorskie odbywają się w różnych miejscach. Od 2018 roku zapraszamy kolejnych bohaterów Przytuliska raz w miesiącu. I tak we wtorki spotkania odbywają się w Polskim Instytucie Naukowym na Manhattanie, a w środy w galerii MM Art Studio prowadzonej przez Magdalenę Majerowicz-Lupiński w Wallington, NJ. Uwielbiam te kameralne wieczory, podczas których rozmawiamy o promowanej książce, czytamy jej fragmenty i dyskutujemy z uczestnikami, którzy najczęściej są stałymi bywalcami kolejnych Przytulisk. Do tej pory zorganizowaliśmy dziewięćdziesiąt spotkań. Niektóre z nich przeprowadziliśmy przy Twojej, Elu, wspaniałej pomocy.

Przytulisko Literacko-Artystyczne. MM Art Gallery. Spotkanie z Krzysztofem Medyną. Od lewej siedzą: Krzysztof Medyna i Mariusz A. Wolf

Po raz trzeci z rzędu organizujesz Narodowe Czytanie. To projekt, który zapoczątkował Prezydent Bronisław Komorowski. Czy Polki i Polacy chętnie czytają na głos? Jaka jest atmosfera podczas tego wydarzenia, gdzie się odbywa i kto w nim uczestniczy?

Od lat czytając o dawnej kulturze i zwyczajach zwróciłam uwagę na wspólne czytanie w domach. Rodzina zbierała się w jednym pokoju i czytano. Wspólne czytanie było i jest obecne nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Od Biblii, poprzez beletrystykę, poezję, aż do artykułów prasowych włącznie. Podczas zaborów, wojen i okupacji deklamowano z pamięci w więzieniach, obozach, w łagrach. Słowo czytane lub deklamowane było spoiwem narodu, było przekazaniem najważniejszych prawd, które są wspólne dla nas od wielu pokoleń. Dla Polaków mieszkających poza Polską wspólne czytanie było i jest jeszcze ważniejsze. Ma jeszcze większą moc. Dlatego też w 2023 roku uznaliśmy, że warto podtrzymywać tę tradycję przez „Przytulisko Literacko-Artystyczne”. Bo w Przytulisku staramy się przytulać za pomocą słowa. Po Elizie Orzeszkowej i Juliuszu Słowackim, w tym roku czytać będziemy utwory Jana Kochanowskiego. Już dziś zapraszam wszystkich wielbicieli polskiej literatury do SWAP-u, 119 East 15th Street w Nowym Jorku. Rozpoczynamy w sobotę, 6 września o godzinie 11:45. Wśród czytających zobaczymy wielu znanych w środowisku polonijnym aktorów, dziennikarzy, pisarzy, muzyków i malarzy.

Narodowe Czytanie 2023. Od lewej stoją: Krystyna Pitula, Aneta Pieróg-Sudol, Elżbieta Kieszczyńska, Izabela Pardo-Małecka, Małgorzata Olszewski

Jak odnajdujesz się w USA? Mieszkasz tu już od tylu lat i praktycznie przez cały ten czas propagujesz polską literaturę wśród Polonii. Nie tęsknisz za Polską?

Zawsze, od kilkudziesięciu już lat, Stany Zjednoczone mi się podobały. Bo co może być cudowniejszego, niż kolejne fascynujące wystawy w Metropolitan Museum of Art, spacer wzdłuż plaży, czy podziwianie nieskończenie pięknych parków narodowych? Do Polski tęsknię, nie wiem, czy można tak powiedzieć: rodzinnie. Mój brat Kuba był blisko półtora roku temu u mnie. Nie mogliśmy się nagadać. Tak więc mogę powiedzieć, że jedyną rzeczą, której mi brakuje, to codziennych, rodzinnych rozmów. Polskę mam w sercu i na półkach. Więc moja tęsknota nie ma siły gromu. Zawsze powtarzam, że mam bardzo szczęśliwe życie.

Na koniec zapytam o marzenia. Co chciałabyś jeszcze osiągnąć? I o czym marzysz?

Moje marzenia zmieniają się. Dalej mam je bardziej w sercu, niż w głowie. Dotyczą wielu spraw, wielu różnych działalności, ale wolałabym o nich nie pisać, bo a nuż się nigdy nie spełnią? Są teraz tylko moje. I niech tak zostanie.

Autor: Ella Wojczak, Polish Theatre Institute in the USA

Autor zdjęć: z prywatnego archiwum Elżbiety Kieszczyńskiej

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner