„Spotkania z Polonią podczas naszych wizyt w USA wspominam bardzo sympatycznie. Życzę Państwu wszystkiego najlepszego z okazji 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych” – mówi w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Andrzej Strejlau, były selekcjoner reprezentacji Polski, wybitny polski trener i ekspert piłkarski.
Czy w trakcie swojej bogatej kariery często bywał Pan w Stanach Zjednoczonych?
Byłem wielokrotnie – jako trener reprezentacji po prostu musiałem tam bywać, czy mi się podobało, czy nie. Graliśmy przecież mecze międzypaństwowe ze Stanami. Zresztą bywałem tam nie tylko jako trener, ale też jako wykładowca.
A jak Pan wspomina kontakty z Polonią?
Bardzo sympatycznie! Szczególnie w Chicago, gdzie pracowali moi koledzy m.in. Henio Apostel i Kazio [Kazimierz Górski], więc bywałem tam często. Naprawdę jest co wspominać. Polonia żyje swoimi sprawami – zarówno polskimi, jak i lokalnymi. To poważna społeczność, która przecież bierze czynny udział w wyborach i wpływa na to, kto i jak rządzi. To bardzo ważne. A sport łączy wszystkich.
Muszę powiedzieć, że Stany Zjednoczone to specyficzna demokracja, ale jednak państwo demokratyczne – widać to choćby po decyzjach dotyczących organizacji mistrzostw świata.
No właśnie, jesteśmy w trakcie piłkarskiego mundialu – jak Pan na ten moment ocenia turniej w USA, Meksyku i Kanadzie?
Powiem panu szczerze – jestem trochę zaskoczony i to jako zawodowy trener z niemałym przecież doświadczeniem. Byłem jednym z nielicznych polskich trenerów na dwóch igrzyskach olimpijskich, zdobyliśmy złoty i srebrny medal, byliśmy na dwóch mistrzostwach świata, gdzie zdobyliśmy medal w 1974 roku. Formalnie mówi się, że srebrny, choć my sami w kraju określamy go jako brązowy, bo zajęliśmy trzecie miejsce…
Wtedy przyznano cztery medale.
Tak, wtedy były cztery medale: złoty, pozłacany srebrny, srebrny i brązowy. I moim zdaniem to było słuszne. Dlaczego przegrany półfinalista ma być poszkodowany? To też jest wynik! My byliśmy na trzecim miejscu i sami określamy to jako brąz. Natomiast Amerykanie mają takie powiedzenie – i pan wie to lepiej niż ja – że liczy się tylko zwycięzca, a ten, kto był drugi, to ten, który przegrał. Tej mentalności pewnie nie zmienimy.
Wróćmy do tegorocznego mundialu. Odniosłem wrażenie, że nie jest Pan fanem tej imprezy. Co Pana niepokoi?
Wiele rzeczy. Po pierwsze, sam format turnieju. Jak można dopuścić do takiej nierówności szans? Jedna drużyna gra w czterozespołowej grupie z bardzo silnymi rywalami i może odpaść z trzeciego miejsca. Inna trafia na słabych przeciwników i spokojnie awansuje jako jedna z ośmiu najlepszych trzecich drużyn. To jest skandaliczne. Pan Gianni Infantino i cała FIFA mówią, że zależy im na równości szans, a tymczasem te szanse są fundamentalnie nierówne. Moje zdanie jest takie: dwie drużyny awansują z grupy, pozostałe jadą do domu. I tyle.
A jak Pan ocenia sam pomysł organizacji mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku?
To jest właśnie jeden z największych problemów. Widział Pan, jaki wysiłek muszą włożyć zawodnicy? Cztery strefy klimatyczne, olbrzymie odległości. Czytam, że drużyny muszą przyjeżdżać półtora, dwa dni wcześniej na mecz, bo mają bazę w Meksyku. W tym momencie sport przestaje być sportem.
Wielu ekspertów podnosi temat zdrowia zawodników…
To temat, który mnie bardzo niepokoi. Przypomnę Christiana Eriksena, który teraz znowu zasłabł. Pytam: czy Ci ludzie są właściwie przebadani? Te obawy nie wzięły się znikąd – FIFA za zgodą gospodarzy rozgrywa turniej w warunkach, które są fizycznie niszczące dla zawodników. Trzeba było czekać dwie godziny z powodu upałów, burze przerywają grę. Jakie mamy zabezpieczenia? Czy te mistrzostwa są bezpieczne?
Mało tego – po mistrzostwach zawodnicy wracają do klubów i już po kilku dniach grają eliminacje Ligi Mistrzów, Ligi Europy, Ligi Konferencji. Pytam: co na to komisja lekarska FIFA? Dali zgodę na takie obciążenie? To jest mordowanie zawodników – świadome i cyniczne.
Jestem również totalnie przeciwny dogrywkom. To bzdura, to niszczenie zdrowia zawodników. Za to odpowiada Pan Infantino i jego komisja lekarska. Jeśli nie potrafimy rozstrzygnąć meczu w 90 minut – trudno. Jedyna uczciwa formuła, która powinna zostać, to rzuty karne. I koniec. Jeżeli FIFA sama wycofała się z zasady złotej bramki, to najlepiej świadczy o tym, że ktoś tam myśli i potrafi dostrzec błędy. Teraz czas dostrzec błąd dogrywek.
Pomijając format fazy grupowej – podoba się Panu reforma powiększająca mundial do 48 reprezentacji?
Powie pan: to żądza sukcesu. A ja mówię: to jest żądza pieniądza. Nagrody, odznaczenia, kontrakty. Pierwotny projekt był jeszcze bardziej rozbudowany. 104 spotkania na tym turnieju, podczas gdy jeszcze niedawno były 64. Pytam poważnie: czy naprawdę mamy aż tak wiele wspaniałych drużyn na świecie? To już jest śmieszne.
A co do kolejnych mistrzostw – Portugalia, Hiszpania i Maroko dostały organizację. USA potrzebowały Kanady i Meksyku. Natomiast Arabia Saudyjska i Katar organizują je w pojedynkę. Pytam, na jakiej podstawie? To nie są przypadki. Ostatnia dekada to są tematy, którymi zajmują się służby specjalne Europy i USA – na jakiej podstawie podejmowane są te decyzje i dlaczego to, a nie inne państwo organizuje turnieje.
Ten sam pan Infantino otrzymał przecież niedawno Order Przyjaźni w Rosji i bratał się z szejkami. Nie wiem czy pan wie, ale jest powołana nowa rada 37-osobowa tzw. Rada FIFA. Oczywiście były dokonane jakieś roszady personalne i tak się wytworzyło piłkarskie Bizancjum. Przecież oni sami sobie tworzą prawo, a w Nowym Jorku i New Jersey prokuratura bada na jakiej podstawie są ustalone tak wysokie ceny biletów na mecze mistrzostw świata.
A czy jakiś piłkarz zaskoczył Pana na tym turnieju?
Szczerze? Nikt mnie nie zaskoczył. Ani pozytywnie, ani negatywnie. Ten, kto jest wielkim piłkarzem – jak Vinicius Junior – pozostaje wielkim piłkarzem. Brazylia od 2002 roku – a to już 24 lata, prawie ćwierć wieku – jest bez tytułu mistrzowskiego. Argentyna gra znakomicie, bo ma Messiego, pod którego cała drużyna chętnie się podporządkowuje.
Uważa Pan Messiego za najlepszego piłkarza w historii?
Jednego z najlepszych – tak trzeba to określać. Są zawodnicy wyjątkowi w różnych rolach, jedni jako organizatorzy gry, inni jako strzelcy, jeszcze inni łączą obie te funkcje. Messi je łączy. Widziałem, co zrobił w tym turnieju – pięć bramek w dwóch meczach, fenomenalnie. On sam decyduje o tym, jak się gra.
4 lipca Stany Zjednoczone obchodzą 250. rocznicę niepodległości. Polacy odegrali i nadal odgrywają bardzo ważną rolę w historii tego kraju.
Tak, to prawda! Z tej okazji chciałbym życzyć Polonii, wszystkim Państwu, dobrego wykonywania swoich obowiązków – każdej pracy, którą sobie wybrali. Życzę, żeby wszystko, co robią, było doceniane, bo w ten sposób budują to, na czym najbardziej powinno nam zależeć: własną rodzinę. A jednocześnie powiększają majątek i siłę kraju, w którym pracują. Wszystkiego najlepszego!
Rozmawiał: Filip Bares
Andrzej Strejlau
Urodził się 19 lutego 1940 roku w Warszawie. Były piłkarz nożny i ręczny, trener obu dyscyplin, działacz sportowy i społeczny, obecnie komentator telewizyjny.
Jako zawodnik piłki nożnej rywalizował w zespołach warszawskich (AZS-AWF, Gwardia, Hutnik i Legia II), głównie na poziomie trzeciej ligi (z krótkim epizodem w ekstraklasie). Jako trener pracował w wielu klubach z Warszawy, najdłużej w Legii (1975–1979 i 1987–1989). Pracował też m.in. na Islandii, w Grecji i w Chinach.
W latach 1989–1993 pełnił funkcję selekcjonera reprezentacji Polski w piłce nożnej (w 1974 zastępował też na tym stanowisku Kazimierza Górskiego w trzech spotkaniach).
