Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Polska

Bez emocji o JP2

20.03.2023
Kult Jana Pawła II dość niebezpiecznie zaczął ocierać się o ubóstwienie, przybierając często prawdziwie laurkową postać. Polski papież z pewnością by sobie tego nie życzył FOTO: DREAMSTIME

Nadany w Polsce przez telewizję TVN reportaż „Franciszkańska 3” oraz książka Holendra Ekke Overbeeka „Maxima culpa. Jan Paweł II wiedział” lansują tezę o tuszowaniu pedofilii przez Karola Wojtyłę, jeszcze jako metropolity krakowskiego. To dotkliwe uderzenie w polski Kościół i wizerunek wyniesionego na ołtarze papieża Polaka. Niestety, w materiałach zabrakło elementarnej rzetelności.

Tomasz Deptuła

Przy okazji uderzono również w pamięć o innym metropolicie krakowskim – kardynale Adamie Sapieże, przypisując mu homoseksualizm. Narracja została od razu podchwycona przez media krytyczne wobec Kościoła, a co jeszcze smutniejsze – budzący skrajne emocje temat stał się przedmiotem sporu politycznego i zapewne będzie jednym z motywów rozkręcającej się w Polsce kampanii politycznej. Tymczasem kwestia stosunku polskiego Kościoła do pedofilii wymaga spokojnych, historycznych badań.

DALEKO OD HISTORII

Telewizyjny reportaż czy książka pisana „pod tezę” grają przede wszystkim na emocjach. Jak do tej pory mamy do czynienia z motywowaną ideologicznie publicystyką, której trudno nie posądzać o tendencyjność.

Tymczasem historia opiera się na badaniu i krytyce źródeł – zarówno pisemnych, jak i ustnych. Bada się wiarygodność przekazów, a także ich kontekst i okoliczności. Ważna jest też zasada wykorzystania wszystkich dostępnych źródeł, a nie tylko wybiórczego cytowania wybranych pod jedną tezę materiałów.

Przy ferowaniu ocen historycy starają się unikać anachronizmów, czyli interpretacji działań ludzi według kryteriów obowiązujących obecnie, a nie w przeszłości. Historyk musi odpowiedzieć na pytanie: jak zmieniła się nasza wrażliwość na pewne zjawiska w ciągu 50-60 lat? Przecież jeszcze w latach 60., 70. czy 80. ubiegłego stulecia nie do końca zdawano sobie sprawę, jakie spustoszenia zostawia w psychice dzieci wykorzystywanie seksualne. Naukowcy długo dochodzili do konkluzji, a świadomość o katastrofalnych konsekwencjach dla psychiki ofiar powoli przebijała się do ludzkich umysłów.

W takiej sytuacji opisując domniemane tuszowanie pedofilii – czynu jak najbardziej godnego napiętnowania i potępienia – powinno się przeanalizować uwzględniając, jak na to zjawisko reagowało całe społeczeństwo w tym samym czasie.

DALEKO OD DZIENNIKARSTWA

Staranności i metodyczności nie wymaga się od dziennikarzy i publicystów, pracujących zwykle szybciej od historyków, szukających odniesień do prostych emocji i często pracujących dla mediów o bardzo wyrazistych ideologicznych konotacjach, zwykle niechętnych Kościołowi. Ale nawet przy takim uprawianiu publicystyki historycznej dziennikarz jest zobowiązany do zachowania elementarnej uczciwości, aby spróbować przedstawić ujawniane zachowania w odpowiednim kontekście.

Tymczasem publicyści atakujący św. Jana Pawła II nie zauważają, jak stopniowo i głęboko zmieniała się wrażliwość społeczna na przestępstwa na tle seksualnym w ostatnich dekadach. Jak malało przyzwolenie na przymykanie oczu na pedofilię, gwałty i przemoc w rodzinie. Nie można oceniać wydarzeń (o ile w ogóle mamy do czynienia z udowodnionymi faktami) abstrahując od kontekstu społecznego czy kulturowego. Autora „Maxima culpa”, wychowanego na Zachodzie, trudno też podejrzewać o gruntowną znajomość różnic w działalności komunistycznej bezpieki. Nie mówiąc o takich subtelnościach, jak różnice metod pozyskiwania współpracowników oraz wymuszania zeznań w okresie stalinowskim i po 1956 roku – za czasów Władysława Gomułki, Edwarda Gierka czy Wojciecha Jaruzelskiego. Nie uwzględnia się, jak zmieniały się metody walki z Kościołem i jakich metod używano dla złamania polskiego duchowieństwa.

Historycy po obejrzeniu i przeczytaniu ostatnich publikacji przypomnieli, że nadal podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest weryfikacja dokumentów. Tymczasem autorzy bezkrytycznie wykorzystali materiały polskiej bezpieki, instytucji powołanej m.in. do walki z Kościołem, wyjmując z nich tylko fragmenty pasujące do założonych tez. Zabrakło podstawowej refleksji na temat okoliczności powstawania dokumentów komunistycznego aparatu represji, celu ich wytworzenia. I przyznania głośno, że autentyczność dokumentów nie zawsze przekłada się na ich wiarygodność.

“Musisz umiejscowić rzeczy w ich czasie. Anachronizm zawsze czyni zło. W tamtych czasach wszystko było tuszowane. Do czasu skandalu bostońskiego wszystko było tuszowane. Kiedy wybuchł skandal bostoński, Kościół zaczął przyglądać się problemowi. Od tego momentu Kościół był zawsze bardzo wierny w wyjaśnianiu spraw” – przypomniał ostatnio sam papież Franciszek. Trzeba tu dodać, że zamiatanie pod dywan było zjawiskiem powszechnym, dotyczącym nie tylko Kościoła. Przypomnijmy choćby skandal pedofilski w Niemczech, gdy u progu tysiąclecia ujawniono, że przez 30 lat przekazywano do samotnych rodziców zastępczych-pedofilów dzieci z rodzin patologicznych. Ta afera wstrząsnęła Berlinem. A skandal bostoński, który wybuchł w ostatnich latach pontyfikatu św. Jana Pawła II, spowodował, że Kościół pochylił się nad problemem pedofilii i losem ofiar molestowania. Działania zapoczątkowane przez polskiego papieża kontynuował Benedykt XVI, a po nim Franciszek.

CZCIĆ, NIE UBÓSTWIAĆ

Jest jeszcze jeden szczegół, o którym warto przypominać nawet katolikom z solidnymi podstawami teologicznymi: istnieje różnica między świętością a ubóstwieniem. Od samego początku Kościoła katolickiego święci byli ludźmi grzesznymi. Już w samej Ewangelii wybrzmiewa to bardzo mocno. Grzechy popełniają najbliżsi uczniowie i przyjaciele Jezusa. Wystarczy przypomnieć o przeszłości św. Marii Magdaleny czy zaparciu się Jezusa przez św. Piotra – a to tylko przykłady najbardziej znane. A jednak katolicy uznają ich za świętych i do nich modłą się o Boskie wstawiennictwo. Zgodnie z nauczaniem Kościoła, święty to po prostu człowiek zbawiony. I może nim zostać każdy. Święci – ci uznani oficjalnie przez Kościół i wyniesieni przez niego na ołtarze – też byli ludźmi z krwi i kości, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Tymczasem kult Jana Pawła II dość niebezpiecznie zaczął ocierać się o ubóstwienie, przybierając często prawdziwie laurkową postać. Taka forma kultu świętych jest zresztą sprzeczna z pierwszym przykazaniem. Co więcej, sam polski papież z pewnością by sobie tego nie życzył.

Jednak brutalność ataków na Kościół z jednej strony i mobilizacja do obrony świętego Jana Pawła II z drugiej sprawiają, że trudno będzie ostudzić emocje. Atmosfera nie będzie też sprzyjała działaniom, które należałoby podjąć – powierzyć sprawę naukowcom, udostępnić im archiwa i dać szansę i czas na rzetelne zbadanie problemu. Nie umniejszy to w niczym polskiemu papieżowi, który był przecież człowiekiem swojej epoki i został wyniesiony na ołtarze dzięki swojemu heroizmowi i umiejętności pokonywania słabości, nie tylko w fizycznym wymiarze.

Krytycy Kościoła katolickiego i św. Jana Pawła II w szczególności otrzymali nową broń i na pewno źle się stało, że dyskurs publiczny przybrał taki obrót. Niestety, w obecnej sytuacji trudno spodziewać się wyciszenia emocji, co oznacza, że będziemy świadkami sporów, które jeszcze bardziej podzielą Polaków. Z jednej strony będziemy mieli siły wysuwające oskarżenia, że Jan Paweł II umyślnie tuszował przypadki pedofilii, z założeniem jego złej woli. Wykorzystywać będą one argumenty ahistoryczne, licząc na zniechęcenie do Kościoła młodej generacji Polaków, niepamiętającej PRL-u i oceniającej świat według własnych kryteriów. Z drugiej będziemy mieć obóz broniący za wszelką cenę dobrego imienia papieża Polaka. I w ten sposób, zamiast pozbawionej uproszczeń i niepotrzebnych emocji historycznej debaty, będziemy pisać kolejny rozdział wojny polsko-polskiej.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE