New York, NY
52°
Sunny
7:16 am6:04 pm EST
Feels like: 48°F
Wind: 11mph NNE
Humidity: 66%
Pressure: 30.31"Hg
UV index: 0
9 am10 am11 am12 pm1 pm
54°F
55°F
57°F
59°F
61°F
SatSunMonTueWed
64°F / 46°F
68°F / 46°F
73°F / 54°F
64°F / 50°F
66°F / 54°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Publicystyka
Społeczeństwo
Wywiady
Polonia
Historia
Historia

Bezcenne archiwum dotyczące zbrodni katyńskiej

25.09.2025
Konsul generalny Mateusz Sakowicz jest pod wielkim wrażeniem zawartości "Archiwum katyńskiego"

„Moja uwaga skupiła się szczególnie na kolekcji dzienników, zbioru ‘Gońca Krakowskiego’ z wiosny 1943 roku, w którym praktycznie dzień po dniu można śledzić jak wówczas w Generalnej Guberni, czy też w Krakowie, Niemcy informowali o odkryciu miejsca kaźni i zbiorowych mogił oraz o pochówku polskich oficerów. Można też sprawdzić jakiej wówczas używali narracji i jak to prezentowali Niemcy oraz to, jak Sowieci wówczas dementowali te wszystkie fakty” – podkreśla w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” konsul generalny Mateusz Sakowicz opowiadając o zbiorach dokumentów i materiałów dotyczących zbrodni katyńskiej zgromadzonych przez Wacława Godziembę-Maliszewskiego i przekazanych niedawno do Archiwum Akt Nowych w Warszawie.

Panie konsulu, podczas procesu przygotowania „Archiwum katyńskiego”, celem przekazania go do Polski, miał Pan okazję przyjrzeć się mu bliżej i poznać jego zawartość. Jakiego rodzaju archiwalia i artefakty się tam znajdują?

Pan Wacław Godziemba-Maliszewski zbierał wszystkie materiały, w jakich posiadanie mógł wejść na przestrzeni prawie całego swojego życia, ponieważ zaczął budować tę kolekcję gdy miał 14 lat, a obecnie ma lat 77. Była to raczej pasja jego życia, a nie praca zawodowa, ponieważ z wykształcenia jest historykiem sztuki, a nie archeologiem. Dlatego też włożył wiele wysiłku, żeby te wszystkie artefakty, głównie dokumenty i zdjęcia odpowiednio odczytać. Wśród tych zbiorów są również mapy i reprodukcje zdjęć, a także dokumenty, które pierwotnie były klauzulowane. Wnioskował o ich odtajnienie do amerykańskiej administracji i udawało mu się je otrzymywać. Dużą zasługę miała w tej kwestii uprzejmość oraz pomoc ze strony prof. Zbigniewa Brzezińskiego. Tak więc na przestrzeni kilkudziesięciu lat zbierał wszystko co miało związek z kaźnią polskich oficerów, żołnierzy oraz polskiej inteligencji m.in. w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Najwięcej materiałów dotyczy zbrodni katyńskiej oraz związanego z nią kłamstwa katyńskiego. To był taki przewodni wątek jego pasji historycznej. Natomiast szczególnie interesowały go zobrazowania lotnicze, a dokładniej mówiąc zdjęcia lotnicze zrobione przez Luftwaffe w okresie od 1941 do 1944 roku, w oparciu o analizę których mógł zidentyfikować pewne wydarzenia, które tam miały miejsce.

Jakie były efekty tych analiz?

Okazuje się, że czasami potrafił stwierdzić, że coś nie mogło się wydarzyć we wskazywanym miejscu np. rozładunek transportu z oficerami, ponieważ z tych zdjęć wynikało, że rampa kolejowa była gdzieś indziej. To samo dotyczy niektórych miejsc, w których dokonywane były mordy, czy też grzebane były ofiary. Wynika to z obserwacji ziemi z powietrza, skąd było widać pewne „rany” ziemi, czy to wgłębienie w terenie, nasyp, czy też młodnik względem starodrzewia. Poświęcił ogrom pracy na analizę tych zdjęć. Gdy w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku temat zbrodni katyńskiej mógł w pełni uczciwie zaistnieć w polskiej narracji, w publicystyce i historiografii, pan Wacław opublikował książkę „Interpretacja zdjęć lotniczych Katynia w świetle dokumentów i zeznań świadków”, zawierającą szereg reprodukcji zdjęć i stanowiącą bardzo precyzyjną analizę, o której wspomniałem. Mimo że od 1995 roku minęło sporo czasu, kolejne 30 lat, to kontynuował swoją pasję. W jego kolekcji, bo zbiory te są o wiele szersze, niż tylko tematyka katyńska, są także publikacje i książki w rozmaitych językach, także w takich, których nie zna, ale dla całości tego zbioru ma to określone i bardzo istotne znaczenie. Zweryfikowali to nasi archeologowie, naukowcy archeologii współczesnej, z dwóch uniwersytetów. Ich rola w całym tym procesie była niesamowicie istotna, ponieważ gdyby nie ich praca i pasja, a także ich kontakt z panem Wacławem sprzed ponad dekady, to nawet nie wiedzielibyśmy o istnieniu tej kolekcji. Mówię o pani profesor Annie Zalewskiej z Uniwersytetu Łódzkiego oraz panu profesorze Grzegorzu Kiaryszu z Uniwersytetu Szczecińskiego. Oni zweryfikowali wartość tych zbiorów od strony merytorycznej.

„Archiwum katyńskie” to zbiór artefaktów i archiwaliów zgromadzonych przez Wacława Godziembę-Maliszewskiego w ciągu kilkudziesięciu lat / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Na co Pan zwrócił szczególną uwagę?

Moja uwaga skupiła się szczególnie na kolekcji dzienników, zbioru „Gońca Krakowskiego” z wiosny 1943 roku, w którym praktycznie dzień po dniu można śledzić jak wówczas w Generalnej Guberni, czy też w Krakowie, Niemcy informowali o odkryciu miejsca kaźni i zbiorowych mogił oraz o pochówku polskich oficerów. Można też sprawdzić jakiej wówczas używali narracji i jak to prezentowali Niemcy oraz to, jak Sowieci wówczas dementowali te wszystkie fakty. Tę kolekcję „Gońca Krakowskiego”, oryginalnych gazet z okresu okupacji, i to w dodatku kolejnych numerów z każdego dnia, udało się panu Wacławowi kupić na jakiejś aukcji. Z innych publikacji znajdujących się w jego kolekcji można się dowiedzieć o sowieckich próbach zakłamywania i mistyfikowania rzeczywistości, zatajania prawdy. Myślę, że dla historyków specjalizujących się w dziedzinie związanej z drugą wojną światową jest to bezcenny i w dodatku całościowy zbiór. Poza tym pan Wacław obdarował nas także specjalistycznym sprzętem do analizy zdjęć lotniczych, co stanowiło sedno jego pracy badawczej. Mimo że nie jest wykształcony w tej dziedzinie, doszedł w tym do ogromnej perfekcji i profesjonalizmu.

Czyli śmiało można powiedzieć, że nie jest on tylko kolekcjonerem archiwalnych dokumentów, ale także ekspertem i naukowcem.

Oczywiście, że tak. To nie było tylko zbieranie dla samego zbierania. To było bardziej kolekcjonowane materiałów, aby następnie poddać je dokładnej analizie. Mało tego, on nadal pracuje nad swoimi pewnymi ustaleniami i teoriami. Mogę zdradzić, że ma także w planach publikację kolejnego artykułu w tej dziedzinie. Miejmy nadzieję, że zdrowie pozwoli mu go sfinalizować i że efekt jego analiz ujrzy niedługo światło dzienne.

Komu te zbiory zostaną przekazane?

Kilka różnych instytucji krajowych było zainteresowanych tą kolekcją, jednak nasi zaprzyjaźnieni, wspomniani wcześniej archeologowie ustalili, że Archiwum Akt Nowych będzie dla niej najbardziej właściwym miejscem. Ważne jest, żeby ten zbiór całościowo trafił do naszego kraju, bo jest to bezcenna spuścizna i stanowi źródło wiedzy dla współczesnych archeologów i historyków. A ten temat jest szalenie aktualny, ponieważ rok 2025 został ustanowiony przez polski Sejm Rokiem Polskich Bohaterów z Katynia, Charkowa, Miednoje, Bykowni i innych miejsc, co ma związek z 85. rocznicą zbrodni katyńskiej.

Czyli te dokumenty świadczą o tym, że właściwie tuż po dokonaniu tych zbrodni było wiadomo, że były one dziełem Rosjan. 

Absolutnie tak. Natomiast musimy też być świadomi, że osoby starsze, nasi rodzice i dziadkowie, doskonale wiedzą, że wówczas było to owiane pewną tajemnicą, ponieważ za mówienie o Katyniu w czasach PRL można było trafić do więzienia. Nawet jeszcze po transformacji systemowej i odzyskaniu przez Polskę pełnej niepodległości też były różne zwroty związane z podejściem Moskwy do tego tematu. Teraz mamy ewidentny regres i znowu jest próba zakłamywania prawdy o zbrodni katyńskiej. Był taki moment po rozpadzie ZSRR, gdzie Kreml przyznawał się i nie uciekał od tej odpowiedzialności, chociaż wskazywał nie na tych współdecydentów, co powinien. Natomiast teraz ewidentnie putinowska polityka prowadzi – i to po raz wtóry – do mistyfikowania i pewnego wynaturzania historii. Dlatego tym bardziej ważne jest, żeby o tych kwestiach przypominać.

Wacław Godziemba-Maliszewski był bardzo dumny z otrzymanego wyróżnienia – odznaczenia Bene Merito / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Jak doszło do tego, że pan Wacław zdecydował się zbiory swojego życia przekazać do Polski?

Nie wiem jakie bezpośrednio refleksje mu towarzyszyły, natomiast myślę, że z jednej strony było to zaufanie do naszych partnerów akademickich, którzy podeszli z należytą atencją i szacunkiem dla jego dorobku. Z drugiej strony myślę też, że kierowała nim świadomość, że niestety nikt z nas nie jest wieczny i że dobrze będzie, jeśli te materiały będą służyły Polsce i polskim naukowcom, będą też służyły pamięci o oficerach, a także żeby nie był to zbiór, który cieszy wyłącznie jego oko. Przy tej okazji muszę podkreślić, że byłem wraz z innymi konsulami w jego domu w Connecticut i widziałem te zbiory na półkach. Gdy je później spakowaliśmy, to faktycznie została na tych regałach ogromna pustka. Jednocześnie myślę, że pan Wacław miał też pewną satysfakcję z tego, że to dobro będzie teraz służyło szerszemu ogółowi. Taka właśnie była jego motywacja. Muszę też dodać, że już wcześniej, bo w latach dziewięćdziesiątych współpracował on z naszymi badaczami i różnymi podmiotami, a Polska miała już wówczas świadomość jego pracy i dorobku. On z kolei składał wizyty w naszym kraju i przekazał wiele cennych informacji m.in. polskiej prokuraturze, co miało szalenie istotny wpływ na dochodzenie do prawdy. Tak więc nie jest on osobą znikąd. Może przez ostatnie dwie dekady nic nie publikował, chociaż pracował nad tymi materiałami, ale – tak jak wspomniałem – zapowiada publikację swojego kolejnego artykułu, oby jak najszybciej.

Czyli nikt go nie namawiał, żeby te zbiory katyńskie przekazać do Polski.

Nie, absolutnie nie. Natomiast naszą rolą jest służyć wsparciem, jeśli taka wola się pojawia. W momencie, kiedy rozmaite artefakty, zbiory, czy materiały się pojawiają, a ich właściciele chcą je przekazać do Polski, możemy im pomóc i ułatwić znalezienie odpowiedniego miejsca. Natomiast taka wola absolutnie musi wyjść od darczyńcy i tak też było w przypadku pana Wacława. To była wielomiesięczna współpraca z nim oraz z gronem profesorów. Od początku tego roku wspólne się spotykaliśmy i byliśmy w stałym kontakcie.

Kto będzie mógł z tych zbiorów korzystać, gdy już trafią już do Archiwum Akt Nowych w Warszawie? Czy będą ogólnodostępne i czy może zostaną w jakiś sposób wyeksponowane, pokazane publiczności?

Zbiory te będą udostępniane zainteresowanym na takich samych zasadach jak inne materiały, które tam się znajdują, oczywiście po wcześniejszym złożeniu wniosku z prośbą o dostęp do nich. Natomiast jeśli chodzi o wystawę, to pewnie przy różnych ważnych wydarzeniach i rocznicach, np. związanych z 17 września, zbiory te będą w jakiś sposób wyeksponowane. Poza tym profesorowie na pewno dopilnują, żeby proweniencja zbiorów, czyli wskazane na ich pochodzenie, również było podkreślone.

Wicepremier Radosław Sikorski i konsul generalny Mateusz Sakowicz wraz z darczyńcą Wacławem Godziembą-Maliszewskim oraz dyplomatami i pracownikami konsularnymi uczestniczącymi w ceremonii przekazania „Archiwum katyńskiego” / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Miał Pan okazję widzieć to wszystko z bliska, być może nawet dotknąć niektórych artefaktów. Jakie znaczenie – Pańskim zdaniem – ma ta kolekcja dla polskiej historii?

Fachowcy mówią, że ma ona wymiar merytoryczny, dydaktyczny i społeczny. Ja myślę, że w związku z tym ma kolosalne znaczenie, bo zbiory dopełniają naszą wiedzę odnośnie do tego, co działo w 1940 roku i później w miejscach kaźni polskich oficerów i elity intelektualnej. Poza tym, takich materiałów jest skończona ilość, tak jak wszystkich innych pamiątek. Z każdym rokiem pewnie będzie coraz trudniej do nich dotrzeć z uwagi na fakt starzenia się osób, które są w posiadaniu rozmaitych artefaktów, również tych, które mogły do Stanów Zjednoczonych dotrzeć np. wraz z amerykańskimi żołnierzami. Myślę tu o szerszym kontekście, również o zrabowanych zbiorach z Polski. Obecnie mamy pewne okno czasowe, w którym osoby starsze mające dostęp do takich rzeczy mogą chcieć je przekazać gdzieś dalej, żeby nie wylądowały w przysłowiowej piwnicy czy też nie zostały spieniężone przez młodsze pokolenia, które mogą nie identyfikować znaczenia podobnych pamiątek i obiektów. Tak więc osoby świadome wartości swojej kolekcji, które chcą uniknąć takiej sytuacji, mogą przekazać je do archiwów krajowych, tak by historycy oraz inni zainteresowani mogli z nich korzystać oraz powoływać się na materiały źródłowe w swoich pracach badawczych i analizach. My zawsze w takich sytuacjach będziemy podchodzić do takich zbiorów z odpowiednią atencją i pomożemy w przekazaniu ich do różnych archiwów w naszym kraju. 

Czy wiadomo skąd u pana Wacława pojawiło się zainteresowanie Katyniem oraz wojennymi zbrodniami sowieckimi? Czy ktoś z jego rodziny tam zginął?

Najważniejszy wpływ miał fakt, że kuzyn jego ojca zginął w Kozielsku, o czym pan Wacław dowiedział się mając 14 lat. Na pewno duże znaczenie miały także wspomnienia jego ojca, który w czasie drugiej wojny światowej służył w marynarce wojennej i pływał na ORP Błyskawica osłaniając konwoje na Atlantyku. Poza tym miał on ogromną pasję do historii, bo z jednej strony zajmował się nią zawodowo, jako historyk sztuki, a z drugiej dodatkowo uzupełniał wiedzę związaną z drugą wojną światową. 

Państwo Polskie nie pozostało obojętne na ten piękny gest pana Wacława związany z jego „Archiwum katyńskim”. Podczas uroczystego przekazania tych zbiorów, co miało miejsce 5 września w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku, został on uhonorowany medalem. Co to było za odznaczenie?

Wicepremier Radosław Sikorski zdecydował o uhonorowaniu pana Wacława odznaczeniem Bene Merito. Jest ono przyznawane przez ministra spraw zagranicznych za szczególne zasługi dla Polski oraz za działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Myślę, że pan Wacław był z tego powodu bardzo szczęśliwy, że poczuł zasłużoną satysfakcję ze swojego gestu oraz docenienie i dostrzeżenie ze strony Polski, co jest dla nas bardzo istotne.

Rozmawiał Wojtek Maślanka

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE