Bogusław Kaczmarek uważa, że polscy piłkarze mogli uzyskać lepsze wyniki w spotkaniach Ligi Narodów z Bośnią i Hercegowiną (0:0) oraz Szwecją (1:3). – Oba mecze były do „uratowania». Ze Szwecją popełniliśmy wiele prostych błędów i przegraliśmy walkę w powietrzu — ocenił szkoleniowiec.
– Czekaliśmy na te mecze, miało być „radujmy i weselmy się», tymczasem nastroje są minorowe. W satyrycznej audycji radiowej „60 minut na godzinę» i skeczu „Kulisy srebrnego ekranu» Marian Kociniak zawsze pytał na wstępie: „Momenty były?». Możemy powiedzieć, że w obu spotkaniach momenty były, ale bardzo szybko się skończyły – powiedział PAP Kaczmarek.
Popularny „Bobo» jest zdania, że w tych spotkaniach biało-czerwoni mogli osiągnąć lepsze rezultaty.
– Oba meczu były do „uratowania». W drugiej połowie konfrontacji z Bośniakami mieliśmy większe posiadanie piłki, wydawało się, że mamy grę pod kontrolą i wystarczy tylko wepchnąć piłkę do siatki. Zabrakło właśnie języczka u wagi w postaci skutecznego strzału – ocenił.
76-letni szkoleniowiec przekonuje, że w poniedziałkowej potyczce ze Szwecją Polacy popełnili zbyt wiele prostych błędów, które rywal potrafił wykorzystać.
– Po objęciu prowadzenia gospodarze stanęli, mieliśmy wówczas 20 minut bardzo dobrej gry i należało wtedy strzelić gola. A okazje ku temu były wyborne. Od wielu lat jednak powtarzam, że największym mankamentem polskiej piłki jest głowa. I można to interpretować na wiele sposobów – zaznaczył.
Według asystenta Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski o porażce biało-czerwonych zadecydowały te same elementy jak w przegranym 2:3 w marcu decydującym meczu barażowym o awans do mistrzostw świata.
– Po pierwsze były to stałe fragmenty, a także oskrzydlanie akcji oraz główkowe pojedynki. Rywale rozbijali w powietrzu naszą defensywę, nie mogliśmy sobie poradzić głównie z Viktorem Gyokeresem. A i tak mieliśmy szczęście, że w Szwecji zabrakło kontuzjowanego Alexandra Isaka – zauważył.
To właśnie Gyokeres w obu spotkaniach „zamknął wynik» wykazując się najlepszą orientacją i ustawieniem w polu karnym. Wykorzystał także błędy i niezdecydowanie polskich defensorów.
– Teraz przy trzeciej bramce dla gospodarzy Wiśniewski za wcześnie otworzył spadochron, piłka znalazła się nad czaszą i Gyokeres musiał tylko dostawić nogę. W ten sposób rozwiał nasze nadzieje na korzystny wynik. Zresztą wiele sytuacji bramkowych i same gole były w obu spotkaniach bliźniacze – podkreślił.
W poniedziałek Wiśniewski zastąpił w obronie Kacpra Potulskiego, natomiast według Kaczmarka należało młodemu piłkarzowi FSV Mainz dać drugą szansę, tym bardziej że ma niespełna 19 lat i nie powinien mieć problemów z regeneracją po piątkowym spotkaniu z Bośnią.
– Potulski, który pierwsze kroki stawiał w Lechii Gdańsk, ma doskonałe warunki fizyczne. Lepsze od taty-koszykarza Bartosza, którego pamiętam z czasów gry w Treflu Sopot. Do tego prezentuje świetny timing w odbiorze piłki, natomiast poprawy wymaga wprowadzenie piłki do gry, ale nad tym można popracować. Na pewno jest to zawodnik, podobnie jak trochę starszy Wiktor Nowak, na którym można i należy zawiesić oko — dodał.
Gdański szkoleniowiec ocenił, że selekcjoner Jan Urban mógł dokonać zdecydowanie lepszych personalnych wyborów. Dotyczy to zwłaszcza wystawienia w meczu z Bośnią po lewej stronie defensywy Jakuba Kiwiora, który w niczym nie przypominał zawodnika występującego w Porto.
– To były dwie różne osoby. Moim zdaniem należy Kiwiora ustawiać razem z Bednarkiem, z którym doskonale współpracuje w ekipie lidera ligi portugalskiej. Trenerzy popełniają często taki błąd, że próbują znaleźć inne miejsce dla większości dobrych piłkarzy. I kończy się tym, że robisz komuś dobrze, ale jednocześnie robisz źle sobie. A wystawienie Tymoteusza Puchacza to była odważna nadinterpretacja jego przydatności w meczu ze Szwecją – skomentował.
Kaczmarek ma także problemy ze zdefiniowaniem postawy Piotra Zielińskiego.
– On jest dla mnie zagadką. Ma przebłyski geniuszu, aby następnie zniknąć i przez pewien czas nie można go znaleźć na boisku. A kiedy przycisnęliśmy w pierwszej połowie Szwecję, to właśnie Zieliński był motorem napędowym reprezentacji – podsumował.
W piątek o godz. 20.45 polscy piłkarze w trzecim spotkaniu grupy B4 Ligi Narodów podejmą w Warszawie Rumunów. (PAP)
md/ pp/