New York
46°
Sunny
7:04 am4:28 pm EST
7mph
33%
30.26
TueWedThu
57°F
57°F
55°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Opinie i Analizy

CZY MONARCHIA SIĘ ZROŚNIE?

19.09.2022
Zwłaszcza w swoich starszych latach królowa Elżbieta wykreowała instytucję korony na coś w rodzaju przylądka nadziei i stałości w świecie, gdzie wszystko staje się coraz bardziej niestałe i rozmyte FOTO: PAP

Nie trzeba być Brytyjczykiem, żeby zrozumieć znaczenie instytucji, jaką była królowa Elżbieta II. Nie tylko w życiu Brytyjczyków, w pewnym sensie całego świata. Instytucją, której – w pewnym sensie! – wszyscy potrzebowaliśmy.

Eliza Sarnacka-Mahoney

„Już umarła? Kiedy? Teraz podali? Ale na pewno? Na pewno już? Przed chwilą? A co ty się tak ekscytujesz, Brytyjką jesteś?” – głosy przekrzykiwały się i nakładały na siebie. Niedowierzanie, szok, ironia, podśmiewajki – melanż doskonały.

Informacja o śmierci królowej zastała mnie i Starszą w poczekalni u ortopedy, pomieszczeniu przepierzonym od stanowiska personelu tylko cienkim parawanem. Czekałyśmy na wyniki prześwietlenia stopy Starszej, które miały, używając własnych słów mojej córki, odmienić jej życie. Noga w gipsie przez wakacje każdemu da się we znaki. Starsza złamanie miała paskudne, bo w stopie, i zalecenie, by przez długie tygodnie nawet nie myśleć o tym, aby próbować używać tej stopy w jakimkolwiek stopniu. Ryzyko, że kość nie zrośnie się tak powinna i trzeba będzie poddać ją operacji, lekarz ocenił na 30 procent. Przez półtora miesiąca Starsza woziła się więc wszędzie medycznym skuterkiem, przez następne dwa tygodnie kuśtykała w ortopedycznym bucie rozsiewając wokół siebie żal i złość na cały świat, ale i złote mądrości w stylu „nie wiesz, co masz, dopóki tego nie stracisz”.

Z lamentu koleżanek na wieść o zgonie brytyjskiej monarchini najbardziej podśmiewała się pielęgniarka, która chwilę potem przyszła zawołać nas z powrotem do gabinetu.

– No i królowa odeszła – zagadnęłam ją pociągając nosem.

 Wzruszyła ramionami, jasny znak, że temat w ogóle ją nie obchodzi. Zmierzyła Starszej ciśnienie i wyszła. Starsza niemal zapowietrzyła się z oburzenia.

– Płaczesz? No nie wierzę.  Po takim przeżytku?

– Uważaj na słowa – ostrzegłam ją.

 – No nie mów mi, że jesteś za monarchią. W dzisiejszych czasach! Świat na niczym nie stracił, że odszedł kolejny symbol kolonializmu, opresji i niezasłużonych przywilejów. Oh boy, oh boy, no któż teraz będzie jeździł złotą karetą po Londynie! – Starsza nie miała zamiaru zamilknąć.

 – Sama wymyśliłaś tę karetę?

 – Nie. Już krąży po internecie – Podsunęła mi pod nos telefon z asortymentem królewskich, a raczej antykrólewskich memów i kilku całkiem świeżych screenshotów. Na jednym z nim wymiana tweetów między oddziałami Domino’s Pizza. DP UK: „Przyłączamy się do żałoby po śmierci królowej”. DP Irlandia: „My się nie przyłączamy”.

Nadejście lekarza przerwało nasze tête-à-tête. Wieści były bardzo dobre. Stopa się zrosła, można już nawet było zrzucić but, choć o korzystaniu z ostatków dobrej pogody w górach, a nawet na szlakach po mieście wciąż nie było mowy. Starszą czekał teraz okres przejściowy pod znakiem rehabilitacji, który jednak, na co zwrócił uwagę lekarz, może okazać się kluczowy dla reszty jej życia.

– Gdy wracamy do sprawności i robimy to świadomie, dajemy sobie szansę, po pierwsze, na lepsze poznanie własnego ciała, po drugie, na reset w całym naszym systemie ruchu i myślenia o ruchu. Mamy okazję zbudować od podstaw nowe, zdrowe nawyki w zgodzie z naszymi możliwościami i wydolnością! – wyjaśnił.

 W drodze powrotnej do domu wróciłyśmy do najważniejsza newsa dnia.

– Jest mi przykro, bo nie lubię, gdy wysycha źródło, które dawało nadzieję – oczy wciąż mi się moczyły, a tu na dodatek radio emitowało „Everybody’s Changing” mojego ulubionego bandu Keane.  

– Angielska królowa dawała ci nadzieję? Na co? Na lepszy, sprawiedliwszy świat, gdzie wszyscy żyją w tej samej rzeczywistości? – Starsza znów nie posiadała się z oburzenia.

Słusznie. Musiałabym chyba mieć rebound covida i znów gorączkę ponad 40 st. C, żeby śniły mi się takie rzeczy.

– Jak tak to ujmujesz, to oczywiście nie. Ale ja patrzę na to inaczej. Dla mnie ta osoba była instytucją. Instytucja to autorytet, a autorytet to wiedza i, jakkolwiek to zabrzmi, nadzieja. Nadzieja, która ma to do siebie, że broni się rękami i nogami, żeby nie umrzeć. I chwała jej za to. Nadzieja, że w chwilach naszej największej słabości istnieje ktoś, kto być może wie lepiej. A nawet jeśli nie wie i też nie ma pojęcia, jak rozwiązać problem, może przynajmniej będzie potrafił znaleźć właściwe słowa, jak skutecznie pocieszyć i wesprzeć. Pomyśl tylko, każdy przywódca, o którym historia mówi, że był „wielki”, zawdzięcza ten chlubny przydomek temu, że w pewnym momencie zyskał status instytucji. Udało mu się przekonać ludzi, że otaczający ich chaos przestanie być chaosem, jeśli wyznaczą sobie cel i skupią siły na jego realizacji. I to jest druga nieoceniona funkcja każdej instytucji. Kreowanie w ludziach poczucia wspólnoty i wspólnego interesu. Jeśli cele służą ludziom, a nie ambicjom dyktatorów, służą pokojowi i rozwojowi.

– Wow – Starsza pokręciła głową, ale nie odmówiła sobie sarkazmu. – Ty weź napisz o tym książkę. A może przypomnieć ci, dlaczego Irlandczycy nie przepadają za Windsorami? „Sąsiedztwo brytyjskiej korony to dla Irlandczyków jak sąsiadować z ludźmi, którzy kochają klownów, tylko że ci klowni zamordowali twojego dziadka” – „Irish Times” – Starsza wsparła się materiałem z internetu.

– Myślisz, że Elżbieta II popierała te zbrodnie?

– Szczerze to myślę, że nie, ale ich nie powstrzymała.

– Mogła powstrzymać?

– Nie wiem.

– Struktura współczesnej brytyjskiej państwowości wskazuje, że raczej nie, ale pewności nie mamy. Punkt dla ciebie. Za to mamy pewność, że w wielu krytycznych dla świata momentach ta instytucja potrafiła zachować się jak latarnia morska w czasie burzy. Zwłaszcza w swoich starszych latach Elżbieta wykierowała instytucję korony na coś w rodzaju przylądka nadziei i stałości w świecie, gdzie wszystko staje się coraz bardziej niestałe i rozmyte.

– No dobra, w tym coś jest – zastanowiła się Starsza. – Ale, żeby było jasne. Nie jestem zachwycona, że jesteś monarchistką.

– Może jestem, może nie jestem. Pierwsza powiem, że jeśli korona ma przetrwać, musi się poważnie ogarnąć i zainwestować w mnóstwo zmian.

– No to zupełnie jak ja z moją nogą! – dostrzegła podobieństwo moja córka.

– A żebyś wiedziała! – podchwyciłam jej pomysł. – Śmierć królowej to jak otwarte złamanie. Szok i ból. Na razie trzeba się skoncentrować na tym, żeby wszystko pozbierać do kupy, czyli przez jakiś czas gips, moduł przetrwania i niepewność. Ale za jakiś czas, gdy przyjdzie właściwy moment –rekonwalescencja pod znakiem nowych wyborów. Jak to powiedział twój lekarz? Które mogą się okazać kluczowe dla całej przyszłości. I wisienka na torcie, twoje własne odkrycie z ostatniego czasu: nie wiesz co masz, dopóki tego nie stracisz!

Dojechałyśmy do domu. Starsza powolutku wytaszczyła się z auta.

– No i dałaś mi do myślenia – oznajmiła.  

– Chyba o to w życiu chodzi?

– O to, o to. Ale nie zapominajmy, że również o to, by chodzić w ogóle! – westchnęła i poruszając się, jakby stąpała po rozbitym szkle, zaczęła wspinać się po schodach.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY