New York, NY
66°
Sunny
7:11 am6:10 pm EDT
Feels like: 66°F
Wind: 7mph NE
Humidity: 44%
Pressure: 30.32"Hg
UV index: 2
5 pm6 pm7 pm8 pm9 pm
66°F
63°F
61°F
59°F
57°F
TueWedThuFriSat
70°F / 50°F
64°F / 48°F
70°F / 48°F
61°F / 43°F
64°F / 45°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wiadomości
Ameryka
Polonia

Dramat Polki w więzieniu ICE

25.03.2026

W ostatnim czasie nasiliły się akcje i naloty agentów służb imigracyjnych oraz aresztowania osób podejrzanych o nielegalny pobyt w Stanach Zjednoczonych. Dotyka to także naszych rodaków, mających nieuregulowany status lub będących w trakcie załatwiania formalności prawnych. Na szczęście nie każde aresztowanie kończy się deportacją i zdarzają się przypadki, że niektórzy zatrzymani po dodatkowych wyjaśnieniach otrzymują zielone karty. Niestety, każda tego typu sytuacja powoduje u nich oraz ich rodzin ogromny stres i traumę.

Pani Mariola została aresztowana przez oficerów Immigration and Customs Enforcement (ICE) w Urzędzie Imigracyjnym podczas rozmowy dotyczącej zielonej karty, którą miała otrzymać z uwagi na małżeństwo z Amerykaninem. Właściwie była na ukończeniu tego procesu. Posiadała już przyznany numer Social Security oraz pozwolenie na pracę, a na swoim koncie nie miała żadnych kar i wykroczeń. W dodatku z amerykańskim mężem mają już wspólne dzieci.

Do zdarzenia doszło w kwietniu ub.r. w jednej z miejscowości w stanie New Jersey. Gdy wraz z mężem była już w urzędzie, to w pewnym momencie do środka weszli agenci ICE, podeszli do niej i powiedzieli, że „przesiedziała” wizę, i w związku z tym muszą ją aresztować. W ten sposób dla niej i jej rodziny zaczął się traumatyczny okres, trwający dwa miesiące. Tyle czasu nasza rozmówczyni spędziła w areszcie w kilku ośrodkach detencyjnych, po czym udało się jej wyjść na wolność, złożyć dodatkowe wyjaśnienia i uzyskać tzw. ułaskawienie związane z tzw. przesiedzeniem wizy. Aktualnie czeka na ostatni dokument legalizujący jej pobyt – na zieloną kartę.

ŻYCIE W ARESZCIE

Po zatrzymaniu przez oficerów ICE pani Mariola najpierw trafiła do lokalnego ośrodka detencyjnego, z bardzo małym, kilkuosobowym pomieszczeniem, gdzie dokonano pierwszego przesłuchania, podczas którego jej wszystkie dane ostały wprowadzone do systemu komputerowego. Spędziła tam kilka godzin, po czym została przewieziona to tzw. ośrodka procesyjnego w jednym z dużych miast w New Jersey. Tam też spotkała osoby, które również w podobnych okolicznościach zostały zatrzymane przez ICE. Wszyscy byli poddani kolejnym przesłuchaniom przez urzędników imigracyjnych.

„Podczas rozmowy starałam się wyjaśniać im moją sytuację. Podkreśliłam, że mój mąż jest Amerykaninem, oraz że uważam, że nie powinnam być aresztowana, ponieważ mój proces legalizujący pobyt dobiegał końca i najprawdopodobniej zostałam zatrzymana przez pomyłkę. Oczywiście zachowywałam się bardzo spokojnie i z grzecznością odnosiłam do urzędników. Oni wtedy dwukrotnie pozwolili mi zadzwonić do męża, o co także poprosiłam” – wspominała pani Mariola. Zwróciła też uwagę, że mimo iż w ośrodku tym jest możliwość skorzystania z telefonu, to jednak wcale nie oznacza, że urzędnicy poinformują o tym osobę zatrzymaną, czy też udostępnią jej telefon. To wszystko zależy od ich nastroju, a przede wszystkim od zachowania przesłuchiwanej osoby.

„Zawsze, zarówno tam, jak i w kolejnych miejscach, do których trafiłam, starałam się o takie rzeczy prosić pracujących tam mężczyzn. Z doświadczenia wiem, że kobiecie łatwiej jest przekonać mężczyznę niż kobietę, i na odwrót” – dodała nasza rozmówczyni. W kontakcie z urzędnikami pomogła jej także dobra znajomość języka angielskiego, dzięki czemu chętnie z nią rozmawiali, tym bardziej, że zdecydowana większość zatrzymanych praktyczne nie komunikowała się, lub bardzo słabo mówiła w tym języku. Podkreśliła również, że rodzina i bliscy osoby aresztowanej przez ICE muszą być przygotowani na to, że przez pierwsze trzy dni może nie być z nią żadnego kontaktu, nawet jeśli uda się im zlokalizować miejsce jej pobytu. To jest okres, w którym wszystkie dane dotyczące osoby aresztowanej są wprowadzone do systemu ewidencyjnego, a ona przewożona jest do ośrodka detencyjnego, w którym najprawdopodobniej spędzi czas do ostatecznego zakończenia procesu i jej deportacji lub wyjścia na wolność.  

W centrum procesyjnym pani Mariola spędziła trzy dni. Umieszczono ją w sali, w której było już kilkudziesięciu zatrzymanych. Była tam jedyną białą osobą, a wśród współosadzonych, gdzie dominowali Latynosi, nie brakowało ludzi bardzo dziwnie i agresywnie się zachowujących, najprawdopodobniej uzależnionych od narkotyków. Warunki mieszkalne były tam bardzo surowe. Do dyspozycji były trzy otwarte toalety, oddzielone niewielkim murkiem i betonowe prycze, na które nakładali tylko cienkie, termalne koce pokryte folią aluminiową. Jedzenie – jak stwierdziła – „było podłe i prawie niestrawne”, a do picia mieli – na szczęście – butelkowaną wodę mineralną, której czasem było więcej, a czasami mniej. To było dla niej trudne i traumatyczne przeżycie.

Zresztą podobnie było w kolejnym miejscu, do którego później trafiła. A było ono zlokalizowane w odległym stanie. Do kolejnego ośrodka detencyjnego została przewieziona w bardzo trudnych warunkach. W ciasnym samochodzie stłoczonych było kilkanaście osób. Wszyscy byli skuci kajdankami założonymi zarówno na ręce, jak i na nogi – i tak jechali przez prawie cały dzień. Pot lał się z nich, jakby wyszli spod prysznica.

„Gdybym wiedziała, że klimatyzacja nie będzie w nim dobrze działała, to zabrałabym ze sobą przynajmniej dwie butelki wody. Miałam tylko jedną, która w dodatku wypadła mi z ręki na podłogę i poturlała się gdzieś pod siedzenie. Długo musiałam czekać, aż znów pojawi się w zasięgu moich nóg i wtedy jakoś piętami udało mi się ją przybliżyć i podnieść tak, że w końcu złapałam ją ręką i mogłam się napić” – opowiadała nasza rozmówczyni.

Po dojechaniu do miejsca docelowego, do ośrodka detencyjnego, w którym później spędziła dwa miesiące, znów wszyscy musieli przejść proces rejestracji i wprowadzenia ich danych do wewnętrznego systemu. Później było spotkanie z lekarzem, który każdego musiał odpowiednio zbadać, aż w końcu otrzymali kolorowe kombinezony. Do tego momentu byli ubrani w to co mieli na sobie w trakcie aresztowania. Kamizelki mały pięć kolorów: żółty, zielony, niebieski, pomarańczowy i czerwony.

„Ja dostałam żółty, który informował, że należę do grupy z najniższym poziomem niebezpieczeństwa z mojej strony. Później jest niebieski oznaczający drobne wykroczenia, niezapłacone mandaty itp., następnie zielony, pomarańczowy i czerwony. Każdy kolejny oznacza większe przewinienia ludzi zatrzymanych, natomiast najbardziej niebezpieczne osoby noszą kolor czerwony” – wyjaśniła pani Mariola. W związku z tym, że na sali mieszkało około stu osób to urzędnicy pracujący w tym ośrodku starali się tak wszystkich ustawić, żeby obok siebie były osoby w podobnym kolorze kamizelek lub wyższym o jeden poziom.

Wtedy też do depozytu oddaje się wszystkie prywatne rzeczy jakie osoba zatrzymana ma przy sobie. Podpisuje się specjalny protokół zdawczo-odbiorczy i wszystko jest tam przetrzymywane, aż do momentu opuszczenia ośrodka lub deportacji. Otrzymuje się również specjalne plastikowe skrzynki, w których jest m.in.: jakieś ubranie, bielizna, ręczniki, koc, a nawet kurtka, bowiem wewnątrz hali, na której się śpi i właściwie prowadzi codzienne życie, jest bardzo zimno.

Przy okazji odbioru ubrania dobrze jest poprosić o numer konta i dostępu do telefonów, które tam są, a także do tabletów, żeby móc z nich korzystać. Dzięki nim można m.in. kontaktować się z rodziną lub znajomymi. Niestety, nie we wszystkich ośrodkach detencyjnych jest taka możliwość. W tych dwóch pierwszych, w których w sumie pani Mariola spędziła kilka dni, tabletów nie było, dlatego warto o nie zapytać.

W trzecim miejscu, do którego trafiła nasza rozmówczyni, jeden tablet przypadał na około 8-10 osób, których prycze były ustawione blisko siebie. Tak więc musieli się odpowiednio dzielić czasem, żeby każdy mógł z niego skorzystać, a przede wszystkim zadzwonić do bliskich. Wiele osób jednak wykorzystywało go do gier i oglądania filmów.

Poprzez tablety można było także zrobić zakupy internetowe, np. kupić sobie lepsze jedzenie, szczoteczkę do zębów czy też słuchawki potrzebne do rozmów z rodziną. Do tego konieczne jest założenie odpowiedniego konta i wpisane przydzielonego kodu dostępu. Poza tym można tego było dokonać tylko z kilku wydzielonych miejsc, znajdujących się blisko dyżurki oficera, w których te tablety działały.

W pomieszczeniu, w którym była przetrzymywana pani Mariola, było około stu osób śpiących na piętrowych łóżkach i bez jakiejkolwiek prywatności. A takich hal usytuowanych obok siebie było bardzo dużo. Wszystko za drutem kolczastym, jak w więzieniu dla kryminalistów, bo właściwie to też było więzienie, lecz imigracyjne.

Wśród przetrzymywanych w ośrodku detencyjnym osób, są ludzie z różnymi losowymi historiami i przejściami. Była nawet kobieta, która do Stanów Zjednoczonych przyjechała jako dziecko ponad 60 lat temu i żyła praktycznie jak Amerykanka. Miała prawo jazdy z tzw. gwiazdką, więc spokojnie i często podróżowała do Kanady oraz Meksyku i przez dziesiątki lat z niczym nie miała problemu. Przez myśl jej nie przeszło, że powinna zalegalizować swój pobyt. Myślała, że wszystko już w tej kwestii posiada. W dodatku jej mąż był Amerykaninem więc przez ten czas wiedli spokojne życie jako amerykańskie małżeństwo. Niestety również została zatrzymana przez ICE i trafiła do ośrodka detencyjnego.

Przebywała w nim także pewna kobieta zajmująca się sprawami naukowymi. Proces legalizacji przeprowadziła po pierwszym ślubie. Niestety, po pewnym czasie wzięła rozwód i ponowne wyszła za mąż. Urodziła dwójkę dzieci i wszyscy prowadzili spokojne życie. Nie wiedziała, że jej pierwszy mąż doprowadził do unieważnienia jej legalizacji, przez co pewnego dnia została aresztowana podczas powrotu samolotem do domu, mimo że wraz z nią na pokładzie było dwoje kilkuletnich dzieci. Oficerowie ICE nie zwracali na to uwagi, ona trafiła do aresztu, a po dzieci po jakimś czasie musiał przyjechać jej mąż. Tak więc każdy osadzony ma swoją indywidualną historię, często bardzo zawiłą, jeśli chodzi o problemy związane z pobytem w Stanach Zjednoczonych.

Zatrzymana Polka, podobne jak we wcześniejszym ośrodku, była tam jedyną białą kobietą, dlatego zarówno ona jak i jej mąż obawiali się, że może paść ofiarą jakiegoś ataku na tle rasistowskim. Na szczęście do takiej sytuacji nie doszło, chociaż kilka razy była posądzana przez współosadzone osoby o to, że jest faworyzowana przez oficerów dyżurnych. W dodatku często z nimi rozmawiała, co jednak wynikało z faktu, że była jedną z nielicznych osób płynnie posługujących się językiem angielskim.

Przebywający w ośrodku detencyjnym mają także do dyspozycji siłownię (bardzo skromnie wyposażoną) oraz boisko sportowe, z których korzystanie było naprzemienne. Można było także grać w szachy, warcaby oraz różne gry planszowe, tak by w jakiś sposób zagospodarować czas. Do ich dyspozycji jest także telewizor i biblioteka.

„Ja grałam głównie w szachy, czytałam książki, chodziłam na siłownię i trochę spacerowałam, żeby skorzystać ze świeżego powietrza i słońca. Starałam się maksymalnie wypełnić swój czas, żeby pobyt w tym ośrodku mi się nie dłużył. W sumie najwięcej czasu spędziłam na czytaniu książek i chyba przeczytałam wszystkie, jakimi ta biblioteka dysponuje. A jednorazowo można było wypożyczyć trzy książki. Poza tym, w weekendy biblioteka była zamknięta, więc nie było możliwości wzięcia nowych, ale na szczęście można było się zamienić z innymi osobami” – opowiadała nasza rozmówczyni. Możliwości korzystania ze wszystkich tych aktywności są ściśle określone regulaminem i rozkładem czasowym, który jest wywieszony na jednej z tablic informacyjnych, znajdujących się na sali.

Posiłki były wydawane trzy razy dziennie: śniadanie około 6 rano, lunch w południe i obiadokolacja około 6 wieczorem. Na śniadanie zazwyczaj podawane były płatki owsiane, czasami chipsy kukurydziane lub zwykły batonik, na obiad m.in. fasolka, jakaś zupa i raz na tydzień kurczak.

„O wiele lepsze potrawy miały osoby korzystające z diety koszernej oraz halal. Dostawali twarożek, warzywa, m.in. marchewkę, seler, itp., a nawet jabłka. Czasami udawało mi się z kimś zamienić coś, czego nie jadłam na jabłka lub dostać je za coś innego, np. za pożyczenie słuchawek” –  wspomina pani Mariola.

WYJŚCIE NA WOLNOŚĆ

Osoby, których bliscy są zatrzymani przez ICE i przebywają w ośrodku detencyjnym, chcąc im pomóc wyjaśnić sprawę i uniknąć deportacji powinny wynająć dobrego prawnika. Najlepiej jeśli jest to adwokat specjalizujący się w obronie przed deportacją (Deportation Defense Attorney), bowiem tacy prawnicy doskonale wiedzą, jak postępować w konkretnych przypadkach. Pani Mariola, która nie miała na swoim koncie żadnych spraw kryminalnych ani karnych, zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w Polsce, wyszła na wolność po dwóch miesiącach. Oczywiście opuszczając ośrodek detencyjny musiała wpłacić kaucję. Na szczęście otrzymała od prokuratora najniższą jej wysokość – 1500 dolarów. Pieniądze te zostaną jej zwrócone, gdy ostateczne wyjaśni się jej sprawa i z Urzędu Imigracyjnego otrzyma zieloną kartę definitywnie legalizującą jej pobyt w Stanach Zjednoczonych.

Z ośrodka detencyjnego wychodzi się po wpłynięciu kaucji na wskazane konto, dlatego żeby przyspieszyć ten proces lepiej nie korzystać z opcji płatności kartą kredytową czy też debetową przez internet,  ponieważ wówczas proces księgowania trwa stosunkowo długo. Najlepiej zrobić tzw. wire transfer, czyli bezpośredni przelew bankowy na wskazane konto.

„Później należy wziąć potwierdzenie tego przelewu, wejść na stronę internetową ICE, założyć tam konto i przesłać im to potwierdzenie. Wszelkie informacje jak to zrobić można znaleźć na tej stronie. Wtedy kaucja wpływa na konto bardzo szybko i w ciągu kilku dni można opuścić ośrodek” – wyjaśnia nasza rozmówczyni. Po wyjściu na wolność, osobę która była aresztowana przez ICE czeka jeszcze sprawa w sądzie, dotycząca ułaskawienia przez sędziego imigracyjnego.  

Podczas opuszczenia ośrodka detencyjnego, po osadzonego musi przyjechać ktoś z jego rodziny, lub jakiś znajomy. Jako że często osoby te przebywają w odległych stanach, to nie zawsze mąż czy żona mogą się tam pojawić. W takim przypadku muszą jednak zadbać o to, żeby ktoś zrobił to za nich. Niestety nie można skorzystać z Ubera czy Lyfta, ponieważ żaden z kierowców nie zechce wyjść z samochodu i wejść do ośrodka otoczonego drutami kolczastymi. Można natomiast znaleźć najbliżej znajdujący się serwis taksówkowy (car service), zadzwonić do nich i bezpośrednio porozmawiać z kierowcą, wytłumaczyć mu o co chodzi, podać imię i nazwisko oraz wszelkie dane osoby opuszczającej ośrodek i na pewno znajdą się tacy kierowcy, którzy to załatwią, zabiorą daną osobę i zawiozą ją na najbliższy dworzec autobusowy lub kolejowy. Poza tym często w okolicy ośrodków detencyjnych działają wyspecjalizowane serwisy taksówkowe zajmujące się takimi sprawami i pasażerami.

Gdy już się jest na wolności to lepiej nie korzystać z samolotu, bo po pierwsze z reguły nie ma się przy sobie paszportu, a nawet jeśli się posiada prawo jazdy z tzw. gwiazdką, umożliwiające latanie, to może się okazać, że przy jakiejś kontroli znów trafi się na służby imigracyjne i można ponownie zostać aresztowanym.

„Mój mąż z pewnych powodów nie mógł po mnie przylecieć, ale wszystko załatwił z taksówkarzem, opłacił jego usługę, a nawet kupił mi bilet na pociąg, który przekazał mi taksówkarz” – powiedziała pani Mariola opowiadając o tym, w jaki sposób opuściła areszt imigracyjny. Po jakimś czasie otrzymała wezwanie z Urzędu Imigracyjnego celem odbycia kolejnej rozmowy w sprawie zielonej karty. Tym razem poszła już ze swoim adwokatem i okazało się, że nie miała żadnych problemów. Powiedziano jej, że to było już ostatnie tego typu spotkanie, oraz że zaakceptowano jej dokumenty i ślub, a także anulowano oskarżenie dotyczące nielegalnego przedłużenia przez nią pobytu po wygaśnięciu terminu ważności wizy.

„Taka decyzja następuje dopiero po zaakceptowaniu małżeństwa przez Urząd Imigracyjny. Tak więc ważne jest, żeby wiedzieć, że sam ślub nie sprawia, że jeśli wcześniej 'przesiedzieliśmy’ wizę, to jego zawarcie w Urzędzie Miejskim od razu daje nam legalny status” – przestrzega nasza rozmówczyni. Dlatego też w czasie aresztowania była dla oficerów ICE osobą przebywającą nielegalnie na terenie Stanów Zjednoczonych. Aktualnie, w związku z wcześniejszym aresztowaniem, komplet jej dokumentów pozostał w Urzędzie Imigracyjnym celem ostatecznego sprawdzenia go przez wyższych rangą urzędników, co – jak powiedział jej adwokat – może potrwać od trzech do ośmiu miesięcy. Tak więc pani Mariola teraz spokojnie czeka na zieloną kartę.

KILKA PRAKTYCZNYCH WSKAZÓWEK

Moment aresztowania przez agentów ICE lub innych służb imigracyjnych na pewno jest szokiem dla każdego, zarówno dla osoby zatrzymanej jak i jej rodziny oraz bliskich, zwłaszcza jeśli ktoś z nich jest świadkiem tego zdarzenia. A tak było w przypadku pani Marioli, której wówczas, podczas wizyty w Urzędzie Imigracyjnym towarzyszył mąż. Dodatkowy stres powodowany jest tym, że nikt nie wie, gdzie aresztowany ostateczne trafi, a przez pierwsze trzy dni może nie być z nim żadnego kontaktu. Pomocny w zlokalizowaniu miejsca osadzenia zatrzymanej osoby jest tzw. A-Number (Alien Registration Number), który można znaleźć w internecie m.in. na stronie United States Citizenship and Immigration Services (www.uscus.gov). Jest on także wbijany na wizie wjazdowej oraz wpisywany do formularza podczas składania dokumentów legalizujących pobyt w Urzędzie Imigracyjnym. Mając ten numer, podczas poszukiwania ośrodka detencyjnego, do którego trafił aresztowany można skorzystać ze strony https://locator.ice.gov/odls/.

Warto także pamiętać o tym, że w niektórych miejscach osadzeni mają do dyspozycji tablety. „Ja o tym nie wiedziałam, ale mój mąż, gdy już mnie odnalazł po wspomnianym numerze (A-Number), dowiedział się także o tym tablecie i możliwości wykorzystania go do rozmów telefonicznych, a nawet wideorozmów. Dlatego zadzwonił do tego ośrodka i poprosił obsługę, żeby mi przekazali numer dostępu, a nawet doładował moje konto, ponieważ te usługi są płatne. I w ten sposób szybko mogliśmy ze sobą rozmawiać.

Kontakt z ośrodkiem detencyjnym bardzo ułatwia aplikacja GettingOut, którą na smartfony można ściągnąć ze sklepu internetowego. Dzięki niej można m.in. doładowywać konto osadzonego potrzebne do skorzystania z rozmów poprzez tablety czy internetowych zakupów. Warto jednak pamiętać, żeby nie były to zbyt duże kwoty, ponieważ bank może je zablokować.

„Mój mąż zauważył, że najlepiej to konto doładowywać co jakiś czas przelewami po 25 dolarów. Wtedy nie ma żadnych problemów z blokadami bankowymi” – doradzała nasza rozmówczyni. Jednak jeśli nie uda się przelać tych funduszy korzystając z karty kredytowej lub debetowej, to należy zadzwonić do centrum obsługi aplikacji GettingOut i poprosić o tzw. adres telmate osadzonej osoby, na który można przesłać pieniądze zasilające jej konto za pomocą MoneyGram. Jednak tutaj pojawia się pewien problem, ponieważ nie w każdym punkcie MoneyGram obsługujący wiedzą jak zrobić taki przelew. Dlatego, żeby nie tracić czasu, nie warto iść do agentów mających siedziby w różnych punktach handlowych, lecz do większego oddziału dedykowanego tylko usługom związanym z przesyłaniem pieniędzy.

„Ja przez dwa miesiące pobytu w ośrodku wydałam prawie 2000 dolarów tylko na rozmowy telefoniczne poprzez tablet, ale to dlatego, że chciałam mieć jak najczęstszy kontakt z mężem” – zdradziła pani Mariola.

Zwróciła też uwagę na to, żeby podczas pobytu w areszcie nie udostępniać innym osadzonym swojego konta do przeprowadzenia rozmów telefonicznych lub poprzez tablet, ponieważ nigdy nie wiadomo kim jest dana osoba i z kim się będzie kontaktowała. A to może później zaszkodzić właścicielowi konta. Przestrzega również przed złym zachowaniem.

„Jeśli osoba przebywająca w ośrodku detencyjnym spotka się z jakimkolwiek problemem np. związanym z zachowaniem innych osadzonych, którzy są zbyt głośni czy nawet aroganccy, to niech nie zwraca im żadnej uwagi. Lepiej jakoś to przetrzymać, bo najgorsze w tym przypadku jest wdanie się jakąś bójkę, czy nawet kłótnię. Takie zachowanie od razu może nas zdyskredytować, a nawet doprowadzić do szybkiej deportacji. W najlepszym wypadku służby pracujące w tym ośrodku dołożą do statusu osoby zatrzymanej zarzuty kryminalne lub będą ją gorzej traktowały niż normalnie. Poza tym tam wszędzie są kamery i zachowane ludzi osadzonych jest monitorowane” – podkreśliła nasza rozmówczyni.

Warto też wiedzieć, żeby nie podpisywać żadnych dokumentów podkładanych osadzonym przez urzędników ośrodka detencyjnego, zwłaszcza jeśli nie rozumie się ich treści. Są przypadki, że dają oni do podpisu pismo o samodeportacji, czyli wyrażeniu zgody na natychmiastową deportację. Jeśli ktoś będzie bardzo nalegał na złożenie podpisu, to przy jego składaniu można dodać, że jest on zrobiony pod przymusem (under duress) i w świetle prawa nie jest on ważny.

„Mimo że doskonale znam język angielski i zawsze dokładnie czytam wszelkie pisma, nie podpisałam nic poza tym, że zdawałam czy też odbierałam osobiste rzeczy” – dodała pani Mariola.

Autor: Wojtek Maślanka

 

Z uwagi na drażliwość tematu dane personalne zatrzymanej osoby zostały zmienione.

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE