Obrona Trybunału Konstytucyjnego przez PiS zagrzewa do walki tylko twardy elektorat tej partii – uważa Anna Materska-Sosnowska. Z kolei Olgierd Annusewicz powiedział PAP, że sposób postępowania w tej sprawie koalicji rządzącej ma pokazać jej sprawczość i też trafić głównie do twardego elektoratu.
PAP zapytała politologów o polityczną interpretację ostatnich wydarzeń wokół Trybunału Konstytucyjnego i trwającego konfliktu.
Dr Anna Materska-Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji Batorego zwróciła uwagę, że nie można zrównywać racji stron sporu o Trybunał Konstytucyjny. – To, co robi prezydent, to uzurpacja i próba zmiany systemu bez zmiany konstytucji. Prezydent nie ma prawa odmówić przyjęcia ślubowania od sędziów wybranych przez Sejm – powiedziała.
Jej zdaniem za obecny konflikt polityczny wokół TK odpowiadają przede wszystkim prezydent oraz Prawo i Sprawiedliwość, które chce wykorzystać spór do poprawy swoich notowań.
– Jeżeli widzimy, jak wyglądają sondaże PiS i w jakich tarapatach jest to środowisko, to moim zdaniem wszystko, co się dzieje wokół TK, należy interpretować jako przejaw budowania silnej polaryzacji. Po to, żeby mieć lepszą pozycję wyjściową przed układaniem w przyszłym roku list wyborczych. Wpisuje się w to również prezydent – zaznaczyła Materska-Sosnowska.
– Jeżeli doda się do tego wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego w sprawie Unii Europejskiej w kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej, to jest to skrajnie partyjne, a nie propaństwowe podejście – oceniła.
Politolożka zwróciła również uwagę, że najprawdopodobniej nawet nie wszyscy wyborcy PiS zostali przekonani o potrzebie obrony Trybunału. – Nawet przy zaangażowaniu „Solidarności” i zwożeniu ludzi z całej Polski sobotnia demonstracja była bardzo mizerna. To pokazuje pewne wypalenie się tego paliwa – podkreśliła.
– PiS-owi ta sprawa niewiele pomoże. Po pierwsze, jest to niewiarygodne, ponieważ to PiS odpowiada za zniszczenie Trybunału po 2015 r., a po drugie, mobilizuje do walki jedynie twardy elektorat – dodała.
Z kolei zdaniem dr hab. Olgierda Annusewicza z UW także koalicja rządowa korzysta na konflikcie wokół TK. Próbując doprowadzić do objęcia urzędów przez Macieja Berka oraz innych sędziów, od których ślubowania nie przyjął prezydent, a zostali zaprzysiężeni w Sejmie, pokazuje swoją sprawczość. – To jest komunikat wysłany do twardego elektoratu, że „działamy i jesteśmy skuteczni” – powiedział Annusewicz.
Jego zdaniem doprowadzenie do ponownego uruchomienie Trybunału, postrzeganego dotąd jako sprzyjający głównie PiS, mogłoby pozwolić na wydanie orzeczeń o zgodności z konstytucją ustaw, „które gdzieś leżą po szafach i zamrażarkach”.
W pewnym wymiarze mogłoby to sprawiać wrażenie, że wprawdzie prezydent blokuje, ale niektóre rzeczy da się realizować, bo mamy wreszcie sprawnie działający Trybunał Konstytucyjny – podkreślił politolog. – To może się wiązać z narracją przedwyborczą o naprawie instytucji państwowych zepsutych w czasach rządów PiS – dodał.
Przyznał, że ze względu na przyjęte metody skuteczność tego argumentu może być ograniczona. Jak jednak zaznaczył, nie chodzi o przekonanie wszystkich, lecz tych, którzy dotąd nie mieli wyrobionego zdania.
Zdaniem politologa sposób przywrócenia funkcjonowania TK może sprawić, że kolejny rząd, jeśli będzie wywodził się z innego obozu politycznego, zastosuje podobne metody do tych, które stosowano za rządów Beaty Szydło, a także ostatnio, np. odmowę publikacji orzeczeń Trybunału.
W związku ze sporem politycznym wokół Trybunału Konstytucyjnego w sobotę przed siedzibą TK w Warszawie odbyła się manifestacja, podczas której do zgromadzonych przemówili m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński i szef Gabinetu Prezydenta Paweł Szefernaker. TK i NBP to ostatnie instytucje nieopanowane przez obecną władzę – ocenił lider Prawa i Sprawiedliwości.
W ostatnią środę Maciej Berek, który na początku września został wybrany przez Sejm na nowego – ósmego w tej kadencji parlamentu – sędziego Trybunału Konstytucyjnego, złożył swoje ślubowanie Sejmie z formułą, że robi to „wobec prezydenta”. Następnie przekazał poświadczone notarialnie dokumenty w tej sprawie do Kancelarii Prezydenta.
Kadencja Berka jako sędziego TK powinna była rozpocząć się w połowie września. Prezydent Karol Nawrocki nie zaprosił go jednak do Pałacu Prezydenckiego celem złożenia ślubowania. W środę po złożeniu dokumentów w KPRP, Berek – wraz z innymi sędziami wybranymi w tej kadencji przez Sejm – udał się do siedziby Trybunału. Wjechali tam dzięki interwencji policji, ponieważ zgromadzeni przed TK protestujący próbowali blokować wejście. Doszło także do przepychanek zgromadzonych z policją.
Prezes TK poinformował później, że Berek nie nawiązał stosunku służbowego i nie został dopuszczony do orzekania do czasu uzyskania opinii prezydenta w sprawie jego ślubowania. Prezydent Karol Nawrocki oświadczył, że jeżeli Berek nie dokonał formalności ślubowania przed prezydentem, to z pewnością nie jest sędzią TK. (PAP)
pś/ bst/