„Do mnie jeszcze nie dociera, że udało mi się osiągnąć cel, ale jest to niesamowita sprawa. Całe życie marzyłem o takim momencie jak teraz na Times Square, gdzie przyszło dużo Polaków. To jest przeżycie nie z tej ziemi” – powiedział „Nowemu Dziennikowi” Tomasz Sobania bezpośrednio po zakończeniu 50 maratonu i zarazem całej akcji związanej z pokonaniem królewskiego dystansu w 50 amerykańskich stanach, co zrobił 49 dni. W ten sposób uczcił 250-lecie Stanów Zjednoczonych.
Wojtek Maślanka
Dominowały biało-czerwone barwy, był szampan, tradycyjne „Sto lat”, a także wspólne zdjęcia i niekończące się gratulacje. Tę wyjątkową atmosferę stworzyli Polacy i sympatycy biegania, którzy w sobotę, 27 czerwca, pojawili się na Times Square by przywitać Tomasza Sobanię, kończącego w sercu Manhattanu swój niesamowity wyczyn. Zwany „Polskim Forrestem Gumpem” biegacz pokonał wówczas dwa królewskie dystanse, dzięki czemu swoje wyzwanie – 50 maratonów w 50 stanach USA w 50 dni – zakończył o jeden dzień wcześniej, ustanawiając tym samym rekord świata. Jest zarazem drugim człowiekiem na świece, który dokonał takiego wyczynu i w dodatku zrobił to szybciej niż jego idol – Dean Karnazes. Ten amerykański ultramaratończyk w 2006 roku przebiegł 50 królewskich dystansów w 50 stanach USA w 50 dni.

„Jestem niesamowicie wzruszona i bardzo dumna z Tomka. Gdy się podjął tego wyzwania, to miałam różne wątpliwości, ale dzisiaj pokazał po raz kolejny, że jest wielki, naprawdę odważny i realizuje marzenia, o których ludziom się po prostu nawet nie śniło. W dodatku robi to, o czym mówi i jest przy tym niesamowicie uczciwy. Nie przepuści ani pół kilometra. I to jest dla mnie bardzo ważne” – powiedziała „Nowemu Dziennikowi” Anna Sobania, mama biegacza ekstremalnego.

Pod wielkim wrażeniem jego osiągnięcia był także wicekonsul Przemysław Postolski obecny wśród biało-czerwonego tłumu witającego na Times Square polskiego ultramaratończyka. „Jestem bardzo podekscytowany tym wyczynem i wdzięczny, że mogłem dzisiaj tutaj być. Jest to fantastyczny moment, w dodatku w roku jubileuszowym, w którym Stany Zjednoczone obchodzą dwieście pięćdziesiątą rocznicę istnienia – podkreślił dyplomata w rozmowie z „Nowym Dziennikiem”. – Ta historia to tak naprawdę historia odwagi i przekraczania granic, a pan Tomasz dzisiaj zapisał w niej piękny rozdział, w dodatku z polskim akcentem. Pokazał, że można w jak najpiękniejszy sposób odkrywać Amerykę, przebiegając maratony w każdym jej stanie. Dzisiaj przebiegł nawet dwa żeby pobić rekord świata. To jest nie lada wyczyn” – stwierdził Przemysław Postolski. Zaznaczył też, że ogromnie się cieszy, że Konsulat Generalny RP w Nowym Jorku mógł w pewien sposób wesprzeć Tomasza Sobanię, co określił mianem ogromnego przywileju. Słowa wdzięczności skierował także do członków NYPD Pulaski Association, którzy zapewnili zabezpieczenie ostatniego finałowego odcinka trasy. „Jednak największą cegiełkę dołożyli Polacy, którzy tak tłumnie się zgromadzili na Times Square, w tym symbolicznym dla Nowego Jorku miejscu i fantastyczne powitali oraz świętowali sukces polskiego biegacza” – dodał wicekonsul.

Wśród kibiców nie zabrakło także miłośników biegania, a niektórzy z nich – członkowie Polska Running Team oraz 3RunPL – towarzyszyli Tomaszowi Sobani w jego ostatnim etapie maratońskiego wyzwania. To wszystko sprawiło, że atmosfera na „najważniejszym placu świata” była wyjątkowa.
„Jestem pod wrażeniem liczby Polaków, którzy zebrali się dzisiaj na Times Square. To był tak piękny moment, że nawet nie wyobrażałem sobie, że coś takiego może mnie spotkać. A sam bieg przez 50 amerykańskich stanów był czymś niesamowitym. To była naprawdę fascynująca przygoda” – podkreślił już po chwili odpoczynku i spotkaniu z fanami Tomasz Sobania. W rozmowie z nami wyraził także ogromną wdzięczność wszystkim, którzy mu kibicowali. „Dziękuję, że byliście razem ze mną, że słuchaliście relacji i cały czas mnie wspieraliście. Mam nadzieję, że będziecie mi kibicować przy realizacji kolejnych planów i wyzwań” – dodał na zakończenie polski ultramaratończyk.

Bieg, który zakończył 27 czerwca w sercu Manhattanu, prócz sportowego wymiaru, miał też wymiar historyczny. Był hołdem dla Ameryki w związku z przypadającą w tym roku 250. rocznicą niepodległości Stanów Zjednoczonych. Swój wyczyn, obejmujący 50 królewskich dystansów w każdym stanie USA, Tomasz Sobania rozpoczął 10 maja, startując na moście Golden Gate w San Francisco. Finał biegu, z metą na Times Square pierwotnie był zaplanowany na 28 czerwca. Jednak chcąc pobić rekord świata polski biegacz ekstremalny postanowił w ostatnim dniu przebiec dwa maratony – w New Jersey oraz w Nowym Jorku, co udało mu się zrealizować. W tym dniu, pierwszy bieg rozpoczął już o 3:00 nad ranem, drugi – nowojorski – zakończył kilka minut po 18:00 na Times Square. Tym samym pobił rekord świata, przebiegając 50 królewskich dystansów w 49 dni, o jeden dzień szybciej niż 20 lat temu zrobił to jego idol Dean Karnazes, który jednocześnie zainspirował go do tego wyczynu.

Podczas realizacji tego wyzwania polskiego ultramaratończyka wspierał sześcioosobowy zespół, w skład której wchodzili: fizjoterapeuta, operatorzy kamer, kierowcy i osoba odpowiedzialna za portale społecznościowe. Ekipa ta dbała o logistykę, regenerację, bezpieczeństwo i organizację każdego kolejnego etapu wyprawy. Pomiędzy poszczególnymi stanami wszyscy przemieszczali się dwoma kamperami, natomiast na Hawaje i Alaskę dostali się samolotem.

Zakończony właśnie maratoński wyczyn był kolejnym, który Tomasz Sobania zrealizował w Stanach Zjednoczonych. W marcu ubiegłego roku ukończył bieg – wzorem filmowego Forresta Gumpa – przez całą Amerykę. Wówczas – 15 września 2024 – wyruszył z nowojorskiego Central Parku, by po 139 dniach skończyć bieg w San Diego w Kalifornii. Przebiegł wówczas 125 maratonów i pokonał ponad 5250 km. Ten wyczyn uwiecznił w filmie dokumentalnym „Marathons Across America” oraz w książce „Biegiem przez USA. Historia polskiego Forresta Gumpa”, którą napisał wraz z dziennikarzem Adrianem Kowarzykiem. Jej premiera miała miejsce w poniedziałek, 29 czerwca.