“Playing chicken” to amerykański idiom określający sytuację, w której dwie skonfliktowane strony obrzucają się wzajemnymi groźbami mając nadzieję, że przeciwnik wycofa się przed faktycznym starciem lub kolizją. Właśnie z taką grą “w kurczaka” mamy do czynienia w przypadku dyskusji na temat podwyższenia pułapu długu publicznego w USA. Tylko że w przypadku nieszczęścia ofiar może być dużo więcej niż uczestników politycznych przepychanek.
Tomasz Deptuła
Obecne zadłużenie Stanów Zjednoczonych ustalono na poziomie 31,4 biliona dolarów w 2021 roku. To pieniądze, które państwo pożyczyło od różnych podmiotów – poczynając od swoich obywateli, poprzez instytucje finansowe, po rządy innych krajów. Amerykański dług uchodzi za jedną z najbezpieczniejszych lokat kapitału, bo na rynkach finansowych trudno sobie wyobrazić, aby Waszyngton przestał obsługiwać wypuszczone przez siebie obligacje. Gdyby do tego doszło, moglibyśmy stać się świadkami finansowej apokalipsy na globalną skalę.
Budżet rządu federalnego ma od lat deficyt, więc Stany Zjednoczone muszą wciąż pożyczać pieniądze, przekraczając kolejne, wyznaczane przez Kongres, limity. Nie inaczej jest i tym razem, co zresztą nie jest żadną niespodzianką. Gdy jednak zbliża się termin potencjalnej niewypłacalności, robi się nerwowo. A sekretarz Departamentu Skarbu Janet Yellen ostrzegła w ostatnich dniach, że już w okolicach 1 czerwca USA mogą przestać regulować wszystkie swoje zobowiązania.
NEGOCJACJE PRZEZ… USTAWY
W przeszłości prezydent Joe Biden uparcie twierdził, że Kongres powinien “na czysto” podnosić limit zadłużenia, tak jak to miało miejsce za prezydentury Donalda Trumpa. Republikanie, którzy od stycznia kontrolują izbę niższą Kongresu, postawili jednak swoje warunki – ograniczenie wydatków federalnych. W minionym tygodniu Izba Reprezentantów minimalną większością głosów (217-215) przyjęła ustawę o zwiększeniu pułapu długu publicznego o 1,5 biliona dolarów do marca 2024 roku. Ale nie za darmo: w ustawie przewidziano ostre cięcia wydatków publicznych, na które z pewnością nie zgodzą się demokraci, mający pod swoją kontrolą zarówno Senat, jak i Biały Dom. Według biura prasowego prezydenta, realizacja planów republikanów oznaczałaby konieczność oszczędności w takich dziedzinach, jak oświata, nadzór jakości żywności, bezpieczeństwo ruchu powietrznego i kolejowego, badania medyczne, bezpieczeństwo publiczne czy opieka zdrowotna dla weteranów. Republikanie chcą także zablokować prezydencki program redukcji pożyczek studenckich. Reakcje po drugiej stronie były więc bardzo ostre, włącznie z oskarżeniami o polityczny szantaż.
SZYBCIEJ NIŻ SIĘ SPODZIEWANO
Jeśli – jak twierdzi przewodniczący Izby Reprezentantów Kevin McCarthy – ustawa jest próbą otwarcia negocjacji, to republikanie wyznaczyli bardzo wysokie warunki brzegowe. O kompromis nie będzie łatwo, jeśli weźmiemy pod uwagę wypowiedzi przeciwników politycznych – prezydenta Joego Bidena czy senatora z Nowego Jorku Charlesa Schumera. Wersja ustawy z Izby Reprezentantów nie ma żadnych szans na to, aby stać się obowiązującym prawem, ale otwartym pytaniem jest, jak wiele oszczędności będą mogli wyszarpać republikanie za swoje przyzwolenie na podwyższenie limitu zadłużenia. Więcej być może dowiemy się już za kilka dni, bo prezydent Biden zaprosił liderów Kongresu na rozmowy do Białego Domu.
Presja czasu będzie coraz większa. Kiedy cztery miesiące temu pisaliśmy w tym miejscu o nadchodzącym kryzysie, osiągnięcie progu niewypłacalności prognozowano na sierpień. Ponadpartyjne Kongresowe Biuro Budżetowe wskazywało z kolei na lipiec. Teraz Janet Yellen mówi już o terminie czerwcowym. Powodem przyspieszenia są gorsze wyniki amerykańskiej gospodarki i tym samym mniejsze wpływy do budżetu.
W przypadku braków w kasie federalnej Departament Skarbu może jeszcze jakiś czas manewrować, ale te możliwości mogą się też szybko skończyć. Wśród “nadzwyczajnych środków”, jakimi dysponuje Departament Skarbu, w grę wchodzą przesunięcia funduszy na finansowanie niektórych programów federalnych (m.in. emerytur pracowników rządowych) oraz oszczędności, a także spłacanie zobowiązań z napływających przychodów podatkowych.
GLOBALNE NIEPOKOJE
Na razie globalne rynki finansowe jeszcze nie panikują, co nie znaczy, że się nie niepokoją. Jak zauważa Mark Zandi, główny ekonomista agencji ratingowej Moody’s, wynika to z założenia, że mamy co prawda do czynienia z twardą grą polityczną, ale jednocześnie z przeświadczeniem w ostatniej chwili Kongres i tak zrobi to, co do niego należy, czyli podwyższy dopuszczalny pułap zadłużenia.
Na Wall Street i w innych miejscach przepływu światowego kapitału przypomina się o podobnym sporze, który miał miejsce latem 2011 roku. Wówczas do zawarcia kompromisu doszło dosłownie na kilka godzin przed terminem. Ale wówczas polityczna gra “w kurczaka” miała swoją cenę: dolar tracił na wartości, dołowały indeksy giełdowe, a bankierzy podwyższyli spready kredytowe. Doszło także do rzeczy bez precedensu, bo agencja Standard & Poor’s obniżyła długoterminowy rating kredytowy Stanów Zjednoczonych z perfekcyjnego AAA do AA+.
Christina Lagarde, szefowa Europejskiego Banku Centralnego, ostrzega, że ewentualną niewypłacalność USA odczuje cały świat, bo zostanie podważone zaufanie do najpoważniejszego globalnego podmiotu na rynku długu publicznego. Dolar wciąż pozostaje przecież główną walutą rezerwową w skali globalnej.
Wtórują jej eksperci wielkich instytucji finansowych. JP Morgan wspomina nawet o potencjalnej globalnej recesji. Warto pamiętać, że w najnowszej prognozie World Economic Outlook, opublikowanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, obniżono prognozy wzrostu globalnej gospodarki w 2023 roku. Ostatnią rzeczą, jaka jest w takich okolicznościach potrzebna światu, byłaby destabilizacja amerykańskiej gospodarki, wywołana przez niewypłacalność rządu w Waszyngtonie.
Zawirowania w USA mogą doprowadzić do twardego lądowania także w innych częściach świata. Po pandemii koronawirusa, której skutki próbowano wszędzie neutralizować za pożyczone pieniądze, dług publiczny wielu rozwiniętych gospodarek przekroczył psychologiczny próg 100 proc. PKB. W okresie inflacji, przy wzroście stóp finansowych, wiele krajów może mieć problemy z obsługą zadłużenia. Czasy taniego pożyczania pieniędzy, nawet od własnych obywateli, definitywnie się skończyły.
W wersji hardcore’owej grę “w kurczaka” uprawiają kierowcy jadący naprzeciwko siebie na kolizyjnym kursie. Przegrywa ten, kto pierwszy skręci kierownicą, aby uniknąć kolizji. W przypadku obecnego sporu stawka jest naprawdę wysoka. Gra na niewypłacalność Ameryki to w sferze ekonomicznej odpowiednik straszenia opcją nuklearną. I nawet jeśli tym razem dojdzie do kompromisu i ktoś na czas skręci kierownicą, aby się uratować, to można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością stwierdzić, że ten spektakl ze straszeniem niewypłacalnością powtórzy się jeszcze w przyszłości.