Choć wydrążona i podświetlona dynia kojarzy się dziś przede wszystkim z Halloween, podobne zabawy znano na polskich wsiach już przed II wojną światową, a sama dynia pojawiła się na ziemiach polskich już w XVI wieku.
Rośliny z rodziny dyniowatych pochodzą z Ameryki, gdzie uprawiano je na długo przed przybyciem Europejczyków. Na terenach dzisiejszego Meksyku dynie udomowiono już około 10 tys. lat temu. Świadczą o tym nasiona i fragmenty owoców odnalezione przez archeologów w jaskini Guilá Naquitz. W kulturach rdzennych mieszkańców Ameryki dynia zajmowała ważne miejsce obok kukurydzy i fasoli. Rośliny te, nazywane Trzema Siostrami, sadzono razem, ponieważ wzajemnie wspomagały swój wzrost: kukurydza podpierała pnącą fasolę, fasola użyźniała glebę, a rozłożyste liście dyni zatrzymywały w niej wilgoć.
Do Europy dynia trafiła w następstwie wypraw do Nowego Świata, zapoczątkowanych przez Krzysztofa Kolumba w 1492 roku. Na ziemiach polskich występowała pod różnymi nazwami, m.in. jako bania, korbal czy malon. Zygmunt Gloger wyjaśniał, że banią nazywano dynię kulistą i spłaszczoną, malonem zaś podłużną. Odnotował też, że dynie sadzono często przy płotach, co znalazło odbicie w zapisanej przez niego ludowej zagadce: Święty Piotr przewiesił jajuszka przez płot”.
Z dynią wiązały się również ludowe wierzenia. Sądzono na przykład, że na wielkość i kształt owoców można wpłynąć odpowiednim sposobem sadzenia nasion. Aby dynia była słodka, zalecano wcześniej moczyć nasiona w wodzie z cukrem. Taką wskazówkę można znaleźć w wydanym w 1613 roku „Zielniku” Szymona Syreniusza. Radził też przyrządzać dynię z mlekiem, jajkami, szafranem, cynamonem, rodzynkami czy agrestem.
Na dawnych ziemiach południowo-wschodnich Rzeczypospolitej dynia mogła posłużyć do odprawienia niechcianego zalotnika. Wręczenie mu harbuza oznaczało odrzucenie oświadczyn. Dawne słowo „harbuz” mogło oznaczać zarówno dynię, jak i arbuza. Z tego obyczaju wywodzi się powiedzenie „dostać harbuza”, czyli dostać kosza.
W drugi dzień Wielkanocy na Mazowszu chłopcy obwozili po wsi kogutka wykonanego z wydrążonej dyni, ozdobionego ptasimi piórami i grzebykiem z czerwonego sukna. Jak opisywał etnograf Oskar Kolberg, umieszczali go na deseczce z kółkami, odwiedzali gospodarzy, śpiewali i zbierali datki. Dynia zagościła też w polskich pieśniach ludowych. W wydanym w 1911 roku „Zbiorku Pieśni Polskich z melodyami” zachowała się kujawska przyśpiewka:
„Siedem rzeczy w świecie słynie:
Jabłka, gruszki, złote dynie,
Chleb wypiekły, świeca jasna,
Dębczak twardy, suknia ciasna”.
Na rosnących jeszcze dyniach dzieci wydrapywały szpilką lub drutem litery, rysunki i żartobliwe napisy. Zwyczaj ten opisano w słowniku „Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych”, opracowanym na podstawie materiałów etnografa Adama Fischera. Jeden z napisów brzmiał: „Kto skosztuje tej tu bani, pamiętaj o starej pani”. W okolicach Tarnowa i Rzeszowa zapisywano także: „Gdy ci bania zrobi larum, masz tu obok rambarbarum”. Ten ostatni napis umieszczano na dyni, obok której rósł rabarbar – ludowy środek przeczyszczający.
W 1929 roku etnograf Seweryn Udziela opisał w artykule „Zabawki z roślin”, opublikowanym na łamach czasopisma „Lud”, zabawę nazywaną „strachem z dyni”. Jesienią chłopcy wybierali duże, dojrzałe dynie, odcinali ich wierzchołki i usuwali miąższ. Następnie wycinali oczy, nos i usta z zębami, a do wnętrza wkładali świecę. Tak przygotowaną dyniową głowę osadzali na kiju. Po zapadnięciu zmroku chodzili z nią po wiejskich drogach i pod oknami chałup, strasząc mieszkańców. Tak przygotowane dyniowe głowy przypominały współczesne lampiony halloweenowe, choć nie ma dowodów na wspólne pochodzenie obu zwyczajów.
Historia tak zwanej jack-o’-lantern prowadzi do Irlandii. Według tamtejszej legendy przebiegły Jack oszukał diabła, lecz po śmierci nie został przyjęty ani do nieba, ani do piekła. Skazany na wieczną tułaczkę, oświetlał sobie drogę żarzącym się węglem umieszczonym w wydrążonej rzepie. W Irlandii wycinano więc upiorne twarze w tych warzywach, które służyły za lampiony. W Ameryce, dokąd zwyczaj przywieźli irlandzcy emigranci, rozpowszechniło się używanie do tego dyń, łatwiejszych do wydrążenia.
Marta Panas-Goworska (PAP)
mpg/ jkrz/ aszw/