Stan Nowy Jork zajął 10. miejsce w Stanach Zjednoczonych pod względem całkowitej liczby zgonów związanych ze zwierzętami – wynika z analizy danych amerykańskich Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) z lat 1999-2024, przygotowanej przez ekspertów firmy Outforia. Po uwzględnieniu liczby mieszkańców (per capita) stan plasuje się jednak dopiero na 46. miejscu, co oznacza że zwierzęta są dla Nowojorczyków jednym z najmniej istotnych zagrożeń.
Badanie obejmuje zgony spowodowane przez psy, inne ssaki, gady, organizmy morskie, owady, pająki oraz inne jadowite zwierzęta. W analizowanym okresie w całych Stanach Zjednoczonych odnotowano łącznie 6080 przypadków zgonów ludzi, do których przyczyniła się fauna.
Najwięcej zgonów odnotowano w Teksasie – 726. Na kolejnych miejscach znalazły się Kalifornia z 414 przypadkami oraz Floryda z 346. W stanie Nowy Jork w latach 1999-2024 odnotowano 179 zgonów związanych ze zwierzętami, co dało mu 10. miejsce w kraju, biorąc pod uwagę bezwzględną liczbę przypadków.
Po skorygowaniu danych o populację danego stanu obraz wygląda zgoła inaczej. W Nowym Jorku wskaźnik wyniósł 3,5 zgonu na 10 mln mieszkańców, co plasuje stan dopiero na 46. miejscu w kraju. Oznacza to, że ryzyko śmierci w wyniku kontaktu ze zwierzęciem jest tutaj relatywnie niskie. Najwyższy wskaźnik odnotowano w Montanie – 23,7 zgonu na 10 mln mieszkańców.
Według analityków Outforia wysoka liczba mieszkańców Nowego Jorku sprawia, że same dane bezwzględne nie powinny być interpretowane jako dowód na wyjątkowo wysokie ryzyko dla pojedynczej osoby. Zwrócił uwagę, że spacer po miejskim parku znacząco różni się od wędrówki po terenach górskich, takich jak Catskills czy Adirondacks, gdzie kontakt z dziką, czasem niebezpieczną przyrodą jest znacznie bardziej prawdopodobny niż chociażby w Central Parku.
Red. JŁ