Przytulisko Literacko-Artystyczne zorganizowało w listopadzie trzy spotkania: 12 listopada w Polskim Instytucie Naukowym na Manhattanie, 14 listopada w Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoincie oraz 18 listopada w MM Art Studio w Wallington, NJ. Ich bohaterami byli Małgorzata Kałuża i Janusz Marciniak – współautorzy unikalnej książki „Deyna czyli obcy. Amerykański sen”. Podczas tych spotkań opowiadali o tym, jak powstawała książka oraz o amerykańskiej historii znakomitego polskiego piłkarza, jednego z najlepszych w historii światowego futbolu.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-KA pod oryginalnym tytułem „Deyna czyli obcy”. Jej autorem jest Roman Kołtoń. Poprosił Małgorzatę Kałużę i Janusza Marciniaka, aby dodali do niej rozdział amerykański Kazimierza Deyny, z którym się przyjaźnili w Stanach Zjednoczonych. Na prośbę autora napisali fascynującą opowieść o pobycie Kazimierza Deyny w Kalifornii. Są w niej zawarte rozmowy z piłkarzami San Diego Sockers, którzy grali z „Magic Kaz” i uważają go za swojego mistrza. Dodali zdjęcia Deyny, nigdy wcześniej nie publikowane. I w ten sposób narodziło się drugie wydanie książki „Deyna czyli obcy. Amerykański sen”.
Jest to swoista biografia Kazimierza Deyny. Z książki dowiadujemy się kim był kapitan olimpijskiej „złotej jedenastki” w 1972 roku, piłkarski geniusz, którego stawiano obok Franza Beckenbauera czy Johana Cruyffa. Na zakończenie każdego spotkania Janusz Marciniak i Małgorzata Kałuża wręczali uczestnikom pamiątkowe zdjęcia Kazimierza Deyny.
Piłkarska droga Deyny
Małgorzata Kałuża i Janusz Marciniak przypomnieli jak wyglądała piłkarska droga Kazimierza Deyny. Znali się, byli ze sobą zaprzyjaźnieni, więc są to intrygujące i prawdziwe historie. Janusz Marciniak stwierdził, że Kazimierz Deyna bardzo mało o sobie mówił. Uważał, że piłkarz powinien o sobie opowiadać swoją grą na boisku. Był niedoceniany i wygwizdywany przez polskich kibiców, przede wszystkim tych, którzy nie lubili Legii Warszawa, w której grał przez kilka lat.
Kazimierz Deyna urodził się 23 października 1947 roku w Starogardzie Gdańskim. Miał ośmioro rodzeństwa: Irenę, Henryka, Franciszka, Teresę, Elżbietę, Marię, Jadwigę i Barbarę oraz przybraną siostrę Wandę. Zainteresowanie sportem zaszczepili w nim bracia i siostra Teresa. W 1958 roku rozpoczął karierę w klubie ZKS Włókniarz Starogard Gdański, trafiając pod opiekę Henryka Piotrowskiego.
Jesienią 1965 roku rozpoczęła się walka o piłkarza pomiędzy najmocniejszymi klubami Trójmiasta: Arką Gdynia i Lechią Gdańsk. Rodzice Kazimierza podpisali w jego imieniu umowę z Arką, mimo że był on wciąż zawodnikiem Włókniarza. Za podpisanie karty zawodniczej z dwoma klubami jednocześnie Deyna został ukarany: najpierw dwumiesięczną, a później dziewięciomiesięczną dyskwalifikacją. W wyniku dyskwalifikacji mógł występować w reprezentacji Polski juniorów, ale nie grał w rozgrywkach klubowych. 10 października 1965 roku Deyna zadebiutował w reprezentacji Polski juniorów w meczu z drużyną Czechosłowacji.

8 października 1966 roku Kazimierz Deyna zadebiutował w polskiej pierwszej lidze, występując w drużynie Łódzkiego Klubu Sportowego przeciwko Górnikowi Zabrze. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Po rozegraniu jednego meczu w pierwszej lidze, Deyna został powołany do wojska w formie transferu do Legii Warszawa. W tej drużynie zadebiutował 20 listopada 1966 roku przeciwko Ruchowi Chorzów. W warszawskiej Legii zagrał w 304 meczach I ligi. Więcej spotkań w tymże klubie rozegrał tylko Lucjan Brychczy (368). Strzelił 94 bramki, zajmując także pod tym względem drugie miejsce wśród zawodników Legii. Kazimierz Deyna w warszawskiej Legii grał z numerem 10, który od sezonu 2006/2007 jest w stołecznym klubie zastrzeżony.
– Kiedy grał w Legii, był to najbardziej lubiany piłkarz w Warszawie i w Polsce. Tylko jak grał na Stadionie Śląskim, wtedy był wygwizdywany – podkreślił Janusz Marciniak.
W 1974 roku o pozyskanie Deyny zaczęły starać się kluby zagraniczne, między innymi: A.C. Milan, Inter Mediolan, AS Monaco, Real Madryt i Bayern Monachium. Za każdym razem rozmowy kończyły się fiaskiem, gdyż Deyna, jako oficer Ludowego Wojska Polskiego, nie mógł wyjechać do krajów NATO. Dopiero po „trzydziestce” mógł wyjechać za granicę i tam rozwijać swoją karierę. Zgodę władz państwowych na wyjazd z Polski otrzymał dopiero po drugim występie w mistrzostwach świata w 1978 roku. Po kilku miesiącach negocjacji, menadżer Kazimierza Deyny, Ted Miodoński, doprowadził do podpisania 22 listopada 1978 roku kontraktu z angielskim klubem Manchester City. Zagrał w nim dwa sezony. Gra w tym klubie okazała się dla niego koszmarem, a nie spełnieniem. Zasada brytyjskiego futbolu „kopnij i biegnij” wyraźnie mu nie odpowiadała. Przeżywał załamanie i coraz częściej sięgał po… whisky. Coraz rzadsze występy w pierwszej jedenastce Manchesteru City i przesunięcie do zespołu rezerw sprawiły, że Deyna zaczął poszukiwać nowego klubu. Po konflikcie z policją drogową wyjechał – a raczej uciekł – do Ameryki. Za namową menadżera Teda Miodońskiego podpisał kontrakt z San Diego Sockers w Kalifornii. Tam przeżywał wspaniały okres gry. Ale potem wróciły problemy i coraz częściej zaglądał do kieliszka. Zginął 1 września 1989 roku, kiedy prowadził samochód i wjechał pod ciężarówkę stojącą na pasie awaryjnym. Miał 42 lata. Do dzisiaj nie wiadomo, jaka była realna przyczyna. Jedna z teorii mówi, że zasnął za kierownicą, a inna że świadomie wjechał pod ciężarówkę. Powodem miał być konflikt z mafią. Jak było naprawdę, chyba nigdy się już nie dowiemy.

Król środka pola w reprezentacji Polski
Kazimierz Deyna powszechnie uważany jest za najlepszego środkowego pomocnika w historii polskiego futbolu. W reprezentacji Polski, w której jego pierwszym trenerem był Ryszard Koncewicz, zadebiutował w wieku 21 lat. 24 maja 1968 roku zagrał na Stadionie Śląskim w Chorzowie w meczu przeciwko reprezentacji Turcji, który polska reprezentacja wygrała 8:0. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 roku reprezentacja Polski, prowadzona przez Kazimierza Górskiego, osiągnęła największy sukces w historii, sięgając po złoty medal. Po pokonaniu ZSRR i Maroka, Polacy rozegrali finałowy mecz z Węgrami i wygrali 2:1. Obie bramki dla reprezentacji Polski zdobył Kazimierz Deyna.
Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 1974, które odbyły się w Republice Federalnej Niemiec, też zakończyły się sukcesem polskiej reprezentacji z udziałem Kazimierza Deyny. W meczu o 3. miejsce polski zespół wygrał z Brazylią 1:0. Deyna został trzecim piłkarzem tych mistrzostw (za Cruyffem i Beckenbauerem), a Grzegorz Lato – królem strzelców!

Z Igrzysk Olimpijskich 1976 w Montrealu Kazimierz Deyna wrócił ze srebrnym medalem. Polska reprezentacja przegrała finałowy mecz 1:3 z reprezentacją NRD. Start polskiej reprezentacji z udziałem Kazimierza Deyny w finale kolejnego Mundialu w Argentynie (1978) był już znacznie mniej udany i efektowny.
Amerykańska przygoda z piłką w San Diego
W lutym 1981 roku, za 35 tysięcy dolarów, został piłkarzem wspomnianego już San Diego Sockers. Zadebiutował w zespole 28 marca w wygranym 2:1 meczu z Vanocuver Whitecaps. W tym klubie grał regularnie przez siedem lat (zarówno w rundzie zasadniczej, jak i play-offs). Miał wielu fanów. W NASL rozegrał 105 spotkań.
– To były początki piłki nożnej w Ameryce. Kaziu był świetnym piłkarzem i on rządził w klubie – zaznaczył Janusz Marciniak.
– Jak poznałem Kazia Deynę? Pierwszy raz zobaczyłem go w kościele w San Diego podczas mszy. Ja stałem przy jednej ścianie, a on przy drugiej. Zauważyłem, że ludzie częściej spoglądali na niego niż na ołtarz i księdza. Kilka dni później zostałem zaproszony na imprezę urodzinową, na której poznałem Mariolę Deynę, żonę Kazika. Towarzystwo sobie popiło i był problem z jej odwiezieniem do domu. Ja odważyłem się i odwiozłem ją. Na pożegnanie wymieniliśmy się numerami telefonów. Po dwóch tygodniach zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy mógłbym odwieźć Kazika na lotnisko. Oczywiście zawiozłem go. Dzięki temu lepiej poznaliśmy się i zaczęła się nasza przyjaźń. Muszę dodać, że trudno było powiedzieć, kto jest jego przyjacielem, z kim się przyjaźni naprawdę, bo on był bardzo zamknięty w sobie, o takich rzeczach niechętnie mówił. On na nic nie narzekał. Rozmawialiśmy prawie o wszystkim, oprócz tego, że grał w Legii i w reprezentacji Polski. A to dlatego, że miał duży żal do kierownictwa Polskiego Związku Piłki Nożnej i szefostwa Legii Warszawa, że w ogóle z nim się nie kontaktowali przez lata. Zarówno wtedy, kiedy był w Anglii, a także podczas jego pobytu w USA. Jeszcze jedna sprawa bardzo ciążyła na jego psychice. Podczas Mistrzostw Świata 1978 w Argentynie Deyna wykonywał rzut karny w meczu z reprezentacją Argentyny. I nie trafił do bramki. Dla niego była to tragedia i nie mógł tego wyrzucić z pamięci. Z tego powodu jacyś ludzie zniszczyli mu samochód, który stał w pobliżu domu – przypomniał.
Marzeniem Deyny był powrót do Polski i założenie szkółki piłkarskiej dla dzieci. Dopóki było to możliwe, łączył występy na boisku w roli zawodnika z pracą w charakterze trenera. Zagrał także w amerykańskim filmie Johna Hustona pod tytułem „Ucieczka do zwycięstwa” (Escape to Victory), u boku znakomitych aktorów i piłkarzy, m.in. Co Prinsa, Paula van Himsta, Johna Warka, Maksa von Sydow, Bobby’ego Moore’a i Mike’a Summerbee.

Nieźle mu się nawet powodziło, ale wszystkie oszczędności powierzył Tedowi Miodońskiemu – zaprzyjaźnionemu menadżerowi i wspólnikowi (budowa hoteli), który okazał się zwykłym oszustem. Znając numery kont bankowych Deyny i mając pełnomocnictwa, ukradł zawodnikowi blisko milion dolarów. Sprawę z manipulowaniem kontami piłkarza odkryła jego żona Mariola Deyna. Zawodnik stracił nie tylko wiele pieniędzy, ale również pogorszyły się jego stosunki w rodzinie. Nasz znakomity piłkarz, kompletnie załamany finansowym niepowodzeniem (stracił wszystko), zaczął szukać pocieszenia w alkoholu.
– Kiedy mieszkałem w San Diego, byłem prawie na każdym meczu San Diego Sockers, w którym grał Kaziu. Dostałem od niego specjalną kartę wstępu. Mieliśmy bardzo dobre relacje – stwierdził Janusz Marciniak.
– Kaziu lubił żartować i często był duszą towarzystwa. Nigdy nie chodził w jeansach. Zawsze był elegancko ubrany, nawet po meczu. W marcu 1989 roku zadzwonił do mnie i zaprosił do siebie do domu. Była to ogromna niespodzianka, bo kiedy przyjechałem, zorganizował przyjęcie z okazji moich urodzin. Nie było jego żony Marioli, bo byli już w separacji. Z synem Norbertem też nie miał, niestety, dobrych relacji. Norbert wciąż mieszka w San Diego.
– Ten nasz rozdział w książce to podsumowanie wspomnień o Kaziku. Nikt z Legii ani żaden kolega z reprezentacji nie był na jego pogrzebie. Są różne teorie na temat jego śmierci. Kiedy wyszedł z baru Sport Legend Bar i wracał do domu, miał do pokonania krótką trasę. Ja uważam, że po prostu zasnął za kierownicą i… zginął. Stało się to w dniu, kiedy dostał pismo rozwodowe. To go chyba dobiło – stwierdziła Małgorzata Kałuża.
– Przyczynił się do tego również Miodoński, który na początku był zbawcą Kazika, bo załatwił mu kontrakt z Manchesterem City, a potem, gdy musiał opuścić Anglię, załatwił mu kontrakt w San Diego. Szybko tam się zregenerował i stał się gwiazdą – podkreśliła.
Kazimierz Deyna zginął w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1989 w wypadku samochodowym na sześciopasmowej autostradzie I-15, na północ od Miramar Road. Podczas powrotu do domu, kierowany przez niego biały Dodge Colt z całą siłą uderzył w tył zepsutej, choć prawidłowo zaparkowanej na prawym skrajnym pasie (awaryjnym) ciężarówki, należącej do Meksykanina Manuela Vasqueza. Kazimierz Deyna pochowany został 9 września 1989 roku na wielowyznaniowym cmentarzu w El Camino Memorial Park Madonna Lawn w San Diego. W uroczystościach pogrzebowych wzięło udział około 100 osób.
Urna z prochami Kazimierza Deyny została sprowadzona do Polski. 6 czerwca 2012 roku, w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie, została odprawiona msza święta pogrzebowa, po której urna spoczęła na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.Uroczystość miała charakter państwowy. W pożegnaniu znakomitego piłkarza uczestniczyli m.in.: ówczesna minister sportu i turystyki Joanna Mucha, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzej Kraśnicki, muzyk Stanisław Sojka oraz ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski w piłce nożnej Franciszek Smuda. Andrzej Kraśnicki wręczył wdowie po piłkarzu, Marioli, Złoty Medal Polskiego Komitetu Olimpijskiego przyznany pośmiertnie Kazimierzowi Deynie.

Organizatorzy Przytuliska serdecznie dziękują sponsorom, dzięki którym te spotkania mogą się odbywać. A są nimi: Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa, mecenas Przemysław Jan Bloch i dr Stanisław Burzyński. A sponsorzy medialni to: abecadło, Kurier Plus i Nowy Dziennik.
Autor i zdjęcia: Janusz M. Szlechta