New York, NY
72°
Clear
6:40 am7:19 pm EDT
Feels like: 72°F
Wind: 10mph SW
Humidity: 59%
Pressure: 29.91"Hg
UV index: 0
11 pm12 am1 am2 am3 am
70°F
70°F
68°F
68°F
68°F
WedThuFriSatSun
75°F / 46°F
52°F / 43°F
63°F / 59°F
72°F / 50°F
70°F / 45°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Polonia

Kazimierz Deyna – znakomity piłkarz i normalny człowiek

12.12.2024
Elżbieta Kieszczyńska otwiera Przytulisko w MM Art Studio w Wallington, NJ. Wita Małgorzatę Kałużę i Janusza Marciniaka - współautorów książki

Przytulisko Literacko-Artystyczne zorganizowało w listopadzie trzy spotkania: 12 listopada w Polskim Instytucie Naukowym na Manhattanie, 14 listopada w Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoincie oraz 18 listopada w MM Art Studio w Wallington, NJ. Ich bohaterami byli Małgorzata Kałuża i Janusz Marciniak – współautorzy unikalnej książki „Deyna czyli obcy. Amerykański sen”. Podczas tych spotkań opowiadali o tym, jak powstawała książka oraz o amerykańskiej historii znakomitego polskiego piłkarza, jednego z najlepszych w historii światowego futbolu.

Okładka książki „Deyna czyli obcy. Amerykański sen”

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-KA pod oryginalnym tytułem „Deyna czyli obcy”. Jej autorem jest Roman Kołtoń. Poprosił Małgorzatę Kałużę i Janusza Marciniaka, aby dodali do niej rozdział amerykański Kazimierza Deyny, z którym się przyjaźnili w Stanach Zjednoczonych. Na prośbę autora napisali fascynującą opowieść o pobycie Kazimierza Deyny w Kalifornii. Są w niej zawarte rozmowy z piłkarzami San Diego Sockers, którzy grali z „Magic Kaz” i uważają go za swojego mistrza. Dodali zdjęcia Deyny, nigdy wcześniej nie publikowane. I w ten sposób narodziło się drugie wydanie książki „Deyna czyli obcy. Amerykański sen”.

Jest to swoista biografia Kazimierza Deyny. Z książki dowiadujemy się kim był kapitan olimpijskiej „złotej jedenastki” w 1972 roku, piłkarski geniusz, którego stawiano obok Franza Beckenbauera czy Johana Cruyffa. Na zakończenie każdego spotkania Janusz Marciniak i Małgorzata Kałuża wręczali uczestnikom pamiątkowe zdjęcia Kazimierza Deyny.

Piłkarska droga Deyny

Małgorzata Kałuża i Janusz Marciniak przypomnieli jak wyglądała piłkarska droga Kazimierza Deyny. Znali się, byli ze sobą zaprzyjaźnieni, więc są to intrygujące i prawdziwe historie. Janusz Marciniak stwierdził, że Kazimierz Deyna bardzo mało o sobie mówił. Uważał, że piłkarz powinien o sobie opowiadać swoją grą na boisku. Był niedoceniany i wygwizdywany przez polskich kibiców, przede wszystkim tych, którzy nie lubili Legii Warszawa, w której grał przez kilka lat.

Kazimierz Deyna urodził się 23 października 1947 roku w Starogardzie Gdańskim. Miał ośmioro rodzeństwa: Irenę, Henryka, Franciszka, Teresę, Elżbietę, Marię, Jadwigę i Barbarę oraz przybraną siostrę Wandę. Zainteresowanie sportem zaszczepili w nim bracia i siostra Teresa. W 1958 roku rozpoczął karierę w klubie ZKS Włókniarz Starogard Gdański, trafiając pod opiekę Henryka Piotrowskiego.

Jesienią 1965 roku rozpoczęła się walka o piłkarza pomiędzy najmocniejszymi klubami Trójmiasta: Arką Gdynia i Lechią Gdańsk. Rodzice Kazimierza podpisali w jego imieniu umowę z Arką, mimo że był on wciąż zawodnikiem Włókniarza. Za podpisanie karty zawodniczej z dwoma klubami jednocześnie Deyna został ukarany: najpierw dwumiesięczną, a później dziewięciomiesięczną dyskwalifikacją. W wyniku dyskwalifikacji mógł występować w reprezentacji Polski juniorów, ale nie grał w rozgrywkach klubowych. 10 października 1965 roku Deyna zadebiutował w reprezentacji Polski juniorów w meczu z drużyną Czechosłowacji.

Uczestnicy spotkania chętnie kupowali książkę i prosili współautorów o autografy

8 października 1966 roku Kazimierz Deyna zadebiutował w polskiej pierwszej lidze, występując w drużynie Łódzkiego Klubu Sportowego przeciwko Górnikowi Zabrze. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Po rozegraniu jednego meczu w pierwszej lidze, Deyna został powołany do wojska w formie transferu do Legii Warszawa. W tej drużynie zadebiutował 20 listopada 1966 roku przeciwko Ruchowi Chorzów. W warszawskiej Legii zagrał w 304 meczach I ligi. Więcej spotkań w tymże klubie rozegrał tylko Lucjan Brychczy (368). Strzelił 94 bramki, zajmując także pod tym względem drugie miejsce wśród zawodników Legii. Kazimierz Deyna w warszawskiej Legii grał z numerem 10, który od sezonu 2006/2007 jest w stołecznym klubie zastrzeżony.

– Kiedy grał w Legii, był to najbardziej lubiany piłkarz w Warszawie i w Polsce. Tylko jak grał na Stadionie Śląskim, wtedy był wygwizdywany – podkreślił Janusz Marciniak.

W 1974 roku o pozyskanie Deyny zaczęły starać się kluby zagraniczne, między innymi: A.C. Milan, Inter Mediolan, AS Monaco, Real Madryt i Bayern Monachium. Za każdym razem rozmowy kończyły się fiaskiem, gdyż Deyna, jako oficer Ludowego Wojska Polskiego, nie mógł wyjechać do krajów NATO. Dopiero po „trzydziestce” mógł wyjechać za granicę i tam rozwijać swoją karierę. Zgodę władz państwowych na wyjazd z Polski otrzymał dopiero po drugim występie w mistrzostwach świata w 1978 roku. Po kilku miesiącach negocjacji, menadżer Kazimierza Deyny, Ted Miodoński, doprowadził do podpisania 22 listopada 1978 roku kontraktu z angielskim klubem Manchester City. Zagrał w nim dwa sezony. Gra w tym klubie okazała się dla niego koszmarem, a nie spełnieniem. Zasada brytyjskiego futbolu „kopnij i biegnij” wyraźnie mu nie odpowiadała. Przeżywał załamanie i coraz częściej sięgał po… whisky. Coraz rzadsze występy w pierwszej jedenastce Manchesteru City i przesunięcie do zespołu rezerw sprawiły, że Deyna zaczął poszukiwać nowego klubu. Po konflikcie z policją drogową wyjechał – a raczej uciekł – do Ameryki. Za namową menadżera Teda Miodońskiego podpisał kontrakt z San Diego Sockers w Kalifornii. Tam przeżywał wspaniały okres gry. Ale potem wróciły problemy i coraz częściej zaglądał do kieliszka. Zginął 1 września 1989 roku, kiedy prowadził samochód i wjechał pod ciężarówkę stojącą na pasie awaryjnym. Miał 42 lata. Do dzisiaj nie wiadomo, jaka była realna przyczyna. Jedna z teorii mówi, że zasnął za kierownicą, a inna że świadomie wjechał pod ciężarówkę. Powodem miał być konflikt z mafią. Jak było naprawdę, chyba nigdy się już nie dowiemy.

Wspólne zdjęcie uczestników spotkania w MM Art Studio w Wallington, NJ

Król środka pola w reprezentacji Polski

Kazimierz Deyna powszechnie uważany jest za najlepszego środkowego pomocnika w historii polskiego futbolu. W reprezentacji Polski, w której jego pierwszym trenerem był Ryszard Koncewicz, zadebiutował w wieku 21 lat. 24 maja 1968 roku zagrał na Stadionie Śląskim w Chorzowie w meczu przeciwko reprezentacji Turcji, który polska reprezentacja wygrała 8:0. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 roku reprezentacja Polski, prowadzona przez Kazimierza Górskiego, osiągnęła największy sukces w historii, sięgając po złoty medal. Po pokonaniu ZSRR i Maroka, Polacy rozegrali finałowy mecz z Węgrami i wygrali 2:1. Obie bramki dla reprezentacji Polski zdobył Kazimierz Deyna.

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 1974, które odbyły się w Republice Federalnej Niemiec, też zakończyły się sukcesem polskiej reprezentacji z udziałem Kazimierza Deyny. W meczu o 3. miejsce polski zespół wygrał z Brazylią 1:0. Deyna został trzecim piłkarzem tych mistrzostw (za Cruyffem i Beckenbauerem), a Grzegorz Lato – królem strzelców!

Spotkanie ze współautorami książki w Polskim Instytucie Naukowym (PIASA) na Manhattanie prowadził Jerzy Świątkowski (z lewej)

Z Igrzysk Olimpijskich 1976 w Montrealu Kazimierz Deyna wrócił ze srebrnym medalem. Polska reprezentacja przegrała finałowy mecz 1:3 z reprezentacją NRD. Start polskiej reprezentacji z udziałem Kazimierza Deyny w finale kolejnego Mundialu w Argentynie (1978) był już znacznie mniej udany i efektowny.

Amerykańska przygoda z piłką w San Diego

W lutym 1981 roku, za 35 tysięcy dolarów, został piłkarzem wspomnianego już San Diego Sockers. Zadebiutował w zespole 28 marca w wygranym 2:1 meczu z Vanocuver Whitecaps. W tym klubie grał regularnie przez siedem lat (zarówno w rundzie zasadniczej, jak i play-offs). Miał wielu fanów. W NASL rozegrał 105 spotkań.

– To były początki piłki nożnej w Ameryce. Kaziu był świetnym piłkarzem i on rządził w klubie – zaznaczył Janusz Marciniak.

– Jak poznałem Kazia Deynę? Pierwszy raz zobaczyłem go w kościele w San Diego podczas mszy. Ja stałem przy jednej ścianie, a on przy drugiej. Zauważyłem, że ludzie częściej spoglądali na niego niż na ołtarz i księdza. Kilka dni później zostałem zaproszony na imprezę urodzinową, na której poznałem Mariolę Deynę, żonę Kazika. Towarzystwo sobie popiło i był problem z jej odwiezieniem do domu. Ja odważyłem się i odwiozłem ją. Na pożegnanie wymieniliśmy się numerami telefonów. Po dwóch tygodniach zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy mógłbym odwieźć Kazika na lotnisko. Oczywiście zawiozłem go. Dzięki temu lepiej poznaliśmy się i zaczęła się nasza przyjaźń. Muszę dodać, że trudno było powiedzieć, kto jest jego przyjacielem, z kim się przyjaźni naprawdę, bo on był bardzo zamknięty w sobie, o takich rzeczach niechętnie mówił. On na nic nie narzekał. Rozmawialiśmy prawie o wszystkim, oprócz tego, że grał w Legii i w reprezentacji Polski. A to dlatego, że miał duży żal do kierownictwa Polskiego Związku Piłki Nożnej i szefostwa Legii Warszawa, że w ogóle z nim się nie kontaktowali przez lata. Zarówno wtedy, kiedy był w Anglii, a także podczas jego pobytu w USA. Jeszcze jedna sprawa bardzo ciążyła na jego psychice. Podczas Mistrzostw Świata 1978 w Argentynie Deyna wykonywał rzut karny w meczu z reprezentacją Argentyny. I nie trafił do bramki. Dla niego była to tragedia i nie mógł tego wyrzucić z pamięci. Z tego powodu jacyś ludzie zniszczyli mu samochód, który stał w pobliżu domu – przypomniał.

Marzeniem Deyny był powrót do Polski i założenie szkółki piłkarskiej dla dzieci. Dopóki było to możliwe, łączył występy na boisku w roli zawodnika z pracą w charakterze trenera. Zagrał także w amerykańskim filmie Johna Hustona pod tytułem „Ucieczka do zwycięstwa” (Escape to Victory), u boku znakomitych aktorów i piłkarzy, m.in. Co Prinsa, Paula van Himsta, Johna Warka, Maksa von Sydow, Bobby’ego Moore’a i Mike’a Summerbee.

Wspólne zdjęcie uczestników Przytuliska w Polskim Instytucie Naukowym na Manhattanie. Pierwszy z lewej – konsul Tomasz Wielgomas, pierwsza z prawej – prof. Anna Frajlich-Zając

Nieźle mu się nawet powodziło, ale wszystkie oszczędności powierzył Tedowi Miodońskiemu – zaprzyjaźnionemu menadżerowi i wspólnikowi (budowa hoteli), który okazał się zwykłym oszustem. Znając numery kont bankowych Deyny i mając pełnomocnictwa, ukradł zawodnikowi blisko milion dolarów. Sprawę z manipulowaniem kontami piłkarza odkryła jego żona Mariola Deyna. Zawodnik stracił nie tylko wiele pieniędzy, ale również pogorszyły się jego stosunki w rodzinie. Nasz znakomity piłkarz, kompletnie załamany finansowym niepowodzeniem (stracił wszystko), zaczął szukać pocieszenia w alkoholu.

– Kiedy mieszkałem w San Diego, byłem prawie na każdym meczu San Diego Sockers, w którym grał Kaziu. Dostałem od niego specjalną kartę wstępu. Mieliśmy bardzo dobre relacje – stwierdził Janusz Marciniak.

– Kaziu lubił żartować i często był duszą towarzystwa. Nigdy nie chodził w jeansach. Zawsze był elegancko ubrany, nawet po meczu. W marcu 1989 roku zadzwonił do mnie i zaprosił do siebie do domu. Była to ogromna niespodzianka, bo kiedy przyjechałem, zorganizował przyjęcie z okazji moich urodzin. Nie było jego żony Marioli, bo byli już w separacji. Z synem Norbertem też nie miał, niestety, dobrych relacji. Norbert wciąż mieszka w San Diego.

– Ten nasz rozdział w książce to podsumowanie wspomnień o Kaziku. Nikt z Legii ani żaden kolega z reprezentacji nie był na jego pogrzebie. Są różne teorie na temat jego śmierci. Kiedy wyszedł z baru Sport Legend Bar i wracał do domu, miał do pokonania krótką trasę. Ja uważam, że po prostu zasnął za kierownicą i… zginął. Stało się to w dniu, kiedy dostał pismo rozwodowe. To go chyba dobiło – stwierdziła Małgorzata Kałuża.

– Przyczynił się do tego również Miodoński, który na początku był zbawcą Kazika, bo załatwił mu kontrakt z Manchesterem City, a potem, gdy musiał opuścić Anglię, załatwił mu kontrakt w San Diego. Szybko tam się zregenerował i stał się gwiazdą – podkreśliła.

Kazimierz Deyna zginął w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1989 w wypadku samochodowym na sześciopasmowej autostradzie I-15, na północ od Miramar Road. Podczas powrotu do domu, kierowany przez niego biały Dodge Colt z całą siłą uderzył w tył zepsutej, choć prawidłowo zaparkowanej na prawym skrajnym pasie (awaryjnym) ciężarówki, należącej do Meksykanina Manuela Vasqueza. Kazimierz Deyna pochowany został 9 września 1989 roku na wielowyznaniowym cmentarzu w El Camino Memorial Park Madonna Lawn w San Diego. W uroczystościach pogrzebowych wzięło udział około 100 osób.

Urna z prochami Kazimierza Deyny została sprowadzona do Polski. 6 czerwca 2012 roku, w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie, została odprawiona msza święta pogrzebowa, po której urna spoczęła na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.Uroczystość miała charakter państwowy. W pożegnaniu znakomitego piłkarza uczestniczyli m.in.: ówczesna minister sportu i turystyki Joanna Mucha, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzej Kraśnicki, muzyk Stanisław Sojka oraz ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski w piłce nożnej Franciszek Smuda. Andrzej Kraśnicki wręczył wdowie po piłkarzu, Marioli, Złoty Medal Polskiego Komitetu Olimpijskiego przyznany pośmiertnie Kazimierzowi Deynie.

Foto: Zosia Żeleska-Bobrowski – Wspólne zdjęcie uczestników Przytuliska w Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoincie. Prowadził je Janusz Skowron – siedzi przy stole pierwszy z prawej

Organizatorzy Przytuliska serdecznie dziękują sponsorom, dzięki którym te spotkania mogą się odbywać. A są nimi: Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa, mecenas Przemysław Jan Bloch i dr Stanisław Burzyński. A sponsorzy medialni to: abecadło, Kurier Plus i Nowy Dziennik.

Autor i zdjęcia: Janusz M. Szlechta

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner