New York, NY
61°
Sunny
7:10 am6:11 pm EDT
Feels like: 61°F
Wind: 5mph SW
Humidity: 45%
Pressure: 30.53"Hg
UV index: 1
6 pm7 pm8 pm9 pm10 pm
57°F
55°F
54°F
54°F
52°F
MonTueWedThuFri
66°F / 54°F
70°F / 50°F
64°F / 50°F
66°F / 50°F
61°F / 45°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Publicystyka
Społeczeństwo
Kultura
Polonia

Krzysztof Medyna zawitał do PUL w Filadelfii

03.12.2025
Krzysztof Medyna jako pierwszy zagrał utwór The Sound of Music z filmu "The Sound of Music", który skomponował Richard Rodgers

Spotkanie z Krzysztofem Medyną, znanym i cenionym polskim saksofonistą, odbyło się w Polskim Domu w Filadelfii, w stanie Pensylwania, w niedzielę, 16 listopada 2025 roku. Jego organizatorem był zarząd Polskiego Uniwersytetu Ludowego z panią prezydent Małgorzatą Zaleską na czele. Było to już czwarte w tym roku spotkanie z tym wspaniałym muzykiem, zorganizowane z inicjatywy Przytuliska Literacko-Artystycznego.

To wyjątkowe spotkanie prowadził Mariusz A. Wolf, autor książki „Krzysztof Medyna. Krotochwile, saksofon i jazz, czyli całe moje życie”. Krzysztof Medyna jest nie tylko doskonałym saksofonistą, ale również rozmówcą, stąd też świetnie opowiada zgrabnymi dykteryjkami o dzieciństwie, rodzinie i przyjaciołach w czasach PRL-u, ale także rzuca niezwykle osobiste spojrzenie na życie polskiego muzyka w Stanach Zjednoczonych. Przekonaliśmy się o tym podczas niedzielnego spotkania.

Małgorzata Zaleska, prezydent PUL, powitała uczestników spotkania oraz specjalnego gościa

Uczestników spotkania i specjalnych gości powitała pani prezydent PUL Małgorzata Zaleska. Do Polskiego Domu przybyło blisko sto osób, no bo takiego artystę chce się zobaczyć i usłyszeć. Ale najpierw Mariusz A. Wolf zaprosił  wszystkich na specjalny koncert Krzysztofa Medyny. Jako pierwszy zagrał utwór The Sound of Music z filmu „The Sound of Music” (w kinach pojawił się w 1965 roku), który skomponował Richard Rodgers. Krzysztof Medyna zagrał też utwór „Ludzkie gadanie”, do którego muzykę napisał Seweryn Krajewski, a który śpiewała Maryla Rodowicz. Kolejne sprawiły, że popłynęliśmy w inny świat i… nie chciało się wracać.

Krótka opowieść o długiej jazzowej drodze

Krzysztof Medyna rozpoczął karierę jazzową na początku lat 70. w grupie Quidam Jazz Quartet. Przez kilka lat (1975-1978) grał w Szwecji – podobnie jak wielu polskich jazzmanów tamtych czasów. Po powrocie do Polski, wraz z pianistą Andrzejem Winnickim, założył grupę Breakwater. W 1979 roku, podczas Festiwalu Jazz nad Odrą, zdobyli pierwszą nagrodę. Krzysztof zdobył pierwszą nagrodę również jako solista. Po przeprowadzce do USA w 1981 roku, współpracował z wieloma znanymi muzykami, takimi jak: Greg Maker, Dave Braham, Fukushi Tainaka, Kengo Nakamura, Jeremy Pelt, Nasheet Waits, Scott Colley, Drew Gress, Russ Johnson i Marshall Gilkes. Zafascynowany osobą i muzyką Krzysztofa Komedy, wraz z Andrzejem Winnickim, założył Komeda Project Quintet, w którym od lat popularyzują polski jazz. Breakwater odrodził się w USA w 1992 roku w polsko-amerykańskim składzie. Występowali wówczas w popularnych nowojorskich klubach: The Five Spot, Bar 55, Zanzibar, Fireplace Club, Club Bene, Van Gogh’s Ear, a nawet w St. Peter’s Church. Archiwalne nagrania z tych klubów stały się podstawą do wydania albumu „Live in New York City 1993-95”. Pianista Andrzej Winnicki oraz saksofonista Krzysztof Medyna konsekwentnie realizują w Ameryce, od prawie pół wieku, swoje artystyczne marzenia. Przygotowują nagrania oraz projekty, które stają się ważne nie tylko dla całego polskiego jazzu, ale są także doskonałym odniesieniem dla  naszej muzyki w tak zwanym świecie.

Mariusz Wolf (stoi z prawej) zadawał Krzysztofowi Medynie wiele pytań dotyczących jego drogi muzycznej; zapytał na przykład czy grając, cały czas szuka dźwięku

Krzysztof Medyna towarzyszył Czesławowi Niemenowi podczas jego wielkiego koncertu w Town Hall Theatre na Manhattanie w 1993 roku. W Polsce występował m.in. w Sali Kongresowej w Warszawie, Filharmonii i Amfiteatrze w Szczecinie oraz Filharmonii w Słupsku. W 2015 roku zaczął występować w duecie z legendarnym polsko-amerykańskim pianistą Adamem Makowiczem. Chętnie też daje koncerty podczas różnych wydarzeń polonijnych.

Jazz ma się w sobie, albo nie

Kiedy odstawił saksofon, usiadł przy stole obok Mariusza Wolfa i rozpoczęła się dyskusja o muzyce, o życiu z muzyką w głowie i sercu. W tle była oczywiście książka „Krzysztof Medyna. Krotochwile, saksofon i jazz, czyli całe moje życie”.  Mariusz Wolf przekazał dobrą wiadomość: kilka dni przed tym spotkaniem książka jego autorstwa ukazała się w języku angielskim pod tytułem „Krzysztof Medyna. Saxophone, Jazz, Life In Between, as told to” i jest dostępna w internecie na stronie Amazon.com. Mariusz zadawał pytania, między innymi: „Dlaczego ten jazz? Nie mogłeś grać na przykład rocka? Dlaczego wybrałeś saksofon? Nie mogłeś wybrać innego instrumentu?” 

Na spotkanie z Krzysztofem Medyną przybyło do Polskiego Domku liczne grono miłośników jazzu i dobrego słowa

„Muzyki trzeba się uczyć i to jest oczywiste, ale jazzu nie da się nauczyć, bo albo się go ma w sobie, albo nie” – stwierdził Krzysztof Medyna. „Mamy bardzo wiele przykładów na to, że osoby bardzo dobrze wykształcone muzycznie nie mają predyspozycji jazzowych, grają jazz ale ten jazz jest pozbawiony podstawowych elementów. W moich genach płynie muzyka ze względu na układy rodzinne, odziedziczyłem ją po rodzicach. Dlaczego akurat jazz? Ano dlatego, że ktoś z moich przodków musiał mieć jakiś kontakt z afrykańskim osobnikiem lub osobniczką, bo obok typowo muzycznych genów pojawił się też gen wrażliwy na rytm. Puls – to, co jest w muzyce czarnoskórych… chociaż muzyka latynoska też ma przepiękny puls. Kiedy miałem 12 lat, po raz pierwszy zobaczyłem w czarno-białej telewizji zespół, który grał tak zwany dixieland. Nie miałem wówczas pojęcia, że taka muzyka istnieje. Zachwycił mnie ten niesamowity rytm. Zespół grał melodie, które znałem, ale oni grali je inaczej. Dla mnie było to szczególnie ekscytujące, bo ja cokolwiek robię, to robię to inaczej. Potem, ucząc się muzyki nie-jazzowej, jednocześnie słuchałem tej mojej ukochanej muzyki. To tak, jakby ci kazali ożenić się z kobietą, której nie kochasz, ale tam masz tę, którą kochasz. Jesteś z tą, którą kochasz, ale z tą, której nie kochasz, jesteś oficjalnie” – dodał.

„Grywałem też rocka, bo jeden drugiemu nie przeszkadza. Mam świadków. Nie tak dawno w Nowym Jorku został zorganizowany Festiwal Muzyki Tadeusza Nalepy. Koledzy grali świetnego bluesa i ja do nich dołączyłem. Nie wyrzucili mnie, czyli… jest ok. Można? Można!” – stwierdził muzyk.

Krzysztof  Medyna wyjaśnił też, dlaczego jego ulubionym instrumentem stał się saksofon.

„W wieku 5 lat zacząłem grać na fortepianie. Kiedy uczyłem się muzyki w szkole to zaczynałem od klarnetu bo… nie było klasy saksofonu. Co więcej, jeśli profesor dowiedział się, że klarnecista gra na saksofonie, to mógł być usunięty ze szkoły. To były takie czasy. A dlaczego? Bo wtedy nie było innego kształcenia niż  kształcenie klasyczne. Zadęcie na saksofonie jest inne i powoduje, że długie granie na saksofonie może zdeformować to prawidłowe, klasyczne brzmienie klarnetu. I to był powód. A  saksofonem zaraził mnie nasz sąsiad, który był członkiem zakładowej orkiestry i często słyszałem przez okno, jak ćwiczył i ćwiczył. No i ja też zacząłem ćwiczyć” – powiedział.

Dyskusję Krzysztof Medyna zakończył we wspaniałym stylu – zagrał utwór „Czarny Orfeusz” z filmu o tym samym tytule „Black Orpheus”. Autorem muzyki jest Brazylijczyk Luiz Bonfa. Dostał za to brawa na stojąco.

Medale za saksofon i wsparcie dla PUL

Na zakończenie spotkania miało miejsce wydarzenie, które było dla wszystkich miłym zaskoczeniem. Dr Janusz Romański, komendant Okręgu 10. Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Pensylwanii i honorowy prezydent Polskiego Uniwersytetu Ludowego w Filadelfii, wręczył Krzysztofowi Medynie Medal Gen. Kazimierza Pułaskiego. Podkreślił, że jest to wyraz uznania dla jego talentu i wspaniałego muzycznego przekazu. A potem wręczył Medal Ignacego Paderewskiego dla Małgorzaty  Piszcz-Connelly, która jest lekarzem specjalistą w dziedzinie chorób wewnętrznych, członkiem Amerykańskiej Akademii Lekarskiej i prowadzi własną klinikę w Millville, NJ. Janusz Romański stwierdził, że „jest to wyraz uznania za jej wkład w budowę prestiżu Polonii oraz za wieloletnie wsparcie PUL”.

Janusz Romański (pierwszy z lewej), honorowy prezydent Polskiego Uniwersytetu Ludowego, wręczył medale Krzysztofowi Medynie i i lekarce Małgorzacie Piszcz-Connelly. Z prawej stoi Mariusz Wolf

Małgorzata Zaleska, prezydent PUL, wręczyła dyplom uznania Krzysztofowi Medynie.

Potem uczestnicy tego wyjątkowego spotkania pozowali do wspólnych zdjęć z Krzysztofem Medyną.

Kolejka po książkę „Krzysztof Medyna. Krotochwile, saksofon i jazz, czyli całe moje życie”. Muzyk pisze dedykację pani Małgorzacie Zaleskiej
Wspólne zdjęcie uczestników spotkania z Krzysztofem Medynaą i Mariuszem Wolfem
*

Polski Dom – The Associated Polish Home of Philadelphia (9150 Academy Road) – to szczególne miejsce. W tym roku świętuje 125-lecie powstania i nieprzerwanej działalności. Służy rozwijaniu i zaspokajaniu potrzeb kulturalnych, edukacyjnych i społecznych naszych rodaków w Filadelfii i nie tylko. Historia pokazuje, że rzadko się zdarza, aby instytucje takie jak ta przetrwały i rozwijały się przez tak długi czas i przez tak wiele pokoleń. A jednak jest to możliwe. Zapewne dlatego, że jest miejsce bardzo ważne w codziennym życiu Polaków i Amerykanów polskiego pochodzenia.

To tutaj ma też siedzibę Polski Uniwersytet Ludowy, który swoją działalność kulturalno-oświatową dla Polonii prowadzi od 1918 roku. Jego celem jest szerzenie kultury, oświaty i wiedzy o Polsce wśród amerykańskiej Polonii i Amerykanów. Od początku swojej działalności Uniwersytet Ludowy dba o zachowanie języka polskiego i polskich tradycji, stąd też wszelkie spotkania i   wykłady prowadzone są w języku polskim. Więcej informacji można znaleźć na stronie: https://www.polishpeoplesuniversity.org

Autor: Janusz M. Szlechta

Zdjęcia: Janusz M. Szlechta

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE