„Mistrz Andrzej Pityński mi zaufał i w jednym z emaili napisał, że pokłada we mnie nadzieję. Tak więc był to dla mnie ogromny zaszczyt ale i poważne wyzwanie. Musiałem dotrzymać danego słowa, nie mogłem zawieść nadziei rzeźbiarza światowej klasy” – powiedział „Nowemu Dziennikowi” Zbigniew Walczak, prezes Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Rzeź Wołyńska i były wójt gminy Jarocin opowiadając o determinacji z jaką działał, żeby ten monument mógł stanąć w Domostawie.
***
Panie Zbigniewie, mijają dwa lata od momentu postawienia i odsłonięcia pomnika Rzeź Wołyńska w Domostawie. Jak Pan wspomina ten moment?
Bardzo się obawiałem tej uroczystości, bo to była wielka niewiadoma. Mieliśmy sygnały, że będzie dużo ludzi, ale jak liczna będzie to grupa trudno było nam przypuszczać. Na szczęście wiele osób, organizacji i stowarzyszeń, również naszych gminnych, pomogło nam w przygotowaniu tej ceremonii. Niżańskie Centrum Kultury zajęło się sprawą namiotów i nagłośnienia. Ludzie pana Witolda Gadowskiego, którzy w sierpniu organizują marsze w Częstochowie i mają w tym doświadczenie, zadbali o porządek przez co podczas uroczystości i przemarszów nie było żadnych incydentów. Dzięki współpracy z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych oraz Zarządem Dróg Wojewódzkich z placówki w Starej Woli udało nam się zorganizować parkingi, które były zlokalizowane na przebiegającej obok drodze wojewódzkiej (byłej krajowej). Tak więc przy planowaniu tego wszystkiego mieliśmy trochę pracy, ale udało nam się nad wszystkim zapanować mimo ogromnych tłumów. Ja nawet wraz z obecnym wójtem Tomaszem Podporą byłem przy pomniku kilka godzin wcześniej przed jego odsłonięciem, żeby sprawdzić czy wszystko jest tam w porządku, po czym wróciliśmy do swoich domów żeby się przebrać w garnitury. Okazało się, że niewiele brakowało, a nie udałoby się nam później dostać na tę uroczystość z powodu ogromnych korków jakie powstały w okolicy. Pomogła nam w tym trochę straż pożarna oraz żołnierze z Obrony Terytorialnej Kraju, którzy byli na uroczystości po cywilnemu. Dzięki temu udało nam się dotrzeć na miejsce w odpowiednim czasie.
Jak wyglądała ta ceremonia?
To było coś niesamowitego, atmosfera była niezapomniana, a uroczystość była bardzo podniosła i patriotyczna. Wokół pomnika złożono wiele wieńców z szarfami. Po jakimś czasie, gdy były robione porządki i zeschłe wieńce zostały wyrzucone, to wszystkie szarfy zostały zabrane i wyprasowane przez panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Domostawie. Na razie są schowane ale jak przy pomniku powstanie muzeum to je w nim wyeksponujemy. Podczas uroczystości – zgodnie z naszymi wcześniejszymi ustaleniami – nie było wystąpień żadnych polityków, chociaż mieliśmy pewne naciski, a później pretensje, że ktoś z uczestników nie był dopuszczony do głosu. Niestety tak ustaliliśmy wcześniej więc nie mogliśmy złamać tej zasady.

Czy ten pomnik jest w jakiś sposób zabezpieczony? Pytam o to bo wiem, że w wielu miejscach, w których początkowo miał on być zainstalowany – prócz nacisków politycznych – pojawiały się groźby jego uszkodzenia, a nawet wysadzenia. Poza tym został on już jakiś czas temu pomalowany w barwy i napisy banderowskie.
Już w momencie pierwszych prac, jakimi było zainstalowanie na tym terenie elektryki i lamp oświetleniowych założyliśmy kamery. Później pewna pani z zachodniej części Polski, która bardzo się martwiła o pomnik, przesłała nam pokaźną kwotę pieniędzy z przeznaczeniem na zrobienie profesjonalnego monitoringu. Dzięki temu, ten „malarz”, o którym pan wspomniał – a okazał się nim młodociany Ukrainiec – został szybko rozpoznany. Na monitoringu był nagrany moment, w którym rozmawiał przez komórkę. To wystarczyło policji by w dostępnych tam sieciach komórkowych, sprawdzić kto o tej konkretnej godzinie, minucie i sekundzie łączył się z tego miejsca. W ten sposób śledczy go namierzyli i złapali. On również, jak się później okazało, bazgrał też różne rzeczy we Wrocławiu i w Warszawie. Ojciec go podwoził samochodem w pobliże danego miejsca, po czym dalej podjeżdżał na rowerze i malował. Właściwie to wkopał go ojciec, który do niego zadzwonił, żeby go poinformować o przejeżdżającym patrolu. Jednak śledztwo z rąk niżańskiej policji szybko przejęły „czynniki” z góry, które od razu ustaliły, że była to prowokacja rosyjska. Po tej dewastacji pomnik zdecydowanie częściej odwiedzają policyjne patrole, a poza tym ma tam być także zainstalowana policyjna kamera, dzięki czemu na powiatowym posterunku w Nisku będzie bezpośredni podgląd na to co się dzieje w okolicy pomnika.
Wynika z tego, że pomnik przemówił do świadomości wielu osób. Zaczyna się nim interesować coraz więcej ludzi, a nawet polityków, którzy teraz chętnie tam się pojawiają. Tak więc spełniają się słowa wypowiedziane przez mistrza Andrzeja Pityńskiego, że „pomniki przemawiają symbolem”, a wręcz krzyczą o tym co artysta chciał przekazać. Dzięki temu sprawa Rzezi Wołyńskiej jest coraz głośniejsza.
Ma pan rację, i nawet ja, gdy jestem pytany przez różnych dziennikarzy w Polsce o ten pomnik, to często odpowiadam, że prócz upamiętniania ofiar pełni on także funkcję edukacyjną. No bo skąd taki młody Ukrainiec, który jest edukowany w kulcie ludobójców, gdzie na piedestał wynosi się katów ludności polskiej, ma wiedzieć, co oni tam wyprawiali, i co naprawdę wydarzyło się w czasie wojny. Więc jeśli przyjadą do Domostawy, i przyjdą pod pomnik, to poznają prawdę i dowiedzą się o wszystkim. Właśnie z myślą o takich osobach chcemy tam zainstalować tablice w języku ukraińskim, których tłumaczenie obiecał nam zrobić IPN z Rzeszowa. A wiemy, że Ukraińcy też odwiedzają ten pomnik ponieważ w skarbonce znajdujemy coraz więcej hrywien.

Niestety dla Ukraińców w szkołach sprawa Rzezi Wołyńskiej jest tematem tabu. Jak się z nimi tutaj rozmawia, to w ogóle nic o Wołyniu nie wiedzą, a banderowcy są dla nich bohaterami narodowymi. Dlatego też ten element edukacyjny pomnika Rzeź Wołyńska jest bardzo ważny.
On jest bardzo potrzebny, żeby otworzyć oczy nie tylko Ukraińcom, ale również wielu Polakom ponieważ w powszechnej świadomości w Polsce też nie ma za dużo wiadomości o tym co się tam wydarzyło. Oczywiście są pasjonaci historii, którzy zajmują się tą tematyką, ale wiele osób nie wie nic albo prawie nic na ten temat. Dopiero teraz jest nieco głośniej o Rzezi Wołyńskiej, ludzie się dowiadują o tym ludobójstwie i mają odwagę pytać o więcej. A to że coraz więcej mówi się o tym pomniku, że odwiedzają go politycy i wiadomości o tym podawane są w mediach, to dodaje rozgłosu sprawie rzezi.
A czy zagraniczne media też pojawiają się w Domostawie?
Miałem kiedyś wywiad, który przeprowadziła ze mną pewna pani współpracująca z jakimś włoskim reportażystą przygotowującym filmy dla telewizji włoskiej. Najpierw byli u mnie i nagrali rozmowę na temat pomnika. Później mieli jechać do prof. Andrzeja Nowaka do Krakowa, a następnie na Ukrainę. A jaki był końcowy efekt tej rozmowy i co z tego utworzyli, tego nie wiem. Był również niemiecki dziennikarz radiowy, w towarzystwie pewnego Polaka, który go do mnie przywiózł. Opowiedziałem mu wiele ważnych rzeczy, dawałem przykłady okrucieństwa z jakim banderowcy mordowali Polaków, itd. On mi bardzo dziękował za ten wywiad, ale co z tego zostało wykorzystane i wyeksponowane, tego też nie wiem. Myślę jednak, że dzięki temu ludzie na całym świecie dowiadują się co Ukraińcy robili z naszymi rodakami na Wołyniu.

Jak się Pan teraz czuje mając świadomość, że pomnik zaczął być ważny? Można powiedzieć, że zaczynają się nim interesować wszyscy. Z kolei Pan stał się swego rodzaju bohaterem, który nie tylko umiejscowił ten monument w Domostawie, ale również spełnił ostatnie życzenie mistrza Andrzeja Pityńskiego, dzięki czemu jego prochy mogły spocząć – jak to mawiał – „w polskiej ziemi i pod polskim niebem”.
Dla mnie jest to ogromna ulga, bo pewne rzeczy udało mi się pokonać i zrobić coś bardzo ważnego dla Polski. Mam też świadomość, że ten pomnik żyje, że jest ciągle odwiedzany i edukuje ludzi. Dopiero teraz się przekonałem jak bardzo ważny był on dla Kresowiaków, dla tych rodzin, których bliscy i krewni zostali bestialsko zamordowani. To jest wręcz szokujące jak oni odbierają to miejsce, jak licznie przyjeżdżają, jak bardzo się wzruszają i modlą. To, że ten pomnik ma taki odbiór, jak chyba żaden inny w Polsce, to naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie. Tak więc to wszystko daje mi świadomość, że był on niezmiernie potrzebny. Cieszę się również z tego, że nie na już różnych ataków, że ustało medialne obrzydzanie pomnikiem Rzeź Wołyńska, że nie pojawiają się już głosy, że jest on brzydki, kiczowaty, koszmarny, i że ma zbyt ostrą wymowę. Najważniejsze, że „Gazeta Wyborcza” dała sobie już spokój z takimi informacjami. Tak więc sytuacja chyba już się unormowała i nie ma obecnie ataków czy to na pomnik, jego kształt, czy też na jego wymowę. A skoro wszystko się uspokoiło, to my możemy teraz działać w spokoju. Oczywiście cały czas są obawy czy ktoś czegoś nam nie zdewastuje, ale jeśli chodzi o sytuację dotyczącą samego pomnika, to już nie musimy nikogo przekonywać, że on wcale nie jest taki drastyczny jak niektórzy go do tej pory przedstawiali. Zresztą ja zawsze mówię, że w odniesieniu do tego co się naprawdę wydarzyło na Wołyniu, to pomnik wcale nie jest drastyczny.
Niestety, żeby coś obrzydzić to z reguły używa się takich argumentów i podkreśla się, że coś jest drastyczne i szokujące. Podobna retoryka była w 2018 roku w Jersey City, gdy burmistrz Steven Fulop oraz lokalni deweloperzy chcieli usunąć z Exchange Place inny monument mistrza Andrzeja Pityńskiego – pomnik Katyń 1940.
Na szczęście te medialne ataki mamy już za sobą i właściwie dla mnie teraz najtrudniejszą rzeczą jest tylko przygotowywanie różnych uroczystości przy pomniku.

Wiem, że jednak zawsze świetnie Pan sobie z tym radzi i mam nadzieję, że tych uroczystości będzie tam coraz więcej. Kończąc naszą rozmowę gratuluję sfinalizowania kwestii usytuowania pomnika w Domostawie i jestem pełen podziwu dla ogromu pracy i energii, którą Pan włożył w to wszystko.
Taki jestem, że jeśli czegoś się podejmuję i zaczynam coś robić, to muszę to skończyć. A w tym przypadku zależało mi na tym jeszcze bardziej z tego powodu, że mistrz Andrzej Pityński mi zaufał i w jednym z emaili napisał, że pokłada w mnie nadzieję. Tak więc był to dla mnie ogromny zaszczyt ale i poważne wyzwanie. Musiałem dotrzymać danego słowa, nie mogłem zawieść nadziei rzeźbiarza światowej klasy. Niestety, on nie dożył tego momentu, bo mieliśmy trochę kłopotów i problemów do rozwiązania, które spowolniły cały proces. Na szczęście doprowadziliśmy do tego, że pomnik Rzeź Wołyńska stoi w bardzo dobrym miejscu w Domstawie, blisko Ulanowa i Małopolski Wschodniej, i widzi go każda osoba przejeżdżająca trasą Via Carpatia.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Ja również serdecznie dziękuję.
Rozmawiał Wojtek Maślanka
Wywiad został przeprowadzony przed tegorocznymi uroczystościami upamiętniającymi 83. rocznicę mordów na Wołyniu.