New York
57°
Fog
7:06 am4:28 pm EST
3mph
92%
30.2
ThuFriSat
54°F
46°F
45°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Opinie i Analizy

Odklejeni, posklejani – refleksje przeddziękczynne

23.11.2022
Teoria „Wielkiego Filtra” głosi, że najprawdopodobniej jesteśmy we wszechświecie sami, gdyż nawet, jeśli gdzieś wyłoniła się w jakimś momencie inna, wysoko rozwinięta cywilizacja, jej żywot był relatywnie krótki FOTO: PEXELS

Schodzę z bieżni, bo narastający w piersiach ucisk jednak przekłada się na łzy. Idę posiedzieć chwilę w szatni. Wyłączam muzykę. Słowa piosenki „Everybody’s changing” grupy Keane wciąż jednak dudnią mi w głowie. I sieką serce jak nożem.

Eliza Sarnacka-Mahoney

Coś takiego już mi się kiedyś przytrafiło. Po tygodniach przerwy wróciłam na siłownię i ćwiczyłam słuchając innej piosenki. Ze słowami: „ona już nas nie potrzebuje, bo jest silna i da sobie radę. Będzie OK”. To także był moment w życiu, gdy jak brzytwy chwytałam się każdej, dającej nadzieję myśli, że wszystko się ustoi, uleży i wyprostuje. Ze Starsza pokona chorobę i wyjdzie z niej silniejsza. Przyszłość jest wielkim znakiem zapytania, dlaczego nie założyć, że odpowiedź przyniesie ulgę, nie rozpacz?

Wszyscy się zmieniają, a ja nie wiem dlaczego, śpiewa Keanu w jednym ze swoich największych przebojów. Płaczę, bo jak inaczej opisać dzisiejszy świat? W najnowszym plebiscycie na młodzieżowe słówko roku w języku polskim wśród tegorocznych laureatów znalazło się słowo „odklejony”, którego młodzież używa zamiast starego „oderwany”, w odniesieniu do otaczającej rzeczywistości. Tylko że dożyliśmy czasów, że w byciu „odklejonym” wcale nie chodzi o pokoleniową przepaść między młodymi a starymi, a o to, że zmiany, w jakich przyszło nam uczestniczyć, każdego bez wyjątku wbijają dziś w poczucie, że coś nas omija, czegoś dojmująco nie rozumiemy, a co najgorsze, nie widzimy prostej drogi, by to zrozumienie osiągnąć. Eksperci od ludzkiej natury głoszą, że po pandemii nastąpiło w nas wszystkich pewne „obsunięcie”.  W odpowiedzi na przeciągły stres otoczyliśmy się grubszą tarczą ochronną staliśmy się mniej ufni i mniej gotowi inwestować psychicznie i emocjonalnie w relacje z drugim człowiekiem. Z drugiej zaś strony, na skutek doświadczenia przeciągającej się izolacji, do pewnego stopnia ten stan internalizowaliśmy i mamy dziś mniejszą potrzebę przebywania w towarzystwie innych, zwłaszcza jeśli nie są to członkowie najbliższej rodziny. Jak ulał pasuje tu stare przysłowie: „gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”. Problem w tym, że jeśli wstąpiliśmy na jakąś nową, ewolucyjną ścieżkę, która wyodrębni z nas człowieka o dużo niższych potrzebach społecznych, jej efekty będzie widać dopiero za jakiś czas. Na razie wszyscy te potrzeby wciąż posiadamy, bo jeszcze nam one definitywnie nie wypadły z genotypu. A że wiedzę o otaczającym świecie pozyskujemy przede wszystkim z obserwacji i obcowania z innymi, stąd to podskórne, uwierające „nie rozumiem” i „nie przystaję”.  Stąd, jak donoszą inni eksperci, badający nasze postawy życiowe, religijne i polityczne, pogłębiające się wszędzie na świecie podziały i animozje między przeciwstawnymi obozami.

Historia tego typu punktów zwrotnych w ludzkiej cywilizacji nie napawa optymizmem, w każdym razie nie w kwestii najbliższej przyszłości. Jeśli ma się powtórzyć, czeka nas jeszcze mnóstwo wstrząsów na wielu płaszczyznach naszego życia i prawdopodobnie silniejsze poczucie wyizolowania i „odklejenia” od tego, co dzieje się wokół. To, co pociesza, to również lekcja z historii. Wcześniej czy później z kotła chaosu zawsze w końcu wyłaniała się lepsza, przynajmniej na jakiś czas, przyszłość i nawet nieco mądrzejsza ludzkość, jeśli tę mądrość mierzymy miarą naszych wynalazków i postępu.

Będzie trudno, ale przeczekamy, czas zagoi rany. Tylko jak? Niestety znajdujemy się dzisiaj w zupełnie innym punkcie niż we wszystkich poprzednich momentach przełomu. Poszukując odpowiedzi na pytania o przyszłość, patrzymy nie tylko na paralele i lekcje z przeszłości, ale na to, czego uczy nas cały kosmos. Z bezprecedensową w ludzkiej historii możliwością faktycznego odkrycia i dotarcia do innych, inteligentnych cywilizacji. Optymiści nie mają wątpliwości, że to tylko kwestia czasu, jednak pesymiści wskazują na coś innego. Już pod koniec XX wieku (1996 r.) wyłoniła się tzw. teoria „Wielkiego Filtra”. Głosi ona, że najprawdopodobniej jesteśmy we wszechświecie sami, gdyż nawet, jeśli gdzieś wyłoniła się w jakimś momencie inna, wysoko rozwinięta cywilizacja, jej żywot był relatywnie krótki. Rzec można, na tle historii wszechświata była jak rozbłysk, eksplozja na tle nocnego nieba. Mogliśmy się z nią prostu rozminąć w czasie. Pytanie, jakie zadają sobie zwolennicy tej teorii brzmi: co powoduje krótkotrwałość kosmicznej inteligencji? Co przesądza o jej naturalnej śmierci? Zainteresowanych odsyłam do przeciekawego raportu NASA, który ukazał się kilka tygodni temu pt. „Avoiding the “Great Filter”: Extraterrestrial Life and Humanity’s Future in the Universe”. Tutaj odpowiem krótko. Przyczyną najprawdopodobniej są wewnętrzne konflikty, jakie zaczynają każdą taką cywilizacją rozdzierać od środka. Naukowcy nazywają to „wewnątrzustrojową dysfunkcją”, „ranami, które powstają w wyniku samookaleczania”. To one nie tylko uniemożliwiają inteligentnym cywilizacjom dalszy rozwój na własnej planecie, ale i powstrzymują je przed ekspansją na zewnątrz – stąd nasz brak sukcesów w dotychczasowych próbach kontaktu z obcymi światami.

Raport kończy się promykiem nadziei. Jeśli „Wielki Filtr” rzeczywiście istnieje, nie ma powodów zakładać, że nas też uśmierci. Mając jego świadomość możemy podjąć przeciwdziałanie, zacząć eliminować z życia czynniki, które mogą być dla nas śmiercionośne. Znamy je: nasz globalny arsenał atomowy, zmiany klimatyczne, parcie na rozwój technologiczny bez refleksji czy jest dla nas rzeczywiście korzystny, jak choćby pościg za sztuczną inteligencją. Osiągnąć to można w zdumiewająco prosty sposób: rezygnując z chorych ambicji i działając wspólnie na rzecz wspólnego dobra.

– You’re ok? – zaczepia mnie ktoś. Młoda dziewczyna. Podaje mi chusteczkę do wytarcia twarzy.

– Nie – przyznaję się. – Mam mamę chorą na alzheimera, słuchałam właśnie piosenki Keane i wyobraziłam sobie, że być może moja mama tak właśnie się czuje. Wszystko wokół się zmienia, a jej umyka wyjaśnienie dlaczego. I że tak jak moja mama czuję się ja sama myśląc o dzisiejszym świecie.

Dziewczyna przysiada. Kiwa głową.

– Wow. Rozumiem. Przykro mi. Ale wiesz co? Nie jesteś sama. Nie musisz płakać w samotności. Nikt z nas nie musi. Wszystko zawsze jest w naszej głowie, nic nie jest wyryte w kamieniu. Dlatego nic nie jest przesądzone, dopóki nie jest przesądzone. A sądzimy przecież my sami.

– Też czytałaś ten raport o teorii Wielkiego Filtra? – Patrzę na nią podejrzliwie.

– Nie. A chodzi w niej o to, żeby filtrować z rzeczywistości to, co dobre i budujące? Bo tylko to ma sens?

– Dokładnie – mówię i razem wracamy na salę.      

Życzę Państwu, by w nadchodzące Święto Dziękczynienia czuli się Państwo jak najmniej „odklejeni”, a jak najbardziej podbudowani tym, co wydarzyło się w Państwa życiu dobrego, i myślą o tym dobrym, które się jeszcze wydarzy.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY