Wyniki krakowskich wyborów pokazują małą mobilizację elektoratu koalicji rządzącej i duży potencjał mobilizacji przeciwko kandydatowi popieranemu przez Donalda Tuska – ocenił w rozmowie z PAP politolog UW prof. Rafał Chwedoruk. Jego zdaniem, Monice Piątkowskiej nie pomogły też doniesienia o domniemanym zamachu na czołowych polityków.
Według danych PKW ze wszystkich obwodów głosowania, Łukasz Gibała, założyciel stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, zwyciężył w wyborach na prezydenta Krakowa, uzyskując 62,12 proc. poparcia. Monika Piątkowska, senatorka KO, popierana przez KO i PSL, zdobyła 37,88 proc. głosów.
Chwedoruk podkreślił, że można doszukiwać się bardzo wielu przyczyn zwycięstwa Gibały i jego dużej przewagi nad Piątkowską. Jak zauważył, plebiscytarne głosowania z reguły skutkują szczególną aktywnością tych, którzy są przeciw.
Po drugie – wyliczył Chwedoruk – niedzielne wybory w Krakowie przypominają drugą turę wyborów na prezydenta RP. – Wówczas kwestią rozstrzygającą nie był deficyt poparcia dla Rafała Trzaskowskiego, ale skala mobilizacji przeciwko Donaldowi Tuskowi. – Tutaj, po stronie pana Gibały pojawiły się bardzo różne grupy wyborców, od takich, którzy są mniej zaangażowani na co dzień, po takich, którzy mają sympatię polityczną o bardzo różnym charakterze – wskazał politolog. Jego zdaniem, wynik Gibały jest syntezą głosów wyborców, których byłoby trudno sobie wyobrazić w jakiejkolwiek innej elekcji.
Politolog ocenił, że na dużą przewagę Gibały mogły wpłynąć też jakieś zdarzenia z ostatnich godzin i dni. – To, co się pojawiło na temat domniemanego przygotowania zamachu na czołowych polityków i cała wojenna retoryka, chyba nie pomogły w tym wypadku, a wręcz zaszkodziły. Mało kto pamięta o tym, że kiedyś przed drugą turą ogólnokrajowych wyborów prezydenckich był podobny komunikat dotyczący Bronisława Komorowskiego – zauważył. Politolog nawiązał w ten sposób do niedzielnych doniesień o możliwym ataku na premiera Donalda Tuska i wicepremiera, szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Według prof. Chwedoruka wyników krakowskich wyborów nie można przekładać na skalę ogólnokrajową. Może być to natomiast – jego zdaniem – ostrzeżenie dla koalicji rządzącej pokazujące małą mobilizację jej elektoratu, a jednocześnie potencjał mobilizacji przeciwko kandydatowi popieranemu przez Donalda Tuska.
Politolog zwrócił też uwagę, że spośród wszystkich partii politycznych z krakowskich wyborów wychodzi bez większych strat tylko PiS, „który nic nie wygrał, ale będzie miał prawdopodobnie pośrednio jakiś wpływ na sprawowanie władzy w Krakowie, co mu się nie zdarzało w jego historii”.
– Wszystkie inne ugrupowania mają powody do krytycznej samorefleksji, od Koalicji Obywatelskiej przez Lewicę, przez partię Razem, po Konfederację Grzegorza Brauna. Natomiast z całą pewnością listę tych, którzy muszą głęboko się zastanowić nad tym, jak unikać problemów zasygnalizowanych w Krakowie, otwiera Koalicja Obywatelska – stwierdził prof. Chwedoruk.
Przedterminowe wybory w stolicy Małopolski to efekt odwołania z urzędu prezydenta miasta w maju w drodze referendum Aleksandra Miszalskiego (Koalicja Obywatelska). W poprzednich wyborach w 2024 roku w drugiej turze Miszalski wygrał z Gibałą uzyskując 51,04 proc. głosów. Obu kandydatów dzieliły 5 434 głosy. Frekwencja wyniosła wtedy 45,50 proc. (PAP)
kmz/ zuz/