New York, NY
68°
Clear
7:06 am6:17 pm EDT
Feels like: 68°F
Wind: 6mph NNW
Humidity: 75%
Pressure: 30.01"Hg
UV index: 0
1 am2 am3 am4 am5 am
66°F
64°F
63°F
61°F
59°F
ThuFriSatSunMon
68°F / 59°F
75°F / 52°F
57°F / 41°F
61°F / 45°F
66°F / 50°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wywiady

Polonia nie jest wrogiem Polski tylko jej partnerem

28.03.2026

„Nazywam się Jan Dziedziczak, jestem posłem z Polski, a więc kraju Kopernika, Chopina i Jana Pawła II” – w ten sposób wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą wykorzystuje krótki czas jaki ma na przedstawienie się podczas różnych międzynarodowych spotkań i konferencji. Zachęca również, żeby każdy z nas w ten sposób promował znane polskie postaci, a w Stanach Zjednoczonych zwłaszcza Tadeusza Kościuszkę i Kazimierza Pułaskiego.

***

Panie ministrze, spotykamy się przy okazji inauguracji działalności Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku. Czy udział w tym wydarzeniu jest głównym celem Pańskiej wizyty w Wielkim Jabłku, czy może istnieje jeszcze jakiś inny powód?   

W Nowym Jorku jestem właśnie w związku z tym bardzo ważnym wydarzeniem, jakim jest otwarcie Instytutu Pileckiego na Manhattanie. Czekaliśmy długo na tę chwilę i bardzo się cieszę, że odbywa się to w tym – w mojej ocenie – historycznym momencie dla walki o dobre imię Polski, o prawdę historyczną, i o pozycję Polaków w Stanach Zjednoczonych, z Nowym Jorkiem na czele.

Jeśli chodzi o promocję historii Polski wśród Amerykanów, to patrząc na sąsiedztwo Instytutu Pileckiego, jego siedziba chyba ma bardzo dobrą lokalizację.

Oczywiście, że tak, ponieważ jest bardzo blisko World Trade Center, a więc miejsca niesamowicie symbolicznego dla wszystkich Amerykanów, miejsca, do którego przyjeżdżają wszystkie wycieczki zwiedzające Nowy Jork. Więc prawdopodobieństwo, że przy tej okazji odwiedzą także polskie muzeum, czy polską wystawę zorganizowaną przez Instytut Pileckiego jest bardzo wysokie. To miejsce jest także zlokalizowane bardzo blisko Museum of Jewish Heritage. Nie ukrywam, że osoby zainteresowane tematyką żydowską są ważnym punktem odniesienia dla tego instytutu. Chcemy, żeby z nami współpracowali, żeby się tu pojawiali i dowiadywali się o prawdziwej historii Polski i o prawdzie, jeśli chodzi o relacje polsko-żydowskie, czy też o bohaterach, którzy ryzykowali własne życie, żeby ratować często wielu nieznanych sobie Żydów. Tak zachowali się Polacy – a było ich około miliona w czasie drugiej wojny światowej – którzy ryzykowali życie swoje i swoich najbliższych, żeby pomóc często osobie zupełnie nieznanej. Wreszcie jest to także bardzo prestiżowe miejsce, jeśli chodzi o świat biznesu i elit finansowych Stanów Zjednoczonych, bowiem jest tuż obok Wall Street, przy giełdzie, gdzie w czasie lunchu czy po pracy wielu ludzi z instytucji finansowych ma chwilę wolnego, więc jest szansa, że wykorzystają ją do odwiedzenia Instytutu Pileckiego, chociażby z ciekawości.

Inauguracja została zorganizowana i przeprowadzona z wielkim rozmachem, co jest dobrym zwiastunem na przyszłość, ale jednak Polonia długo musiała czekać na moment, kiedy będzie mogła przekroczyć jego progi.  

Pomysł utworzenia Instytutu Pileckiego powstał wiele lat temu, za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Pamiętam doskonale, jak rząd premiera Mateusza Morawieckiego podjął decyzję o otwarciu jego oddziału w Nowym Jorku oraz jak jesienią 2023 roku prof. Piotr Gliński, jako minister kultury, podpisywał umowę na jego lokalizację w tym bardzo prestiżowym miejscu. Podpisano ją na kilkanaście lat, na bardzo korzystnych warunkach z punktu widzenia polskiego budżetu. O szczegółach nie mogę mówić, ale naprawdę jest to cena niemal niekomercyjna. Mimo że została ona podpisana trzy lata temu, to jakiekolwiek prace po zmianie rządu ruszyły dopiero kilka miesięcy temu. Czymś szokującym dla nas, którzy obserwowali ten projekt po zmianie władzy, było to, że przez ponad dwa lata w tak prestiżowym miejscu ten obiekt stał pusty. Państwo polskie za niego płaciło i nic się tutaj nie działo. Ta bierność nie była czymś neutralnym, ale czymś kompromitującym Polskę. Wszyscy, którzy wiedzieli, że państwo polskie wynajęło ten obiekt w tak prestiżowym miejscu – a przecież myśmy to ogłaszali – i widzieli, że nic się w nim nie dzieje, mieli świadomość, że chyba państwo polskie uczestniczy w czymś niepoważnym. Bo nikt, kto liczy pieniądze – a na Wall Street są ludzie, którzy głównie się tym zajmują – nie jest w stanie uwierzyć, że można być tak ślamazarnym, niegospodarnym, rozlazłym, jak miało to miejsce w roku 2024 i 2025. Jak można w tak wspaniałej lokalizacji nic nie robić? To nie tylko nie przynosiło zysków wizerunkowych dla Polski, ale nas to przez te dwa lata po prostu kompromitowało. 

Przejdźmy może teraz do tematu związanego z Polonią, bo przecież od wielu lat jest Pan w tej kwestii swoistym ekspertem, czy to poprzez pełnienie funkcji wiceministra spraw zagranicznych, czy poprzez pełnomocnictwo rządu ds. Polonii i Polaków za Granicą, czy wreszcie poprzez zasiadanie w sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Jak Pan z perspektywy tych funkcji postrzega Polonię amerykańską oraz jak patrzy na nią Polska? 

Mówiąc generalnie, nas w Polsce jest 37 milionów. Polaków mieszkających za granicą jest około 20 milionów. To już pokazuje, że ponad jedna trzecia Polaków na świecie mieszka poza granicami. To skutek dramatycznej historii i naszych ciężkich losów. Natomiast my obecnie cały czas podkreślamy, że Polacy są zawsze mile widziani w Polsce i zapraszamy wszystkich do powrotu. Wiemy jednak doskonale, że życie różnie się układa. Czasem głęboko zapuszczamy korzenie w jakimś miejscu, tworzymy nowe rodziny, więc nie jest łatwo wrócić. Niezależnie od tego, obecność tak wielu Polaków za granicą jest także wielką szansą dla Polski, bo my podkreślamy – a ja zawsze byłem tego zwolennikiem – że Polonia nie jest wrogiem Polski, tak jak to było przedstawiane za czasów PRL, nie jest również żadnym kłopotem dla naszego kraju, nie jest też petentem Polski, tylko jej partnerem. Jesteśmy wzajemnie sobie potrzebni. Myślę, że wszyscy patrioci, czy to nad Wisłą, czy też żyjący poza granicami kraju doskonale to czują i o tym wiedzą.

Co Pańskim zdaniem oznacza bycie patriotą poza granicami kraju?

Myślę, że należy tu wyszczególnić kilka elementów. Po pierwsze, bycie polskim patriotą to bycie ambasadorem Polski. To więc bycie obrońcą dobrego imienia Polski, promotorem dobrej opinii o Polsce i propolskim lobbystą. To również reagowanie, kiedy o Polsce mówią źle. Nie bądźmy obojętni gdy pojawiają się sformułowania typu „polskie obozy koncentracyjne”, „polska odpowiedzialność za Holokaust”, czy też  w przypadku tzw. polish jokes. W takich przypadkach polski patriota nie może być bierny. I mam tu na myśli zarówno działanie indywidualne każdego Polaka, jak i organizacyjne poprzez różne polskie media, szkoły i instytucje. Wiem, że redakcja „Nowego Dziennika” to robi, ponieważ te głosy dochodzą także do Polski. Oczywiście w ramach bycia ambasadorem Polski powinniśmy promować polskość, a także w sposób czytelny i zrozumiały dla obcokrajowca – w tym wypadku amerykańskiego odbiorcy – mówić o obecnych polskich atutach, ale też o polskiej historii i wielkich Polakach. Co mam na myśli? Wyjaśnię to prostym przykładem. Jeśli jako parlamentarzysta uczestniczę w międzynarodowych konferencjach i mam dwadzieścia sekund na przedstawienie się, to zawsze mówię, że nazywam się Jan Dziedziczak, jestem posłem z Polski, a więc kraju Kopernika, Chopina i Jana Pawła II. W ten sposób wykorzystuję nawet tak krótki czas. Wspominam te trzy postaci i proszę sobie wyobrazić, że niemal zawsze w przerwie takiej konferencji ktoś do mnie podchodzi i mówi: „O, to ty jesteś z Polski. Nie wiedziałem, że Kopernik był Polakiem”, albo: „Nie wiedziałem, że Chopin był Polakiem”. A ja wtedy mam satysfakcję, że go nauczyłem czegoś nowego. Krótko mówiąc, chodzi o to, żebyśmy naprawdę poczuwali się do współodpowiedzialności za dobre imię Polski i próbowali tego typu rzeczy przemycać przy okazji różnych spotkań i dyskusji. Tak więc przy każdej okazji podkreślajmy, że Kościuszko i Pułaski byli Polakami i współtwórcami Stanów Zjednoczonych, że mieliśmy uchwaloną drugą Konstytucję ma świcie, tuż po Stanach Zjednoczonych, że demokracja w Polsce na tle innych krajów europejskich była bardzo rozwinięta, że gdyby nie rozbiory, to Polska pewnie byłaby obecnie jednym z pierwszych krajów na świecie, że w Polsce kobiety mogły głosować i kandydować do parlamentu jako jedne z pierwszych na świecie, itp. Mówmy też o Polsce współczesnej, o jej fenomenalnym rozwoju gospodarczym, o tym, że w naszym kraju jest czysto i bezpiecznie, że Polska nie jest już taka, jaką pewnie pamiętają ją najstarsi czytelnicy „Nowego Dziennika”. Teraz jeśli ktoś przyjeżdża do Polski, to jest zachwycony nowoczesnością. Ja niedawno gościłem w Warszawie bardzo poważnego profesora ze Stanów Zjednoczonych i tak się złożyło, że wracaliśmy z kolacji metrem. I on był zachwycony, że jest tak czysto i nowocześnie. Widział też inny obrazek – młodą studentkę wracającą samotnie o godzinie dwudziestej trzeciej do domu. To z kolei pokazało mu skalę bezpieczeństwa w Polsce, która jest imponująca. A bezpieczeństwo to jeden ze wskaźników świadczących o jakości życia. Inne elementy to także czystość powietrza lub środowiska i wreszcie dostępność do służby zdrowia oraz do edukacji.

No właśnie, znam wiele młodych osób, które wyjechały na studia do Polski. Mało tego, są wśród nich tacy, którzy tam zostali i z sukcesem rozwijają swoje kariery zawodowe.

Bardzo mnie cieszy, kiedy młodzi Polacy ze Stanów Zjednoczonych przyjeżdżają do Polski, do kraju swoich dziadków na studia i są zadowoleni z oferty edukacyjnej dla naszych rodaków. Jeśli są to studia po polsku, a oni mają obywatelstwo polskie, to nawet mogą studiować za darmo. Natomiast jeżeli są już kolejnym pokoleniem w Stanach Zjednoczonych i nie czują się zbyt komfortowo w języku polskim, to mogą za relatywnie niewysokie pieniądze studiować w Polsce w języku angielskim. Koszt takiej edukacji wraz z pobytem w Polsce jest i tak o wiele niższy niż płatne studia stanowe w Ameryce. Oczywiście jeżeli ktoś dostanie się do pierwszej piętnastki listy szanghajskiej, np. na Columbię, Yale, Stanford czy na Berkeley, no to niech tam studiuje, ponieważ my potrzebujemy Polaków na takich uniwersytetach. Natomiast jeśli ktoś miałby studiować na jakiejś podrzędnej uczelni w odległym stanie, to lepiej żeby przyjechał do Warszawy czy Krakowa na poważne studia dające dyplom uznawany w całej Unii Europejskiej.

Wspominał Pan wcześniej także o budowaniu propolskiego lobbingu. Co Pan przez to rozumie?

To jest bardzo ważne, szczególnie w Ameryce. My potrzebujemy tego, aby obywatele Stanów Zjednoczonych polskiego pochodzenia w ramach mechanizmów demokratycznych stawiali wymagania swoim politykom. Część z nas jest zwolennikami Partii Republikańskiej, część woli Partię Demokratyczną, ale wyborca amerykański polskiego pochodzenia powinien pytać kandydata na prezydenta, na senatora, na członka Izby Reprezentantów, na gubernatora, czy nawet na radnego, co ma do zaproponowania w sprawach polskich. Jeśli chodzi o polityków federalnych, to przykładowo można zapytać: „Czy jest pan za tym, aby wojska amerykańskie nadal stacjonowały w Polsce i broniły Polski przed agresją rosyjską?”, i podkreślić, że jeśli tak, to ma szansę na nasz głos. Jeśli nie, to należy mu powiedzieć, że na pewno zagłosujemy na konkurencję. Jeśli chodzi o polityków lokalnych, to można ich przykładowo zapytać: „Czy są za tym, żeby nową ulicę w naszym miasteczku nazwać imieniem np. Mikołaja Kopernika, wielkiego polskiego astronoma”. Jeśli tak, to zapewnijmy go, że ma nasz głos, itd. Bądźmy jak inne mądre narody mieszkające w Stanach Zjednoczonych i rozpychajmy się z naszą narracją w warunkach uczciwej demokracji.

Panie ministrze, mówił Pan również o studiowaniu w Polsce i o znajomości języka polskiego przez polonijne dzieci. Jak ważna jest dwujęzyczność na emigracji. 

Przekazywanie polskości następnym pokoleniom, naszym dzieciom i wnukom mieszkającym w Stanach Zjednoczonych jest niesamowicie ważne, a nauka języka polskiego jest jednym z takich elementów. Trzeba rozmawiać po polsku z dziećmi i wnukami nawet wtedy jak jesteśmy w małżeństwach mieszanych. Nie można się poddawać. Należy także zaprowadzać nasze dzieci do polskiej szkoły, do polskiego harcerstwa, które świetnie działa w Stanach Zjednoczonych, a jeśli jesteśmy wierzący to także do polskiego duszpasterstwa. Wtedy nasze dziecko zostanie wychowane na osobę, która wchodząc w życie dorosłe, będzie mogła wybrać, kim chce być. Jeśli zechce być tylko Amerykaninem zapominającym o swoich polskich korzeniach, to ma do tego prawo. Oczywiście w takiej sytuacji byłbym smutny, bo dla mnie polskość jest ważna, podobnie jak pewnie dla wielu czytelników „Nowego Dziennika”. Jednak dając dziecku możliwość poznania języka polskiego, naszej kultury i tradycji, możemy sprawić, że będzie ono dumnym Polakiem żyjącym w Ameryce. Może nawet okazać się, że zechce w przyszłości przeprowadzić się do Polski. Tak więc od nas dorosłych zależy czy ten młody człowiek będzie miał wybór i możliwość zadecydowania, którą z tych trzech dróg wybierze jak będzie dorosły. Jeśli nie nauczymy go polskiego, jeśli nie poślemy go do polskiej szkoły, to taki człowiek będzie skazany tylko na wariant pierwszy, czyli naszą decyzją jako dorosłych odbieramy mu wariant drugi i trzeci. Tak więc tutaj pojawia się pytanie: W imię czego my możemy za nasze dziecko czy wnuka podejmować decyzję kim ma być? My powinniśmy dać mu pełną paletę możliwości, a jako polscy patrioci, dla których polskość jest ważna, to wręcz powinniśmy przekazać wszystko to co kochamy. Mogę pana redaktora zapewnić, że w ramach mojego dwudziestoletniego już doświadczenia, spotkałem tysiące Polaków w różnych miejscach na świecie zarówno takich, którzy urodzili się za granicą, jak i takich, którzy albo wyjechali z Polski jako bardzo małe dzieci lub młodzi ludzie. Na kilka tysięcy rozmów nie spotkałem ani jednej dorosłej osoby, która żałowałaby tego, że mówi po polsku, że rodzice i dziadkowie uczyli ich, rozmawiali z nimi w domu po polsku, a niekiedy zmuszali je – bo wiadomo, że dzieci nie lgną do szkoły – do tego, żeby w sobotę iść do polskiej placówki oświatowej. Natomiast miałem za to wiele sytuacji, gdzie dorośli odkrywali na pewnym etapie swojego życia polskość i nie mówili po polsku. Te osoby bardzo z tego powodu cierpiały i miały poczucie, że odebrano im część tożsamości, a niektórzy mieli wręcz pretensje do dorosłych, że wtedy, w dzieciństwie, gdy w sposób naturalny mogli nauczyć się polskiego, ich rodzice nie dopilnowali tego. Tak więc drodzy państwo, uczmy nasze dzieci i nasze wnuki języka polskiego oraz pilnujmy żeby w domu rozmawiać z nimi po polsku. One i tak będą fantastycznie mówić po angielsku w ramach socjalizacji i nauki w amerykańskich szkołach. A to, że będziemy konsekwentnie z nimi rozmawiać po polsku w domu, da im nie tylko drugi język, ale i drugą tożsamość. Oni przyjeżdżając do Polski będą się czuli jak w domu. To jest to, na czym nam bardzo zależy. Reasumując to wszystko co powiedziałem, są trzy elementy określające polskiego patriotę poza granicami kraju: obrona dobrego imienia Polski, propolski lobbing i przekazywanie polskości następnym pokoleniom.

A czy zauważył Pan jakieś zmiany, które zachodzą w Polonii wraz z upływem czasu?

Moim zdaniem, jeśli chodzi o Polonię w Stanach Zjednoczonych, to jesteśmy w momencie decydującym. Nigdy wcześniej nie było takiego wyzwania jak obecnie. Mianowicie pierwszy raz od stu pięćdziesięciu lat, w ostatnim dwudziestoleciu, po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej, Polacy przestali przyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych w takiej skali jak kiedyś. Tych powodów migracji zawsze było wiele, ale dwa główne, dla których kiedyś Polacy ruszali do Ameryki, Kanady, czy Australii, to były powody polityczne lub ekonomiczne. Dzięki Bogu, tych pierwszych nie ma już od trzydziestu siedmiu lat i oby nigdy się już nie pojawiły w żadnym wymiarze. Jeśli chodzi o powód ekonomiczny, to po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku i po otwarciu rynków unijnych, jeśli ktoś chciał troszkę więcej zarobić i wyjechać za granicę, żeby podnieść swoją jakość życia w wymiarze materialnym, to wyjeżdżał do krajów unijnych, a nie tak jak wcześniej do Stanów Zjednoczonych. To dlatego, że w Unii Europejskiej każdy czuje się jak w domu, ma prawo do pracy, legalny pobyt, opiekę socjalną i prawo do edukacji. Na tym polega wspólny rynek i migracja oraz idea zjednoczonej Europy. Drugą rzeczą, o której mniej się mówi, a która jest oczywista, jest kwestia podróży. Do kraju unijnego lecimy półtorej godziny za pięćdziesiąt dolarów i do tego wystarczy nam tylko dowód osobisty. W związku z tym możemy na każdy weekend przyjeżdżać do Polski. A ile razy w roku może nasz rodak ze Stanów Zjednoczonych odwiedzić Polskę? Niech sobie każdy czytelnik na to pytanie odpowie sam. Ja myślę, że średnio raz lub dwa razy w roku. Tak więc to spowodowało, że właśnie jesteśmy pierwszy raz w dziejach, w takiej sytuacji, gdzie nie ma dużego dopływu Polaków do USA przez co również zmienia się pozycja Polonii. Oczywiście jest dużo ludzi kochających Polskę, którzy przybyli do Ameryki kilkadziesiąt lat temu, są następne pokolenia, ale generalnie liderami środowiska polskiego najczęściej byli jednak ci, którzy przyjeżdżali w pierwszym pokoleniu, którzy byli wulkanami polskości, którzy działali w organizacjach polonijnych, ponieważ oni mieli największą tęsknotę za Polską, sentyment za rodzinnymi stronami i chcieli działać. Tak więc teraz stajemy przed wielkim wyzwaniem, co zrobić, kiedy brakuje nowej polskiej emigracji w Stanach Zjednoczonych. A ja podkreślę jeszcze raz, że my bardzo potrzebujemy silnej Polonii, broniącej dobrego imienia Polski, a przede wszystkim będącej propolskim lobbystą. Bardzo wiele decyzji życzliwych dla Polski w Ameryce jest spowodowanych także tym, że każdy z prezydentów czy kongresmenów ma świadomość, że trzy procent społeczeństwa to są wyborcy polskiego pochodzenia. Jest to bardzo ważne zwłaszcza w tzw. swing states, do których zalicza się m.in. Pensylwanię i Michigan, gdzie mieszka bardzo dużo Polaków. Dlatego każdy z prezydentów musi mieć świadomość, że jak coś zrobi dobrego dla Polski, to ma szansę pozyskać nawet trzy procent wyborców, a jeśli zrobi coś złego, to może je stracić. Na tym polega demokratyczna gra i każdy poważny naród, każdy mądry naród to wykorzystuje i odpowiednio lobbuje. My też musimy tak robić oraz myśleć nad tym, żeby wykreować następne pokolenia polonijnych liderów, którzy będą tego świadomi. W tym wypadku pierwszy raz w dziejach będzie trzeba wykreować pełną gamę liderów z Polaków urodzonych już w Stanach Zjednoczonych ponieważ niebawem nie będzie tutaj żadnego świeżego dopływu Polaków.

A jakie są obecne możliwości współpracy pomiędzy Polską a Polonią?

Zależy nam na współpracy w tych trzech elementach, o których wspomniałem. Musimy wspólnie bronić dobrego imienia Polski, walczyć o korzystne z punktu widzenia interesów Polski rozwiązania w amerykańskiej polityce, no i oczywiście dbać o kolejne pokolenia Polaków, żeby były świadome swoich korzeni i czuły współodpowiedzialność za sprawy Polski. Jeśli chodzi o obronę dobrego imienia, no to właśnie uroczysta inauguracja działalności Instytutu Pileckiego pokazuje, że państwo polskie stara się dostarczyć narzędzia do tego, żeby wykorzystywać je do walki o dobre imię Polski. Postać Witolda Pileckiego to samograj. Jest to – można powiedzieć – taki polski James Bond drugiej wojny światowej. Mamy tutaj pomoc Żydom, jak też ruch oporu w Auschwitz oraz akcent świadczący o tym, że w tym niemieckim obozie zagłady ofiarami byli także Polacy, a nie tylko Żydzi. Również wiadomości o Grupie Ładosia pokazują zaangażowanie polskiego państwa na uchodźstwie w walkę z niemieckim nazizmem oraz w ratowanie Żydów. Tak więc my dostarczamy te argumenty i ważne jest, żeby Polonia oraz tutejsze organizacje odpowiednio je wykorzystały. Polsce bardzo na tym zależy, bo chcemy razem, jako partnerzy, działać na rzecz dobra naszego kraju. Jesteśmy w różnych miejscach na świecie, w różnych sytuacjach życiowych, ale cel mamy ten sam. Jest nim dobro i rozwój Polski, a także jej bezpieczeństwo. Niestety żyjemy w smutnych czasach, w których dzieją się takie rzeczy, o których dziesięć lat temu nawet byśmy nie pomyśleli. Trzeba to akcentować. A współpraca, sojusz polsko-amerykański i obecność wojsk amerykańskich w naszym kraju jest gwarantem naszego bezpieczeństwa. Chodzi tutaj o to, aby agresor rosyjski, wybierając sobie kraj, który zaatakuje – a niestety pewnie tak będzie, bo to Putin jak były pułkownik KGB jest przedstawicielem bardzo agresywnego nurtu w polityce – nie wybierze Polski, bo uzna, że wtedy musiałby strzelać do tysięcy amerykańskich żołnierzy stacjonujących w naszym kraju. A on jest doskonale świadomy, że Amerykanie nie pozwolą sobie na to, żeby ktoś bezkarnie strzelał do ich żołnierzy. Tak więc straty dla Rosji byłyby większe niż potencjalne zyski. To w praktyce oznacza, że Rosjanie nie zaatakują Polski, jeśli będą u nas wojska amerykańskie. Chcesz pokoju? Szykuj się do wojny. Mądra polityka bezpieczeństwa polega nie na obronie Polski, tylko na doprowadzeniu do tego, że do agresji nigdy nie doszło. A gwarantem obecności wojsk amerykańskich w Polsce, jest to, żeby dziesięć milionów wyborców amerykańskich stawiało to wymaganie swoim reprezentantom, swoim politykom, członkom Kongresu i prezydentom Stanów Zjednoczonych, ale też, żeby mówiło o tym w mediach oraz walczyło o dobre imię Polski. Chciałbym też zwrócić uwagę, że historia, którą przedstawia Instytut Pileckiego o Polakach ratujących Żydów, o naszej postawie w czasie drugiej wojny światowej, w czasie Holokaustu, jest nie tylko oddaniem hołdu prawdziwym polskim bohaterom, ale także inwestycją w przyszłość. Bo jeśli uda nam się wywalczyć prawdziwą i uczciwą narrację, że Polacy od pierwszego do ostatniego dnia drugiej wojny światowej stali po stronie dobra, że nie stworzyli żadnego rządu kolaboracyjnego w przeciwieństwie do innych okupowanych przez Niemców krajów, a także, że milion Polaków ryzykowało życie swoje i swoich dzieci, żeby ratować często nieznajomych Żydów, oraz że zawsze byliśmy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, to opinia o Polakach będzie dobra i w przypadku potencjalnej agresji chęć pomocy Polsce będzie wśród decydentów, polityków, świata akademickiego, ludzi mediów czy nawet Wall Street o wiele wyższa, niż gdyby wrogowie Polski przeforsowali nieprawdziwą narrację, że byliśmy krajem małym, podłym, wydającym Żydów, męczącym ich i w zasadzie będącym współtwórcą Holokaustu.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja również serdecznie dziękuję.

Rozmawiał Wojtek Maślanka

Autor zdjęć: Wojtek Maślanka

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE