„To, że Polonia amerykańska chce wracać do Polski jest powodem do ogromnej dumy. W Polsce dobrze się żyje” – podkreśla w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko i zachęca Polonię do powrotu do kraju oraz inwestowania w Polsce. „To na pewno będzie bardzo dobra decyzja” – zapewnia polityk.
***
Panie ministrze, jaki był główny cel Pańskiej wizyty w Nowym Jorku?
Głównym celem mojej obecności w Nowym Jorku był udział w Forum Politycznym ONZ ds. Zrównoważonego Rozwoju. Miałem tam wystąpienie, w którym chciałem przede wszystkim zaprezentować sukces gospodarczy Polski. Pokazać światu, że przeszliśmy drogę od kraju rozwijającego się do kraju rozwiniętego, co jest efektem ciężkiej pracy wszystkich Polaków. Podkreśliłem, że przez ostatnie ponad dwadzieścia lat, od chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej, każdy z naszych 380 powiatów się rozwinął. To unikalne osiągnięcie na skalę światową. Udało nam się rozwinąć nie tylko największe miasto w Polsce – Warszawę. Sukces rodzimego biznesu przyniósł jednocześnie wyraźną poprawę jakości życia obywateli. Jeśli chodzi o takie wskaźniki jak długość życia, dostęp do opieki zdrowotnej czy edukacji, to Polska często nie ustępuje, a wręcz wyprzedza takie państwa jak Stany Zjednoczone, które kiedyś – dwadzieścia, trzydzieści lat temu – były dla nas niedoścignionym wzorem. Teraz nam się to udaje, oczywiście niczego nie ujmując z potęgi Stanów Zjednoczonych, które są globalnym supermocarstwem. Wszystkie te kwestie przedstawiłem w swoim wystąpieniu. Opowiedziałem również o naszych działaniach w obszarze polityki mieszkaniowej. Jak się okazało, temat ten podnosili uczestnicy z całego świata – od Azji i Afryki, przez Europę, aż po Amerykę Północną – wskazując go jako poważne wyzwanie.
Przez dwa lata obecności w rządzie Polska 2050 przeprowadziła kolejne ustawy i działania w polityce mieszkaniowej, które doprowadziły do tego, że po raz pierwszy od 25 lat ceny mieszkań w największych polskich miastach przestały rosnąć. To oczywiście nie jest docelowa sytuacja, tylko punkt wyjścia do dalszych przemian. Tematem tym bardzo zainteresowany był m.in. kanadyjski minister Gregor Robertson, który wcześniej był burmistrzem Vancouver i tam też mierzył się z problemem mieszkaniowym. Dlatego też wymieniliśmy się doświadczeniami – kanadyjskimi i polskimi – które, mimo że mówimy o dwóch różnych regionach świata, są bardzo podobne.
Czyli te wystąpienia nie były tylko okazją do pochwalenia się swoimi osiągnięciami, ale także pewną formą wymiany sprawdzonych doświadczeń i wzorców, które można wykorzystać i zaadoptować w innych miejscach.
Tak. Była to okazja do rozmowy z państwami, z którymi na co dzień nie mamy możliwości się spotkać, gdyż z racji naszego członkostwa w Unii Europejskiej skupiamy się na współpracy z naszymi dwudziestoma sześcioma partnerami z UE.
Tak powstała sposobność do rozmowy z ministrem odpowiedzialnym za mieszkalnictwo i infrastrukturę w Kanadzie. Wielką zaletą Organizacji Narodów Zjednoczonych, jest właśnie to, że tworzy przestrzeń do takich spotkań.
Jakie państwa zaprezentowały ciekawe i wartościowe rozwiązania, które np. mógłby Pan rekomendować polskim władzom i starać się wdrożyć w naszym kraju?
Oprócz Kanady, bardzo ciekawe rozwiązania przedstawili Brytyjczycy, którzy opowiadali o tym, jak radzą sobie z wyzwaniami rozwoju regionalnego, zwłaszcza w rejonach pogórniczych. Ten temat też jest dosyć bliski Polsce.
Czyli chodziło o rejony gospodarczo podobne do Dolnego i Górnego Śląska?
Tak, tylko że tam są one zlokalizowane na północy Wielkiej Brytanii. Są to rejony, które gospodarczo muszą odnaleźć się na nowo, w dodatku bardzo często są po głębokiej terapii szokowej, którą tam zastosowano dwadzieścia czy też trzydzieści lat temu. Zastosowano w nich bardzo ciekawe rozwiązanie, w którym wykorzystano niesamowicie rozwinięty system redystrybucji podatków do regionów mniej rozwiniętych. To jest dobry wzorzec, który moglibyśmy wykorzystać w Polsce. Poza tym odbyliśmy ciekawą rozmowę z minister z Kenii, która opowiadała o dość drastycznym przykładzie, który myślę, że jest niewdrażalny w Polsce, a już na pewno wykraczający daleko poza rozwiązanie, które ja bym uważał za akceptowalne. Przedstawiła ona sposób w jaki w Kenii rozwiązali problem finansowania mieszkalnictwa – po prostu na każdą pracującą osobę nałożyli dwuipółprocentowy podatek. Nie wyobrażam sobie, żeby w Polsce była akceptacja społeczna dla tego typu działań, chociaż w Kenii to się sprawdziło. To jest dobry przykład tego, że nie zawsze i nie wszędzie porównanie specyfik między różnymi regionami jest możliwe, bo to co jest akceptowalne w Afryce, niekoniecznie może się sprawdzić w Europie.
Wspomniał Pan o tym, że Polska w ciągu ostatnich dwóch dekad – stała się państwem rozwiniętym i może porównywać się z największymi gospodarkami świata. Na czym polega konkurencyjność Polski i w jakich dziedzinach jesteśmy najlepsi?
Myślę, że największy potencjał mamy w przemyśle obronnym. Polska wydaje 5 proc. PKB na obronność. Najwięcej spośród wszystkich państw NATO, zaraz po Stanach Zjednoczonych. Za wydatkami na obronność idą wydatki na innowacje w tej dziedzinie, na tzw. technologie dual use np. drony, które są wykorzystywane zarówno w obronności, jak i w przemyśle cywilnym. Przed Polską Grupą Zbrojeniową i innymi krajowymi firmami zbrojeniowymi pojawia się szansa wejścia do pierwszej czterdziestki lub nawet trzydziestki firm zbrojeniowych na świecie. To także nowe możliwości rozwoju dla polskiego prywatnego biznesu. Jednak, aby to osiągnąć i zyskać szansę na innowacyjność, musimy wybudować w Polsce centra danych oraz centra ich przechowywania. Wiem, że w stanie Nowy Jork trwa debata na temat tego, czy centra danych tu mogą powstawać, czy nie. W Polsce wydaje się, że ich powstawanie nie będzie rzeczą kontrowersyjną, jednak w tym momencie nie mamy infrastruktury, w której moglibyśmy składować, najbardziej wrażliwe dane i wdrażać najbardziej innowacyjne projekty. Mam nadzieję, że uda się to zrealizować, a sektor ten powtórzy sukces polskiego przemysłu obronnego, którego produkty są eksportowane do państw sojuszniczych.
A jak udaje się godzić te kwestie wprowadzenia innowacyjności w sektorze obrony, bo wiemy, że w Polsce ścierają się dwie opcje. Jedna rządowa, bardziej prounijna, a druga prezydencka bardziej oparta na współpracy ze Stanami Zjednoczonymi.
Te opcje nie wykluczają się, a wręcz przeciwnie, doskonale się uzupełniają. Sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jest perłą w koronie polskiego bezpieczeństwa i musi pozostać niezachwiany. Nikt w Polsce nie mówi o tym, żeby ograniczyć zamówienia uzbrojenia i współpracę ze Stanami Zjednoczonymi. Jedynie jest mowa o tym, żeby do „solidnej nogi”, na której stoimy, dodać kolejną – krajową i europejską.
Czyli chodzi o dywersyfikację.
Jak każde rozsądne państwo musimy się w tej dziedzinie dywersyfikować. Ważne, żeby to zróżnicowanie nie prowadziło przez osłabienie tej „solidnej nogi”, a której wspomniałem. To jest naprawdę absolutnie konieczne. To, że powstał Fundusz SAFE, z którego korzystamy, czy też Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności z KPO, z którego również korzystamy, nie oznacza, że zamawiamy mniej w Stanach Zjednoczonych.
Powróćmy może do tych spraw regionalnych i mieszkaniowych, które inaczej wyglądają w dużych miastach, a inaczej w małych miasteczkach i na wsiach.
Mamy do czynienia z dwoma problemami. Jeden to kwestia ceny mieszkań, czyli problem dotyczący największych polskich miast i metropolii, gdzie jest bardzo dużo nowych mieszkań budowanych prywatnie, natomiast ich ceny są niesamowicie wysokie. Drugi problem to liczba powstających mieszkań. Jest on zauważalny w mniejszych miejscowościach, w których prywatni inwestorzy nie chcą budować, bo trudniej jest je tam sprzedać. Moim zdaniem, celem polityki państwa powinno być stwarzanie takich warunków, aby mieszkania były dostępne w całym kraju. Ostatnio oddawaliśmy jeden blok mieszkalny w miejscowości Małogoszcz w województwie świętokrzyskim, w której ostatni nowy blok mieszkalny był wybudowany w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy powstawała tam cementownia. Teraz pojawiły się tam, ze wsparciem z Krajowego Planu Odbudowy nowe mieszkania społeczne.

Kto z nich może korzystać?
Mieszkania społeczne są przeznaczone dla osób, które zarabiają zbyt dużo, aby otrzymać lokal komunalny, a jednocześnie nie mają zdolności kredytowej na zakup po cenach rynkowych. To właśnie ta grupa społeczna znajduje się w najtrudniejszej sytuacji mieszkaniowej. We wspomnianym Małogoszczu jedna z rodzin powiedziała nam, że gdyby nie powstały tam nowe mieszkania, oni by się już przeprowadzili do Warszawy. Dzięki tej inwestycji zostają i będą żyć w rodzinnym mieście. I to jest nasz cel. Oczywiście przedmiotem debaty w Polsce jest kwestia pozwolenia na dojście do własności takich mieszkań po piętnastu czy dwudziestu latach. Uważam, że w dużych miastach, w których istnieje ogromna oferta prywatnego budownictwa, nie powinno być przyznawane prawo własności do mieszkań społecznych. W Małogoszczu lub innej małej miejscowości, gdzie sektor prywatny niczego nie buduje, wieloletni lokatorzy, którzy mieszkają tam od 20 lat i regularnie płacą czynsz, powinni mieć możliwość wykupu takich mieszkań.
Czy istnieją jakieś programy wsparcia dla ludzi, których nie stać na zakup czy nawet wynajęcie mieszkania lub formy wpływania na deweloperów celem ograniczenia wzrostu ich cen?
Oczywiście, oferujemy wsparcie w jednej i drugiej kwestii. Ponadto udało nam się skutecznie zatrzymać wzrost cen mieszkań dzięki rezygnacji z dopłat do kredytów i deweloperów, które funkcjonowały w Polsce przez kilka ostatnich lat. Wówczas pomoc otrzymywała bardzo mała grupa ludzi, a ceny mieszkań drastycznie wzrastały dla wszystkich. Mechanizm ten działał podobnie jak dopłaty bezpośrednie, na których – zamiast ostatecznego beneficjenta – zyskuje pośrednik. W tym przypadku były banki oraz deweloperzy. Sam fakt zakończenia tych dopłat spowodował, że w Polsce np. na ulicach znowu pojawiły się reklamy mieszkań. Oznacza to, że deweloperzy zrozumieli, że muszą się promować, żeby zdobyć klienta, bo wcześniej nawet tego nie musieli robić. Ceny mieszkań zatrzymały się w takich miastach jak m.in. Warszawa i Kraków. Jeżeli pojawiają się wzrosty, to są one jedno- lub dwuprocentowe w skali roku, a nie dwudziestoprocentowe, jak było wcześniej. Tak więc to jest taka historia, o której właśnie opowiadałem na forum ONZ, która świadczy o tym, że często trzeba podjąć zadecydowane działania. Nie były one łatwe do wprowadzenia w Polsce, ponieważ mieliśmy przeciwko sobie całą branżę deweloperską. Jednak warto było to zrobić, bo efekty przyszły bardzo szybko.
Myślę, że ta kwestia dotycząca ceny mieszkań jest ważna także dla Polonii, a przede wszystkim dla osób, które powracają do kraju. A jest ich stosunkowo dużo, zwłaszcza wśród emerytów, którzy decydują się na taki krok z uwagi na fakt, że na pewno życie w Polsce jest tańsze niż w USA, a poza tym często chcą tę przysłowiową „jesień swojego życia” spędzić z bliskimi.
Niesamowite jest to, że Polonia amerykańska chce wracać do Polski. To też jest powodem do ogromnej dumy. W Polsce dobrze się żyje. Mamy najlepszą infrastrukturę drogową w Europie, świetne publiczne połączenia kolejowe, dofinansowane przez państwo. Poza tym inwestujemy w usługi publiczne, aby dostęp do lekarzy oraz do wszelkich urzędów był szybki i sprawny, a przede wszystkim darmowy. To rzecz nieoceniona. Wskaźniki takie jak średnia długość życia, współczynnik Giniego czyli wskaźniki nierówności, czy też statystyki dotyczące dostępności do lekarzy to często są po prostu liczby. Jednak prawda jest taka, że w coraz większej liczbie takich porównań Polska plasuje się wyżej niż Stany Zjednoczone. Polska jest po prostu dobrym miejscem do życia, a nasze miasta przez ostatnie dwadzieścia lat niesamowicie się zmieniły. Jeżeli ktoś nie był w kraju przez dziesięć, dwadzieścia lat, to może ich nie poznać. Sam tego doświadczyłem, bo mieszkałem przez jakiś czas za granicą i wiem, że nawet jeśli się przyjeżdża do kraju raz na rok czy nawet raz na pół roku, to już widać tę różnicę. Po dwudziestu latach Polska jest zupełnie innym miejscem niż była wcześniej. Warto przyjechać, warto zobaczyć, a także wrócić do domu, do swoich. To na pewno będzie bardzo dobra decyzja.
Podkreślił Pan, że Polska jest dobrym krajem do życia, a jak wygląda teraz sprawa z działalnością gospodarczą. Z różnych rozmów i spotkań wiem, że wielu polonijnych biznesmenów w niedalekiej przeszłości chciało inwestować w naszym kraju, ale często zniechęcały ich do tego bariery biurokratyczne. Czy coś w tej kwestii się teraz zmieniło?
Biurokracja jest często problemem, żeby nie powiedzieć barierą w inwestowaniu, ale to też się w Polsce zmienia. Są projekty zachęcające do powrotu do domu jak również do inwestowania, i to stanowi podstawę strategii polityki zagranicznej rządu. Mamy bardzo dużo ułatwień czy też preferencji podatkowych dla ludzi, którzy decydują się powrócić do Polski. Wiele podmiotów, które nigdy nie były związane z Polską, decyduje się na lokowanie swoich inwestycji w naszym kraju. Przykładem – i to z ostatnich tygodni – są inwestycje tajwańskie, które wcześniej nie były duże. Powodem, dla którego Tajwańczycy się na nie zdecydowali jest to, że polski system prawny jest stabilny i prostszy niż w innych krajach naszego regionu. Oczywiście zawsze można zrobić więcej, jeszcze bardzo dużo deregulacji przed nami i w tym przypadku Stany Zjednoczone pod wieloma względami są dla nas wzorem. Jednak dziś jest pod tym względem dużo lepiej niż było jeszcze jakiś czas temu.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Ja również.
Rozmawiał Wojtek Maślanka