Oszukiwaliśmy PRL za jego pewną zgodą. Władza pozwalała nam w imię własnej samoobrony na jakieś luzy – powiedziała PAP pisarka i dziennikarka Małgorzata Szejnert, opowiadając o pracy reportera w Polsce Ludowej. Właśnie ukazał się zbiór jej reportaży z tego czasu oraz wywiad rzeka, którego jest bohaterką.
W rozmowie z PAP Szejnert zaznaczyła, że mimo panującej w PRL-u cenzury udało jej się w tekstach przekazać wiele prawdy o tamtej rzeczywistości. Podkreśliła, że taka umiejętność „mówienia między wierszami” była domeną twórców zajmujących się reportażem spod znaku tzw. małego realizmu.
– Było to oszukiwanie PRL-u za jego pewną zgodą. Zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy używać forteli, aby napisać to, co w jakiś sposób zbliży nas do prawdy o tym, w jakiej sytuacji żyjemy – wyjaśniła.
Zwróciła także uwagę, że jednocześnie ta grupa reporterów była traktowana przez władzę jak rodzaj bezpiecznika. – W tym naszym baraku, który podobno był w obozie państw zależnych tym najweselszym, władza pozwalała w imię własnej samoobrony na jakieś luzy. Jednym z nich był właśnie mały realizm – powiedziała.
Zastrzegła, że reporterzy nie pisali wówczas o wielu wydarzeniach. – Nie mogliśmy napisać o wybuchu Rotundy, pożarze na Moście Łazienkowskim, o katastrofach w kopalniach. Ale przede wszystkim – o protestach i nastrojach społecznych, o buntowniczych aktach twórczych, o manipulacjach politycznych – podkreśliła. – Skoro nie mogliśmy pisać o tak wielu rzeczach, nie można mówić o tym, że była to panorama ludzkich losów – dodała.
Powiedziała także, że reporterzy wiedzieli, że działają w zamkniętej strefie. – Te granice przyjmowaliśmy. Tak jak przyjmowaliśmy to, że mieszkamy w tym kraju, nie uciekliśmy z niego. Dopiero stan wojenny sprawił, że zaczęliśmy myśleć o tym, że może trzeba się wyprowadzić. A wcześniej rok 1968 z antysemityzmem państwowym – podkreśliła.
Zapytana o ocenę swoich reportaży z czasów Polski Ludowej, które właśnie wydał Znak pod tytułem „Chwila przed podróżą”, przyznała z rozbrajającą szczerością, że powie o nich coś, czego żaden autor nie powinien mówić o własnej twórczości: – Ja jestem z nich bardzo zadowolona. Kiedy dostałam tę książkę jako egzemplarz autorski, zaczęłam ją czytać naprawdę z dużą ciekawością.
– Byłam młoda i strasznie zawzięta, aby zdobyć jakieś informacje, które uważałam za ważne. Byłam niezmordowana, jeśli chodzi o podróże, dopytywanie się, wręcz mordowanie pytaniami swoich rozmówców. Dzisiaj już bym tego nie potrafiła, z uznaniem myślę o tej pracy – powiedziała Szejnert.
Małgorzata Szejnert zadebiutowała w 1972 r. reporterską książką o amerykańskiej Polonii „Borowiki przy ternpajku”. Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych wydała dwie książki – „Sława i infamia” oraz „Śród żywych duchów”. W sierpniu 1980 r. pracowała przy redagowaniu biuletynu strajkowego Stoczni w Szczecinie. Jest współzałożycielką „Gazety Wyborczej”, gdzie była wieloletnią szefową działu reportażu. Z jej „szkoły” wyszli m.in. Magdalena Grzebałkowska, Magdalena Grochowska, Katarzyna Surmiak-Domańska, Lidia Ostałowska, Wojciech Tochman, Jacek Hugo-Bader, Mariusz Szczygieł i wiele innych ważnych autorek i autorów reportaży. Do pisania wróciła po przejściu na emeryturę. Wśród jej książek są także m.in. „Czarny ogród”, „Wyspa klucz”, „Dom Żółwia. Zanzibar”, „Usypać góry. Historie z Polesia” i „Wyspa Węży”. Właśnie ukazały się w Znaku jej repotaże z PRL-u „Chwila przed podróżą” oraz wywiad rzeka „Chłodnia, czyli grzejnia. Małgorzata Szejnert w rozmowie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem”.
Anna Kruszyńska (PAP)
akr/ miś/
Małgorzata Szejnert karierę zawodową rozpoczęła w dziale miejskim „Kuriera Polskiego”, by z czasem przejść do „Tygodnika Demokratycznego”. W drugiej połowie lat 70. objęła kierownictwo działu reportażu w tygodniku „Literatura”. W sierpniu 1980 roku angażowała się w redagowanie biuletynu strajkowego w Stoczni im. Warskiego w Szczecinie.
Po wprowadzeniu stanu wojennego związała się z prasą podziemną. W 1984 roku wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, gdzie podjęła pracę w „Nowym Dzienniku”, do kraju wracając dwa lata później. Należała do grona współzałożycieli „Gazety Wyborczej” i przez kilkanaście lat kierowała w niej działem reportażu.
Red. JŁ